Выбрать главу

— Prze… przepraszam — powiedział. — Ale czy mogłabyś to zmyć. — Kaszlnął delikatnie. — Ja… mam alergię. Przepraszam.

Oczy Terzy rozszerzyły się ze zdziwienia.

— Oczywiście. — Ofiarowała mu szybki pocałunek i opuściła jego ramiona. — Zaraz wracam.

Martinez podszedł do łóżka i bezwładnie opadł przy ciężkim, drewnianym wezgłowiu. Serce zaczęło mu bić nierytmicznie, a czoło nagle połaskotał pot. Wspomnienie Suli w takim momencie było jak uderzenie obuchem.

Wstał, otworzył okno i wdychał nocne powietrze, czyszcząc gardło z perfum Suli. Zamęt w głowie ustał. Strach ustąpił. Kiedy Terza wróciła, równie elegancka jak poprzednio, cała spowita w zapachu mydła lawendowego, Martinez uśmiechnął się i wziął ją w ramiona.

Pociągnął ją do łóżka i siadł z nią na brzegu materaca. Rozwiązał satynową wstążkę i zsunął z Terzy lizeskę. Dziewczyna spojrzała na niego ze spokojem w twarzy, źrenicami szerokimi i głębokimi jak ocean w przyćmionym świetle.

— Rano kazałam usunąć sobie implant — oznajmiła. — Lekarka stwierdziła, że nie będzie potrzebny progesten. Powiedziała, że w ciągu miesiąca po usunięciu implantu szanse na ciążę są znacznie zwiększone. — Palcami dotknęła jego włosów na skroni. — Szanse, że wkrótce pocznę, jeśli tego zechcemy.

Martinez, obezwładniony cichym wybuchem nieoczekiwanej radości, poczuł, jak czerwienieje mu skóra.

— To cudownie — odparł. Kiedy ją całował, powziął w duchu spokojne postanowienie: nie będzie traktował tego małżeństwa ani lekko, ani jako coś narzuconego; Terza zniżyła się, by go poślubić, co więcej, by począć jego dziecko, i winien jej był przynajmniej wysiłek podtrzymania jej godności; jeśli ma być mężem, będzie się starał być mężem jak najlepszym; to minimum, by zachować szacunek dla siebie.

Wyciągnął kwiaty z okolic karku Terzy i ucałował jej szyję i ramiona. Na wargach czuł ciepło jej skóry. Pociągnął ją na łóżko. Miała bladą twarz wśród czarnego kwiecia włosów. Kiedy ją pieścił, obserwowała go spod wpółprzymkniętych powiek.

Sula to ogień i pasja, Amanda — śmiech i radość. Terza to coś głębszego, być może bardziej znaczącego. Był tam ośrodek wytwornego opanowania, który umykał Martinezowi, nawet gdy po niego sięgał. To z pewnością było efektem wychowania, choć może odzwierciedlało również istotę Terzy, rodzaj akceptacji, którą nosiła w głębi serca.

Wszystko co robił, robił dla jej przyjemności. Dążył do tego, by dłońmi i wargami zakłócić ten godny spokój, który widział od pierwszego dnia na podwórcu Pałacu Chenów, i otrzymał nagrodę: oddech Terzy przyśpieszył przy mimowolnym krzyku.

Dźwięk go rozpalił — więc ten rdzeń nie składał się z samego opanowania. Zwielokrotnił wysiłki; dostosował swój oddech do jej oddechu. Jej palce wpijały się w jego ramiona, plecy, ręce. Znowu krzyknęła. Okrzyk zagubionej duszy, zaalarmowanej, że ni stąd, ni zowąd wędruje w ciemnościach, a on pomógł jej znaleźć drogę z powrotem do światła, gdzie oczekiwał on, jej partner łoża i oddechu, jej mąż…

* * *

Pobielone ręce śpiewaczki unosiły się w powietrzu, ich widok kojarzył się z parą kochanków wirujących na parkiecie. Jej głos przypominał szczęk miecza, wznosił się lotem orła, krwawił jak rana. Publiczność bez tchu wsłuchiwała się w każde słowo i drżała z emocji, widząc kontrolowaną wściekłość w czarnych oczach pieśniarki.

Sula siedziała sama w tylnej części klubu, przed nią na stole stał nietknięty drink. Rozważała na serio, czy nie wprowadzić alkoholu do swego stylu życia.

Wiedziała, że po południu odbył się ślub Martineza; kroniki towarzyskie szczegółowo o tym donosiły. Martinez i lady Terza znajdowali się w tej chwili w łożu i Martinez grał ze swą panną młodą w te same gry, w które zaledwie kilka nocy temu grał z Sulą. Rodzina Chenów sporządzała listę gości, widocznie nie konsultując jej z młodymi, więc Sula została nawet zaproszona na uroczystości ślubne. Praca dostarczyła jej pretekstu, by tam nie pójść. Wysłała jednak pięknie opakowany prezent — parę dobranych waz Guraware, podarowanych jej wcześniej przez Martineza.

Zarząd Konsolidacji Logistycznej, pod wodzą Dowódcy Floty, Lai-owna, odwołanego na okres wojny z emerytury, miał za zadanie rozwiązywać konflikty między rozmaitymi zapotrzebowaniami wojska na ograniczone zasoby. Trzeba było podejmować decyzje, która z rządowych agend ma pierwszeństwo do majątku i Zarząd Konsolidacji właśnie te decyzje podejmował.

Zadanie było nudne i wymagało pracy w nadgodzinach. Dla Suli nie stanowiło to problemu. Im więcej czasu spędzała w biurze, oderwana od swych myśli, tym lepiej.

Wzięła niewielki kieliszek i koniuszkami palców poczuła gładką, chłodną powierzchnię. W nozdrza uderzył ją ostry, ziołowy zapach. Zamówiła iarogiit, wódkę uzyskaną z bulwiastej rośliny lai-ownowskiego pochodzenia, a następnie przyprawioną jakimś cytrusowym zielskiem. W efekcie uzyskano płyn fioletowawy z zawartością około pięćdziesięciu pięciu procent alkoholu.

Obrzydliwa substancja iarogiit, tania i wszędzie dostępna. Ulubiona wódka najpoważniejszych alkoholików we flocie, Wszystkich nieokrzesanych, starych przygiętych z podkrążonymi oczyma, poobcieranymi knykciami i popękanymi żyłkami w nosie. Kiedy Sulę wyznaczono do statkowej żandarmerii, zgarniała takie typy z lokalnych więzień i pędziła z powrotem na ich statki, by tam wymierzono im karę.

Jeśli mam pić, myślała Sula, nie ma sensu zaczynać ostrożnej jazdy od wybornych win i słodkich likierów. Potrzebny był jej rynsztok, a iarogiit właśnie mógł ją tam zabrać.

Pieśniarka derivoo wydała głośny lament bólu, który przeszedł w łkanie. Mężczyzna, ojciec jej dzieci, odszedł. Pieśniarka uniosła dłoń, palce jakby zwinięte wokół rękojeści sztyletu. Rozważała, czy nie poderżnąć dzieciom gardeł, by sprawić mężowi cierpienie.

Sula odstawiła kieliszek na stół. Wódka zadygotała, liżąc brzegi kieliszka, jakby chciała z niego uciec. Niewidzialny sztylet zdawał się błyszczeć w powietrzu.

Martinez grał w podwójną grę — Sula zobaczyła to z doskonałą jasnością. Zawsze trzymał Terzę w rezerwie, a kiedy Sula się zawahała, od razu przełączył się na swój plan rezerwowy.

Zastanawiała się jednak, postukując palcem w marmurowy blat, o co naprawdę chodziło Martinezowi? Może jego ojciec po ślubie podwyższyłby mu kieszonkowe? Może istniało jakieś lukratywne stanowisko, dostępne jedynie dla żonatych oficerów?

Jakakolwiek byłaby przyczyna, nie mogło chodzić o pieniądze, prestiż czy poparcie we flocie, w takim bowiem wypadku Martinez traktowałby Terzę jako swój pierwszy, a nie drugi wybór. Musiała istnieć jakaś przyczyna, że zwrócił się do Suli jako pierwszej.

I wtedy wpadło jej do głowy, że jedyna przyczyna to wstrętna gierka — Martinez po prostu bawił się uczuciami kobiet. Wiele miesięcy temu kadeci opowiadali o jego sukcesach miłosnych; czy możliwe, że ktoś jest uwodzicielem i nie pogardza obiektem uwodzenia? Może Martinez igrał z Sulą dla zabawy? Przecież to Sula wznowiła kontakt z Martinezem po miesiącach separacji i teraz zastanawiała się, czy Martinez nie potraktował tego jako okazji do uwiedzenia jednej kobiety podczas spokojnych zalotów do innej.

Muzyka zabrzmiała teraz stanowczo; Sula przeniosła wzrok na scenę. Chwila decyzji nadeszła. Pieśniarka opuściła sztylet, dłonie jej drżały. W oczach skrzyły się łzy. Wargi pieściły imiona dzieci.

Potem pieśniarka zawołała imię mężczyzny, a sztylet znowu zabłysnął wysoko przy akompaniamencie następnych dźwięków.