Pitt musiał skupić się na prowadzeniu jachtu wśród małych jednostek kursujących po rzece. Ich pasażerowie złościli się i wygrażali pięściami, gdy wzbudzona szybkim ruchem Calliope fala kołysała ich niebezpiecznie. Nie zmniejszał jednak szybkości; posyłał jedynie przestraszonym załogom przepraszający uśmiech. Mimo iż spędził za kołem sterowym prawie sześć godzin, nie odczuwał zmęczenia. Fotel na stanowisku sternika był tak wygodny, a ster tak lekki, że czuł się jak za kierownicą luksusowego samochodu.
Pojawił się Giordino z butelką piwa i kanapkami z tuńczykiem.
– Pewnie jesteś głodny – powiedział. – Przecież nic nie jadłeś, odkąd zeszliśmy z Soundera.
– Dziękuję, rzeczywiście jestem głodny. Ale silniki tak hałasują, że nie słyszałem burczenia we własnym brzuchu – rzekł Pitt, przekazując ster koledze. – Pewnie już obejrzałeś broń. Jak myślisz, będziemy w stanie odeprzeć piratów?
– Na pewno. A co, widziałeś coś podejrzanego?
Pitt pokręcił przecząco głową.
– Tylko śmigłowce i łodzie patrolowe; na razie uśmiechają się do nas przyjaźnie. Zupełna sielanka.
– Widocznie władze Nigerii nabrały się na pomysł admirała.
– Miejmy nadzieję, że inni, tam w górze rzeki, też się nabiorą. Giordino wskazał ręką trójkolorową banderę nad rufą.
– Mimo wszystko czułbym się lepiej mając tam flagę amerykańską, w szufladzie dokumenty potwierdzone przez Departament Stanu i międzynarodowe organizacje humanitarne, a w odwodzie, na wszelki wypadek, kompanię marines.
– Może jeszcze pancernik Iowa?
– Piwo dostatecznie zimne? – zmienił bezpiecznie temat Giordino. – Bo wstawiłem je do lodówki zaledwie godzinę temu.
– Zimne – stwierdził Pitt między dwoma kęsami sandwicza. – Co u Rudiego?
Giordino wzruszył ramionami.
– Zakopał się w swoich badaniach. Chciałem z nim pogadać, ale mnie wyrzucił.
– Zajrzę tam. Może będę miał więcej szczęścia.
Z butelką w ręku zszedł pod pokład, do laboratorium. Mały człowieczek w okularach wiszących na końcu nosa studiował właśnie wydruk z komputera. Wbrew temu, co sugerował Giordino, był najwyraźniej w dobrym humorze.
– Masz coś? – spytał Pitt.
– W tej cholernej rzece można znaleźć wszystkie znane dotąd typy zanieczyszczeń i jeszcze parę innych. Jest o wiele bardziej skażona niż Hudson, James River i Cayuhoga w najgorszych czasach.
– Ależ masz tu aparaturę! – Pitt rozglądał się z podziwem po kabinie laboratorium. – Do czego to wszystko służy?
– O, masz piwo! – zauważył Gunn.
– Chcesz?
– Jasne!
– Nie ma sprawy, Giordino zamroził całą skrzynkę. Poczekaj minutkę. – Pitt wybiegł z kabiny i po chwili pojawił się z drugą butelką zimnego piwa.
Gunn wypił kilka dużych łyków.
– W porządku – powiedział. – Teraz mogę już odpowiadać na twoje pytania. Po pierwsze, mamy tu automatyczne mikroinkubatory; zebrałem sporo czerwonego zakwitu z okolic wybrzeża i teraz próbuję hodować go w kolejnych próbkach wody z Nigru. Te wiciowce rzeczywiście mnożą się w niej jak diabli. Komputer stale mi to wszystko liczy i już teraz, po paru godzinach, widzę że posuwamy się w kierunku źródła skażenia.
– Myślisz, że znajduje się w Nigerii?
– Chyba nie. Wzrost działania stymulacyjnego nie jest na razie szybki. A to oznacza, że źródło jest jeszcze daleko, może nawet w górnym biegu rzeki.
Gunn podszedł do dwu przypominających kuchenki mikrofalowe skrzynek.
– Te aparaty mają zidentyfikować substancję, której szukamy. To chromatograf i spektrometr. Mówiąc najprościej: napełniani probówkę wodą z rzeki i umieszczam ją w środku, a maszyna to analizuje i przekazuje wyniki do komputera. W ten sposób można rozpoznać substancje biologiczne i syntetyczne, rozpuszczalniki, pestycydy, PCV, dioksyny i mnóstwo innych związków chemicznych. Mam nadzieję że zidentyfikujemy również ten stymulator wiciowców.
– A jeśli to jakiś metal?
– Właśnie po to mamy zintegrowany spektrometr plazmy i masy. Wykrywa najdrobniejsze nawet ślady metali w wodzie. Działa na innej zasadzie niż chromatograf, ale obsługa wygląda dokładnie tak samo. Co dwa kilometry wkładam kolejną probówkę i oglądam wyniki na ekranie komputera.
– Co już wiesz?
Gunn zdjął z nosa okulary i zaczął je przecierać.
– Że woda Nigru zawiera co najmniej połowę wszystkich znanych metali, od miedzi począwszy, aż po srebro, złoto, rtęć, a nawet uran. Wszystkie w stężeniu znacznie przekraczającym zwykłe tło.
– Nie będzie ci łatwo szukać w takiej masie.
– Na pewno nie, ale nie jestem sam w tych poszukiwaniach. Wszystkie dane są transmitowane drogą satelitarną do NUMA, a tam nasi ludzie jeszcze raz wszystko analizują. I nawet gdybym ja coś przeoczył – oni to znajdą.
Pitt nie mógł sobie wyobrazić, jak Gunn mógłby cokolwiek przeoczyć. Jego przyjaciel był kimś więcej niż tylko zdolnym, kompetentnym naukowcem. Był to umysł tak ostry, krytyczny i konstruktywny, jak to tylko możliwe. Gunn był też niezwykle uparty w realizacji swoich zamierzeń. Wydawało się, że w ogóle nie zna słowa "rezygnuję".
– Masz już choćby najmniejsze wyobrażenie, jaka toksyna jest przyczyną naszych problemów?
Gunn dopił piwo i wyrzucił pustą butelkę do tekturowego pudła, pełnego niepotrzebnych już wydruków komputerowych.
– Toksyna to pojęcie względne. Chemicy nie mówią o toksynach, tylko o poziomie toksyczności.
– Do czego zmierzasz?
– Rozpoznałem już wiele zanieczyszczeń i wiele składników naturalnych, zarówno organicznych jak metalicznych. Stwierdziłem na przykład niezwykle wysoki poziom pestycydów, których w Ameryce już się nie używa, ale które wciąż są szeroko stosowane w trzecim świecie. Nadal jednak nie mam pojęcia, czym się karmią te czerwone mutanty. I nawet nie bardzo wiem, jak szukać. Cała nadzieja w tym, że same wskażą mi drogę.
– Szkoda, miałem nadzieję, że już coś wiesz; im dalej się zapuszczamy, tym większe możemy mieć kłopoty, zwłaszcza jeśli zainteresują się nami tutejsze władze wojskowe.
– Pogódź się i z taką możliwością, że w ogóle nic nie znajdziemy – rzekł Gunn, zirytowany. – Chyba nie masz pojęcia, ile jest w świecie różnych związków chemicznych. Ludzkość wyprodukowała ich już ponad siedem milionów, a sami tylko naukowcy amerykańscy dodają do tego co tydzień sześć tysięcy nowych!
– Ale nie wszystkie są toksyczne.
– Właśnie próbuję ci wytłumaczyć, że prawie każda substancja chemiczna ma jakiś poziom toksyczności, czy też w pewnych warunkach okazuje się trująca. Nawet zwykła czysta woda może być dla człowieka szkodliwa, bo duża jej ilość wypłukuje z organizmu elektrolity.
– Więc nic jeszcze nie możesz powiedzieć?
– Chyba tylko jedno: tym stymulatorem nie są bakterie.
– Jak do tego doszedłeś?
– Sterylizując próbki wody. Wyeliminowanie bakterii ani trochę nie osłabiło płodności tego draństwa.
– Myślę, że znajdziesz ten stymulator, Rudi – Pitt poklepał Gunna po ramieniu.
– Jasne, że znajdę – zaperzył się Gunn. – Nawet jeśli to jest jakaś jeszcze nieznana substancja, i tak ją znajdę.
Sielanka skończyła się w południe następnego dnia, w godzinę po opuszczeniu Nigerii. Płynęli teraz odcinkiem rzeki, który stanowi naturalną granicę między Beninern i Nigrem. Pitt obserwował spokojnie przesuwające się z obu stron zielone ściany dżungli. Przed nimi łagodny łuk rzeki rysował się jak zakrzywiony palec kostuchy.Przy sterze siedział Giordino. W jego oczach widać było pierwsze oznaki zmęczenia. Pitt stał obok niego, śledząc wzrokiem szybującego przed nimi nad lustrem wody samotnego kormorana. Nagle, przed kolejnym zakrętem rzeki, ptak mocniej zatrzepotał skrzydłami i umknął między rosnące na brzegu drzewa. Pitt chwycił lornetkę i popatrzył w tamtą stronę.