– Jest! – i Krzyś wyczołgał się spod samochodu okazyjnie kupionego, z podkładką w ręku.
Tu mi zaimponował. Adam zresztą też. Ale najbardziej zaimponowała mi Ula, która rozjaśniła się na widok podkładki, podbiegła do nich i ucałowała Krzysia. Potem wróciła do mnie i mrugnęła.
Oj, widzę, że muszę się jeszcze wielu rzeczy nauczyć. Nachyliłam się w stronę Uli i cicho spytałam:
– A tak między nami, nie drażni cię to czasem, że Krzyś ciągle dłubie przy tym samochodzie?
Ula spojrzała na mnie i w jej niebieskich oczach mignęły radosne iskierki. Również szeptem odpowiedziała:
– Ostatecznie lepiej, jeśli mężczyzna dłubie przy samochodzie niż przy innych kobietach.
I wtedy zrozumiałam, dlaczego się tak strasznie ucieszyła, że on tę podkładkę za pomocą wykopu znalazł. Postanowiła również to uczcić. Uczciliśmy to wódką Fiddler, która ma to do siebie, że gra arię- song Gdybym był bogaty, co nas już po trzecim drinku bardzo, ale to bardzo śmieszyło. Z otwartego okna Agaty tylko raz dobiegł głośny krzyk:
– Uspokójcie się, spać nie można!
Lampa do późna w nocy rozświetlała część ogrodu, podkop pod samochodem i nas radośnie świętujących podkładkę pod strasznie ważną śrubkę od pokrywy zaworów.
Tak jest właśnie z Krzysiem i Ulą.
A jak Doktor Martens – to czarny kot Uli – zabił srokę i sroka leżała już drugi dzień pod dębem, bo przecież do tego, żeby ją pochować, trzeba męskiej ręki, to Krzyś wziął saperkę i się oddalił. A potem krzyknął:
– Kochanie, już zakopałem ci tę zdechłą srokę!
Na co Ula krzyknęła:
– Bardzo była zdechła?
– Bardzo! – odkrzyknął, co wiąże się z jego wyjątkowo dobrym charakterem, bo niechbym ja Tego od Joli próbowała zapytać, czy coś było bardzo zdechłe, to już by mi powiedział, jaką jestem idiotką. Dlatego w ogóle już nie kocham Tego od Joli, tylko Niebieskiego. To był bardzo pożyteczny wieczór. Warto było posprzątać w domu.
Precz z kompleksami
Hurra! Wyjeżdżamy z Ulą na parę dni do Wrony! Mężczyźni pobędą sobie sami i sami poopiekują się zwierzostanem, a my z Ulą trochę sobie odmienimy. To był pomysł Adaśka. Powiedziałam mu, że odpoczywam przecież w domu, ale rzeczywiście jest lato, jestem blada, jakbym mieszkała w suterenie, a od komputera boli mnie głowa. Kochany jest, bo pomyślał o mnie, a ja rzeczywiście padam na twarz ze zmęczenia. Wczoraj skończyłam pracę o drugiej w nocy. Niech ktoś powie, że mi zazdrości nienormowanego czasu pracy!
Przerzucam szafę w poszukiwaniu kostiumu, bo nareszcie będę się mogła poopalać bez kompleksów. Nowa Wrona ma to do siebie, że jest prawdziwą wsią. Nasi przyjaciele mają siedem hektarów pól, z czego na pół hektarze rośnie stary sad, stoi stara chałupa, w której nie ma łazienki, wygódka na zewnątrz, która zresztą przeważnie ma otwarte drzwi, bo wychodzą na sad i bardzo przyjemnie spędza się tam czas. Nieopodal jest jezioro, w którym można sobie popływać, i Krzyś nas tam jutro na tych parę dni wywozi. Zamiast na Kretę. Adam pracuje. Nie wiem, dlaczego ma teraz więcej pracy niż zwykle.
Właśnie próbowałam znaleźć kostium – od czasu słynnych porządków nic nie mogę znaleźć – kiedy przyszła Renia.
– Miałyśmy przecież razem dbać o siebie – powiedziała. – Ja codziennie robię przez pół godziny gimnastykę, a mimo to… Wiesz, mężczyźni lubią atrakcyjne kobiety.
Tego to ona mi akurat mówić nie musi. Przecież wiem, dlaczego Ten od Joli poszedł do Joli. Cóż, niestety nie dlatego, że miała trwałe ślady po ospie, była szpetna, głupia i gruba. Niestety. Na tyle dobrego charakteru nie miał, żeby patrzeć wyłącznie na przymioty ducha, a ciało było mu obojętne. Mój Eksio miał brzydki charakter i zwracał uwagę na zewnętrzne również. Co Reńce natychmiast powiedziałam.
– Wpadnę tu zobaczyć, jak się wasi mężowie będą sprawować – powiedziała Renia, wydmuchując kłęby dymu. – Mężczyzny nie należy spuszczać z oka.
Tu się zaniepokoiłam. Nie po to wyjeżdżam na parę dni, żeby jakaś atrakcyjna ruda dama pilnowała mojego mężczyzny. Renia musiała zauważyć niepokój w moich oczach, bo dodała uspokajająco:
– Wiesz, jak będzie chciał cię zdradzić, to zrobi to wszędzie, tak że się nie zorientujesz.
Rzeczywiście natychmiast powinnam się uspokoić. Przed oczami przewędrował mi Eksio z wózeczkiem, przy atrakcyjnej Joli. Niezwykły balsam na moją, wydawałoby się, uleczoną duszę. Przytaknęłam jej jednak ochoczo.
– A co napisałaś o tych plemnikach?
Pytanie Reńki zaskoczyło mnie w stopniu najwyższym.
– Jakich plemnikach?
– No, co babka chce, żeby mąż zrobił badania, a on nie chce.
Ten list, który czytała! To ona go zrzuciła pod stolik!
– Reńka, nie czytaj listów. Ludzie naprawdę mają problemy, to nie jest śmieszne. Adam powiedział, że powinna pogadać z jakimś jego przyjacielem, mężczyzną, i on mu powinien wytłumaczyć… a w ogóle to dlaczego pytasz?
Reńka zrobiła się czerwona.
– Bo mnie denerwuje, że każda kobieta musi mieć dziecko, musi się spełniać jako matka, musi…
– Nie każda – zaprzeczyłam. – Ale tamta akurat chciała. I będzie o to walczyć. I jej prawo.
Głos musiałam mieć nieprzyjemny, bo Reńka nagle zmieniła temat.
– Adam podobno pracuje w radiu?
– Owszem, ma dwie noce w tygodniu. Fajna audycja, dzwonią ludzie, a on z nimi rozmawia. Taki telefon zaufania.
– Nie boisz się, że nie wraca na noc?
Dotychczas nie przyszło mi do głowy bać się. Ale teraz, pochylona nad stertą bluzek, przeważnie Tosi, nie wiem, skąd one się wzięły w mojej szafie, podniosłam głowę.
– Dlaczego mam się niepokoić?
– Wiesz, jak facet szuka sobie zajęć poza domem… – Renia nie była w dobrym nastroju.
– Zwariowałaś? – oburzyłam się. – Facet na ogół pracuje poza domem. Chyba, że jest… – gorączkowo szukałam zawodu, który wykonuje się w domu. – Konduktor, pilot, strażak, policjant, lekarz, kominiarz – wymieniałam jednym tchem – pracują poza domem.
– A o czym on te audycje robi? – zapytała zdawkowo Renia i zgasiła papierosa w doniczce z fikusem.
– O wszystkim. Mieli na etacie psychologa, ale zrezygnował, bo to żadne pieniądze. A ludzie potrzebują czasem pomocy i nie chcą się zwracać do profesjonalisty. Łatwiej jest zadzwonić. Wtedy jesteś tylko anonimowym głosem, a nie osobą.
– Każdy tam może zadzwonić?
– Każdy.
– Ja też?
– No przecież mówię, że każdy – zdenerwowałam się, bo niby dlaczego Renia chce dzwonić do Adama.
– Aha – Renia pokiwała głową i odwróciła się już w drzwiach, gotowa do wyjścia. – Powinnaś schudnąć, ja zresztą też. Wyjeżdżamy z Arturem nad morze, na parę dni.
Zostałam przy otwartej szafie i niepokój gęstymi mackami obejmował mnie niby pająk. Może nie powinnam jechać? A właściwie dlaczego mam jechać i zostawiać Adama samego? Dlaczego Renia nie zajmie się swoim mężem, tylko chce się opiekować cudzym? Bo to nie jest mąż, tylko wolny człowiek, który przypadkiem ze mną mieszka. Nie musi się ze mną liczyć. Kto powiedział, że Adamowi podobają się rude kobiety? I dlaczego to powiedział? O, w ogóle mi się ten pomysł wyjazdu do Nowej Wrony przestaje podobać. Chociaż z drugiej strony, czy zorientowałam się wcześniej, jak jeszcze byłam żoną Eksia, że ma oko na jakąś Jolę? Nie. Choć powinnam się była domyślić, bo jak mąż jest zbyt miły, to znaczy, że ma jakąś babę. Czasami jest niemiły. Adam jest dla mnie miły. Czy to znaczy, że coś kombinuje? Ale przecież nie jest moim mężem, to może być miły bez powodu. Dlaczego Renia wypytywała tak dokładnie o Adama i jego nocne audycje? Nigdzie nie pojadę. Ale przecież ona nie może zajmować się Adamem, bo jedzie nad morze ze swoim mężem. Przestaje mi się to wszystko podobać. Dlaczego mam schudnąć? Dlaczego ona ma kompleksy, skoro jest szczuplejsza ode mnie? A może Reńka chce mi uświadomić, że jeśli niczego w sobie nie zmienię, to Adam odejdzie?