– Pogadamy… Ale przecież tak lubisz Grecję.
Na szczęście nie musimy już rozmawiać. Adaśko obejmuje mnie, a ja nad życie uwielbiam być obejmowana. Szczególnie, jeśli dzieci nie ma w pobliżu. Kiedy dzwoni mama Karoliny, jestem ciągle w jego objęciach i nie mam zamiaru się z nich uwolnić.
– Pani się zgadza na wyjazd?
– Oczywiście… – mówię niepewnie.
– Ach, to dobrze, bo decyzję uzależniałam od pani zgody.
– Czy Tosia już dojechała do państwa?
– Dziewczynki są w łazience, farbują sobie włosy.
– Ach – mówię tylko.
Odkładam słuchawkę. Adaśko przytula mnie do siebie.
– Albo na Sardynię. Podobno tam jest cudownie i nie najdrożej. A przecież odłożyliśmy trochę forsy.
– Ona znów farbuje sobie włosy! – uwalniam się z objęć Adaśka. – I na pewno będzie łysa. Potem, potem porozmawiamy, teraz i tak nie dostanę urlopu.
O Boże, jak mu wytłumaczyć, że nie mamy na razie ani grosza?
Po południu dzwoni babcia Jakuba. Że będzie jej niezmiernie miło gościć moją córkę, że Jakub tyle opowiadał, że doprawdy młodzież, że przecież nic się nie stanie, że ona jest szczęśliwa, że pozna Tosię, że pokoje czekają, że teraz młodzież wspaniała. Głos uprzejmy, ton miły, będę musiała Tosię puścić.
Droga Redakcjo,
Jestem już dorosła, ale moi rodzice w ogóle tego nie rozumieją. Od roku chodzę z jednym chłopakiem, ale muszę to przed nimi ukrywać. W zeszłe wakacje wyjechaliśmy razem, z tym że rodzicom powiedziałam, że jadę do ciotki mojej koleżanki.
– Tosia! – rozdzieram się na cały dom.
– Co?
– Zejdź w tej chwili na dół!!!
– Co się stało? – Adam wpada do pokoju przerażony. – Czemu tak krzyczysz?
– O co chodzi? – Tosia zbiega na dół z jednym okiem pomalowanym, a drugim w trakcie malowania. Wygląda zabójczo. Jest ruda.
– Gdzie ta babcia Jakuba mieszka? Adres, telefon! Sama zadzwonię!
– Nie rozmawiałaś z nią?
– Owszem, ale chcę jeszcze raz porozmawiać. Tosia patrzy na mnie i widzę w jej oczach mord przenajczystszy.
– Zapytam Jakuba i ci powiem.
Uśmiecham się sardonicznie. Zapytam Jakuba i ci powiem! Myślała, że tak ukartowany plan nie wzbudzi moich podejrzeń! O nie! Proszę bardzo, mogę czekać.
W tym roku postanowiłam, że wyjawię im prawdę. To, co się dzieje w domu, jest trudne do opisania. Mama przestała się do mnie odzywać. Nie chcę dalej żyć w kłamstwie. Mój chłopak jest porządny, nie pije, nie pali, myślimy o wspólnej przyszłości. Mam dwadzieścia siedem lat i naprawdę chcę żyć własnym życiem.
Ufff.
– Tosia! – rozdzieram się znowu, tym razem prawie radośnie.
– Co znowu? – rudy wamp, który przybrał postać mojej Tosi, niechętnie schodzi na dół.
– Chciałam ci powiedzieć, że nieźle ci w tym kolorze, masz dobre włosy – jąkam.
Tosia wzrusza ramionami.
– Zawsze miałaś nie najlepszy gust. Dałam ciała. Jutro przefarbuję, wyglądam jak idiotka.
Dlaczego dorosła dwudziestosiedmioletnia kobieta z mojego listu jest tak uzależniona od mamusi i tatusia? Oto podstawowe pytanie. Odpowiedź musi być jasna, prosta i klarowna.
Droga Marto,
Nie wiem, jak to się dzieje, że stosunki z dorosłymi dziećmi, które dawno przestały być dziećmi, mogą być tak burzliwe. Nie wiem, dlaczego dalej pozostajesz w roli dziecka, które próbuje oszukiwać, zamiast stanąć oko w oko ze stanem faktycznym. Może czas rzeczywiście się usamodzielnić – to znaczy zamieszkać osobno, prowadzić osobne gospodarstwo itd. Nie wiem oczywiście, czy masz ku temu warunki, ale pozostając w roli dziecka, upoważniasz rodziców do takiego traktowania siebie. Spróbuj z nimi spokojnie porozmawiać, ustalić…
Wieczorem Tosia przynosi mi na kartce adres i telefon babci Jakuba. No dobrze. Ale jeśli to jakiś przekręt? Jeśli dzieciaki podstawiły wymyśloną babcię, starą oszustkę, która jest z nimi w zmowie? Tosia obrażona. Zadzwonić? Nie dzwonić? Zadzwonić? A jeśli nie kłamała? Wyjdę na idiotkę. Kontrolowanie to idiotyzm. Ale może nie będę kontrolować, tylko sprawdzę.
Zadzwonię.
Nie zadzwonię.
Na razie ustaliłam z Ulą, że jak tylko mężczyźni znowu wyjadą, zrobimy sobie damski wieczór. Z maseczką jakąś. I zjemy sobie śniadanie o świcie.
Pomagam się Tosi spakować. Zadzwoniłam. Ta babcia Jakuba bardzo sympatyczna. Powiedziała, że będzie dzwonić, że rozumie mój niepokój, ale że Jakubek to cudowny chłopiec i nie muszę się martwić. Obiecała, że nie powie Tosi, że dzwoniłam. Marudzi przy tym pakowaniu Tosia strasznie. Torba wypchana, jakby jechała na co najmniej trzy miesiące.
– Po co ci suszarka?
Tosia patrzy na mnie z niedowierzaniem.
– Po to żeby suszyć włosy.
– Nie mogą ci schnąć, ot tak? Ja nigdy nie brałam na żaden wyjazd suszarki. A po co ci te kosmetyki?
Tosia pochyla się nad torbą.
– To jest krem z filtrami UV. To nawilżający. Po opalaniu. Tu na noc, tu do cery mieszanej. Tu tonik, tu mleczko do makijażu. Tu maseczka ściągająca. Przecież nie mogę bez tego jechać.
– Nigdy nie brałam na urlop żadnych takich rzeczy.
– I błąd. Widać to po tobie – mówi moja córka. – Kobieta w każdym wieku powinna o siebie dbać. Powinnaś brać przykład z Reni. Zobacz, jak ona wygląda. A ty jesteś w nowym związku i w ogóle o siebie nie dbasz. Nawet nie robisz gimnastyki, mimo że dostałaś ode mnie na imieniny kasetę z callaneticsem.
Niepokój mój rośnie z minuty na minutę. Dlaczego Tosia znowu mówi o Reni? Czyżby zauważyła to co ja? Że Adam się nią interesuje? Niestety nie mogę jej o to pytać. Jaka szkoda. Zresztą teraz mam poważniejsze rzeczy na głowie.
– Ale będziesz mądra, córuchno, prawda?
– Nie rozumiem, o co ci chodzi. Mów do mnie jasno. Chcesz zapytać, czy podejmę współżycie seksualne?
O mój Boże. Przez moment brakuje mi tchu. Jak ona może mówić o takich rzeczach. W ogóle nie o to mi chodziło!
– Trzymaj się – mówi moja córka i wychodzi do przedpokoju. – Adam! – krzyczy w stronę ogrodu. – Jestem gotowa!
Adam ma odwieźć ją, Karolinę i chłopaka Karoliny do Warszawy na pociąg. Ruszam za nią.
– Może pojadę z wami…
– Ojej, mamo, nie zmieścisz się. Przecież mamy jeszcze bagaże i podjeżdżamy po Jakuba. Proszę cię, nie utrudniaj. – Tosia zdawkowo całuje mnie w policzek.
– Zadzwoń od razu, jak przyjedziecie! – wołam za nimi. Po chwili słyszę tylko dźwięk zamykanej bramy. Moja córka pojechała z facetem po maturze na wakacje. I ja na to pozwoliłam.
Coś dla siebie
Borys plącze mi się pod nogami. Wchodzę do łazienki i przyglądam się sobie. No cóż. Jeśli porównywać mnie z Renią – to porównanie wypadnie na korzyść Reni. Ale ona chodzi na siłownię. Może Tosia ma rację. Może zamiast zajmować się całym światem, powinnam na przykład codziennie przynajmniej godzinkę poćwiczyć. Kobieta w moim wieku powinna dbać o siebie. Potem jest za późno. Nie będę się oszukiwać. Już jest za późno. Wieczór zapowiada się smutno. Moja nieletnia córka pojechała nie wiadomo gdzie, nie wiadomo z kim, Adam wróci w nocy, bo go kolega zaprosił jako eksperta do audycji radiowej, a ja jestem zupełnie sama. Koty buszują gdzieś w ogrodzie, tylko Borys ma wyrzut w spojrzeniu.
A może właśnie to jest taki moment, żeby zamiast postanawiać, że kiedyś pomyślę, podjąć jakieś decyzje już? Na przykład mogę sobie w domu ćwiczyć callanetics – bo mam wideo. I wcale nie dlatego, że Renia ćwiczy, tylko dlatego, że mam ochotę. Nie zabiera czasu dojazd na takie zajęcia – bo odbywają się w moim własnym domu, nie mam cudownego wykrętu w postaci braku odpowiedniego stroju, butów i innych gadżecików, bo nikt mnie nie widzi. Postanowiłam zacząć już – nie od jutra. I nie po to, żeby się porównywać z Jolą, tylko dla siebie.