Выбрать главу

A może, pomyślała Sula, Terza też w to grała. Terza widywała Sulę w towarzystwie, powiedziała, że Sulę podziwia. Czy w tamtym czasie wiedziała już o negocjacjach w sprawie ślubu z Martinezem? A może nawet zainicjowała te negocjacje?

Dłoń Suli na stole zwinęła się w pięść, kostki palców zbielały. Napięcie w jej ręce wywołało drżenie płynu w kieliszku. Przypuśćmy, pomyślała, że to wszystko wina Terzy.

W mózgu Suli uformowała się wizja przepysznego łoża, satynowych prześcieradeł, splecionych rąk i nóg oświetlonych świecami. Przez chwilę widziała siebie, jak wyłamuje drzwi i dokonuje masakry…

Ze sceny zabrzmiał następny akord, pieśniarka derivoo opuściła drżącą dłoń i wbiła sobie w brzuch wyimaginowany sztylet. Krzyknęła, potknęła się i umarła, śpiewając, z imieniem mężczyzny na wargach.

Wybuchły oklaski. Artystka się kłaniała. Istnieje różnica między prawdą i melodramatem, myślała Sula, a pieśniarka ją przekroczyła.

Sula też.

Podniosła chłodny kieliszek do ust, przez chwilę wciągała ostry zapach, potem trzasnęła kieliszkiem o blat. Ciecz oblała jej palce.

Sula wstała, zostawiła pieniądze na stole i wyszła w noc.

DZIESIĘĆ

O tym, że Konwokacja miała Wormholem Dwa udać się na Zarafan, zdecydował przypadek: bieżące położenie Zanshaa na orbicie sprawiło, że obecnie wormhol Zanshaa Dwa był najbliższym z ośmiu wormholi Zanshaa i dlatego wykorzystanie go zwiększało prawdopodobieństwo, że gdy nadciągną Naksydzi, Konwokacji nie będzie już w układzie.

Jednak Zarafan znajdował się tylko o dziesięć dni ostrego przyśpieszania od Zanshaa, zbyt blisko, by zapewnić Konwokacji bezpieczeństwo. Siły ekspedycyjne Naksydów mogły po prostu polecieć w tę stronę. I właśnie wtedy lord Chen w pełni zasłużył sobie na każdego septyla, którego zapłaciła mu rodzina Martinezów. Stanął przed Wspólnym Komitetem Ewakuacyjnym (w którego skład wchodził Zarząd Floty) i po prostu złożył wniosek, żeby Konwokacja nie zatrzymywała się w Zarafanie, tylko leciała dalej, aż do Laredo.

Laredo znajdowało się w odległości trzech miesięcy przy rozsądnie wygodnym przyśpieszeniu, wetknięte w nieznany kąt imperium. Poszukując Konwokacji, Naksydzi mieli do wyboru mnóstwo bardziej perspektywicznych, z ich punktu widzenia, miejsc. Gdyby natomiast Naksydzi ruszyli w kierunku właściwym, musieliby temu poświęcić sporo zasobów, Konwokacja zostałaby ostrzeżona odpowiednio wcześnie, a flota miałaby czas na zablokowanie postępów przeciwnika.

W dodatku mała eskadra fregat, budowana obecnie w stoczniach Laredo przez lorda Martineza, powinna zostać już wtedy ukończona i gotowa do wsparcia ochrony Konwokacji. Konwokacja będzie się wycofywać w kierunku swej odsieczy.

Wniosek lorda Chena został przyjęty przez komisję. Lordowie Said i Tork nalegali na zachowanie tajemnicy, nawet przed innymi członkami Konwokacji; lady Seekin zasugerowała nawet, żeby rozsiewać fałszywe pogłoski na temat celu podróży.

I tak następnego dnia w Konwokacji niespodziewanie poddano pod głosowanie projekt ewakuacji w miejsce trzymane w sekrecie nawet przed samymi konwokatami. Towarzyszyły temu utyskiwania, ale pogłoska, że Konwokacja ma się zebrać na Esley, planecie o spektakularnym krajobrazie i z luksusowymi uzdrowiskami, pogodziła lordów konwokatów z ich zbiorowym wygnaniem.

Przynaglona przez lorda Saida Konwokacja przegłosowała ewakuację za trzy dni i uchwaliła, że każdy konwokat, który pozostanie, będzie ogłoszony zdrajcą. Każdy mógł zabrać dwóch służących lub członków rodziny, a reszta domowników będzie musiała sobie znaleźć własny transport.

Na Esley. Albo na Harzapid, kwaterę główną Czwartej Floty. Nagle pojawiły się aż dwie pogłoski.

Lord Chen na szczęście nie musiał się martwić, że w całym tym zamieszaniu zgubi córkę. Terza miała polecieć samodzielnie na Laredo, na jachcie rodzinnym lorda Martineza, nieświadoma faktu, że jej ojciec prawdopodobnie przybędzie tam przed nią.

Właśnie w dniu poprzedzającym odlot, podczas debaty na temat finansów, lord Chen odniósł triumf osobisty. Ewakuacja Zanshaa oznaczała, że wojna nie skończy się szybko jedną wielką bitwą, która zmiażdży Naksydów i przywróci porządek w całym imperium. Przeciwnie, wojna będzie się ciągnąć, a wraz z nią problem pozyskiwania funduszów, niezbędnych do jej prowadzenia. Dotychczas imperium funkcjonowało dzięki serii wydatków specjalnych, opartych na rezerwach walutowych i dodatkowych emisjach obligacji. Ale rezerw już nie było, cena obligacji załamała się po podaniu nowin z Magarii do wiadomości publicznej i obecnie rząd po prostu drukował pieniądze, by z dnia na dzień sprostać zobowiązaniom. Nie spodziewano się żadnych dochodów z jednej trzeciej imperium, opanowanej przez Naksydów.

Inflacja osiągała poziom niemal dwucyfrowy. Kiedy imperium zostanie poinformowane, że rząd uciekł z Zanshaa, kto wtedy przyjmie jego walutę? Obligacje byłyby wówczas warte więcej jako papier na tapety niż jako papier rynkowy.

W zwykłych czasach rząd obchodził się dość skromnym budżetem. Parowie troszczyli się o większość drobnych spraw, finansując je z własnej kieszeni. Resztę pokrywało wynajmowanie własności rządowej, sprzedaż energii ze stacji pierściennych i innych źródeł, sprzedaż antymaterii dla transportu prywatnego, podatek od połączeń telekomunikacyjnych i akcyza nałożona na handel międzygwiezdny.

Już od pierwszego dnia wojny to wszystko najwyraźniej nie wystarczało. Alternatywą było opodatkowanie tych, którzy naprawdę posiadali majątki, a więc głównie parów i ich przedsiębiorstw. Parowie niechętnie nakładali na siebie podatki; większość z nich nie widziała powodów, by jakaś wojna domowa miała zmienić ten stan. Przecież już poświęcali sporo kapitału w interesie publicznym: utrzymywali drogi, realizowali projekty wodno-kanalizacyjne, prowadzili działalność charytatywną, sponsorowali przedstawienia teatralne i tak dalej. Lordowie konwokaci rozpaczliwie chcieli zebrać pieniądze dowolnymi metodami, byle nie bezpośrednim opodatkowaniem. Wynikiem była bezładna seria podatków konsumpcyjnych — na sól, na napitki, na wykorzystanie przestrzeni magazynowej w podlegających rządowi stacjach pierściennych.

Ten ostatni niepożądany dekret wprawił lorda Chena w nastrój gorączkowy. Jako właściciel statków płacił już stały piętnastoprocentowy podatek od wartości każdego towaru, wyładowanego na stacji pierściennej. Przymus ponownego płacenia za magazynowanie tego samego ładunku to ruina.

Jednakże większość konwokatów to nie byli armatorzy i usilnie próbowali podnieść akcyzę do trzydziestu procent. Z taką stawką podatkową międzygwiezdny handel stawał się po prostu niedochodowy i statki by przestały latać. Lord Chen i wszyscy zainteresowani frachtem konwokaci nieustannie to podkreślali, a w końcu zorganizowali obstrukcję parlamentarną, by zagadać ten temat na śmierć.

Zbliżająca się nieuchronnie ewakuacja Zanshaa nawet największym konserwatystom odebrała pretekst do twierdzeń, że wojna będzie krótka, i na ostatniej sesji Konwokacji przed opuszczeniem stolicy przed izbę przedłożono projekt ustawy, by opłacać wojnę z jednoprocentowego podatku dochodowego. Tradycjonaliści twierdzili, że to gorsze niż rewolucja — nawet ci plugawi Naksydzi nie byliby złośliwymi radykałami, by nakładać podatek na majątki. Lord Said zapewnił lordów konwokatów, że to środek tylko czasowy.

Wskazał za siebie ceremonialną pałeczką, gdzie za przezroczystą tylną ścianą Sali Konwokacji znajdował się taras, z którego kiedyś zrzucono zbuntowanych Naksydów.

— Jeśli nie znajdziemy sposobu finansowania tej wojny — powiedział — możemy równie dobrze rzucić się ze skały, ponieważ to los bardziej miłosierny, niż ten, jaki gotują nam Naksydzi.