– Tak, tak. A u ciebie?
Siedząc już na łóżku, rozpiął kurtkę i wyciągnął zwitek dwudziesto funtowych banknotów. Z namaszczeniem położył je na łóżku, uśmiechając się do niej.
– Skąd to masz?
Pytała szeptem z uwagi na młodsze dzieci.
On także odrzekł szeptem, nie przestając się uśmiechać:
– Obróciłem z towarem dla jednego faceta z drugiej strony osiedla. Nawet jak mnie złapią, nie wsadzą, bo jestem małolat. – Był zachwycony sobą. – Kupisz jakieś rzeczy dla dzidziusia.
Przycisnęła rękę do ust, żeby powstrzymać krzyk cisnący się na usta. Przełknąwszy ślinę, powiedziała możliwie normalnym tonem:
– Źle zrobiłeś, Petey. Tego nie wolno robić.
Wzruszył ramionami.
– To łatwy zarobek, mamo, i facet mówił, że mogę u niego pracować codziennie po szkole. – Sapnął radośnie. Powiedział, że jestem bystrzak.
To by się nie zdarzyło, gdyby żył Jamie, ale teraz, kiedy odszedł, to blokowisko wchłonie dzieci. Chyba że ona do tego nie dopuści. Wzięła pieniądze i pocałowała Peteya.
– Nigdy więcej, mały. To był pierwszy i ostatni raz, rozumiesz?
Nie odpowiedział. Wyszedł z sypialni i za chwilę usłyszała, że myje zęby. Położyła się na łóżku, podjęła już decyzję Z samego rana powie Maurze, iż zgadza się na jej propozycję
Popatrzyła na fotografię męża i przeprosiła go w duchu, że pozwala się obdarowywać ludziom, którzy doprowadzili do jego śmierci. Była pewna, że zrozumiałby, dlaczego musi to zrobić.
Rozdział 19
Tommy czekał na kumpla w knajpie „Mosquito” na Victoria Street. Bywał tu częstym gościem. Kilka razy przyprowadził do tego lokalu Maurę. Zawsze schodzili na dół, do baru „Vampire”, którego wystrój – futony i kotary zapewniające prywatność – bardzo przypadły Maurze do gustu. On też lubił to miejsce. Jednak teraz, gdy siedział tu samotnie, wolałby być gdzie indziej. Był skrępowany, obserwowali go ludzie, ale był to jedyny nocny klub, w którym mógł się bezpiecznie spotkać z Jackiem Sternem. W grę wchodziło jedynie miejsce publiczne. Jack był na niego wkurzony z powodu utraty koki i kłopotów z Ryanami, więc Tommy wolał nie ryzykować.
Muzyka dudniła głośno i lokal szybko się zapełniał. Był to dość ekskluzywny klub i klientela miała pieniądze. Wieczorami przychodziły tu gwiazdy seriali telewizyjnych, piłkarze i inne osobistości Liverpoolu. Bywała tu również śmietanka liverpoolskiego świata przestępczego – wiele interesów ubito przy posiłku w restauracji bądź drinkach w kameralnym barze „Vampire”.
Obok przechodził Charlie Siega, najbarwniejsza postać miejscowego półświatka, więc Tommy się uśmiechnął i wyciągnął dłoń, by się przywitać. Ale Charlie spojrzał na niego chłodno i poszedł dalej. To wystarczyło Tomowi. Już wiedział, że Ryanowie puścili w obieg wieści także na jego terenie. Był niemal chory z nerwów i miał wielką ochotę wyjść. Nie mógł jednak, przynajmniej dopóki nie porozmawia z Jackiem.
Nagle zobaczył Jossa i odprężył się. Nie rozmawiał z nim od tamtej nocy, kiedy Joss, wygarnąwszy mu, co o nim myśli pojechał do Maury zawrzeć z nią przymierze. Tomowi bardzo brakowało starego kumpla, więc kiedy ujrzał go teraz, gdy był w najgłębszym dołku, wydało mu się, że los znowu zacznie się do niego uśmiechać.
Joss powoli szedł w jego stronę.
Tommy pociągnął łyczek, czekając, aż kumpel dojdzie do niego wzdłuż długiego baru. Ale Joss go minął i Tommy z niedowierzaniem zobaczył, że po zamówieniu drinka dołączył do Charliego i jego koleżków. Twarz Toma zapłonęła z upokorzenia. Nigdy w życiu nie doświadczył czegoś takiego. Chyba jednak powinien się tego spodziewać. Joss darzył Maurę Ryan wielką sympatią i szacunkiem, a przy tym, w przeciwieństwie do Toma, cechowała go lojalność.
Tommy nie chciał o niej myśleć, mimo że mu jej brakowało. Nie przywykł do przegrywania w męsko-damskich układach. Przyzwyczaił się, że zawsze to on gra pierwsze skrzypce.
Ukradkiem spojrzał na zegarek. Jack był prawie godzinę spóźniony, ale należało wziąć poprawkę na korki na Ml. Tommy zamówił kolejnego drinka i sączył go, przyglądając się ludziom zapełniającym lokal. Podziwiał biusty młodych kobiet, gdy nagle usłyszał znajomy głos.
– Jack nie przyjdzie, Tom. – Joss stał za nim przy barze, nie patrząc na niego. – Chodzą słuchy, że Ryanowie cię szukają. Jack spotyka się z nimi dziś wieczorem, próbuje naprawić stosunki. Nie pokazuj się w domu ani w żadnym z miejsc, w których zwykle bywasz.
Natychmiast odszedł, a Tommy, przyjmując do wiadomości to, co usłyszał, podniósł się kilka minut później i udając nonszalancję wyszedł z lokalu. Nigdy jeszcze nie czuł się tak upokorzony. Ani taki samotny.
A więc Jack próbował pogodzić się z Ryanami? Tommy to rozumiał, w końcu mieli jego kokę. Ale gdzie, do diabła, on sam był w tym wszystkim? Przecież to on przygotował grunt, a teraz znalazł się za burtą. Sześć lat temu połączyli siły: Tommy działał w Liverpoolu, Vic na południowym wschodzie, a Jack miał w zamian za udziały finansować całą operację z pieniędzy zgromadzonych przez trzydzieści lat mordowania na zlecenie.
Po powrocie do Anglii Vic nie kontaktował się w ogóle z Tommym, co nie wróżyło nic dobrego. Chodziły słuchy, że nadal wini Ryanów za śmierć Sandry, ale Tommy nie dawał temu wiary. Wyglądało na to, że Vic potrafi spieprzyć dokładnie wszystko, do czego się zabierze.
Kiedy Tommy otwierał samochód, kątem oka dostrzegł nagle z boku błysk metalu. Tuż przy nim stał jakiś młody człowiek z długimi włosami i kozią bródką, trzymając nóż z długim ostrzem. Joss zaszedł chłopaka od tyłu i powalił go potężnym ciosem w głowę.
– Lepiej spływaj, Tom. Ostatni raz mogłem ci pomóc. Jasne?
Odwrócił się szybko i odszedł.
– Joss… Joss, zaklinam cię…
Błaganie i uraza w głosie Toma Rifkinda nie wzruszyły Jossa, nie zatrzymał się. Tommy nawarzył sobie piwa i teraz musi je wypić. Joss nie miał zamiaru iść z nim na dno. Do nikogo nie żywił uczucia tak bliskiego miłości jak do Toma, ale nie mógł mu wybaczyć tego, co zrobił Maurze i rodzinie Ryanów. Po tylu latach spędzonych razem wreszcie odkrył w nim zdradliwego drania.
Tommy patrzył, jak Joss odchodzi, a potem spojrzał w dół, na nieprzytomnego chłopaka leżącego na ziemi, i kopnął go w głowę. Po chwili wsiadł do samochodu i ruszył.
Ale dokąd miał jechać? To było dobre pytanie.
Gdy Maura wchodziła do domu, powitał ją zapach potrawki wołowej i świeżo ugotowanych warzyw. Przywołała na twarz uśmiech, zanim weszła do kuchni i pozdrowiła matkę.
– Ładnie pachnie – zauważyła.
Sarah miała na sobie fartuch nałożony na suknię z golfem, a na jej pomarszczonej twarzy widniał grymas niezadowolenia.
– Jak ty, u licha, możesz gotować na tej diabelskiej kuchence?
Maura zaśmiała się.
– Przyzwyczaisz się do niej, mamo.
– Usiądź, moja droga, zrobię ci dobrej herbaty.
Maura usiadła przy kuchennym stole i powiedziała od niechcenia:
– Dziś wieczorem przychodzi do mnie kilka osób na biznesowe spotkanie.
Sarah popatrzyła na nią gniewnie.
– Biznesowe spotkanie o tak późnej porze?
Maura kiwnęła głową.
– Czy ja wyglądam na durną babę, Mauro Ryan?
Uśmiechnęła się do matki.
– Zrobię wobec tego trochę kanapek – oświadczyła Sarah. – Chyba wystarczy?
Maurze coraz ciężej było utrzymać uśmiech na twarzy.
– W porządku, mamo…
– Robiłam to zawsze dla Michaela, gdy pracował w domu. Mężczyźni mogą jeść o każdej porze dnia i nocy. Kiedy jedzą, robi się bardziej przyjazna atmosfera.
Maura wzięła z jej rąk herbatę i roześmiała się.
Matka podała jej miseczkę z potrawką i Maura zaczęła jeść ze smakiem, dopiero teraz zdając sobie sprawę, jak bardzo była głodna. Po aferze z Bennym nie wierzyła, że jej żołądek będzie w stanie przyjąć jakiekolwiek jedzenie.