Znak, owszem, był, ale upadł i leży. Facetowi się wydaje, że łatwo jest z samochodu zobaczyć znak drogowy, który leży twarzą do ziemi. Facet krzyczy, Renia cofa, wracamy na Aleje. To znaczy, stoimy. Korek ruszył, trudno nam się wpasować w ruch.
Ruszamy. Na rondzie Zesłańców Syberyjskich stoimy. Zesłańców nie ma, ale podchodzi dziecko i prosi w obcym języku o datek. Za dzieckiem pan, za panem pani. Siedzimy w zamkniętym samochodzie i czekamy. Lepsze dziecko, pan i pani niż złodzieje, jak na sąsiednim rondzie, którzy wybijają szyby, żeby pobrać torebki z tylnych siedzeń.
Skręcamy. Pech. Ponieważ lato w pełni, to zaczęły się remonty jezdni. Akurat jak my się spieszymy na tenisa, to ktoś musi lać asfalt! Stoimy. Ruszamy. Stoimy. Ruszamy. Po następnym rondzie Renia daje czadu. Zostało nam sześć minut na przejechanie dwóch kilometrów. Po trzydziestu sekundach zaczyna za nami wyć, Renia zwalnia i przytula się do krawężnika. Wycie też zwalnia, bo się okazuje, że wyje na nas. Stajemy. Do Reni podchodzi policjant i puka w szybę. Renia przekonuje policjanta, że nie mamy czasu. Policjant każe nam wjechać na chodnik. Wjeżdżamy. Policjant wyjmuje z kieszeni coś, co wygląda na blankiety mandatów. Pyta, czy wiemy, że jest ograniczenie do pięćdziesięciu. Oczywiście, że wiemy. Cała Polska wie! Zaczynamy jęczeć. Proponujemy policjantowi, żeby pouczył, zamiast wpisywał punkty. Przecież pouczył ministra, który jechał szybko, a gdzie nam tam do szybkości ministra!!! Przekonujemy policjanta przez dalsze dziesięć minut. Policjant daje się przekonać, ale poucza długo, mija dalsze siedemnaście minut. Wreszcie możemy jechać. Bez mandatu. Renia próbuje włączyć się do ruchu. Nie ma szans, sznurek samochodów jedzie i jedzie. Wreszcie rusza. Powoli. Przed kortami zakaz parkowania. Tablica, że wjazd na parking od strony basenów. Renia cofa, korek, stoimy, skręcamy, objeżdżamy. Parkujemy. Około wpół do ósmej porywamy z bagażnika nasze torby i obiegamy budynek basenów. Uprzejmy pan bardzo uprzejmie informuje nas, że korty zajęte, owszem, były zamówione, ale się spóźniłyśmy. Bardzo uprzejmie pobiera od nas opłatę za godzinę niewykorzystanego kortu. Wracamy do samochodu. Jedziemy do nas, na wieś. Jest zupełnie ciemno. Niebieski na mnie czeka, ale Renia bardzo prosi, żebym do niej weszła choć na chwilę. Wejdę oczywiście, niech Niebieski nie myśli, że jestem kompletnie uzależnioną od niego kobietą i nie umiem bez niego żyć. Umiem. Renia zaczyna mi opowiadać o swoim mężu, którego nie ma w domu. Nie bardzo jej słucham, zastanawiam się, co robi Adaśko, i właściwie myślę sobie, że mam szczęście, bo chociaż nie mam męża, to na mnie czeka jakiś mężczyzna, a Renia ma męża i jest sama. Wydaje się dość smutna.
– To co, jak myślisz? Możemy to robić?
– Ale co? – Wyłączyłam się i nie wiem, o co mnie zapytała.
– Przecież ty na pewno masz te wszystkie rzeczy w komputerze.
– Jakie? – pytam.
– No, jaka dieta jest najlepsza. Co robić, żeby wyglądać jakoś… Myślałam, że będziesz chciała ze mną… zawsze we dwie raźniej. – Kiedy nachyla się nade mną, żeby zmienić popielniczkę i dolać bordeaux, czuję zapach mocnych perfum o pysznym zapachu.
– Masz fajne perfumy – mówię. Lekki zapach cynamonu? I nie wiem jeszcze czego.
– Kenzo Jungle Elephant – mówi Renia – nie lubię ich specjalnie. – To co? Tobie by też przydał się zdrowy tryb życia. Adam mówi, że całymi dniami siedzisz przy komputerze i dla siebie w ogóle nie masz czasu.
Tak mówi? Rozsiadam się wygodniej w fotelu. Otóż mam czas dla siebie i wcale nie będę się spieszyć do domu tylko dlatego, że tam jest jakiś mężczyzna. Kiedy Adam miał czas, żeby rozmawiać o mnie z Renią? I dlaczego? Postanawiam, że nie będę gorsza od niej. Oczywiście możemy razem ćwiczyć, biegać czy tam jeść jakieś świństwa, bardzo proszę.
Gadamy do dwunastej w nocy. Reńce błyszczą oczy. Może ona naprawdę potrzebuje towarzystwa? Nie czuje się tutaj szczęśliwa. I pewno dlatego tak często jeździ do miasta. My z Ulą przyjaźnimy się od zawsze, a ona jest trochę z boku. I chociaż troszkę mniej waży ode mnie, to nie szkodzi, bo ja się stanę taką laską jak ona. I możemy zacząć od diety. Bo normalny człowiek nie ma szans dojechać na korty. Nieśmiało zwracam uwagę, że przecież korty są również koło nas, trzy kilometry.
– E, daj spokój – mówi Renia – kto tu jeździ na takie zadupie?
No, Adam z Krzysiem. Ale oni grają w tenisa.
Po drugiej butelce wina Reńka odprowadza mnie z Azorem do domu, żebym się czuła bezpiecznie. Bezpiecznie! Kiedy Azor idzie obok! Idę na baczność i trzeźwieję z każdym krokiem. Ale Reńka musi brać psa, bo będzie się bała wracać. Męża Reńki w dalszym ciągu nie ma, pracuje do późna. Chyba przesadza, cieszę się, że nie jestem mężatką i nie muszę czekać na męża, który nie wraca. Piękna noc, a sport to zdrowie i przyjemność. W domu ciemno. Chyba przesadziłam.
Ostrożnie otwieram furtkę, ale Borys zaczyna szczekać. Niestety, nie wejdę tak, żeby nie zauważył, kiedy wróciłam. Adaś staje w progu. Nie wygląda na zadowolonego. I bardzo dobrze. Niech wie, że się od niego nie uzależniłam i mam swoje własne życie.
– Jezu, co się z tobą dzieje? Myślałem, że się coś stało, przecież mówiłaś, że idziesz na tenisa!
I jak mu, cholera, wytłumaczyć, że właśnie wracam z kortów?
Porządki, krzywda i Krzyś
Agnieszka nie pojechała do Białegostoku, tylko na dziesięć dni do Włoch z rodziną i przyjaciółmi. Nie wiem, dlaczego dorośli ludzie, kiedy chcą wypocząć, jadą na wakacje nie dość że z własnym przychówkiem, to jeszcze z cudzym. Czworo dzieci i czworo dorosłych może wykończyć człowieka na miejscu, nie trzeba dodatkowo na to wydawać ciężko zarobionych pieniędzy. W redakcji pustki. Wszyscy na urlopach, nawet Naczelny z dnia na dzień powziął decyzję. Nie muszę się spieszyć z tekstem. Listów mało.
Droga Redakcjo, jak mam się szybko opalić…
Droga Redakcjo, opaliłam się za szybko i z całego ciała schodzi mi skóra, pojawiły się drobne białe plamki, co mam robić…
Droga Redakcjo, chciałabym się opalić przed wyjazdem, żeby nie świecić białym ciałem, podaj mi najlepsze samoopalacze…
Droga Redakcjo, posmarowałam się samoopalaczem i mam żółte plamy, co robić, żeby zeszły…
Droga Redakcjo, ponieważ nigdzie nie wyjeżdżam, chcę skorzystać z solarium, ile czasu mogę leżeć na takim łóżku…
Droga Redakcjo, chodziłam do solarium przez cały rok i teraz moja skóra wygląda jak cienki pergamin…
Odchylam głowę do tyłu. Boże, jak mnie boli szyja. Nie mogę obrócić głową ani w lewo, ani w prawo. Ale robię porządnie parę skrętów. Opuścić głowę na piersi… tuż koło lampy leży różowa kartka papieru. Podnoszę. Upadł jakiś list, którego nie zauważyłam, jeszcze z poprzedniej porcji. Ciekawe, kto w tym domu sprząta?
Droga Redakcjo,
Proszę mi pomóc. Od dwóch lat leczę się na bezpłodność w klinice matki i dziecka. Już sama nie wiem, co robiłam i gdzie byłam, żeby mi pomogli. Nie tracę nadziei, że w końcu uda mi się zajść w ciążę. Ale ostatnio pojawił się problem, z którym nie mogę sobie poradzić. Jak przekonać mojego męża, żeby również poddał się badaniom? On uważa, że wina leży po mojej stronie, i tak pewnie jest. Ale mój lekarz powiedział, żeby mąż oddał nasienie, a on nie chce…
Tak, to jest to, czego ja w przyrodzie nie rozumiem. Jak już facet ma jakiś niewielki kompleksik, to jest on trzysta razy cięższy niż największy kompleks kobiety. I weź tu zmuś chłopa, żeby się skompromitował badaniem, które może pomóc mu zostać ojcem. Nie ma takiej możliwości, ponieważ zawsze i wszędzie wszystkiemu winne są kobiety. W Afganistanie są karane za to, że stukot ich sandałów spod tych czarnych płacht rozprasza mężczyzn, a u nas są karane zawsze i za wszystko. Niech sobie Adam odpowie na taki list. Zmień faceta, jeśli jego kompleks jest ważniejszy niż ty i twoje zdrowie. Jak pomyślę, co ta kobieta przeżywa i jak bolesne i ciężkie jest leczenie bezpłodności, a taki chłystek nie może sobie zrobić przyjemności do probówki, to mi się nóż w kieszeni otwiera. I boli mnie szyja coraz bardziej.