Выбрать главу

– Zostało ci trochę?

No cóż, idę do kuchni i kroję tę maleńką resztkę sernika. Wypada po dwa i pół kawałka na głowę. Przynoszę. Daję.

– Cudowny. W domu nie jadłam, bo on by się śmiał.

On, to znaczy Krzyś. Biedna Ula. Powiedziała mężowi o wszystkim. I teraz on się z niej śmieje po kątach. Nie to co mój Adam, który by się ze mnie jawnie naśmiewał, gdyby mu Tosia powiedziała o mojej diecie. Ale po ślubie jest zawsze gorzej.

– Wiesz – Ula jest zadumana – ja to nie mam teraz lekko. On się zapisał na siłownię, żeby nie być gorszy ode mnie…

– O rany!

– A ponadto wykupił karnety na basen i będziemy dwa razy w tygodniu pływać… Mówi, że to wspaniale, że go zmobilizowałam. Zażyczył sobie również zdrowej kuchni. To już koniec. Mogę sobie powyobrażać, że jestem wolną kobietą…

Ula wychodzi, ja zostaję z książką Wyobraź sobie, że jesteś szczupła i psem Borysem Własnym, który sobie wyobraża, że na pewno będę się z nim ganiać po ogrodzie, mimo że dzisiaj jest chłodno. Kto to widział taką temperaturę w połowie września?

Mogę sobie spokojnie wyobrazić, że Niebieski również chce mnie zdopingować. Na przykład dzisiaj wróci, otworzy drzwi, czule się przywita z Borysem, mnie może też pocałuje i oświadczy, że właśnie będziemy chodzić o siódmej rano na basen. Po południu na siłownię. Oraz, że mnie zapisał na aerobik. I będziemy jeść tylko warzywka, bo został weganem. Boże drogi, co mam mu zrobić na obiad? Z warzywek jest tylko seler, a w końcu, jeśli podjął taką decyzję, nie powinnam mu utrudniać!

Idę do kuchni i smętnie ścieram na tarce tego selera, potem duszę na patelni beztłuszczowej, niech ma, kurczę, skoro podjął decyzję o nowym życiu. Obieram ziemniaczki i rozmrażam groszek zielony. Bardzo proszę. O mężczyznę też trzeba czasem zadbać.

Tosia przychodzi ze szkoły pierwsza. Wita się z psem i krzyczy od drzwi:

– Ja nic nie jem, bo się odchudzam!

Adam przychodzi o czwartej. Całuje mnie, po czym gna do kuchni, podnosi pokrywkę i mówi troszkę rozczarowany:

– Ale pachnie! Dzisiaj zdrowo się odżywiamy?

Więc patrzę na niego z pretensją i mówię:

– Ale na basen o siódmej rano na pewno nie będę z tobą chodzić!

I wtedy dopiero orientuję się, że z moją wyobraźnią wszystko w porządku. A nawet jeszcze lepiej. Spokojnie mogę sobie wyobrażać, że jestem szczupła!

Wszystko się wyda

Unikam Adama. To zresztą nietrudne, bo Adam unika mnie. Boję się spojrzeć prawdzie w oczy. Bardzo dużo pracuje, a jest przecież lato.

Boję się każdej rozmowy z nim. Nie wiem, w którym momencie wszystko się wyda. W banku odmówili pożyczki.

Droga Redakcjo,

Czy mamy szansę mieć wspólne konto, choć nie jesteśmy małżeństwem?

Droga Pani,

Nietrudno otworzyć wspólne konto. Trzeba udać się do banku we dwoje, wypełnić odpowiednie formularze, podpisać umowę i złożyć wzory podpisów. Bank wyda wam dwie karty identyfikacyjne oraz dwie książeczki czekowe, a po pewnym czasie otrzymacie też dwie karty magnetyczne do bankomatów. Jeśli posiadacie wspólne konto, macie większe szansę zaciągnięcia kredytu bankowego…

Niestety nie możecie tego zrobić, jeśli jedno z was nic o tym nie wie.

Bywa, że partner (albo partnerka!!!) okazuje się człowiekiem lekkomyślnym, rozrzutnym i zacznie szafować pieniędzmi bez opamiętania. Istnieje niebezpieczeństwo, że bez twojej wiedzy podejmie z konta wszystkie oszczędności. Jeżeli zdecydowałaś się na wspólny rachunek, nie masz możliwości zabezpieczyć się…

Mój Ojciec dał te dwa tysiące, ale potrzebuję więcej! Wróciłam do domu i zastałam Adama przed telewizorem, a Tosię stojącą nad stołem. Wymiana zdań między nimi musiała trwać od jakiegoś czasu, bo Tosia była w moim ulubionym nastroju, to znaczy: wszyscy jesteście nienormalni.

– Mamo, powiedz mu, jak się nazywają takie małe – Tosia zawiesiła głos – no, takie niewielkie w gazecie.

– Artykuły? – zapytałam pojednawczo.

– O Jezu – Tosia wzniosła wzrok do nieba. – Nie artykuły, tylko takie małe czarne…

– Ogłoszenia? – Adam też podjął wyzwanie.

– No nie wiecie? Takie małe czarne w gazecie?

– Literki? – nie dawałam za wygraną.

– Nie literki, kurczę, malutkie, ale takie większe, takie z aplikacjami, z krzyżykami

– Hafty? – zapytał Adam i ściszył telewizor. Tosia pokręciła głową ze zniecierpliwieniem i wpuściła Borysa do pokoju.

– Może tytuły?

– Nie tytuły, tylko takie inne…

– Jakie inne?

– Jesteście nienormalni, nie wiecie, o czym ja mówię, takie małe, czarne, o śmierci!

– Nekrologi?

– No! W ogóle się nie można z wami dogadać… – Tosia odwróciła się na pięcie i poszła do siebie.

– A po co ci nekrologi? – krzyknęłam za nią.

– Jeśli chodzi o mnie, mogę ci treść swojego podyktować, ale nie licz na to, że przez następnych trzydzieści, czterdzieści lat wykorzystasz! – krzyknął Adam.

– Bo zapomniałam, jak się to nazywa! – odkrzyknęła Tosia.

Weszłam do kuchni, umyłam ręce i zaczęłam kroić mięso na jutro. Adam przyszedł za mną i objął mnie.

– Zapomniałam, jak to wygląda – i powiedział: – Judyta, co się z tobą dzieje? Nie chcesz ze mną pogadać? Masz jakieś kłopoty? Mieliśmy ze sobą o wszystkim rozmawiać…

Zaraz ocierał mi się o nogi, Potem cierpliwie wspinał się na moje łydki. Przełożyłam mięso do miski i opłukałam ręce. Adam pociągnął mnie do pokoju. Za chwilę usłyszałam tupot nóg ze schodów i trzaskanie lodówki w kuchni. Przypomniałam sobie o zostawionym mięsie i kotach.

– Tosia, przyłóż czymś! – zawołałam w stronę kuchni.

Lodówka ponownie trzasnęła.

– Jestem po prostu zmęczona – poskarżyłam się Adamowi. – Może jest jakiś sympatyczny, odmóżdżający film w telewizji?

Czarny koteczek Potem wyskoczył z kuchni z podniesionym ogonem i schował się pod kaloryfer. Tosia jeszcze raz trzasnęła drzwiami lodówki i znowu jej nogi zatupotały na schodach. Adam patrzył na mnie tak, jak już dawno nie patrzył.

Podniosłam się i weszłam do kuchni. Na blacie siedział Zaraz i spokojnie wyjadał z miski schab. Nie można liczyć na to, nawet jeśli się ciężko pracuje, że ktoś ochroni mięso. Zrzuciłam Zaraza i powlokłam się do Tosi.

– Tosia, przecież prosiłam cię, żebyś przyłożyła czymś mięso! Zaraz wrąbał prawie całe! Tosia siedziała nad książkami.

– Przyłożyłam Potemowi! – powiedziała, patrząc na mnie z niebotycznym zdumieniem.

– Nie miałaś przyłożyć kotu, miałaś czymś przyłożyć mięso, żeby się nie mogły dostać do miski!

– Aha… – Tosia wsadziła sobie kawałek żółtego sera do ust. – To ja cię nie zrozumiałam. To znaczy, Potem niepotrzebnie oberwał.

I wróciła do książek. Od czasu, kiedy Jakub powiedział, że lubi mądre kobiety, Tosia w piorunującym tempie postanowiła nadrobić zaległości. Zeszłam na dół.

– Zamówiłem dla Szymona komputer – powiedział Adam i zmienił program.

Prawie zemdlałam, ale nic po sobie nie dałam poznać. Jedyna moja nadzieja w Arturze. Tylko on ma pieniądze. Poproszę go, mimo że nie jesteśmy w tak bliskich kontaktach. Dzwonię do Reńki.

Nawet nie pytam Tosi, co w szkole, i zmywam naczynia. Kręcę się chwilę po kuchni, a potem niedbale mówię, że idę do Renki.