Выбрать главу

Najpierw spojrzał na mnie i jęknął. Matko moja, dobrze, że Niebieski tak nie jęczy na mój rozebrany widok! Jęknął z powodu krzywizn. A potem mnie troszkę ponastawiał i powiedział, co i jak mam ćwiczyć. I to nie ma mieć nic wspólnego z callaneticsem, do cholery!

Ledwie człowiek zacznie nowe życie, które ma mu świetnie iść, już mu czegoś zabraniają! Dobrze, będę leżeć na dywanie i machać tymi nogami, tak jak mi kazał chiro, który nie wie nic o długu, o Reni i o tym, jakie mam kłopoty.

– Do szyi będziemy się dobierać później. – Jego głos jest stanowczy, więc mu wierzę.

– Na razie zajmę się lędźwiowym – dodaje wyjaśniająco.

Jest to obiecująca propozycja ze strony mężczyzny, nawet jeśli jest tylko naszym lekarzem.

– Gdyby pani odrobinę poprawiła stan mięśni brzucha – powiedział na pożegnanie chiropraktyk – to kręgosłup lepiej by się zachowywał.

No i proszę! Idź tu, człowieku, do lekarza, to ci tak przyłoży w twój czuły punkt, że nie musisz czytać pism kobiecych o dietach i z nich się dowiadywać, jaka jesteś beznadziejna przy Claudii Schiffer, o nie! Usłyszysz od niego, że jesteś kawałem tłustej baby i masz schudnąć.

Niestety to, że Adam przyjechał po mnie, nie osłodziło mi tej fatalnej wiadomości. Adam jakoś się inaczej zachowuje. Może rację ma Reńka i muszę schudnąć?

Chudnę w tajemnicy

Umówiłam się z Ulą, że ona też w tajemnicy przed Krzysiem będzie chudła. Pożyczyłam w tajemnicy przed Adamem książkę o zdrowym życiu. Przeczytałam tam, że trzydniowe oczyszczanie znakomicie na mnie wpłynie. Pierwszy dzień – kefir i suchary z żytniego chleba, drugi dzień – ww. suchary i sok z jabłek, trzeci dzień – gotowane warzywka. Mogę zacząć w piątek, to sobotę i niedzielę jakoś w domu przetrzymam, a potem już poleci. Nie powiedziałam o niczym nawet Tosi, która zresztą od czasu, kiedy wróciła z Zakopanego, siedzi głównie u Uli, bo jej córki, Isia i Agata, również wróciły.

Przez tydzień szukałam sucharów z pełnoziarnistego chleba – to wcale nie jest proste. Wreszcie córka sąsiadki Mojej Mamy powiedziała, że jej znajoma ma teściową na Grochowie i tam chyba są. Wobec tego poprosiłam uprzejmie córkę sąsiadki Mojej Mamy, żeby poprosiła znajomą, która ma teściową na Grochowie… Mogła.

Jestem zaopatrzona w suchary i nic już nie stoi na przeszkodzie. Nikomu nie będę o tym mówić! Suchary najpierw chciałam schować w kredensie. Potem pomyślałam o piekarniku. W końcu schowałam na dole w szafce, przy kuchence, żeby nie było głupich pytań, po co ja kupuję suchary w takich ilościach. Jeśli chodzi o pytania, to Adaśko ogranicza się do pytań o stan mojego kręgosłupa. Nie kojarzyłby zresztą mojej diety z zaleceniem chiro, ale na ogół mężczyzna, dopóki mu kobieta nie powie, że jest za gruba, to naprawdę tego nie zauważa. Kupiłam trzy litry kefiru. Zapytałam zdawkowo Ulę, czy ewentualnie też chce ze mną jeść te suchary. Powiedziała, że mowy nie ma, bo ona teraz dużo energii zużywa na odchudzającą gimnastykę i je normalnie. No i dobrze.

Boże, jaka ja się obudziłam głodna! Wypiłam kefir i zjadłam suchary. Wytrzymam! Wytrzymam! Żrę te suchary i popijam kefirkiem. W tajemnicy przed Borysem i Niebieskim. O Tosi nie wspomnę. Jakoś przeżyję do poniedziałku. W poniedziałek siedzę w redakcji i udaję, że nie widzę, iż wszyscy zajmują się wyłącznie jedzeniem. Jestem głodna. Myślę o obiedzie złożonym z dwóch schabowych z ziemniaczkami puree. Piję kefir.

Wracam do domu i tu zaczynają się problemy. Tosia z Adamem czekali na mnie z pachnącymi mielonymi, które zrobiła Tosia pod telefoniczne dyktando Mojej Mamy, a ja musiałam udawać, że zjadłam wcześniej obiad.

Adam od razu po obiedzie rozłożył papiery na stole w kuchni, żeby popracować, bo Tosia zajęła jego komputer. W ogóle nie mogłam się dostać do sucharów! Wypiłam kefir i kręciłam się po domu jak kto zbędny. Aż mnie zapytał, co ja tak wędruję po kuchni wte i wewte. Mężczyźni są tak skonstruowani, że nie zauważą, że ścięłaś swoje warkocze do stóp i jesteś łysa jak kolano, natomiast jak chcesz się dostać do swojego schowanego sucharka, od razu stają się podejrzliwi.

Umieram z głodu. Pytam Adaśka, czy poszedłby do kina. Poszedłby, ale nie dziś, bo ma robotę. Pytam Tosię, czy nie poszłaby do kina. Poszłaby, ale z Jakubem i nie dziś. Dzwonię do Uli, czy może by poszła ze mną do kina. Wszystko jest lepsze niż siedzenie w domu, gdzie schowałam sucharki, do których nie mogę się dostać. Ula krzyczy, że bardzo chętnie ze mną pójdzie do kina. Idziemy na nowy film z Harrisonem Fordem. W kinie Harrison był śliczny i zapraszał swoją żonę na kolację. I byli na przyjęciu. Było tam dużo dobrego jedzenia. Potem jego żona przygotowała koszyczek z jedzeniem i poszła do sąsiadki, żeby jej to wszystko dać. Ale sąsiadki nie było, tylko sąsiad, który ten koszyk z jedzeniem wziął spod drzwi. Potem podglądała jednego pana, co jadł samotnie kolację w nocy, przez lunetę. Potem sięgała do lodówki. Potem on otwierał wino. Był to jakiś film o żywieniu, nie jestem pewna, czy zdrowym. W międzyczasie ktoś kogoś zabijał, ale nie jadł, więc traciłam zainteresowanie akcją. Przy życiu trzymała mnie tylko świadomość, że w kuchni, w szafce, najdalszej, koło piekarnika, mam ukryte suchareczki i natychmiast po przyjściu do domu wykorzystam pierwszą okazję, żeby się z nimi zamknąć w łazience.

Do domu wpadam późnym wieczorem i czuję, że pożarłabym nawet wołu niezarażonego wściekiem, bo ten już mam w sobie. Kuchnia pusta, Niebieski przed kolejnymi złymi wiadomościami ze świata, Tosia uwieszona na telefonie. Rzucam się do szafki – ani śladu po moich sucharkach!

Mamo moja, gdzie ja je wsadziłam? Może mi się wydawało, że tutaj? Może jednak przełożyłam je do kredensu? Wyjmuję wszystkie gary z kredensu. Nie ma! Wyjmuję wszystko z szafki pod zlewem. Nie ma. Nie ma! Nie ma!!!

Wtedy wchodzi Adam. Patrzy na kuchnię, na te gary i pokrywki na podłodze, naczynia żaroodporne, ziemniaki, szczotkę i kosz do śmieci i mówi:

– Szukasz sucharków? Ja już nakarmiłem Borysa. Przez cały wieczór leżał przy tej szafce. Nie masz pojęcia, jak mu smakowały!

Boże!!!

Wobec tego zjadam dwa pyszne mielone sznycelki. Tosia świetnie gotuje. I trzy kromki chleba. Muszę chyba pomyśleć o jakiejś bardziej radykalnej głodówce.

Tosia kończy rozmowę z Jakubem.

– Mam nadzieję, że to on dzwonił – rzucam życzliwie przez ramię. Nie chcę myśleć o wysokości następnego rachunku telefonicznego.

Tosia patrzy na mnie z wyrzutem, a potem spogląda na kanapkę w mojej ręce, a potem w jej oczach pojawia się błysk zrozumienia.

– Jesteś na diecie? To były twoje sucharki, co? Ale kino!

Więc idę do siebie i włączam komputer.

Adam przestał mówić o komputerze Szymona. Niestety, wziął dodatkowe dyżury w radiu i w ten sposób na siedem nocy w tygodniu dwie spędzam samotnie. Nie wiem, dlaczego tak zdecydował. Może ma mnie dosyć. Może widzi, że nie jestem jednak kobietą jego życia.

Tosia przyniosła mi dzisiaj książkę Wyobraź sobie, że jesteś szczupła i zostawiła na stole w kuchni.

– Co to jest? – otworzyłam ją.

– A takie tam – powiedziała wyjaśniająco. – Ja przeczytałam.

– To bzdury – odrzekłam.

– Nikt ci nie każe tego czytać. Ale zajrzyj – powiedziała Tosia i pobiegła do samochodu, gdzie już na nią trąbił Adam. I pojechali. Ona do szkoły, on do pracy.

Zostałam sama. Mam straszną robotę, ale zaglądam.

Zwinęłam się w kłębek w fotelu. Otworzyłam książkę, popijając herbatkę z cukrem i pojadając serniczek od Uli. Najważniejsza rzecz to odpowiednie lektury. Otóż w tej właśnie książce niezwykle mądrej autorki jasno było napisane, że organizm sam wie, jak powinien wyglądać. Ty nie musisz nic robić! Całym twoim zadaniem jest wyobrażanie sobie, że jesteś szczupła! Czy to nie cudowne???