Naksydzi dość uparcie nie nadlatywali. Sula żałowała, że nie wiedziała o tej zwłoce — mogłaby zorganizować znacznie mniej chaotyczną ewakuację pierścienia Zanshaa.
Pewnego poranka drzwi zagrały. Sula otworzyła. Na progu stał portier, starszy mężczyzna o nazwisku Greyjean. Nie miał obu górnych siekaczy i w związku z tym źle wymawiał niektóre spółgłoski.
— Czy wszystko jest jak należy, milady?
— Wszystko gra — odpowiedziała Sula i wspomniawszy swoją fałszywą tożsamość, dodała: — Nie musisz nazywać mnie „milady”. Jestem z ludu.
Staruszek wyglądał na zaskoczonego.
— Przepraszam za pomyłkę, proszę pani. To przez policję odniosłem inne wrażenie.
W mózgu Suli ostrzeżenie zagrało wyraźną nutą.
— Policję? — zapytała. — Jaką policję?
— Żandarmerię, która wygnała poprzednich lokatorów — wyjaśnił portier. — Powiedzieli, że potrzebują mieszkania dla jakiegoś VIP-a z floty.
Zmierzyła staruszka spojrzeniem.
— Aha — odrzekła.
Cholera, mamy pieprzone kłopoty, pomyślała.
JEDENAŚCIE
Wspomagany przez sprzętowca, który podał mu ramię, Martinez wygramolił się z rury dokującej do śluzy, a potem przelotnie wyprężył w odpowiedzi na pozdrowienie stojącej przed nim porucznik. Niemal dorównywała wzrostem Martinezowi, miała sercowatą twarz i brązowe włosy, uczesane w węzeł z tyłu głowy i owinięte wokół pary pozłacanych pałeczek.
— Kapitan Martinez melduje się na pokładzie „Prześwietnego”. — Witaj na „Prześwietnym”, lordzie kapitanie — powiedziała. — Jestem tutaj pierwszym oficerem. Lady Fulvia Kazakov.
— Bardzo mi miło. — Martinez wyciągnął dłoń, a ona ją uścisnęła.
Alikhan wywlókł się z rury za Martinezem, umieścił stopy na pokładzie i wyprężył w pozdrowieniu.
— Milady — powiedział.
— To Alikhan — przedstawił go Martinez. — Mój ordynans. Kazakov przelotnie odpowiedziała na pozdrowienie i skinęła głową sprzętowcowi.
— Polecę temu tutaj Turnbullowi, by zaprowadził pańskich służących do ich kwater, a także do pańskiej — powiedziała. — Ale wiem, że dowódca eskadry chciałby się z panem zobaczyć teraz, jeśli to panu odpowiada.
Naturalnie — odrzekł Martinez. Gdyby nie miesiąc przyśpieszeń, przejazd do „Prześwietnego” na pokładzie „Żonkila” byłby prawie przyjemny. „Żonkil” został zbudowany tak, by zadowolić wysokich oficjeli spółki; miał prysznice, pralnię, prywatne kabiny, całą gamę rozrywek i kuchnię pełną delikatesów — o zaopatrzenie zadbał Perry, rekrut zmuszony do opuszczenia służby u Ari Abachy. Perry dołączył do Martineza pomimo złowieszczej perspektywy służenia na statku. To on kucharzył i sądząc po okrzykach innych, robił to wyjątkowo dobrze.
„Inni” stanowili pełny przydział służących Martineza. Trzeci, Espinosa był sprzętowcem, a ostatni, Ayutano, mechanikiem. Martinez w ogóle nie zamierzał wykorzystywać tych dwóch w roli służących i przywiózł ich jako swoisty prezent dla kapitana „Prześwietnego”, gdyż zauważył, że statkom, które dłuższy czas nie zawijają do doków, zawsze się przydadzą dodatkowi mechanicy i sprzętowcy.
Po opuszczeniu śluzy Martinez poszedł za Kazakov w górę zejściówki, ku krainie oficerów. Ciężki krążownik „Prześwietny” miał sześciokrotną objętość starej „Korony” Martineza i prawie czterokrotnie liczniejszą załogę. Kwatery były przestronniejsze, a korytarze dostatecznie szerokie, by czterech ludzi mogło się w nich pomieścić, stojąc ramię przy ramieniu.
Od pierwszej chwili, kiedy „Prześwietny” zarysował się w iluminatorach „Żonkila”, dla Martineza stało się jasne, że kapitan nie szczędził wydatków, by zmienić okręt w stylowe arcydzieło. Zewnętrze kadłuba pomalowano w skomplikowany wzór geometryczny w kolorach różu, zieleni i bieli jak lukier. Wewnątrz ściany wyłożono płytkami w charakterystyczny, złożony wzór żółtozłoty i ciemnoczerwony z białymi i czarnymi akcentami. Gdzieniegdzie wzór się rozstępował i – złudzenie optyczne — ukazywała się wnęka lub okno z wymalowaną sceną z natury, gąszcz zieleni, gdzie dokazywały fantastyczne zwierzęta i ptaki.
Każdy z pokojów, mijanych przez Martineza po drodze do kwatery lady Michi, miał charakterystyczny wystrój w abstrakcyjne wzory, z dominującymi kolorami turkusowym, czerwonym i żółtą ochrą; niektóre kabiny, pomalowane również z wykorzystaniem złudzenia optycznego, zdawały się otwierać na jakiś fantastyczny krajobraz albo na amfiladę pokojów o wyszukanej dekoracji. Wobec stylu i skali tego wszystkiego, estetyka kapitana Tarafaha z jego motywem piłki nożnej wyglądała na amatorszczyznę.
To wszystko stworzył, nadzorował i opłacił lord Gomberg Fletcher, kapitan „Prześwietnego”. Martinez nigdy nie spotkał Fletchera, ale wiedział, że ten potomek wysoko postawionych klanów Gombergów i Fletcherów jest uważany nie tylko za wiodącego estetę floty, ale także, że posiada największy w imperium zbiór dzieł sztuki, którego niektóre eksponaty zostały wystawione w bardziej publicznych przestrzeniach „Prześwietnego”.
Co więcej, wszystko było tu nieskazitelne. Wytrenowane oczy Martineza nie znalazły kurzu, brudu, zadrapań. Załoganci, których spotykał, nienagannie ubrani i czujni, zeskakiwali mu z drogi, gdy go tylko dostrzegli, i stawali przy ścianach wyprężeni z zadartymi brodami.
— Skoro przechodzimy obok mojego biura — powiedziała Kazakov — pan pozwoli, że się zajmę pańską kartą kapitańską.
Biuro Kazakov zdawało się być mesą ze ścianami w pastelowych barwach i wizerunkami ludzi, siedzących wygodnie na kanapach podczas jedzenia i picia. W pomieszczeniu pracowali porucznik i steward. Gdy wszedł Martinez, obaj natychmiast wstali, salutując.
— Powróćcie do swych zajęć — powiedział.
Przy ścianie stały displeje komputerowe. Kazakov opadła na fotel i wzięła klucz kapitański Martineza. Martinez zastanawiał się chwilę, dlaczego Kazakov pracuje w mesie, a potem uświadomił sobie prawdopodobną przyczynę: to on, Martinez, zajął jej kwaterę dla siebie.
Oficerem taktycznym na statku na ogół bywał porucznik, któremu ten obowiązek powierzał kapitan; jednak na statku flagowym oficer taktyczny eskadry był wyznaczany przez oficera flagowego i uważany za członka sztabu. Taki oficer był zazwyczaj nadal porucznikiem, choć uprzywilejowanym, ale były znane wypadki, że oficerowie sztabowi mieli rangę wyższą.
Jednakże Martinez, jako pełny kapitan był trzecim pod względem starszeństwa oficerem na pokładzie i pierwszy porucznik musiała prawdopodobnie przenieść swoją kwaterę, by zrobić mu miejsce. To stworzyło kaskadę, w której każdy oficer popychał oficera poniżej.
Nic nie stwarzało korzystniejszego wrażenia niż wykopywanie wszystkich młodszych oficerów z łóżek. Martinez miał nadzieję, że nie zmusił młodszego porucznika do spania z kadetami.
Kazakow wręczyła mu jego kartę kapitańską.
— Jest pan teraz w statkowym komputerze, choć będzie musiał pan poprosić lady dowódcę eskadry, by dała panu hasła do komputera taktycznego. Wysyłam plan statku do bufora pańskiej poczty, skąd będzie mógł pan go załadować do displejów mankietowych. — W szczelinie zaszumiał wydruk i Kazakov mu go wręczyła. — To jest kombinacja cyfr do pańskiego sejfu. Zmienię ją, jeśli chce pan, by była absolutnie bezpieczna, gdyż w tej chwili na pokładzie znajduje się przynajmniej jeden oficer, który ją zna.