Выбрать главу

On przyjeżdża, potem dzwoni, potem przyjeżdża coraz rzadziej, potem ona ma czas albo go nie ma, potem dzwonią do siebie już nie codziennie trzy razy, ale raz w tygodniu – czemu się specjalnie nie dziwię, jak patrzę, co wyrabia Telekomunikacja Polska – oraz inne ery – a już w okolicach Wielkanocy kartka z życzeniami. Zdawkowa.

Ala jednak w tym wszystkim jeszcze znakomicie się trzyma. Nie płacze, nie histeryzuje. Wykazuje podziwu godny rozsądek.

– No cóż, takie jest życie. Odległość. Nie wytrzymaliśmy próby czasu – mówi.

A potem zbliża się cudowny lipiec i sierpień – i ona znowu wyjeżdża. I znowu się zakochuje. I cała zabawa zaczyna się od początku.

A tego lata była na urlopie już w czerwcu. Nad ślicznym, zimnym polskim morzem. I tam spotkała miłość swojego życia. Wróciła, nie dość, że opalona, to na dodatek uskrzydlona.

– Tym razem to jest to! – przekonywała mnie, jak tylko przyjechała znad morza. – Z nim będę do końca życia.

Mężczyzna tym razem mieszka gdzieś nad Odrą. To było dwa tygodnie temu. Co się zdarzyło w ciągu tych dwóch tygodni? Słowo daję, wiele wiem o życiu (z listów do redakcji, rzecz jasna), ale tego bym nie podejrzewała. Otóż mężczyzna jej życia przyjechał do stolicy natychmiast po powrocie z urlopu. Nie wiem, czy zdążył zrobić pranie, czy po prostu zmienił koszulę i wsiadł w pociąg prosto do Warszawy. Zadzwonił, że jest. Ona oszalała ze szczęścia. Choć nie ukrywała zaskoczenia, bo praca, bo nie zdążyła do fryzjera, bo przecież widzieli się dwa dni temu. Ale szalała. Cały weekend włóczyli się po Starówce i Łazienkach oraz zapewniali się wzajemnie o dozgonnym uczuciu.

Wyjechał. Dzwonił codziennie przez cztery następne dni. W piątek zaprosił ją do siebie. Ona wykręciła się z wdziękiem – bo chociaż to była wielka i jedyna miłość – przecież widzieli się niedawno. Znalazła sto osiem powodów, że mama, że praca zlecona, że dom i tak dalej. Wtedy on powiedział, że przyjeżdża.

Wtedy ona lekko spanikowała. Bo przecież widzieli się cztery dni temu.

Przyjechał. Z planem. Zmieni pracę, rozmawiał z szefem, jest oddział w Warszawie. Wynajmie swoje mieszkanie. Jak i kiedy może się tu przenieść. Bo jeśli to wszystko ma być na poważnie, to przecież nie przy takiej odległości. Należy spróbować być razem. Żyć. Zaryzykować. Sprawdzić. Przecież są dorośli. Wszystko to powtórzyła mi w poniedziałek – wzburzona.

Kładłam to na karb niezwykłej radości, że nareszcie trafił się jej mężczyzna życia – dość dorosły i mocno zaangażowany. O moja naiwności! Przyjechałam do niej po południu. Ala wyglądała ślicznie – opalona, w czerwonej bluzce otworzyła mi drzwi i wciągnęła do środka.

– Siadaj, siadaj, robię kawę – krzyknęła i zniknęła w kuchni.

Powlokłam się za nią i nawet nie miałam odwagi powiedzieć, że nie pijam kawy.

– Pieniądze są na stole – powiedziała, dłubiąc w ekspresie. – Ale musiałaś zaszaleć. Tylko pamiętaj, muszę mieć z powrotem za miesiąc. Wpłacam ratę na samochód.

Wróciłam do pokoju i schowałam pięć tysięcy do stanika. Za mną przydreptała Ala. Postawiła na stole filiżanki.

– A jak Robert? – zapytałam nieśmiało.

– Sama rozumiesz, musieliśmy się rozstać! A tak się pięknie wszystko zaczynało! – Głos jej drżał od tłumionego zawodu, a ja nie rozumiałam, o co chodzi.

– Rozstać? – mówiłam. – Przecież on chciał z tobą być…

– No właśnie! Jak można planować życie z obcą kobietą? On chce mnie od razu przywiązać, ubezwłasnowolnić, wsadzić w gary, obiadki, i ani się obejrzę, jak będę nikim! – krzyczała rozżalona na Bogu ducha winnego faceta.

– Wygląda na to, że cię kocha i traktuje poważnie – nieśmiało próbowałam wtrącić swoje trzy grosze.

– Gdyby mnie kochał, nie zmuszałby mnie do życia z sobą – wymknęło się jej.

No i wszystko było jasne.

Oczywiście, pewnie istnieją w przyrodzie takie przypadki, że mężczyzna, który kocha kobietę, powinien się trzymać od niej z daleka. Na przykład psychopata lub alkoholik. Ale ten mężczyzna nie wydawał mi się agresywny. Wprost przeciwnie, wykazywał pewne wyjątkowe cechy dojrzałości: odpowiedzialność, umiejętność podejmowania decyzji i ryzyka.

– Nie mam szczęścia do facetów – westchnęła Ala.

– Dobrze, że przynajmniej tobie się udało.

Chciałam jej powiedzieć, że jest kobietą, która lubi romans – i tylko romans. Kobietą, która lubi adorację – i tylko raz na jakiś czas. Kobietą, która udaje, że chce być z kimś. A potem zrobiło mi się jej strasznie żal – bo Ala jest naprawdę wyjątkowo dobrym człowiekiem. Aż chce się z nią być. Nigdy nikomu nie odmówiła pomocy. Nigdy nie zawiodła przyjaciół. Ileż razy w redakcji się zdarzało, że komputer komuś połknął tekst, który musiał być właśnie łamany, albo nie wyszły zdjęcia – Ala załatwiała z Naczelnym wszystkie sprawy tak jakoś sprytnie, że nigdy nie było afery. A z mężczyznami…

Posiedziałam u niej pół godziny i wyszłam z pieniędzmi. Wpłaciłam je do banku i pomyślałam, że w gruncie rzeczy wcale nie różnię się od niej. Ona boi się być z mężczyzną naprawdę, ja boję się z Adamem być szczera. Całe szczęście, że ja Adaśkowi wszystko opowiem, kiedyś, przy okazji. Ale teraz muszę sobie sama dać z tym radę. Adam w życiu nie wziąłby pożyczki tylko dlatego, że ktoś mu obiecuje szybki i bezbolesny zarobek. Doprawdy nie wiedziałam, że mogę być aż tak naiwna, i nie chcę, żeby on o tym wiedział. Wszystko będzie dobrze. Mam miesiąc na załatwienie kredytu w banku i odwiedzenie Adaśka od wspólnego urlopu. Ciężko płacę za swoją głupotę.

Nareszcie sami

Nareszcie będziemy mieli całe dnie dla siebie. Oczywiście po przyjściu z pracy. Nikt nam nie będzie przeszkadzał, będziemy się wcześnie kłaść spać i wcześnie wstawać, przekopiemy ziemię pod płotem Uli i posieję szybko jakieś ziółka. Za późno. Kupię gotową bazylię w doniczkach i przesadzę. Adam naprawia kosiarkę – szósty raz w tym roku. Kosiarka ma silnik od pralki, noże zrobione przez jakiegoś nożownika od kosiarek, ale ciągle się tam coś wplątuje i przestaje działać. Stanął Adaśko przy mnie.

– Słuchaj, Jutka… – i zawiesił znacząco głos. Od tego zawieszenia głosu to mi się zawsze robi ciepło w brzuchu i lekko mięknie mi pod kolanami.

– No słucham – odpowiedziałam, bo też i co mam nie słuchać.

– Jakbyśmy tak zasłonili okna i udawali, że gdzieś pojechaliśmy, i nie zapalali światła, to wszyscy by myśleli, że nas nie ma, prawda?

Już wiem, co ma na myśli, bo czasami tak robimy. Jak jest Tosia, to nie możemy. Nie wiem, dlaczego mamy z tym tyle problemów, bo na przykład ani Renia, ani Artur nie muszą zasłaniać okien i udawać, że ich nie ma. Ula z Krzysiem też sobie normalnie idą do sypialni, kiedy chcą. A my musimy kombinować, choć nie ukrywam, że ma to swoje dobre strony i wywołuje lekki dreszczyk, który sprawia, że czuję się, jakbym brała udział w filmie erotyczno- thrillerowatym. Może gdyby się ze mną w końcu ożenił, czego oczywiście w ogóle nie chcę, to pewne rzeczy stałyby się dla mnie bardziej oczywiste. Oczywiście w ogóle tego nie chcę, żadnych ślubów, żadnych mężów, żadnych uzależnień od mężczyzny, niech sobie nie myśli!

– Może byśmy tak zrobili – szepczę.

I robimy. Mimo że początek lipca, Adam zapala w kominku. Zasłaniam okna, biorę kąpiel i wiem, że przede mną romantyczny wieczór z akcentem seksualnym, a na dodatek dziecka w domu nie ma, co czyni tę sytuację jeszcze bardziej pociągającą. Nie chcę myśleć, co teraz może robić Tosia. Wchodzę do sypialni, Borys rozwalony na łóżku. Wyganiam go do dużego pokoju, zapalam świeczkę, Adam kręci się po kuchni, otwiera wino, przynosi kieliszki. Pieniądze na koncie, teraz tylko mogę go przekonywać z czystym sumieniem, żebyśmy odłożyli urlop na przykład na zimę. Do zimy daleko. Adam staje nagi nade mną, matko moja kochana, mam nadzieję, że moja córka Tosia inaczej spędza wieczory niż ja!