Выбрать главу

— Żaden członek jego rodziny nigdy nie zaszedł w wojsku tak wysoko jak Martinez — przypomniał Pezzini. — Czyżby teraz Zarząd proponował złamać tradycję i awansować Martineza na kapitana? — pytał ze złością. — Mamy umieścić jego przodków na równej płaszczyźnie z nami? Czyżby nasi potomkowie mieli konkurować z jego potomkami o miejsce we flocie? Już i tak źle się stało, że konwokacja przyznała mu Złoty Glob i teraz musimy mu salutować.

— Każdy par jest równy wszystkim pozostałym parom — oznajmił Dowódca Floty Tork. W jego charakterystycznym dla Daimongów, dzwoniącym głosie pobrzmiewały ostrzejsze, dogmatyczne tony. Członkowie Zarządu wiedzieli już, że należy się tego bać. — My nie konkurujemy między sobą. — Przerwał dla większego efektu. Pazzini usiłował stłumić gest poirytowania, ale mu się to nie udało. — Nie jest jednak dobrze, gdy jednego z parów faworyzuje się publicznie — ciągnął Tork. — Jeśli Martinez ma dostać awans, zróbmy to po jego powrocie na Zanshaa. Do tego czasu niech kapitan Kamarullah pozostaje na stanowisku dowódcy.

— Po awansie Martinez musi opuścić „Koronę” — zauważył Mondi. — Dowództwo fregaty leży w kompetencjach kapitana porucznika.

— Może powinniśmy się zastanowić nad następnym przydziałem dla Martineza — powiedział lord Chen. Nie chciał być tym, który proponuje eskadrę dla Martineza, na przykład jedną z eskadr budowanych teraz w odległych rejonach imperium, ale nie oponowałby, gdyby ktoś inny wysunął ten pomysł.

— Następny przydział? — pytał Pezzini. — Czy zdaje pan sobie sprawę, ilu kapitanów czeka na objęcie dowództwa? Młodszy stażem kapitan nie może przeskakiwać kolejki nad ich głowami!

— Ten młodszy stażem kapitan odniósł wielki sukces — zauważyła lady Sekkin.

— Nie powinniśmy być podejrzewani o faworyzowanie jednego oficera, nawet bardzo wartościowego — oznajmił Tork. — Kapitan Martinez otrzymał już dość zaszczytów jak na jedno życie. Istnieje wiele stanowisk odpowiednich dla utalentowanego oficera i nie wszystkie są związane ze służbą na statku.

Lord Chen ukrył niepokój. Zrozumiał teraz, że będzie musiał lobbować wśród innych członków Zarządu. Tego oczekiwał lord Roland.

— W jaki sposób ogłosić zwycięstwo? — spytał Mondi. — Powinniśmy wymienić zasługi Martineza obok zasług Do-faqa?

Tork uniósł długą, bladą, pozbawioną wyrazu twarz. Gdy wzniósł rękę, w powietrzu rozszedł się zapach zepsutego mięsa.

— Za pozwoleniem. Sądzę, że w ogóle nie powinniśmy ogłaszać zwycięstwa — rzekł.

Zgromadzeni spojrzeli na niego.

— Ale to przecież jest zwycięstwo — powiedziała lady Seekin. — Wszyscy na to czekaliśmy. Całe imperium na to czekało.

Wiadomość o zwycięstwie podniesie ducha lojalistów, pomyślał Chen. Ponadto zniechęci tych, którzy są skłonni zawrzeć pokój z Naksydami, na przykład inspiratorów zakłócenia transmisji w Hone-bar.

— Nie chciałbym, żeby wrogowie dowiedzieli się o klęsce swojego oddziału w Hone-bar. Przynajmniej nie teraz — oznajmił Tork. — Gdy się dowiedzą, że w Hone-bar mamy siły zdolne pokonać ich eskadrę, wywnioskują, że te siły nie bronią obecnie stolicy na Zanshaa. Mogłoby ich to skłonić do ataku na nas tutaj, gdy jesteśmy słabi. Proszę Zarząd, żeby nie wysyłał komunikatu, dopóki część sił Do-faqa nie przybędzie tu na Zanshaa.

— Naksydzi chyba już wiedzą? — spytała lady San-torath.

— Nie, o ile jakiś zdrajca z Hone-bar im nie powiedział — wyjaśnił Tork. — Ale jeśli jest tam zdrajca, to gdzieś na górze. Jeśli zdrada nie wdarła się do stacji przekaźnikowych wormholu, to żadna wiadomość nie przedostanie się do Magarii czy do innego bastionu wrogów. Wysokie dowództwo rebeliantów zauważy zniknięcie swojej eskadry, ale nie musi uznać tego za rzecz niepokojącą. Wiedzą przecież, że nie kontrolują łączności. Dopiero po paru tygodniach ich niepokój wzrośnie, ale nim się upewnią, że eskadra Kreeku została rozniesiona na strzępy, chcę, by siły Do-faqa znalazły się tutaj i broniły stolicy.

Lord Chen dyskretnie powąchał swój perfumowany nadgarstek, ponieważ woń zepsutego mięsa stawała się coraz bardziej przykra, gdy Tork gestykulował zamaszyście.

— To dobra argumentacja, milordzie — przyznał. — Zgadzam się, że informacja powinna być opóźniona.

To da mi trochę czasu na urobienie innych członków Zarządu w sprawie awansu i nowego stanowiska dla Martineza. Może uda mi się skontaktować z moją siostrą Michi i poprosić o radę, pomyślał Chen.

Tymczasem Zarząd zajął się podliczaniem sił: ze stanu posiadania Naksydów wykreślił dziesięć ciężkich krążowników Kreeku.

Obecnie Zanshaa broniło siedem statków różnego typu z Harzapid pod dowództwem Michi Chen, sześć jednostek poharatanych w bitwie pod Magarią i kilkaset wabików — pocisków rozmieszczonych w taki sposób, by na radarze wyglądały jak wielki statek, a w razie czego mogły częściowo wchłonąć wrogi atak, nim zostaną zlikwidowane.

Sześć poobijanych statków spod Magarii było teraz praktycznie bezużytecznych — cumowały przy pierścieniu Zanshaa, gdzie przejdą naprawy, wymieni się im zużyte baterie pocisków oraz przyjmą na pokład lorda Eino Kangasa, nowego Dowódcę Floty, wyznaczonego w końcu przez Zarząd po długich targach. Nawet „Bombardowanie Delhi”, poważnie uszkodzony, prawdopodobnie będzie musiał spędzić w doku wiele miesięcy, nim nada się do walki. Dlatego tak istotne były eskadry Do-faqa — jego piętnaście statków ponad dwukrotnie zwiększy potencjał obronny stolicy. Z tych piętnastu osiem lekkich jednostek Martineza zużyło większość amunicji w Hone-bar i teraz będą hamować, dokować i uzupełniać zapasy.

W rezultacie do dyspozycji obrońców pozostanie dwadzieścia pięć statków — dwadzieścia sześć, jeśli liczyć „Delhi” — a to znacznie mniej niż trzydzieści pięć statków wroga, widzianych ostatnio przy Magarii. Szanse lojalistów są jeszcze mniejsze, jeśli uwzględni się, że osiem statków Naksydów, widzianych ostatnio w Protipanu, może dołączyć do trzonu floty Naksydów — bo czemuż nie miałyby tego zrobić? Cała wojna toczy się o Zanshaa. Gdy tylko Naksydzi zdobędą kontrolę nad układem Zanshaa, rząd na planecie musi skapitulować pod groźbą ognistego deszczu antymaterii. Nie będzie miał innego wyjścia.

— Musimy zwyciężyć — warknął Mondi, odsłaniając kły.

Lord Chen czuł, jak znużenie przenika mu do mózgu niczym strumyczek z roztopionego śniegu sączący się w glebę i jak chłodzi mu myśli. Już wiele posiedzeń Zarząd poświęcił na analizę danych.

— Operacja uzupełniania wyrzutni statków trwa zbyt długo — powiedział. — Ponad miesiąc hamowania, potem pobyt w doku i znów ponad miesiąc przyśpieszania, żeby nie stać się łatwym celem do odstrzału, gdy nadleci wróg.

— Wróg ma podobny problem — zauważył Mondi.

— Flota nie jest stworzona do tego typu wojny — powiedział Tork. W jego dźwięcznym głosie pobrzmiewała rozpacz.

Flotę stworzono po to, by z kosmosu bombardowała bezbronną ludność albo by z zaskoczenia atakowała barbarzyńców, znajdujących się na niższym od imperialnego poziomie rozwoju technicznego. Floty nie stworzono po to, by walczyła z inną flotą o tej samej technice i taktyce, a już na pewno nie z flotą przeważającą liczebnie.

— Dlaczego po prostu nie załadować pociskami statku transportowego? — zaproponował Chen. — Przyśpieszyć go i umieścić na orbicie wokół układu. Każdy statek wymagający zaopatrzenia spotkałby się z nim i uzupełnił zapasy. Nie musiałby obniżać prędkości do zera, tak jak to jest przy dokowaniu w pierścieniu. — Chen miał na myśli „Lorda Chena”, pędzącego w kierunku Zanshaa, tuż przed eskadrami Do-faqa. — Mógłbym dostarczyć taki statek — powiedział, a w duchu dodał: jeśli lord Roland pozwoli.