– Tosia! – rozdzieram się na cały dom.
– Co?
– Zejdź w tej chwili na dół!!!
– Co się stało? – Adam wpada do pokoju przerażony. – Czemu tak krzyczysz?
– O co chodzi? – Tosia zbiega na dół z jednym okiem pomalowanym, a drugim w trakcie malowania. Wygląda zabójczo. Jest ruda.
– Gdzie ta babcia Jakuba mieszka? Adres, telefon! Sama zadzwonię!
– Nie rozmawiałaś z nią?
– Owszem, ale chcę jeszcze raz porozmawiać. Tosia patrzy na mnie i widzę w jej oczach mord przenajczystszy.
– Zapytam Jakuba i ci powiem.
Uśmiecham się sardonicznie. Zapytam Jakuba i ci powiem! Myślała, że tak ukartowany plan nie wzbudzi moich podejrzeń! O nie! Proszę bardzo, mogę czekać.
W tym roku postanowiłam, że wyjawię im prawdę. To, co się dzieje w domu, jest trudne do opisania. Mama przestała się do mnie odzywać. Nie chcę dalej żyć w kłamstwie. Mój chłopak jest porządny, nie pije, nie pali, myślimy o wspólnej przyszłości. Mam dwadzieścia siedem lat i naprawdę chcę żyć własnym życiem.
Ufff.
– Tosia! – rozdzieram się znowu, tym razem prawie radośnie.
– Co znowu? – rudy wamp, który przybrał postać mojej Tosi, niechętnie schodzi na dół.
– Chciałam ci powiedzieć, że nieźle ci w tym kolorze, masz dobre włosy – jąkam.
Tosia wzrusza ramionami.
– Zawsze miałaś nie najlepszy gust. Dałam ciała. Jutro przefarbuję, wyglądam jak idiotka.
Dlaczego dorosła dwudziestosiedmioletnia kobieta z mojego listu jest tak uzależniona od mamusi i tatusia? Oto podstawowe pytanie. Odpowiedź musi być jasna, prosta i klarowna.
Droga Marto,
Nie wiem, jak to się dzieje, że stosunki z dorosłymi dziećmi, które dawno przestały być dziećmi, mogą być tak burzliwe. Nie wiem, dlaczego dalej pozostajesz w roli dziecka, które próbuje oszukiwać, zamiast stanąć oko w oko ze stanem faktycznym. Może czas rzeczywiście się usamodzielnić – to znaczy zamieszkać osobno, prowadzić osobne gospodarstwo itd. Nie wiem oczywiście, czy masz ku temu warunki, ale pozostając w roli dziecka, upoważniasz rodziców do takiego traktowania siebie. Spróbuj z nimi spokojnie porozmawiać, ustalić…
Wieczorem Tosia przynosi mi na kartce adres i telefon babci Jakuba. No dobrze. Ale jeśli to jakiś przekręt? Jeśli dzieciaki podstawiły wymyśloną babcię, starą oszustkę, która jest z nimi w zmowie? Tosia obrażona. Zadzwonić? Nie dzwonić? Zadzwonić? A jeśli nie kłamała? Wyjdę na idiotkę. Kontrolowanie to idiotyzm. Ale może nie będę kontrolować, tylko sprawdzę.
Zadzwonię.
Nie zadzwonię.
Na razie ustaliłam z Ulą, że jak tylko mężczyźni znowu wyjadą, zrobimy sobie damski wieczór. Z maseczką jakąś. I zjemy sobie śniadanie o świcie.
Pomagam się Tosi spakować. Zadzwoniłam. Ta babcia Jakuba bardzo sympatyczna. Powiedziała, że będzie dzwonić, że rozumie mój niepokój, ale że Jakubek to cudowny chłopiec i nie muszę się martwić. Obiecała, że nie powie Tosi, że dzwoniłam. Marudzi przy tym pakowaniu Tosia strasznie. Torba wypchana, jakby jechała na co najmniej trzy miesiące.
– Po co ci suszarka?
Tosia patrzy na mnie z niedowierzaniem.
– Po to żeby suszyć włosy.
– Nie mogą ci schnąć, ot tak? Ja nigdy nie brałam na żaden wyjazd suszarki. A po co ci te kosmetyki?
Tosia pochyla się nad torbą.
– To jest krem z filtrami UV. To nawilżający. Po opalaniu. Tu na noc, tu do cery mieszanej. Tu tonik, tu mleczko do makijażu. Tu maseczka ściągająca. Przecież nie mogę bez tego jechać.
– Nigdy nie brałam na urlop żadnych takich rzeczy.
– I błąd. Widać to po tobie – mówi moja córka. – Kobieta w każdym wieku powinna o siebie dbać. Powinnaś brać przykład z Reni. Zobacz, jak ona wygląda. A ty jesteś w nowym związku i w ogóle o siebie nie dbasz. Nawet nie robisz gimnastyki, mimo że dostałaś ode mnie na imieniny kasetę z callaneticsem.
Niepokój mój rośnie z minuty na minutę. Dlaczego Tosia znowu mówi o Reni? Czyżby zauważyła to co ja? Że Adam się nią interesuje? Niestety nie mogę jej o to pytać. Jaka szkoda. Zresztą teraz mam poważniejsze rzeczy na głowie.
– Ale będziesz mądra, córuchno, prawda?
– Nie rozumiem, o co ci chodzi. Mów do mnie jasno. Chcesz zapytać, czy podejmę współżycie seksualne?
O mój Boże. Przez moment brakuje mi tchu. Jak ona może mówić o takich rzeczach. W ogóle nie o to mi chodziło!
– Trzymaj się – mówi moja córka i wychodzi do przedpokoju. – Adam! – krzyczy w stronę ogrodu. – Jestem gotowa!
Adam ma odwieźć ją, Karolinę i chłopaka Karoliny do Warszawy na pociąg. Ruszam za nią.
– Może pojadę z wami…
– Ojej, mamo, nie zmieścisz się. Przecież mamy jeszcze bagaże i podjeżdżamy po Jakuba. Proszę cię, nie utrudniaj. – Tosia zdawkowo całuje mnie w policzek.
– Zadzwoń od razu, jak przyjedziecie! – wołam za nimi. Po chwili słyszę tylko dźwięk zamykanej bramy. Moja córka pojechała z facetem po maturze na wakacje. I ja na to pozwoliłam.
Coś dla siebie
Borys plącze mi się pod nogami. Wchodzę do łazienki i przyglądam się sobie. No cóż. Jeśli porównywać mnie z Renią – to porównanie wypadnie na korzyść Reni. Ale ona chodzi na siłownię. Może Tosia ma rację. Może zamiast zajmować się całym światem, powinnam na przykład codziennie przynajmniej godzinkę poćwiczyć. Kobieta w moim wieku powinna dbać o siebie. Potem jest za późno. Nie będę się oszukiwać. Już jest za późno. Wieczór zapowiada się smutno. Moja nieletnia córka pojechała nie wiadomo gdzie, nie wiadomo z kim, Adam wróci w nocy, bo go kolega zaprosił jako eksperta do audycji radiowej, a ja jestem zupełnie sama. Koty buszują gdzieś w ogrodzie, tylko Borys ma wyrzut w spojrzeniu.
A może właśnie to jest taki moment, żeby zamiast postanawiać, że kiedyś pomyślę, podjąć jakieś decyzje już? Na przykład mogę sobie w domu ćwiczyć callanetics – bo mam wideo. I wcale nie dlatego, że Renia ćwiczy, tylko dlatego, że mam ochotę. Nie zabiera czasu dojazd na takie zajęcia – bo odbywają się w moim własnym domu, nie mam cudownego wykrętu w postaci braku odpowiedniego stroju, butów i innych gadżecików, bo nikt mnie nie widzi. Postanowiłam zacząć już – nie od jutra. I nie po to, żeby się porównywać z Jolą, tylko dla siebie.
Wyrzuciłam wszystkie rzeczy z szafy, żeby odnaleźć stare spodnie, co miały tę fantastyczną cechę, że były luźne. Przekopałam się przez sterty spódnic, sweterków, sukienek, ręczników, prześcieradeł, obrusików, skarpetek i już wieczorem byłam na najlepszej drodze do zrobienia generalnych porządków we wszystkich szafach. Wideo czekało spokojnie. Kiedy poskładałam wszystkie spódnice, sweterki, sukienki, ręczniki, prześcieradełka, obrusiki i skarpety uprzednio wyrzucone i włożyłam z powrotem do szafy – przypomniałam sobie, że czarne spodnie wyrzuciłam w kwietniu, kiedy robiłam generalne porządki i kiedy postanowiłam nie mieć żadnych starych i za luźnych rzeczy, które kiedyś mi się przydadzą.
W związku z tym wyłożyłam z powrotem na podłogę poskładane spódnice, sweterki, sukienki, ręczniki, prześcieradła, obrusiki itd., żeby odnaleźć szare legginsy, które spakowałam na samo dno szafy w zeszłym roku, bo przecież do następnego lata daleko. Następnie włożyłam rzeczy do szafy byle jak, bo już byłam zmęczona nieustającymi porządkami. Wideo czekało, ale zrobiło się późno. Przygotowałam legginsy i tiszercika na jutro – nie poddając się losowi, który chytrze próbował mnie odciągnąć od codziennej zdrowej gimnastyki. Adaśko wrócił w nocy, kiedy spałam jak zabita.