Выбрать главу

A jeśli chodzi o zapisanie się do klubu książki… Coś takiego łatwiej było powiedzieć niż zrobić. Gdzieby się mieścił taki klub? Jakie informacje kontaktowe podałabym Jasonowi i co by się stało, gdybyrzeczywiście zadzwonił w trakcie wyznaczonych godzin? Przewidywałam, że przynajmniej raz by tozrobił. Miał zwyczaj mnie sprawdzać.

Mogłam załatwić sobie wieczór „spa". No ale przecież nie powiedziałam Wayne'owi o moichniezwykłych małżeńskich zasadach. Zresztą noce spa były dla nieznajomych. A tym razem nie byłbyto nieznajomy. Tym razem byłoby inaczej.

A więc dreptaliśmy w miejscu. Wysyłaliśmy do siebie e maile i SMS y, ale przede wszystkimwyczekiwaliśmy naszych niewinnych czwartkowych spacerów wokół gimnazjum, podczas którychten oto mężczyzna wpatrywał się we mnie spojrzeniem pełnym głodu, pożądania, potrzeby…

A ja mu na to pozwalałam.

W drugim tygodniu lutego Jason mnie zaskoczył. Zbliżał się tydzień szkolnych ferii i mój mążoznajmił, że pora, aby rodzina wybrała się na wakacje. Stałam wtedy przy kuchence, smażąc napatelni hamburgery. Prawdopodobnie myślałam o Waynie, bo się uśmiechałam. Jednakże nowinaJasona przywołała mnie natychmiast do rzeczywistości.

Hura! zapiszczała Ree siedząca na blacie. Rodzinne wakacje!

Posłałam Ree ironiczne spojrzenie, dlatego że nigdy nie jeździliśmy na rodzinne wakacje, więc nibyskąd miałaby wiedzieć, że to rzeczywiście coś fajnego.

Jason nie patrzył jednak na naszą córkę. Przyglądał się uważnie mnie, zastanawiając się nadczymś i czekając.

Gdzie byśmy się wybrali? zapytałam lekko, odwracając się w stronę patelni.

Do Bostonu.

Mieszkamy w Bostonie.

Wiem. Uznałem, że od czegoś trzeba zacząć. Zarezerwowałem nam pokój w hotelu w centrum.

Basen, atrium, tego rodzaju rozrywki. Na kilka dni możemy się stać turystami w naszym własnymmieście.

Już zarezerwowałeś? Wybrałeś hotel i w ogóle?

Pokiwał głową, nadal się we mnie wpatrując.

Pomyślałem, że przyda nam się kilka dni spędzonych razem odparł z nieprzeniknionymwyrazem twarzy. Pomyślałem, że dobrze nam to zrobi.

Posypałam mięso przyprawami. Rodzinne wakacje.

Co mogłam powiedzieć?

Wiadomość przekazałam Wayne'owi w e mailu. Na jego odpowiedź czekałam dwa dni. Napisał

jedynie: „Myślisz, że to bezpieczne?".

To mnie zirytowało. Dlaczego nie miałabym być bezpieczna z Jasonem? Wtedy ponownieprzypomniało mi się tamto zdjęcie i twardy dysk, na który powinnam przekopiować zawartośćnaszego komputera. Tak bardzo pochłonęło mnie flirtowanie z Wayne'em, że zapomniałam, iż wujekEthana miał mi zamiast tego oferować swoją wiedzę.

„Mamy czteroletnią przyzwoitkę", tak mu w końcu odpisałam. „Co mogłoby się stać?".

Ale wiedziałam, że Wayne tego nie pochwala, ponieważ SMS y się urwały. Uświadomiłam sobie, żejest zazdrosny, a mnie, o naiwności, to schlebiało.

W niedzielę wieczorem wysłałam mu zrobione komórką zdjęcie Ree w różowym kostiumiekąpielowym z fioletową rurką, w niebieskiej masce i dwóch wielkich niebieskich płetwach.

„Przyzwoitka szykuje się do pracy", napisałam i dołączyłam drugie zdjęcie walizki Ree wypełnionejjakimiś pięcioma setkami rzeczy, które uznała za niezbędne podczas czterodniowego pobytu w hotelu.

Wayne nie odpowiedział. Wyczyściłam więc skrzynkę odbiorczą i nadawczą w telefonie, to samozrobiłam ze swoim kontem na AOL u i przygotowałam się na cztery dni rodzinnych wakacji.

Mój mąż nigdy nie zrobi mi krzywdy, pomyślałam. Wydaje mi się, że aż do tamtej chwili niezdawałam sobie sprawy z tego, w jak wielkim kłamstwie żyjemy oboje.

Rozdział 32

D.D. była na dobrej drodze. Czuła to. Najpierw rozmowa z Wayne'em Reynoldsem, potem przesłuchanie Maxwella Blacka. Śledztwo zaczynało trzymać się kupy, kluczowe fragmenty układanki pomału wpasowywały się na swoje miejsce.

Kiedy tylko skończyli rozmawiać z ojcem Sandy, D.D. przekazała zdjęcie Jasona do NCMEC, a także do Biura Śledczego stanu Georgia. Dysponowała całkiem porządną charakterystyką znane fałszywe nazwiska, możliwe koneksje geograficzne, kluczowe informacje finansowe i odpowiednie daty. Przez ostatnie pięć lat Jason zostawił po sobie wyraźny papierowy ślad, po tym jak zniknął z radaru. Teraz dowiadywali się ciut więcej i może to wystarczy, żeby rozpracować jego prawdziwą tożsamość i wyśledzić fundusze zagraniczne.

W tym momencie D.D. gotowa się była założyć, że jakiś inny organ ochrony porządku publicznego z inną jurysdykcją posiada takie same akta jak ona, tyle że z innym fałszywym nazwiskiem. Gdyby nawiązała kontakt z tym organem, Jason Jones/Johnson w końcu zostałby zdemaskowany i mogłaby go aresztować. Najlepiej tak, żeby zdążyć na wiadomości o jedenastej.

A tymczasem kontynuowali, rzecz jasna, śledztwo. D.D. analizowała w tej chwili kilka raportów dotyczących dowodów, włącznie ze śladową ilością krwi na kocu, który wyjęto z pralki państwa Jones.

Niestety „śladowe ilości krwi" nie bardzo mogły załatwić nakaz aresztowania. Śladowe ilości, ponieważ resztę udało się sprać? Śladowe ilości, ponieważ Sandrze Jones jakiś czas temu leciała krew z nosa?

Grupa krwi pasowała do Sandry, ale nie mając w aktach grupy Jasona i Clarissy, można było również przyjąć, teoretycznie, że krew należała do nich.

Innymi słowy, sam raport dotyczący dowodów nie wnosił wiele do ich sprawy, ale być może później, kiedy połączy się go z innymi istotnymi danymi, stanie się jeszcze jedną kratą w więzieniu, powoli, ale nieuchronnie wznoszonym wokół Jasona Jonesa.

D.D. kontaktowała się z ekipą techników zajmujących się analizowaniem komputera Jonesów.

Zważywszy na pilność sprawy, ekipa pracowała non stop. Większą część nocy zajęło skopiowanie twardego dysku. Teraz sporządzano raport za raportem, skupiając się na e mailach i aktywności internetowej. Spodziewano się, że pierwsze wyniki pojawią się z samego rana. Dzięki czemu D.D.

myślała optymistycznie, że jeśli nie zdążą na wiadomości o jedenastej, to może uda się to zamknąć przed porannymi.

To był tego typu pęd, który uszczęśliwiał sierżanta z wydziału zabójstw i stanowił dla całego zespołu wystarczający bodziec do spędzenia kolejnego długiego wieczoru w pracy. Niekoniecznie tłumaczyło to jednak nagłe zainteresowanie D.D. sędzią Maxwellem Blackiem ani jej potrzebę przyjrzenia się śmierci Missy Black, do której doszło przed ośmiu laty. W tamtejszym biurze szeryfa poinformowano ją, że nigdy nie założono sprawy, ale przekazano jej namiary na lekarza sądowego z ich hrabstwa, który będzie dostępny rankiem. Oficjalnie stwierdzono samobójstwo, jednak szeryf zawahał się wystarczająco wyraźnie, aby wzbudzić w jeszcze większe zaciekawienie.

Niepokoił ją Maxwell Black. Jego akcent, jego urok, rzeczowa ocena jedynego dziecka jako lekkomyślnej młodej kobiety, notorycznie kłamiącej i seksualnie rozwiązłej. W głowie D.D. pojawiła się nagle myśl, że Sandy dwie trzecie swego młodego życia spędziła z towarzyskim ojcem, który mówił