Linnea westchnęła. Wszyscy mężczyźni w takim stanie są do siebie podobni: wielkie ryczące bestie, przeklinające i miotające się, uśpione nadmiarem trunku. I zawsze kobiety muszą po nich sprzątać.
Nabrawszy nieco pewności siebie, jeszcze raz ogarnęła wzrokiem komnatę. Mogła sama pozbierać ubrania i drobniejsze.sprzęty. Potrzebowała jednak pomocy, żeby podnieść komodę i naprawić łóżko.
A co do Axtona… przypomniawszy sobie wskazówki, jakich jej udzielił po ślubie, doszła do wniosku, iż będzie potrzebował kąpieli. Bez wątpienia cenił sobie czystość. Postanowiła również zarządzić, by dostarczono mu śniadanie, niewyszukane, lecz pożywne, składające się z chleba i zimnego mięsa. Uznała, że najrozsądniej będzie zadbać o jego wygody, jako ze mężczyźni, którym zdarza się nadużyć trunków. następnego dnia są zrzędliwi i marudni jak dzieci. Miała nadzieje, że jej starania poprawią mu nastrój.
Może jeśli będzie się zachowywała tak, jakby poprzedniego wieczoru nic nie zaszło… Może upijając się zapomniał, że go rozgniewała, że powiedziała mu te wszystkie okropne rzeczy. Modliła się, by tak było w istocie.
Linnea zabrała się żwawo do pracy. Była zadowolona, że ma jakieś zajęcie; bezczynność i niepewność ciążyły jej nieznośnie. Pospiesznie wróciła na dół i rozkazała służbie, by dostarczono do przedsionka lordowskiej komnaty balię, dużo gorącej wody i najlepsze mydło ze spiżami. W kuchni poleciła przygotować śniadanie, przynieść je na tacy na górę i także pozostawić w przedsionku. Postanowiła najpierw samotnie stawić czoło Axtonowi. Nie chciała, by ktokolwiek z mieszkańców zamku był świadkiem jej upokorzenia, gdyby nadal był pijany i zachowywał się niestosownie.
Wróciła do komnaty, pozbierała z podłogi najpierw swoje ubrania i umieściła je w skrzyni. Następnie zebrała rzeczy męża i najschludniej jak umiała ułożyła je na rzeźbionym wieku skrzyni. Potem zwinęła pościel i starała się w miarę możliwości uporządkować całe pomieszczenie.
Wreszcie nadszedł czas, żeby obudzić Axtona.
Zajęta sprzątaniem starała się nie zwracać uwagi na posiać śpiącego męża. Teraz nie miała wyboru.
Leżał na boku pod ścianą, jakby się osunął po kamiennej powierzchni do pozycji siedzącej, a potem bezwładnie opadł na bok. Nawet w tej mało dostojnej pozie wyglądał potężnie i władczo. Mocno zbudowana, wysoko, szczupła, muskularna sylwetka zdradzała, że spędził długie lata na uprawianiu wojennego rzemiosła. Ale było w nim także coś z młodego chłopca.
Krzywiąc się na niedorzeczność swojego odkrycia, Linnea otworzyła jedno z wąskich okien, by wpuścić do komnaty trochę dziennego światła. W pierwszych bladych promieniach świtu przyjrzała się czarnym jak heban włosom opadającym na brwi i ustom, zwykle zaciśniętym w surowym grymasie, a teraz, we śnie, pełnym i miękkim. Z pogodnym czołem bez zmarszczek gniewu i złagodniałymi przez sen rysami był niezwykle urodziwym mężczyzną. Niestety, był taki tylko we śnie, przypomniała sobie z goryczą. Tylko dlatego, że typowy dla niego zwykły kwaśny humor rozpuścił się widać w nadmiarze wina.
Przypuszczała, że Axton obudzi się z dokuczliwym bólem głowy, i wcale jej to nie zmartwiło. Zasługiwał na cierpienie, bo przez niego wszyscy wokół cierpieli.
Z tą myślą kopnęła lekko w wielką obutą stopę.
– Milordzie. Milordzie, już rano. Czeka cię wiele obowiązków. Axtonie! – dodała głośniej nie widząc żadnego odzewu.
Na dźwięk swojego imienia poruszył się i zachrapał. Ale zaraz powrócił do spokojnego rytmu oddechu. Linnea wzruszyła ramionami.
– Wielki gamoń – mruknęła poirytowana. – A co byś zrobił, gdyby nagle wróg napadł na zamek? Przespałbyś całą bitwę?
Obserwowała go przez chwilę w milczeniu. Zatrzymała wzrok na sztylecie tkwiącym w pochwie u jego boku. Rozbrojenie Axtona we śnie byłoby nie lada wyczynem i pozwoliłoby jej choć w części odzyskać wiarę we własne możliwości. Byłby wściekły, ale musiałby docenić jej odwagę. Zresztą powiedziałaby mu, gdzie ukryła sztylet… dla bezpieczeństwa. ma się rozumieć. Podeszła bliżej, choć bała się znaleźć w zasięgu jego rąk. Doszła jednak do wniosku, iż jest tak nieprzytomny, że dach mógłby mu spaść na głowę, a on by tego nie zauważył.
Pochyliła się nad nim, świadoma, o ile jest od niej większy i silniejszy. Był żołnierzem w każdym calu. W rym momencie łańcuszek musnął jej lewe udo i niechętnie musiała przyznać, że jest też w każdym calu kochankiem. Ta sama siła, dzięki której był postrachem dla swoich wrogów, pozwalała mu się sprawdzać wobec żony… która także była jego. wrogiem.
Z trudem udało jej się opanować niepokój wywołany jego bliskością i skupie uwagę na broni. Sięgnęła pod łokieć śpiącego do rękojeści sztyletu; Choć starała się zachować ostrożność, trąciła go lekko.
Poruszył się niespokojnie, we śnie przyciskając jej dłoń do swojego boku. Linnea wstrzymała oddech pewna porażki.
Ale zamiast otworzyć oczy i wbić w nią oskarżycielskie spojrzenie, Axton tylko westchnął i mamrocząc coś trudnego do zrozumienia uśmiechnął się przez sen. Ona umierała ze strachu, a on miał słodkie sny!
Zacisnęła usta w wyrazie zdecydowania. Odbierze mu sztylet, a potem zbudzi go na kąpiel. Axton zobaczy, że jest dobrą, troskliwą żoną, której może zaufać. Zadowoli go, choćby miało ją to kosztować życie, albo choćby on miał zapłacić życiem!
Zastanowiła się głębiej nad ostatnią myślą. Cokolwiek miało się wydarzyć w nadchodzących dniach lub tygodniach, nie chciała, żeby Axton zginał. Pragnęła, żeby Beatrix znalazła odpowiedniego męża i odzyskała Maidenstone dla rodziny. Ale nie chciała, żeby Axton de la Manse zginął z tego powodu.
A jeśli zdecyduje się walczyć z mężem Beatrix?
Linnea potrząsnęła głową, odganiając od siebie złowieszcze domysły. Nie miała wpływu na te sprawy. I z pewnością nie miała też wpływu na Axtona de la Manse. Nie była nawet w stanie obudzić tego człowieka!
Odepchnęła jego ramię nie siląc się na delikatność, zabrała sztylet i odsunęła się od śpiącego na bezpieczną odległość. Przezorność okazała się jak najbardziej uzasadniona; bo niemal w tym samym momencie poderwał się wykonując szeroki zamach. W nic nie trafił, ale się obudził.
– To tylko ja, twoja żona – odezwała się nieśmiało Linnea, odsuwając się od niego jeszcze dalej. – Pamiętasz mnie? – dodała, widząc, że Axton rozgląda się błędnym wzrokiem. Stał prosto, spięty i gotowy do walki, ale nadal nie całkiem przytomny.
W miarę jak spojrzenie mu się rozjaśniało, zmieniał się wyraz jego twarzy. Powróciły dobrze znane zmarszczki nad brwiami, nadając urodziwej męskiej twarzy nieprzystępny wygląd. Linnea pożałowała tej zmiany, i to wcale nie dlatego, że chciała go oszukać. Gdzieś w głębi duszy tęskniła za jego uśmiechem. Ale on uśmiechał się tylko we śnie.
Przybrała skruszoną minę.
– Próbowałam cię zbudzić na kąpiel – powiedziała tonem usprawiedliwienia. Odłożyła sztylet na stolik. – Zasnąłeś w ubraniu, milordzie. Daj, pomogę ci ściągnąć buty.
Podeszła do niego drżąc z niepokoju, jak ją potraktuje. Czy pamięta jej wczorajsze obraźliwe słowa? Swoją złość? Doszła do wniosku, że najlepiej będzie od razu wszystko wyjaśnić.
– Wczoraj wieczorem pokłóciliśmy się, więc postanowiłam dziś rano naprawić stosunki między nami. – Sięgnęła do jego pasa i zaczęła rozpinać sprzączkę, nie mając odwagi spojrzeć mu w oczy. Ręce jej się trzęsły tak, że ledwo mogła sobie poradzić, ale Axton nie próbował jej przeszkodzić. – Mam nadzieję… Mam nadzieję, że nie będziesz obracał komnaty w ruinę, ilekroć cię rozzłoszczę – mówiła z nadzieją, że kobieca paplanina podziała na niego uspokajająco. – Kiedy będziesz brał kąpiel w przedsionku, ja każę naprawić łóżko i ustawić na miejscu komodę…