Выбрать главу

– Gdzie jesteśmy? – spytał niepewnie.

– W samym środku pustyni Tanezrouft.

– A w jakim kraju?

– Jak to, w jakim? Jasne, że w Algierii. A gdzie chciałbyś być?

– Wszystko jedno, byle nie w Mali, Twarz kierowcy spochmurniała.

– Masz rację – powiedział. – Źli ludzie rządzą w Mali.

– Jak daleko jest najbliższy telefon? – spytał Pitt.

– W Adrarze: trzysta pięćdziesiąt kilometrów na północ.

– To jakaś wioska?

– Skądże! – obruszył się Algierczyk. – To duże miasto. Ma regularne połączenie lotnicze ze stolicą.

– Jedziesz w tamtą stronę?

– Tak, zawiozłem do Gao jakieś konserwy, teraz wracam na pusto do Algieru.

– A podrzucisz nas do Adraru?

– Jasne, z przyjemnością.

Pitt uśmiechnął się szeroko i wyciągnął dłoń do kierowcy.

– Jestem Dirk, a ty?

– Ben Hadi.

– Dziękuję ci, Ben Hadi. Uratowałeś nam życie.

Ben Hadi nie miał co do tego żadnych wątpliwości. Ale nie wiedział – i nie dowiedział się zapewne nigdy – że ratując tych dwóch, uratował setki, tysiące, a może nawet miliony innych.

CZĘŚĆ IV. W oblężeniu

26 maja 1996, Waszyngton, D.C.

44

– Uciekli! – krzyknął Hiram Yaeger, wpadając jak bomba do gabinetu Sandeckera; za nim wszedł Rudi Gunn.

Sandecker, zajęty planowaniem budżetu nowego projektu badawczego, popatrzył na nich nieprzytomnie.

– Kto uciekł, skąd?

– Dirk i Al; są już w Algierii.

Sandecker rozpromienił się jak dziecko, któremu oznajmiono przybycie Świętego Mikołaja.

– Skąd wiecie?

– Dzwonili z lotniska w Adrarze; to miasto na południu Algierii, prawie na pustyni – wyjaśnił Gunn. – Połączenie było kiepskie, ale zrozumiałem, że wybierają się rejsowym samolotem do Algieru, a tam skontaktują się z naszą ambasadą.

– Mówili coś jeszcze?

Gunn wskazał ruchem głowy na Yaegera.

– On odebrał telefon.

– Strasznie słabo słyszałem – podjął relację Yaeger. – Zdaje się, że technika telefoniczna w tej części świata niedaleko wyszła poza system puszek po konserwach połączonych drutem. Ale, jeśli dobrze pojąłem, Pitt domaga się, by mu pan przysłał oddział komandosów.

– Chce z nimi wrócić do Mali.

– Nie mówił, po co? – spytał Sandecker, zaintrygowany.

– Coś mówił, ale nie zrozumiałem: były straszne zakłócenia. To, co do mnie dotarło, brzmiało dość idiotycznie.

– Idiotycznie? Co masz na myśli? – dopytywał się Sandecker.

– Mówił coś o kobietach i dzieciach, które trzeba uwolnić z kopalni złota. Był strasznie wzburzony.

– To rzeczywiście nie ma sensu – powiedział Gunn.

– Czy Dirk wyjaśnił, jak uciekli z Mali?

Na twarzy Yaegera odmalowało się zakłopotanie.

– Głupio mi to powtarzać, admirale, ale powiedział, że żeglowali przez pustynię jachtem, z jakąś kobietą. Wymienił nawet jej nazwisko.Kitty Manning albo Mancock; coś takiego.

Sandecker usiadł i zamyślił się.

– Jak ich znam, to nie lekceważyłbym tego… Zaraz! – wykrzyknął po chwili. – Czy to nazwisko nie brzmiało przypadkiem Kitty Mannock?

– Nie słyszałem wyraźnie, ale… tak, myślę, że tak.

– Kitty Mannock to sławna postać z lat dwudziestych – wyjaśnił Sandecker. – Była pilotem sportowym. Pobiła wiele rekordów w lotach długodystansowych, zanim zaginęła gdzieś na Saharze – w 1931 roku.

– O ile pamiętam.

– Ale co to może mieć wspólnego z Pittem i Giordino? – spytał Yaeger.

– Tego już rzeczywiście nie wiem – przyznał Sandecker.

Gunn spojrzał na zegarek.

– Obejrzałem sobie mapę: z tego Adraru do Algieru jest w linii prostej tylko tysiąc dwieście kilometrów. Jeśli już są w samolocie, za półtorej godziny mogą się znowu odezwać.

– Zadzwoń do sekcji łączności; niech nam zapewnią stały kontakt z ambasadą w Algierii – polecił Gunnowi. – I niech to zrobią dyskretnie. Jeśli Pitt i Giordino mają do przekazania coś nowego o czerwonym zakwicie, wolałbym, żeby to nie przeniknęło do prasy.

Kiedy z głośnika w centrali łączności NUMA odezwał się głos Pitta, był tu już admirał Sandecker i jego główni współpracownicy, łącznie z doktorem Chapmanem. Każdy miał do dyspozycji mikrofon, aby móc bezpośrednio rozmawiać z odległym o tysiące mil dyrektorem Wydziału Badań Specjalnych.Przez ponad półtorej godziny Pitt odpowiadał na stawiane pytania. Jego relacja była wyczerpująca i precyzyjna. Wszyscy z uwagą i napięciem słuchali opowieści o dramatycznych wydarzeniach, jakie nastąpiły po rozstaniu z Gunnem na wodach Nigru. Opisał szczegółowo oszukańcze przedsiębiorstwo Massarde'a w Fort Foureau, po czym wywołał wśród słuchaczy prawdziwy szok wiadomością o uwięzieniu doktora Hoppera, całej jego ekipy, a także grupy francuskich techników z żonami i dziećmi w katorżniczej kopalni złota w Tebezzy. Zakończył raportem o odnalezieniu Kitty Mannock i o szczęśliwej nawigacji bojerem, skonstruowanym z resztek jej samolotu.Teraz wiedzieli już, dlaczego Pitt chce wrócić do Mali z jakimś zbrojnym oddziałem – i rozumieli go. Oni także nie mogli się pogodzić z myślą, że niewinni ludzie umierają w straszliwych warunkach w malijskiej kopalni. Ale jeszcze bardziej zmobilizowała ich wiadomość o tajnym cmentarzysku odpadów chemicznych i nuklearnych w Fort Foureau. Jeśli ten supernowoczesny "zakład detoksyfikacji słonecznej" był oszustwem, czy nie były nim również wszystkie inne proekologiczne przedsięwzięcia Massarde'a, których sieć oplotła już cały świat? Pitt wzmocnił te podejrzenia, przytaczając rozmowę z 0'Bannionem, który ujawnił przestępcze powiązania Massarde'a z Kazimem.

– Czy ma pan pewność, że to Fort Foureau jest źródłem skażenia stymulującego czerwony zakwit? – zapytał Chapman.

– Giordino i ja nie jesteśmy ekspertami podziemnej hydrologii- odparł Pitt – ale nie mamy wątpliwości, że to właśnie toksyny magazynowane pod Fort Foureau przenikają do wód gruntowych, zatruwając pustynię i Niger.

Prawdopodobnie docierają do niego podziemnym strumieniem, pod korytem wyschniętej rzeki, która wpadała do Nigru w okolicach Bourem.

– Jak to się stało, że międzynarodowe inspekcje przeoczyły drążenie podziemnych składowisk? – spytał Yaeger.

– I że satelity też tego nie zauważyły? – dodał Gunn.

– Kluczem do zagadki jest kolej, a ściślej kontenery, przewożące odpady do Fort Foureau – stwierdził Pitt. – Na początku była tam rzeczywiście tylko spalarnia: reaktor, zasilające go kondensory i baterie słoneczne, budynki administracyjne. Potem jednak wybudowano dużą halę i pod nią rozpoczęto wykopy. Od tego momentu kontenery kolejowe nie wracały już do Mauretanii puste, ale z ładunkiem ziemi i kruszywa z wykopów. A gdy już porobili te podziemne magazyny

– mam wrażenie, że wykorzystali przy tym stare, naturalne jaskinie zaczęli tam zrzucać większość przywożonych odpadów, zamiast je spalać.

Przez chwilę trwało ciężkie milczenie.

– To jest skandal stulecia! Musimy to ujawnić! – odezwał się Chapman.

– Ale czy mamy mocne rzeczowe dowody? – spytał ostrożnie Gunn.

– Tylko to, co widzieliśmy na własne oczy i co usłyszeliśmy od Massarde'a – odparł Pitt. – Na razie, niestety, niczym konkretnym jeszcze nie dysponujemy.

– Jak to, nic konkretnego? – obruszył się Chapman. – Zrobiliście wspaniałą robotę. Dzięki wam wiemy już, gdzie jest źródło skażenia, i możemy podjąć konkretne przeciwdziałania.

– Nie tak szybko – ostudził go Sandecker. – W istocie odkrycie Dirka i Ala otwiera dopiero cały worek problemów.