Выбрать главу

– Skażenie? Ciekawe, skąd to się może tutaj brać?

– Z jakichś zakładów chemicznych albo z wysypiska śmieci.

– Nie widziałem niczego takiego w tych stronach – stwierdził Kid.

– Nie ma jakiegoś dużego zakładu w tej części Sahary? – próbował upewnić się Giordino.

– Nic mi nie przychodzi do głowy; chyba tylko Fort Foureau.

– Ten francuski zakład utylizacji odpadów?

– Tak, to rzeczywiście wielki zakład. Przechodziliśmy tamtędy z Panem Periwinkle parę miesięcy temu. Przegonili nas, nie wiadomo dlaczego. Bombę atomową tam budują, czy co?

Pitt wypił przypadający nań łyk żytniówki i podał butelkę Giordinowi.

– Fort Foureau jest kilkaset kilometrów od Nigru – powiedział. – Skażenia nie mogłyby się przenosić aż tak daleko.

Kid zastanawiał się przez chwilę.

– Mogłyby – rzekł wreszcie – jeśli zakład jest położony nad Oued Zarit.

– Oued Zarit? Co to takiego?

– Legendarna rzeka, która płynęła tu jeszcze sto trzydzieści lat temu. Potem wyschła, albo raczej zapadła się w piaski. Nomadzi, w ich liczbie również ja, są przekonani, że Oued Zarit nadal płynie pod ziemią i zasila wody Nigru.

– Może to jakiś akwifer?

– Co takiego? – zdziwił się tym razem Kid.

– Warstwa wodonośna – wyjaśnił Pitt. – Zwykle są to luźne żwiry albo wypłukany, dziurawy piaskowiec.

– Nie znam się na tym; wiem tylko, że w całym wyschniętym korycie, jak pokopiesz głębiej, to na pewno znajdziesz wodę.

– Nigdy nie słyszałem, żeby rzeka, która wyschła, płynęła potem tą samą drogą pod ziemią – rzekł Giordino.

– A ja słyszałem – odparł Kid. – Na przykład rzeka Mojave w Kalifornii płynie na dużym odcinku pod pustynią, pod ziemią wpada do jeziora i dopiero dalej biegnie po powierzchni. Legenda głosi, że pewien górnik, który dokopał się do groty kilkaset stóp pod ziemią, znalazł tam regularny strumień, a w nim tony złotego piasku.

– Co o tym sądzisz? – spytał Pitt przyjaciela.

– Trudno powiedzieć, ale rzeczywiście wygląda na to, że w grę wchodzi tylko Fort Foureau. To strasznie daleko od Nigru, ale podziemny strumień mógłby przenosić skażenie nawet na większą odległość.

Kid machnął ręką w dół wąwozu.

– A wiecie wy, że koryto Oued Zarit jest tu blisko?

– Domyślam się – powiedział Pitt. – Jechaliśmy nim prawie całą drogę od Nigru. Skręciliśmy do tego wąwozu tylko po to, żeby się schować przed słońcem i samolotami.

– Na razie chyba udało wam się ich wykiwać.

– A pan? – zmienił temat Giordino, przekazując staremu butelkę. – Pan też szuka złota pod ziemią?

Kid studiował przez chwilę etykietkę, jakby zastanawiał się, czy ujawnić powód swojej wędrówki po Saharze. W końcu jednak podjął decyzję.

– Chyba mogę wam to powiedzieć… Tak, szukam złota, ale nie pod ziemią. Interesuje mnie wrak pewnego starego okrętu.

– Wrak – Pitt spojrzał na niego podejrzliwie. – Tu, w środku Sahary?

– Pancernik Konfederacji, mówiąc ściśle.

Dwaj pracownicy NUMA popatrzyli na siebie porozumiewawczo: obaj zastanawiali się, co z wyposażenia samochodu mogłoby posłużyć jako kaftan bezpieczeństwa. W oczach starego jednak – o ile mogli stwierdzić w słabym świetle zmierzchu – nie było objawów obłędu.

– Może to głupie pytanie – odezwał się Pitt – ale czy mógłby nam pan wytłumaczyć, w jaki sposób ten okręt Konfederacji znalazł się tutaj?

Kid pociągnął solidnie z flaszki i wytarł usta bez pośpiechu. Potem równie flegmatycznie rozłożył na piasku koc i wyciągnął się na nim, złożywszy ręce pod głową.

– Było to w kwietniu 1865 roku, na tydzień przed kapitulacją armii Południa. W Richmond w Virginii konfederaci załadowali na okręt o nazwie Texas skrzynie z ważnymi dokumentami państwowymi. Tak przynajmniej powiedziano kapitanowi. W rzeczywistości w skrzyniach było złoto.

– Nie sądzi pan, że to może być bajka, jak wiele innych opowieści o zaginionych skarbach? – spytał sceptycznie Pitt.

– Tę historię opowiedział na łożu śmierci prezydent Jefferson Davis. Twierdził, że tamtej nocy w roku 1865 załadowano na Texas całe złoto ze skarbca Konfederacji. Przywódcy Skonfederowanych Stanów, mieli nadzieję, że okręt przebije się przez blokadę w ujściu James River i przeczeka w jakimś obcym porcie aż do chwili, kiedy emigracyjny rząd podejmie na nowo walkę z Unią.

– Ale taki rząd w ogóle nie powstał; Jankesi pojmali i uwięzili Davisa – zauważył Pitt. – A co z Texasem?

– Stoczył piekielną bitwę z okrętami Unii i artylerią fortów nad Hampton Roads, ale wydostał się na zatokę Chesapeake i zniknął we mgle na Atlantyku. Nigdy więcej go nie widziano.

– I sądzi pan, że dopłynął do Afryki?

– Tak – odparł Kid stanowczo. – Natrafiłem na relacje Afrykanów i Francuzów z tamtego okresu, mówiące o jakimś monstrualnym okręcie bez żagli, który płynął w górę Nigru. Opis okrętu i data jego pojawienia się na rzece wskazują, że był to Texas.

– Jak okręt o tych rozmiarach i masie – sam pan mówi, że to pancernik! – mógł dopłynąć aż na Saharę? – spytał Giordino.

– To było jeszcze przed wielką suszą. W tej części Sahary była regularna pora deszczowa, a Niger zasilały liczne dopływy z północy. Jednym z nich był Oued Zarit. Źródło rzeki znajdowało się w górach Ahaggar, dobre sześćset mil na północny wschód stąd. Francuscy podróżnicy i oficerowie z ekspedycji wojskowych pisali, że mogą po niej pływać nawet duże statki. Moim zdaniem, Texas popłynął w górę Oued Zarit, wszedł na mieliznę i już tam pozostał, bo właśnie zaczął się okres wielkiej suszy, który trwa do dziś.

– Ale nawet po najgłębszej rzece nie można pływać pancernikiem! – upierał się Giordino.

– Zależy jakim. Texas był zbudowany specjalnie do operacji wojennych na James River. Miał płaskie dno i niewielkie zanurzenie. Jeśli coś tu jest niezwykłe, to to, że zdołał przepłynąć ocean i nie zatonął, jak Monitor.

– No właśnie – powiedział Pitt. – Dlaczego nie popłynęli wzdłuż brzegu, gdzieś do Ameryki Środkowej? Było tam wtedy jeszcze wiele bezludnych brzegów, przy których mogli się zatrzymać. Dlaczego mieliby ryzykować utratę złota i życia najpierw w burzliwym oceanie, a potem na obcym, jeszcze nawet dobrze nie opisanym kontynencie?

Kid wyjął z kieszeni na piersi hermetyczną metalową tulejkę a z niej cygaro; zapalił je drewnianą zapałką.

– Może zależało im na takim miejscu, w którym na pewno nie szukałaby ich flota Unii.

– Mogli je znaleźć bliżej. – Giordino przyłączył się do wątpliwości Pitta. – Dlaczego wybrali takie skrajne, desperackie rozwiązanie? Chyba nie mieli zamiaru tworzyć emigracyjnego rządu pośrodku pustyni?

– Mogli mieć inny powód do paniki – odparł Kid z lekkim wahaniem. – Podobno gdy okręt opuszczał Richmond, na pokładzie był Lincoln.

– Chyba nie Abraham Lincoln? – parsknął Giordino.

Stary wędrowiec skinął głową w milczeniu.

Pitt omal nie zakrztusił się kolejnym przypadającym nań łykiem żytniówki.

– A to kto znowu wymyślił?

– Kapitan kawalerii konfederackiej, niejaki Neville Brown. W 1908 roku powiedział to przed śmiercią lekarzowi w Charlestown w Południowej Karolinie. Twierdził, że dowodzony przez niego szwadron porwał Lincolna w kwietniu 1865 roku i przekazał go w Richmond kapitanowi Texasa.

– Przedśmiertne majaczenia – mruknął lekceważąco Giordino. – Gdyby Lincoln przepłynął wtedy Atlantyk, musiałby chyba wracać Concorde'em, żeby zdążyć na spektakl w Teatrze Forda, podczas którego zginął.