– Przyjemnie się z panem współpracuje, generale. Myślę, że również skutecznie.
Hala Kamil stała na schodach hotelu Waldorf-Astoria, czekając na swój służbowy samochód. Wychodziła właśnie z oficjalnej kolacji, wydanej na jej cześć przez ambasadora Indii przy ONZ. Padał lekki deszczyk. Mokre ulice odbijały wieczorne miejskie światła. Przed hotelem zatrzymał się wielki czarny Lincoln. Pani Kamil, wdzięcznie podtrzymując długi strój, wśliznęła się na tylne siedzenie.
Ismaił Yerli czekał już na nią w środku. Ucałował jej dłoń.
– Przepraszam, że spotykamy się w tak dziwny sposób, ale nie byłoby dobrze, gdyby zobaczono nas razem – tłumaczył się.
– Dawno się nie widzieliśmy, Ismaił – pani Kamil nie umiała ukryć wzruszenia. – Unikałeś mnie.
Upewnił się, że szyba oddzielająca ich od kabiny szofera jest dokładnie zamknięta.
– Miałem wrażenie, że będzie lepiej, jeśli się oddalę. Zaszłaś tak wysoko i stałaś się osobą tak ważną, ze bałem się, by jakiś skandal ci nie zaszkodził.
– Mogliśmy zachować dyskrecję – szepnęła.
Yerli zaprzeczył ruchem głowy.
– Sprawy miłosne mężczyzny na wysokim stanowisku nikogo nie obchodzą. Ale kobieta twojej pozycji byłaby otoczona plotkami ze wszystkich stron. Środki masowego przekazu zrobiłyby wszystko, żeby cię zdyskredytować w oczach całego świata.
– Ciągle jesteś mi bliski, Ismaił. Wziął ją za rękę.
– Ty także jesteś mi bliska. Ale wiem, że jesteś najcenniejszą rzeczą, jaką posiadają Narody Zjednoczone; nie mogę narazić twojej pozycji na szwank.
– To bardzo szlachetnie z twojej strony – odparła z ironią.
– Bałem się nagłówków w stylu: "Sekretarz Generalny ONZ – kochanką agenta francuskiego wywiadu, zatrudnionego w Światowej Organizacji Zdrowia". Zresztą moi zwierzchnicy w ministerstwie obrony też nie byliby tym zachwyceni.
– Jak dotąd, utrzymywaliśmy nasz związek w tajemnicy – rzekła. – Moglibyśmy robić to nadal.
– Niemożliwe.
– Jesteś znany wszystkim jako Turek. Kto może wiedzieć, że już jako student wstąpiłeś do francuskiej służby wywiadowczej?
– Każdy, kto zacznie grzebać w moim życiorysie, prędzej czy później do tego dojdzie. Pierwszą zasadą dobrego agenta jest działać w cieniu. Już zakochanie się w tobie było odstępstwem od zasady. Jeśli wywiad brytyjski, sowiecki czy amerykański wywącha nasz związek, nie spocznie tak długo, aż zapełni grube dossier niepotrzebnymi szczegółami na twój temat, którymi potem może szantażować Oranizację Narodów Zjednoczonych.
– Nic takiego dotąd nie miało miejsca – rzekła Kamil ze zdziwieniem.
– I nie ma miejsca w dalszym ciągu – odparł krótko. – Uważam jednak, że nie możemy się spotykać na terenie gmachu ONZ.
Hala Kamil odwróciła twarz w stronę mokrej od deszczu szyby samochodu.
– Więc po to szukałeś mojego towarzystwa, żeby mi to powiedzieć?
Yerli wziął głęboki oddech.
– Potrzebuję twojej pomocy.
– Czy wiąże się to z ONZ, czy z Francją?
– I z ONZ, i z Francją.
– Spotykasz się ze mną tylko wtedy, kiedy jestem ci do czegoś potrzebna. Wykorzystujesz moje uczucie do swoich małych, szpiegowskich rozgrywek. Jesteś człowiekiem bez skrupułów!
Yerli nie odpowiedział. Zadała więc pytanie, na które czekał.
– Co mam dla ciebie zrobić?
– Zespół epidemiologów z WHO – zaczął ożywiony – bada przyczynę jakiejś strasznej choroby w malijskiej części Sahary.
– Znam ten projekt, dostałam ofcjalny raport. Zespołem kieruje doktor Frank Hopper?
– Zgadza się.
– Hopper jest świetnym naukowcem. Czy jesteś w to włączony?
– Do mnie należy koordynacja ich podróży, logistyka, żywność, transport, ekwipunek naukowy i tym podobne.
– Nie widzę, w czym mogłabym ci pomóc.
– Chciałbym, żebyś użyła swoich wpływów do ściągnięcia ich z powrotem.
– Dlaczego ci na tym zależy? – spojrzała na niego ze zdziwieniem.
– Ponieważ znajdują się w wielkim niebezpieczeństwie. Wiem z dobrych źródeł, że mają być zamordowani przez zachodnioafrykańskich terrorystów.
– Nie chce mi się w to wierzyć.
– Niestety, to prawda – odparł poważnie. – Na pokładzie ich samolotu umieszczono bombę, która ma eksplodować nad pustynią.
– Dla kogo pracujesz? – spytała pani Kamil z przerażeniem. – Dlaczego przychodzisz z tym do mnie? Dlaczego nie uprzedziłeś doktora Hoppera?
– Próbowałem, ale straciłem z nim łączność.
– Czy nie można się z tym zwrócić do władz malijskich?
Yerli zaprzeczył.
– Generał Kazim traktuje ich jak intruzów i wcale mu na nich nie zależy.
– Czuję, że kryje się w tym coś więcej, niż zwykła groźba bomby.
– Uwierz mi, Hala – spojrzał jej prosto w oczy. – Chcę tylko uratować doktora Hoppera i jego ludzi.
Chciała mu wierzyć, ale nie mogła. Czuła, że ją okłamuje.
– Zdaje się, że wszyscy zaczęli interesować się skażeniem środowiska w Mali. I wszystkich trzeba ratować z opresji.
Yerli spojrzał zdziwiony, ale nic nie powiedział. Czekał na dalsze wyjaśnienia.
– Admirał Sandecker z Amerykańskiej Agencji Badań Morskich prosił mnie o zgodę na użycie specjalnego oddziału komandosów w celu wydostania trzech jego ludzi z rąk malijskich sił bezpieczeństwa.
– Więc Amerykanie szukają źródeł skażenia w Mali?
– Tak, choć jest to misja nieoficjalna, której Malijczycy starają się przeszkodzić.
– Ci ludzie są już w malijskich rękach?
– Jeszcze cztery godziny temu nie byli.
– Gdzie są prowadzone te badania? – w głosie Yerli'ego dało się wyczuć zdenerwowanie.
– Na Nigrze.
Chwycił ją za ramię i spojrzał w napięciu.
– Co jeszcze wiesz o tej sprawie?
Przeszedł ją dreszcz.
– Amerykanie szukają jakiejś chemicznej substancji, powodującej nienormalny wzrost czerwonych glonów u wybrzeży Afryki – odparła.
– Czytałem coś o tym w prasie. Mów dalej.
– O ile wiem, wyprawili się łodzią na Niger, z ekwipunkiem i laboratorium badawczym na pokładzie. Szukają miejsca, z którego wypływa ta substancja.
– Znaleźli to miejsce?
– Według tego, co mówi Sandecker, dotarli w swoich poszukiwaniach aż do Gao.
– To są wszystko jakieś dezinformacje – Yerli nie był przekonany. – Za tym musi się kryć coś innego.
Pani Kamil potrząsnęła głową,
– W przeciwieństwie do ciebie, admirał jest człowiekiem bezinteresownym i prawdomównym.
– Powiedziałaś, że stoi za tym NUMA.
Potwierdziła skinieniem głowy.
– Nie CIA, czy jakaś inna amerykańska służba wywiadowcza?
Ujęła go za rękę i uśmiechnęła się.
– Chcesz przez to powiedzieć, że twój wspaniały wywiad w zachodniej Afryce nie ma pojęcia, że Amerykanie pracują pod ich nosem?
– To byłby absurd. Co może interesować Amerykanów w tak biednym i nieatrakcyjnym kraju jak Mali?
– A jednak coś ich tam ciągnie. To raczej ty powinieneś wiedzieć, o co im chodzi.
Yerli namyślał się przez chwilę, ale w końcu nic nie powiedział.
Zastukał mocno w szybę, dzielącą ich od szoferki i wskazał najbliższy zakręt. Szofer zahamował i zatrzymał się przed wielkim biurowcem.
– Tak szybko mnie opuszczasz? – Tym razem w jej głosie można było wyczuć pogardę.
Odwrócił się i spojrzał na nią.
– Naprawdę przepraszam. Wybacz mi.
Miała tego dosyć. Potrząsnęła głową.
– Nie, Ismail. Tym razem ci nie przebaczę. Nigdy się już nie spotkamy. Aha, spodziewam się jutro rano twojego listu z rezygnacją. Jeśli tego nie zrobisz, zostaniesz usunięty z pracy w ONZ dyscyplinarnie.