Выбрать главу

— Te cholerne rękawice!

Jeszcze dziesięć sekund wieczności i wreszcie:

— Klucz gotowy, milordzie.

Martinez niecierpliwił się, ale przynajmniej usiłował nie wrzeszczeć.

— Przekręcić na mój sygnał — rozkazał. — Trzy, dwa, jeden, już! Ze swego miejsca dostrzegł, że konsola uzbrojenia Vonderheydte’a nagle rozbłysnęła światłem.

— Bronie: uzbroić w antymaterię baterię jeden — powiedział Martinez. — Przygotować do wystrzelenia pocisk jeden, dwa i trzy na moją komendę. To nie są ćwiczenia. — Odwrócił się do Erukena. — Pilocie, obróć statek, by bateria jeden kierowała się na wroga.

— Statek się obraca, lordzie kaporze. — Klatka Martineza zadrżała z jękiem, gdy statek się zakołysał.

— Displej, przejdź w stan wirtualny. — Wirtualna przestrzeń znów wystrzeliła w umyśle Martineza. Ręką w rękawiczce manipulował kontrolkami displeju, zaznaczając trzy cele w pustym obszarze między swoją eskadrą a wrogiem.

— Brori: wystrzelić pociski jeden, dwa i trzy w kierunku zaznaczonych współrzędnych. To nie są ćwiczenia.

— To nie są ćwiczenia, milordzie — powtórzył Vonderheydte. — Wystrzelić pociski. — Zapadła krótka cisza, nerwy Martineza odruchowo się napięły, jakby w oczekiwaniu na odrzut. — Pociski wystrzelone — meldował Vonderheydte. — Pociski opuściły statek. Pociski lecą normalnie na napędzie chemicznym.

Pociski wyniesiono w przestrzeń na szynach gaussowskich — i oczywiście nie było żadnego wyczuwalnego odrzutu — a potem rakiety zabierały je na bezpieczną odległość od statku i tam włączały się silniki na antymaterię.

— Proszę pana — w słuchawkach Martineza rozległ się głos Shankaracharyi. — Pilny przekaz od kapitana Kamarullaha. Do pana osobiście, lordzie kaporze.

Martinez usiłował się przełączyć ze świata wirtualnego — gdzie królowały ikony planet, wykresy trajektorii oraz ścisłe obliczenia — w rozmowę; jego umysł zawirował.

— Odbiorę — powiedział i natychmiast w wirtualnym displeju, obraźliwie blisko, pojawiła się twarz Kamarullaha. Martinez skrzywił się odruchowo.

— Tu Martinez — rzekł.

Kanciasta twarz Kamarullaha była zaczerwieniona. Czy to jakiś wewnętrzny żar zabarwił mu skórę, czy też jest to atrybut transmisji, zastanawiał się Martinez.

— Kapitanie Martinez — rzekł Kamarullah — przed chwilą wystrzelił pan pociski. Czy zdaje pan sobie sprawę z tego, że z tej odległości raczej nie trafi pan we wroga?

— Włączone główne silniki pocisków — meldował Vonderheydte, jakby akcentując pytanie Kamarullaha.

— Nie zamierzam tymi pociskami uderzyć w Naksydów — odparł Martinez. — Chcę zamaskować pewien manewr.

— Manewr? Tutaj? — Kamarullah był zaskoczony. — Jak to? Jesteśmy jeszcze godziny od wroga. — Spojrzał na Martineza rozgorączkowanym wzrokiem i przemówił niezwykle wyraźnie, dobitnie, jakby samą siłą słów usiłował przekonać ślepca, że ten stoi na drodze rozpędzonego samochodu. — Kapitanie Martinez, myślę, że pan tego nie przemyślał. Gdy tylko zauważył pan wroga, powinien pan wydać eskadrze rozkaz obrotu i rozpoczęcia hamowania. Musimy doprowadzić do tego, że eskadra komandora Do-faqa dołączy do nas przed potyczką. — Jego głos przybrał ton bardzo poważny i chyba nawet trochę błagalny. — Jeszcze nie jest za późno, by przekazać dowództwo eskadry bardziej doświadczonemu oficerowi.

— Pociski… — zaczął Martinez.

— Psiakrew, człowieku! — Oczy Kamarullaha miały lekko dziki wyraz. — Nie nalegam, żebym to ja dowodził. Ale jeśli nie mnie, to niech pan przekaże stanowisko komuś innemu. A panu zostanie mnóstwo pracy z niedoświadczoną załogą, przy czym nie będzie się pan musiał martwić o taktykę.

— Pociski — ciągnął Martinez spokojnie — mają zamaskować przybycie eskadry dowódcy Do-faqa. Chcę jak najdłużej zachować w tajemnicy istnienie ciężkiej eskadry.

Kamarullaha opanowało zdziwienie.

— Ale to zajmie godziny. Oni i tak muszą…

— Kapitanie Kamarullah — przerwał mu Martinez — proszę czekać na dalsze rozkazy.

— Chyba nie będzie pan próbował tych swoich… tych taktycznych nowinek? — powiedział Kamarullah. — Przecież eskadra ich nie rozumie ani…

Martinezowi skończyła się cierpliwość.

— Dosyć! Pozostańcie w gotowości! Koniec rozmowy!

— Ja nie…

Martinez przerwał połączenie i wściekle uderzył pięścią w podłokietnik fotela. Kazał komputerowi przechować zapis tej rozmowy. Na wszelki wypadek lepiej mieć to zarejestrowane, pomyślał.

Potem wpatrywał się ślepo w wirtualny układ planetarny — małe abstrakcyjne symbole w doskonałym, uporządkowanym świecie — i próbował zgadnąć co teraz należy zrobić.

— Łączność: wiadomość do dowódcy eskadry Do-faqa, osobiście do dowódcy. Wysłać przez stację przekaźnikową wormholu.

— Tak jest, milordzie. Osobiście do dowódcy eskadry. Znowu Martinez czekał, aż zamigocze światełko — jarząca się planetka pojawiła się w świecie wirtualnym.

— Lordzie dowódco Do-faq. Według mnie nasza wielka przewaga w nadchodzącym starciu polega na tym, że wróg jeszcze nie wie o istnieniu waszej eskadry. Zbliżając się do wroga, wystrzelę pociski, by jak najdłużej zasłaniać pańskie statki. Czternasta Lekka Eskadra otrzyma rozkaz przeprowadzania manewrów, które uwiarygodniłyby zastosowanie zasłony.

— Jeśli zgadza się pan z moim planem, proszę o wydanie rozkazu swoim jednostkom, żeby zaraz po wyjściu z wormholu leciały na dwa-dziewięć-zero przez zero-jeden-pięć bezwzględnie i kontynuowały przyśpieszenie dwóch g. To pozwoli panu wykorzystać zasłonę, którą już stworzyłem.

Gdy spojrzał w kamerę, uzmysłowił sobie, że powinien jakoś złagodzić wydźwięk tego, co powiedział. Żeby nie brzmiało to jak rozkaz wydawany w końcu oficerowi, mającemu kilka rang więcej.

— Jak zawsze, pozostaję posłuszny pańskim rozkazom. Koniec wiadomości.

Zamilkł. Światełko nagrania zniknęło z wirtualnego displeju. Wyobraził sobie, jak za pośrednictwem laserów komunikacyjnych przekaz wędruje z „Korony” do Do-faqa i w jego umysł zaczęły się wkradać głębokie wątpliwości. Co się stanie, jeśli wiadomości nie dotrą do Do-faqa? Jeśli w jakiś sposób stacje przekaźnikowe wormholu dostały, się pod kontrolę wroga?

Jego podejrzenia były prawdopodobne, a świadczył o tym jeden fakt: przybycie eskadry Naksydów nie powinno być niespodzianką. Stacja na drugim krańcu Wormholu Dwa powinna wiele godzin temu zauważyć Naksydów i zameldować o tym dowódcy stacji pierściennej Hone-baru, a ten z kolei powinien przekazać informację Do-faqowi, o którego przybyciu wiedział od prawie miesiąca. W zasadzie na całej drodze z Comadoru powinien pojawić się ciąg meldunków o tym, że widziano Naksydów.

Dlaczego ta informacja nie dotarła do Martineza? Czyżby połowa Służby Eksploracji przeszła na stronę rebeliantów?

Gdyby rzeczywiście tak się stało i gdyby przesyłki Martineza nie docierały do Do-faqa, powinien był rozkazać, żeby ostatnie dwie wiadomości wysłano z tej strony wormholu — wówczas Do-faq otrzymałby je po wejściu do układu Hone-bar.

Martinez już miał wydać odpowiednie rozkazy, gdy usłyszał w słuchawkach głos Shankaracharyi.

— Wiadomość od dowódcy eskadry komandora Do-faqa przez stację Wormholu Jeden. „Wiadomość przyjęta. Lekka eskadra czternaście bierze kurs na dwa-osiem-osiem przez zero-jeden-pięć bezwzględnie i zaczyna hamowanie przy cztery przecinek pięć g.”