Выбрать главу

– Admirał dostanie zawału, jak się dowie, co zrobiliśmy z jachtem.

– Daj spokój. Nie sądzę, żeby spodziewał się go jeszcze ujrzeć – rzekł Giordino.

– Ugasiłeś ogień? – spytał Pitt Rudiego.

– Jeszcze się trochę dymi. Na szczęście zdążyłem uruchomić gaśnice, zanim się tam udusiłem.

– Czy są jakieś przecieki?

– Nie – pokręcił głową Rudi. – Większość pocisków waliła w górną część jachtu. Żaden nie trafił poniżej linii wodnej. W każdym razie dno jest suche.

– Są jeszcze jakieś inne samoloty w pobliżu? Na radarze jest tylko jeden.

– Ten wielki ciągle nas obserwuje – Giordino uniósł głowę. – Po ciemku nie widać myśliwców, mogą być zresztą poza zasięgiem słuchu. Moje stare kości mówią mi jednak, że są niedaleko.

– Jak daleko stąd do Gao? – spytał Gunn.

– Siedemdziesiąt pięć, może osiemdziesiąt kilometrów – ocenił Pitt – Nawet przy tej prędkości nie dotrzemy tam wcześniej niż za godzinę.

– I to pod warunkiem, że ci z góry nie będą nam przeszkadzać – Giordino usiłował przekrzyczeć hałas wiatru i silników.

Gunn wskazał ręką na nadajnik łączności lokalnej leżący na pulpicie.

– Dobrze byłoby odwrócić ich uwagę.

– Dobra myśl. – Pitt uśmiechnął się w ciemności. – Sądzę, że nadeszła właściwa pora.

– Słusznie – zgodził się Giordino. – Ciekaw jestem, co mają do powiedzenia.

– Boję się, że zbyt długa rozmowa zabierze nam czas potrzebny na dotarcie do Gao – zauważył Gunn – Mamy sporą drogę do pokonania.

Pitt oddał ster Giordinowi, po czym wziął do ręki walkie-talkie.

– Dobry wieczór – rzekł uprzejmie. – Czy możemy wam w czymś pomóc?

Po chwili ciszy ktoś odezwał się po francusku.

– Psiamać – mruknął Giordino.

Pitt spojrzał w górę, w kierunku samolotu i rzeki:

– Non parley vous francais.

– Czy wiesz, co powiedziałeś? – Gunn uniósł brwi.

– Powiedziałem, że nie mówię po francusku – Pitt spojrzał na niego niewinnie.- Vous to znaczy pan lub wy – pouczył go Gunn. – Powiedziałeś mu, że on nie mówi po francusku.

– Wszystko jedno, w każdym razie dał się wciągnąć w rozmowę.

– Rozumiem po angielsku – odezwał się głos w głośniku.

– To świetnie – odrzekł Pitt. – Więc rozmawiajmy.

– Przedstaw się.

– Sam się przedstaw.

– Jestem generał Zateb Kazim, dowódca Najwyższej Rady Wojskowej.

Pitt spojrzał na Gunna i Giordina.

– Rozmawiamy z samym szefem.

– Zawsze chciałem być dostrzeżony przez kogoś z samej góry – rzekł Giordino z ponurym sarkazmem. – Nigdy nie przypuszczałem, że to się zdarzy właśnie na tym głupim końcu świata.

– Przedstaw się – powtórzył Kazim.

– Edward Teach, kapitan okrętu "Zemsta Królowej Anny".

– Studiowałem na Uniwersytecie Princeton – odparł sucho Kazim. – Wiem, z jakiej książki jest ten pirat. Ale żarty się skończyły. Poddajcie jacht!

– A jeśli nie mamy ochoty?

– Zostaniecie zbombardowani przez bombowce Malijskich Sił Powietrznych.

– Jeśli strzelają równie celnie jak wasze ścigacze, to jesteśmy spokojni – odparł Pitt.

– Nie lubię żartów – Kazim zdawał się coraz bardziej zirytowany. – Kim jesteście i co robicie w moim kraju?

– Powiedzmy, że wybraliśmy się na ryby.

– Zatrzymajcie się natychmiast i poddajcie łódź!

– Nie ma mowy – odrzekł Pitt spokojnie.

– Jeśli tego nie zrobicie, czeka was śmierć.

– A pan straci jedyną w swoim rodzaju łódź. Myślę, że widział pan, co potrafi.

Nastała długa cisza. Pitt poczuł, że dobrze trafił.

– Owszem, słyszałem o waszej bitwie z moim przyjacielem Matabu. Znam możliwości bojowe waszej łodzi.

– Więc wie pan również, że moglibyśmy wysłać wasz ścigacz na dno rzeki.

– Niestety, zaczęli strzelać wbrew moim rozkazom.

– Moglibyśmy również roznieść w kawałki pana piękny, szybujący po niebie odrzutowiec – zablefował Pitt.

– Jeśli ja zginę – Kazim był i na to przygotowany – wy zginiecie również. Wydałem już rozkazy.

– Chcemy trochę czasu do namysłu, powiedzmy, zanim nie dojedziemy do Gao.

– Stać mnie na to – rzekł Kazim cierpliwie. – Ale w Gao zakończycie swoją podróż i zacumujecie jacht w porcie miejskim. Jeśli nadal będziecie się upierać przy tej ucieczce, moje samoloty zlikwidują was.

– W porządku, panie generale. Wiemy, czego się trzymać.

Pitt wyłączył radio i uśmiechnął się szeroko.

– Lubię uczciwe transakcje.

Przed nimi, w odległości około pięciu kilometrów, lśniły w ciemności światła Gao.

Pitt przejął ster od Giordina.

– Przygotuj się do skoku, Rudi.

Gunn niepewnie przyglądał się rwącej wodzie. Jacht płynął z prędkością siedemdziesięciu pięciu węzłów.

– Przy tej szybkości nie skoczę.

– Nie bój się, zwolnię do dziesięciu węzłów – zachęcał go Pitt. – Skoczysz z przeciwnej strony niż samolot. Jak już będziesz w wodzie, przyspieszę znowu.

– Zagadaj Kazima przez pewien czas – zwrócił się do Giordina. Giordino podniósł do ust aparat.

– Czy mógłby pan powtórzyć swoje warunki, generale?

– Nie próbujcie uciekać. Jeśli chcecie przeżyć, zatrzymajcie się w Gao. To są moje warunki.

Pitt zbliżył Calliope do brzegu rzeki. Mimo wszystko był napięty i niespokojny. Gunn powinien znaleźć się w wodzie, zanim światła miasta oświetlą rzekę. Nie mogli jednak dopuścić do tego, żeby Malijczycy spostrzegli ich manewr. Sonda głębokościowa wskazywała bliskość przybrzeżnej mielizny.Zredukował gwałtownie obroty. Dziób jachtu zanurzył się w wodzie i sternika rzuciło na pulpit.

– Skacz! – krzyknął Pitt. – Trzymaj się, stary.

Mały biolog z NUMA, przytrzymując ciasno zapięte paski plecaka, bez słowa pożegnania zniknął nagle w rzece. Niemal natychmiast Pitt wrócił do dawnej szybkości.

Giordino wyjrzał przez rufę. Gunn był już całkowicie niewidoczny. Powinien bezpiecznie przepłynąć pięćdziesięciometrową odległość, jaka dzieliła jacht od brzegu.

Zadowolony Giordino wrócił do rozmowy z generałem Kazimem.

– Jeśli obieca nam pan bezpieczny przejazd przez wasz kraj, jacht będzie wasz, lub raczej to, co z niego zostało.

Kazim najwyraźniej nie zauważył dziwnego manewru Calliope.

– Zgoda – odparł.

– Nie chcemy zginąć w następnej strzelaninie w tej brudnej wodzie.

– Słuszny wybór – powtórzył Kazim. Jego słowa brzmiały rzeczowo, a nawet uprzejmie, choć można było w nich wyczuć połączoną z triumfem wrogość. – Prawdę mówiąc, nie macie innego wyjścia.

Pitt miał niejasne wrażenie, że jednak przeszarżowali tę grę. Obydwaj z Giordinem zaczęli podejrzewać, że Kazim chce się ich pozbyć, a ciała rzucić szakalom na pożarcie. Musieli odwrócić uwagę Malijczyków od Gunna i jednocześnie sami ujść z życiem. Gra była bardzo trudna, a szansę doprowadzenia jej szczęśliwie do końca nader nikłe. Mogli w niej zyskać jeszcze kilka godzin, nic ponadto. Pitt zaczął przeklinać swą szaloną nadzieję, że mogą wyjść z tego cało.Jednak w chwilę później z ciemności nocy przyszedł zupełnie nieoczekiwany i niespodziewany ratunek.

20

Giordino trącił Pitta w ramię, pokazując coś na rzece.

– Widzisz te światła? To ten wielki, hałaśliwy statek. Już raz go mijaliśmy. Wygląda na jacht miliardera, z helikopterem i ładnymi dziewczynami na pokładzie.

– Pewnie ma też system łączności satelitarnej. Moglibyśmy połączyć się z Waszyngtonem.

– Nie zdziwiłbym się nawet, gdyby miał teleks.