DWANAŚCIE
Jadalnia lady Michi była wystarczająco duża, by pomieścić gości na oficjalnych obiadach, które stanowiły integralną cześć służby dowódcy eskadry. Pomieszczenie wydawało się jeszcze większe dzięki ozdobnym lustrom, wykonanym ze starannie wypolerowanego materiału asteroidy żelazo-niklowej, oraz dzięki muralom. Sala pozornie otwierała się na ciąg innych sal, których okna spoglądały na daleki horyzont.
Martinez przybył w pełnym mundurze galowym — i tak by go włożył — i odkrył, że dowódca eskadry ubrana jest tak samo. Spojrzała na Martineza znad swego stołu zastawionego na dwie osoby. Na jej twarzy pojawiła się ulga.
— Och, dobrze. — Podniosła się. — Chciałam jako pierwsza zaprosić pana na posiłek, by móc pana ostrzec, że wszyscy są tutaj oficjalni.
— Lord kapitan Fletcher mnie poinformował.
— Więc pan z nim rozmawiał? Niech pan siada, proszę. Martinez odłożył swe rękawiczki na boczny stolik, a potem usiadł na krześle, które służąca lady Michi dla niego odsunęła.
— Spotkałem kapitana, razem z jednym z poruczników, lady Chandrą Prasad.
Na wargach dowódcy szwadronu zagościł przez chwilę konfidencjonalny uśmiech.
— Tak. Osobiście jestem nieco mniej oficjalna od lorda kapitana, ale to on ustala styl na statku, więc pomyślałam sobie, że trzeba pana ostrzec. — Spojrzała na służącą, starszą, pełną godności kobietę o szerokiej twarzy.
— Czy mogłabyś przynieść koktajle, Vandervalk?
— Tak, milady.
Kiedy Vandervalk wyszła, lady Michi pochyliła się nad stołem i zniżyła głos.
— Powinnam też przy okazji powiedzieć o Prasad. W normalnych okolicznościach nie mam zwyczaju powtarzać plotek, ale nie chciałabym, żeby pan popełnił tutaj jakąś gafę. Mówi się, że lady Chandra i kapitan są… ach, sobie bliscy.
W reakcji Martineza na tę wiadomość dominowała ulga.
— O, dziękuję, milady. Nie żebym w jakimś sensie był… — Martinez przerwał, próbując znaleźć sposób taktownego zapewnienia lady Michi, że nie ma zamiaru zdradzać jej siostrzenicy ani z kochanką kapitana, ani w ogóle z nikim innym.
Droga cnoty okazywała się frustrująca nie tylko w sferze wstrzemięźliwości. Kiedy rozmawiał z kandydatami na służących, znalazł młodą kobietę mechanika, która byłaby idealna na to stanowisko, ale uświadomił sobie, że jest ona dość atrakcyjna i że wszyscy pomyśleliby, że przywiózł ją ze sobą jako swoją kochankę. Niechętnie odrzucił kandydatkę na korzyść Ayutano.
— Jasne — powiedziała lady Michi. — Chciałam pana po prostu ostrzec na wypadek, gdyby… podteksty… stały się nieco kłopotliwe.
Martinez aż za dobrze wiedział, jak kłopotliwe mogą być podteksty z Chandrą i był wdzięczny za informację.
— Dziękuję. I akurat mam wiadomości o rodzinie.
Lady Michi uradowała się, słysząc o ciąży Terzy, a kiedy Vandervalk wróciła z kieliszkami i karafką z koktajlem, jako pierwsza wzniosła toast za nowego dziedzica Chenów.
Przy kolacji rozmawiali o rodzinie i innych błahych sprawach. Martinez wiedział, że lady Michi jest rozwiedziona, ale nie wiedział o dwojgu dzieciach w szkole na Hone Reach, dzieciach, których wolność zagwarantowała wygrana bitwa przy Hone-Bar. Lady Michi wyciągnęła od Martineza opis walk, a pytania stawiała dość dociekliwe, tak że Martinez zaczynał wierzyć, że tutaj wreszcie znalazł dowódcę, który zna swoją pracę.
— I a propos wojny — powiedziała Michi na końcu posiłku. — Przy tej okazji mogę zapoznać pana z pańskimi obowiązkami.
Wywołała displej ścienny i zapaliła na nim mapę imperium — Zanshaa w jej centrum, z wormholowymi trasami utkanymi jak koronka wokół stolicy.
— Jak się pan prawdopodobnie domyślił — powiedziała, patrząc w bok — flota przyjęła coś, co chyba jest obecnie nazywane planem Chena.
Martinez próbował nie westchnąć zbyt ciężko.
— Oczywiście, milady — powiedział — w pełni popieram ten plan.
Michi uśmiechnęła się.
— Mój brat Maurice przysłał mi wczesną wersję tego planu, kiedy wciąż jeszcze nosił on pańskie nazwisko… pańskie i lady Suli, jak sobie przypominam. Przy okazji, co u niej słychać?
— Straciliśmy kontakt.
Dowódca eskadry uniosła brwi, ale postanowiła nie drążyć tematu.
— Nawiasem mówiąc, Maurice mi donosi, że to lord Tork nalegał na zmianę nazwy planu. Lord Tork chyba myśli, że zdobył pan większą sławę, niż przystoi komuś o pańskiej pozycji.
Martinez próbował, bez większego sukcesu powstrzymać oburzenie. Zaprotestował w duchu, że nawet nie znał lorda Torka. Spotkał Torka tylko przelotnie podczas wręczania medali. Co u diabła, przewodniczący Zarządu Floty miał przeciw niemu?
— Czy lord Chen domyśla się, dlaczego lord Tork… miałby… — spytał Martinez przez zaciśnięte zęby.
— Lord Tork jest osobą o ustalonych poglądach i silnych przesądach — wyjaśniła Michi. Jej ton sugerował rozbawienie i sympatię.
Martinez spojrzał na nią.
— Milady, czy może ma pani jakiś pomysł, jak mógłbym urosnąć w opinii jego lordowskiej mości? — zapytał.
Rozbawienie lady Michi wzrosło.
— Jak przypuszczam, unikać jakiegokolwiek wyróżniania się przez resztę wojny — poradziła.
Martinez postanowił nie rozwijać tego irytującego tematu i odwrócił się do mapy wormholi, przedstawionej na ścianie.
— A jaka jest nasza rola w tym planie, milady?
Lady Michi stłumiła uśmiech i odwróciła się do mapy.
— Kiedy Naksydzi całkowicie zaangażują się w układzie Zanshaa, siły Chen opuszczą Seizho portalem wormholowym Protipanu i rozpoczną rajdy na tyłach przeciwnika, niszcząc wszystkie spotkane statki handlowe i wojenne.
Protipanu. Ten właśnie cel przewidywał Martinez, kiedy usłyszał, że Siły Chen nadal hamują, po odłączeniu się od floty. Po pierwsze, było to miejsce, gdzie dotychczas nieznany chorąży Służby Eksploracji, Severin, fizycznie usunął wormhol z drogi naksydzkiej eskadry. Po drugie, Protipanu był starym brązowym karłem z bardzo zredukowanym układem planetarnym: zapadnięte gazowe giganty w układzie utrudniały manewry procowe i zmiany kursu, więc manewrowanie w systemie wymagało niskich szybkości początkowych.
— Co reszta floty będzie robiła podczas naszych rajdów? — spytał Martinez.
— To informacja tajna, nawet dla mnie — oznajmiła Michi — ale z aluzji, które otrzymuję z kręgu moich znajomych, wnioskuję, że pańska dawna Czternasta Eskadra będzie na rajdzie podobnym do naszego. Nie otrzymałam żadnych wskazań, że Do-faq i Kangas są kierowani do ataku, więc prawdopodobnie nie będą robić nic więcej, tylko utrzymywać się między Konwokacją a Naksydami.
Pod stołem Martinez zacisnął pieść. Gdyby tylko Zarząd Floty nie nalegał, żeby opuścił „Koronę”, to właśnie on prowadziłby Czternastą Eskadrę do walki z wrogiem.
— Zarząd zostawił mi sporą swobodę działania — powiedziała dowódca eskadry. — Mam nie podchodzić blisko Naxasu, Magarii czy Zanshaa, ale poza tym pozwolono mi wybierać własne cele. — Powiedziała kilka słów do displeju wideo i na mapie wormholi pojawiła się oznaczona na czerwono trasa. — Wstępnie wybrałam taką trasę. Pańskie komentarze są mile widziane, gdy będzie pan miał szansę ją przestudiować.
— Tak jest, milady.
Oczy Martineza już śledziły trasę. Protipanu, Mazdan, Koel, Aspa Darla, Bai-do, Termaine… Pierwsze trzy układy były mało znane lub prawie niezamieszkane, ale potem trasa zbaczała ku serii układów wysoce uprzemysłowionych i bardzo zaludnionych. Bogactwo Aspy Darli pochodziło z dwóch małych, gęstych planet bogatych w metale ciężkie i z podobnie bogatych asteroidów; pierścień akceleracyjny Bai-do mieścił ogromne stocznie, które prawdopodobnie zwiększały moc naksydzkiej floty; Termaine produkowała… Martinez nie był pewien, co produkowała, jego lekcje astrografii odbywały się dawno temu, ale wiedział, że układ jest bogaty.