Выбрать главу

– Ma pan zamiar wyzwać mnie na pojedynek? – spytał, maskując ból pod krzywym uśmiechem.

– Nic podobnego. Mam zamiar zanurzać was powoli w kwasie solnym, dopóki nie zaczniecie mówić.

Pitt spojrzał na Giordina, potem znowu na Massarde'a.

– Zgoda, Massarde, powiem. Masz przeciek.

– Nie rozumiem. Mów jaśniej.

– Te twoje świństwa chemiczne, które rzekomo palisz, przeciekają do wód gruntowych i zatruwają wszystkie studnie wzdłuż starego koryta rzecznego, aż do Nigru. A dalej płyną do Atlantyku, powodując katastrofę ekologiczną, która zagraża wszelkiemu życiu w oceanach – i nie tylko. Zbadaliśmy tę wyschniętą rzekę i nie mamy wątpliwości, że wszystko zaczyna się tutaj, pod Fort Foureau.

– Stąd do Nigru jest czterysta kilometrów – odezwał się milczący dotąd Verenne. – To niemożliwe, żeby woda pokonała taką drogę pod piaskami pustyni.

– Niemożliwe, ale prawdziwe – rzekł Pitt. – Fort Foureau to jedyne miejsce w Mali, do którego zwozi się odpady chemiczne i biologiczne. Mikstura powodująca cały problem mogła powstać tylko tutaj; to jedyne możliwe źródło. A teraz nie mam już wątpliwości, że zakopujecie odpady zamiast je niszczyć.

Brzydki grymas irytacji wykrzywił usta Massarde'a.

– To nie jest całkiem ścisłe, panie Pitt. Palimy odpady w Fort Foureau, i to w wielkich ilościach. – Massarde ruszył w stronę drzwi.

– Proszę za mną, coś wam pokażę.

Poszli za nim, eskortowani przez Brunone'a. Po krótkiej wędrówce korytarzem znaleźli się w dużej sali, której środek zajmowała wielka makieta zakładów. Dokładność odtworzenia była niezwykła. Giordino miał wrażenie, jakby z lotu ptaka oglądał prawdziwe zakłady.

– Czy ten Disneyland ma coś wspólnego z rzeczywistością?- spytał Pitt.

– Wszystko, aż po najdrobniejszy szczegół – odparł poważnie Massarde.

– I pan ma zamiar wygłosić teraz wykład na ten temat?

– I tak zabierzecie tę wiedzę do grobu – odparł Massarde z ponurą satysfakcją.

Laseczką z kości słoniowej wskazał rozległe pole w południowej części makiety, pokryte dużymi płaskimi prostokątami baterii słonecznych.

– Jak widzicie, mamy własne źródła energii – zaczął. – Całą potrzebną moc czerpiemy z systemu baterii fotoelektrycznych: są zrobione z polikrystalicznego krzemu i mają w sumie cztery kilometry kwadratowe powierzchni. Czy wiecie, co to są baterie fotoelektryczne?

– Owszem, słyszeliśmy, że to najtańsze i najwydajniejsze źródło energii – odparł Pitt. – O ile wiem, przekształcają światło słoneczne bezpośrednio w prąd stały.

– Bardzo dobrze – pochwalił Massarde tonem belfra. – Kiedy światło, albo raczej słoneczna energia fotonowa, jak nazywają ją uczeni, uderza w nasze baterie, powstaje w nich prąd. Dużo prądu! Można by nim zasilać trzykrotnie większy zakład.

Przerwał i skierował laseczkę na budynek w pobliżu zespołu baterii.

– Tutaj są przetwornice prądu i blok akumulatorów; ładowane prądem z baterii słonecznych w ciągu dnia, oddają energię w nocy a także w dni pochmurne. To jednak należy do rzadkości w tej części Sahary.

– Imponujące – przyznał Pitt. – Ale mam wrażenie, że wasz system koncentracji energii cieplnej nie jest równie wydajny.

Massarde popatrzył na niego z zaciekawieniem. Ten człowiek wciąż wyprzedzał jego myśli i zamiary. Wskazał laseczką teren sąsiadujący z bateriami słonecznymi, pokryty parabolicznymi kondensorami, które widzieli wczoraj z diuny.

– Jest wydajny – stwierdził pewnym głosem. – Dysponuję najnowocześniejszą technologią niszczenia niebezpiecznych odpadów. Te kondensory pozwalają skupić lokalnie energię cieplną tak, jakby świeciło w tym miejscu nie jedno, ale osiemdziesiąt tysięcy słońc. Spalanie odbywa się w dwóch reaktorach kwarcowych. – Wskazał laseczką następne budynki.

– Pierwszy neutralizuje szkodliwe substancje w temperaturze 9 500 stopni Celsjusza, drugi niszczy ewentualne pozostałości w temperaturze 12 000 stopni. To zapewnia całkowitą anihilację wszystkiego, co człowiek zdolny jest wyprodukować.

Pitt patrzył na Massarde'a z podziwem połączonym z wątpliwościami.

– To wszystko brzmi imponująco, nawet metafizycznie – rzekł.

– Ale skoro pańska technologia jest tak skuteczna i wydajna, dlaczego pakuje pan miliony ton odpadów pod ziemię?

– Nie zdaje pan sobie sprawy, ile na świecie jest tego świństwa. Ludzie wymyślili już ponad siedem milionów różnych związków chemicznych; co tydzień chemicy tworzą dziesięć tysięcy nowych. W ciągu roku świat produkuje dwa miliardy ton szkodliwych odpadów. Z tego trzysta milionów w samych tylko Stanach Zjednoczonych i dwa razy tyle w Europie i w Rosji. Część niszczy się w spalarniach, ale większość zakopuje się nielegalnie pod ziemią albo topi w oceanach. Nie ma już gdzie tego wywozić. A ja znalazłem na Saharze idealne, bezpieczne miejsce na wielki śmietnik odpadów przemysłowych. Przy obecnych rozmiarach zakładu Fort Foureau może spalić czterysta milionów ton rocznie. Ale ze wszystkim tu sobie nie poradzę, dlatego buduję podobne zakłady w Australii i na pustyni Gobi; będą przyjmować odpady z Chin i z Dalekiego Wschodu. Poza tym już za dwa tygodnie uruchamiam dużą spalarnię w Stanach Zjednoczonych.

– Bardzo to ładnie o panu świadczy, ale nadal nie tłumaczy, dlaczego zakopuje pan odpady, które zobowiązał się pan zniszczyć; przecież płacą panu za spalanie.

– To kwestia ceny, panie Pitt – przyznał cynicznie Massarde.

– Taniej jest schować pod ziemią, niż spalić.

– I tę samą regułę stosuje pan do odpadów nuklearnych?

– Odpady to odpady. Z punktu widzenia ludzi różnica jest tylko ta, że jedne trują, a inne zabijają promieniowaniem.

– Czyli tak: wziąć forsę, zakopać, zapomnieć i nie przejmować się konsekwencjami?

Massarde wzruszył lekceważąco ramionami.

– Coś z tym paskudztwem trzeba przecież robić! Jeśli nie ja, to ktoś inny. Mój kraj ma bardzo rozbudowany program nuklearny; pod względem liczby elektrowni atomowych wyprzedza nas tylko Ameryka. Mamy dwa cmentarzyska odpadów nuklearnych na własnym terenie, w Soulaines i w La Manche. Niestety, żadne z nich nie jest przystosowane do magazynowania substancji trwale i silnie radioaktywnych. Taki na przykład pluton 239 ma okres połowicznego rozpadu dwadzieścia cztery tysiące lat. A są inne, nawet sto razy trwalsze. Tymczasem stosowane pojemniki, nawet jeśli są całkiem szczelne, nie wytrzymują dłużej niż dziesięć – dwadzieścia lat. Tak więc, jak widzieliście w trakcie nieproszonej wizyty w naszych podziemiach- lokujemy te szczególnie trwałe i niebezpieczne substancje tutaj.

– Czyli cały pański uczony wykład o paleniu odpadów oraz cały ten "zakład detoksyfikacji słonecznej" – to tylko fasada?

Massarde uśmiechnął się.

– W jakimś sensie tak. Ale także w dużej mierze prawda: rzeczywiście niszczymy ogromne ilości odpadów.

– Dla zachowania pozorów. – W głosie Pitta pojawił się chłód.

– Jak się panu udało, Massarde, zbudować całą tę cholerną atrapę i nie wzbudzić podejrzeń służb wywiadowczych? Dlaczego satelity szpiegowskie nie wykryły prac górniczych na taką skalę?

– Wykiwałem wszystkich – stwierdził bez żenady Massarde.- Jak tylko uruchomiłem linię kolejową, postawiłem duży budynek i zacząłem kopać pod nim. Urobek wywoziliśmy koleją, w opróżnionych kontenerach wracających do Mauretanii: przydał się tam do budowy portu.

– Chytrze pomyślane! Dostałeś pieniądze za transport w obie strony.

– Nigdy nie zadowalam się pojedynczą korzyścią – przyznał filozoficznie Massarde.

– No tak: nikt nie czuje się oszukany, nikt się nie skarży- kontynuował Pitt. – Żadne agencje ekologiczne nie wtrącają się i nie grożą zamknięciem zakładu. Nikt nie wspomina o zatruciu wód gruntowych. Nikt nie kwestionuje stosowanych metod; a już na pewno nie firmy, które produkują te odpady. Są szczęśliwe, że mogą się ich tak tanio pozbyć.