Выбрать главу

— Przyjęto — odpowiedział Martinez automatycznie, ale popłoch przemknął mu po nerwach. Rozkaz Do-faqa to reakcja na pierwszą wiadomość Martineza i oznacza on, że eskadra Martineza ma wybrać obszerną trajektorię wokół Soqa, gazowego giganta; trajektorię tak szeroką, żeby formacja Do-faqa mogła lecieć po krzywej wewnętrznej, bliższej planety, nadrabiając trochę dystansu dzielącego obie eskadry.

Rozkaz był sensowny oraz idealnie zgodny z tradycyjną taktyką. Niestety, nie zgadzał się z planem bitwy, jaki powstał w umyśle Martineza.

Prawie pięć minut zajęłoby przekazanie ostatniej transmisji, sugerującej manewr eskadry Do-faqa, i drugie pięć minut przesłanie odpowiedzi. Jeśli jednak lekka eskadra Martineza miała realizować jego plan, musiałaby zacząć manewr, nim dotrze odpowiedź Do-faqa.

Jeśli mam realizować swój plan, muszę złamać rozkaz Do-faqa, pomyślał.

Nieoczekiwanie zapragnął, żeby Służba Eksploracji rzeczywiście dopuściła się zdrady, żeby wiadomości nie zostały przekazane przez stacje wormholu.

— Łączność: wiadomość do eskadry — powiedział. — Obrócić statki: przygotować się do hamowania na kursie dwa-osiemosiem przez zero-jeden-pięć bezwzględnie. Czekać na mój rozkaz hamowania.

Shankaracharya powtórzył rozkaz, potem przesłał go eskadrze. Martinez wydał również rozkaz pilotowi „Korony” i klatki akceleracyjne w sterowni zaśpiewały metalicznie, gdy Eruken obrócił statek niemal o 180 stopni. Silniki fregaty były teraz gotowe do solidnego hamowania, zgodnie z poleceniem Do-faqa.

Martinez obserwował chronometr w narożniku displeju, patrzył, jak mkną liczby oznaczające sekundy. Do-faq nie lubił Kamarullaha — obwiniał go o popsucie manewru, całymi latami mścił się na nim i pozbawił dowódczego stanowiska.

Jaka kara mnie czeka, jeśli w czasie tej bitwy nie wykonam rozkazu Do-faqa? — zastanawiał się Martinez.

Z drugiej strony — zważywszy na to dziesięciominutowe opóźnienie — jest bardzo prawdopodobne, że Do-faq cofnie swój rozkaz i zgodzi się na plan Martineza.

Na wirtualnym displeju rozbłysło jasne światełko. W stałe drobinki antywodoru, zawieszone dzięki statycznej elektryczności w wytrawionych chipach krzemowych tak maleńkich, że przemieszczały się jak ciecz, uderzyła fala sprężająca małej ilości konwencjonalnego środka wybuchowego. Środek ten znajdował się w dziobach wszystkich trzech pocisków wystrzelonych przez Martineza. W każdym z pocisków eksplozja zawartej w nim antymaterii była miliardy razy silniejsza niż eksplozja w jego konwencjonalnym zapalniku. Rozprężając się, gorące kawałki materii napotykały wolframową osłonę pocisku. W efekcie, w przestrzeni między Czternastą Lekką Eskadrą a formacją wroga powstały trzy puchnące, przecinające się kule plazmy, tworząc nieprzenikliwą zasłonę dla radaru wrogów. Ta zasłona miała skryć wszelkie manewry formacji Martineza.

Ta sama plazma zasłoni przylot ośmiu ciężkich krążowników Do-faqa.

Widząc wybuchy, Martinez podjął decyzję. Słowa same cisnęły mu się na usta:

— Łączność: wiadomość do eskadry. Obrócić statki na kurs dwa-dziewięć-dwa przez dwa-dziewięć-siedem bezwzględnie. Wyhamować przy pięciu g, zaczynając o 25:52:01.

Znalazł sobie spokojną racjonalizację swoich działań: Czternasta Lekka Eskadra z praktycznego punktu widzenia nie stanowiła już części sił Do-faqa; eskadra Martineza pozostawała teoretycznie niezależna, aż do czasu gdy Do-faq miał się pojawić w układzie Hone-bar…

Te argumenty będą bez znaczenia dla dalszej kariery Martineza, jeśli Do-faq zechce się na nim zemścić.

Co Martinez zamierzał osiągnąć swoim rozkazem? Lekka eskadra zakręci, wchodząc na krzywą przy południowym biegunie Soqa i po procowaniu poleci w kierunku wroga pod bardzo małym kątem. Dzięki temu znajdzie się na trajektorii między Hone-bar a nadlatującymi ciężkimi statkami Naksydów — idealna pozycja, by w dalszym ciągu ukrywać istnienie nadciągających ciężkich okrętów Do-faqa.

Martinez przekazał rozkaz Erukenowi, klatki akceleracyjne znów zakwiliły, posłuszne prawu ciążenia, i fotele w środku lekko się obróciły.

— Milordzie, mógłbym panu w tym pomóc. — Cichy głos sygnalisty-praktykanta Mattsona zdekoncentrował Martineza, skupionego na analizie danych displeju taktycznego.

— Displej: wyłącz tryb wirtualny — polecił Martinez. Wyciągnął rękę do zakrzywionych prętów klatki akceleracyjnej, uchwycił je zaciśniętą dłonią i – pozbawiony ciężaru — obrócił się tak, by bezpośrednio widzieć klatkę łącznościowców.

Shankaracharya wpatrywał się w konsolę komunikacyjną wyraźnie oszołomiony, rozszerzonymi oczami wodził po displejach. Sygnalista-praktykant Mattson, przygryzając dolną wargę, wklepywał coś w swój displej.

— Łączność, co się dzieje? — spytał Martinez. Shankaracharya spojrzał na niego zaskoczony.

— Przepraszam, milordzie, ale… ale nie dosłyszałem rozkazu. Czy mógłby pan powtórzyć?

— Kurs dwa-dziewięć-dwa przez dwa-dziewięć-siedem względnie — pośpieszył Mattson z pomocą.

— Bezwzględnie, nie „względnie”! — wrzasnął Martinez. — Sprawdź zapis. Wszystkie rozkazy są automatycznie nagrywane. Wywołaj displej dowódcy. Tam powinno być wszystko!

Słysząc to przypomnienie, Mattson nerwowo potrząsnął głową.

— Tak jest, milordzie.

Shankaracharya pracował teraz pilnie na swoim displeju. Martinez zauważył dłonie Shankaracharyi — drżały tak mocno, że cały czas przyciskał displej w złym miejscu i stale musiał coś korygować.

— Milordzie, jaki czas pan podał? — spytał Shankaracharya.

— Nieważne. Przejmuję konsolę komunikacyjną.

Przed rewoltą Naksydów był na „Koronie” oficerem łączności i teraz z łatwością potrafił obsłużyć to stanowisko, a przecież nie mógł pozostawić tej wrażliwej operacji w rękach praktykanta i młodszego, nieobliczalnego teraz oficera. W sterowni zapadła nagle głęboka cisza. Martinez wywołał konsolę Shankaracharyi na swój displej. Mattsonowi udało się wydobyć większą część wiadomości na displej, z wyjątkiem czasu początkowego akceleracji. Spojrzawszy na chronometr, zorientował się, że cała eskadra może nie zdążyć wykonać manewru, więc Martinez przesunął czas startowy o pół minuty na 25:52:34.

Wiadomość wraz z korektą czasu wysłał do Mabumby na pokład silników. Martinez wciąż pracował z konsoli komunikacyjnej, kiedy nadeszło wezwanie od Kamarullaha.

— Martinez — zgłosił się. — Proszę krótko.

Ukazała się twarz Kamarullaha, bardziej czerwona niż poprzednio.

— Czy zdajesz sobie sprawę, że łamiesz bezpośredni rozkaz przełożonego? — spytał.

— Tak — przyznał Martinez. — To wszystko?

Słysząc od Martineza potwierdzenie, Kamarullah osłupiał i zaniemówił na kilka sekund.

— Oszalałeś? — wydusił wreszcie. — Podaj mi jakiś powód, dla którego mam wykonać ten rozkaz.

— W ogóle mnie nie interesuje, czy zamierzasz go wykonać — odparł Martinez. — Rób, co chcesz, a potem sąd rozstrzygnie. Koniec transmisji.

Kilka sekund później silniki „Korony” włączyły się, Martinez dostał kopa w kość ogonową, a jego fotel zakołysał się po długim łuku, potem po kilku mniejszych, aż wreszcie się ustabilizował. Skafander Martineza delikatnie obciskał mu ręce i nogi, by zapobiec zastojom krwi, a żelazne ciężary grawitacji osuwały się stopniowo na jego kości.