Niestety, odwoływanie się do rozsądku niewiele pomagało. Prawda była taka. że nie pozostawała obojętna wobec Axtona. Może i był wojownikiem obdarzonym piekielnym charakterem, ale i tak zachowywał się lepiej od Maynarda. Nie potrafiła go nienawidzić. Nie tylko z powodu wrażeń, jakich dostarczały jej ich intymne zbliżenia. W gruncie rzeczy traktowa! ją przyzwoicie, a jej zależało na tym, by ją docenił.
To prawda, że uważał ją za Beatrix, przypomniała sobie. Nawet Maynard godziwie traktował Beatrix. Gdyby Axton wiedział, że nie jest najstarszą córka de Valcourta, pewnie by się nie wysilał na przyzwoitość. Przeciwnie, mógłby dać upust swej porywczej naturze.
Wczoraj wieczorem nie uderzył jej, ale gdyby się dowiedział prawdy… Zadrżała na samą myśl o tym. co mogłoby się zdarzyć.
Powiedziała sobie, że ma przed sobą długi dzień. Dużo czasu. I czy lubi Axtona. czy go nienawidzi, musi grać rolę, którą jej przydzielono. Musi udawać oddaną, kochającą żonę. by udowodnić, że jest wartościowym członkiem rodziny.
– Czy Ida będzie towarzyszyć lady Harriet do Romsey? – spytała Normę, kiedy razem wchodziły po schodach.
– Owszem, milady. Wyjeżdżają niebawem wraz z niewielkim oddziałem, który je będzie eskortował.
Linnea się skrzywiła. Z jednej strony była rada, że uwolni się od obecności srogiej babki. Z drugiej strony jednak mogły się pojawić nowe kłopoty.
– Mam nadzieję, ze pod jej nieobecność stan ojca się nie pogorszy. Norma pokiwała głową w zadumie.
– To smutne, ale można się było tego podziewać. Jego ojciec byt taki sam. Jednego dnia silny mężczyzna, a następnego złamany przeciwnościami losu, odchodzący od zmysłów ludzki wrak.
– Nigdy nic wrócił do siebie?
W odpowiedzi Norma tylko potrząsnęła głową. Linnea w milczeniu przezywała to, co usłyszała. Wiedziała, że nie może liczyć na pomoc ze strony ojca. Gorzka to była świadomość. Westchnęła:
– Mam nadzieje, że babka nie musi się trząść wierzchem do Romsey?
– Podróżuje w konnej lektyce. Milord Axton tak zarządził. Linnea przystanęła na stopniu i z niedowierzaniem spojrzała na Normę.
W konnej lektyce? Jej mąż zarządził, by udostępniono konną lektykę starej kobiecie, która go nienawidziła i spiskowała przeciw niemu? Nie wiedział wprawdzie o spisku,, ale bez wątpienia wiedział o nienawiści, Była widoczna dla wszystkich. Mimo to zapewnił jej lektykę na podroż. Nowina na temat ojca przygnębiła ją, ale wiadomość o wielkoduszności Axtona wydatnie poprawiła jej nastrój. Mąż przywitał ją obrażoną miną, kiedy weszła do przedsionka poprzedzana oddziałem cieśli, ale odpowiedziała mu szczerym uśmiechem.
Nie zabawia długo, milordzie. Naprawią tylko łóżko… – Urwała spłoszona. Łóżko, do którego wkrótce trafi z Axtonem. Udało jej się uniknąć wspólnej kąpieli, ale nie zdoła długo się trzymać z dala od męża. Obserwował ją, kiedy się do niego zbliżała niosąc cynowy puchar pełen naparu. Leżał wyciągnięty w wielkiej balii; mokre włosy przylegały mu do głowy, mokre nagie ramiona lśniły w coraz jaśniejszym porannym świetle. Woda zakrywała dolną część jego tułowia i całe nogi poza zgiętymi kolanami. Ale wystarczyło to, co było widoczne – potężna klatka piersiowa i kształtne ramiona, żeby wzbudzić dreszcz niepokoju u każdej kobiety. Choć musiał się czuć okropnie, wyglądał jak zawsze wspaniale.
– Co zawiera ta obrzydliwa mikstura? – spytał, wąchając podejrzliwie ciemny płyn, który mu podała do wypicia.
– Lawendę, miętę i słodką marzannę – wyjaśniła. – Mogę jej spróbować jako pierwsza, jeśli sobie życzysz.
Zacisnął dłoń na jej palcach obejmujących kielich i przyciągnął do ust Linnea poczuła, jak od dłoni uwięzionej między chłodnym metalem a jego ciepłą skórą rozchodzi się po jej ciele gorące mrowienie. Niżej każde ogniwko łańcuszka i każdy kamień odciskały się palącym piętnem na jej biodrach i wewnętrznej stronie ud.
– Nie trzeba – mruknął Axton. – Sądzę, że zbyt niecierpliwie oczekujesz nagrody, żebyś chciała powalić tego, który może ci ją dać. – Pociągnął duży łyk naparu, ani na chwilę nie odrywając oczu od jej twarzy.
Linnea marzyła tylko o tym, żeby mu się wymknąć. Wyszarpnęła dłoń z uścisku, rozlewając sporą ilość leczniczego napoju do balii – Axton tylko się roześmiał, co jeszcze bardziej ją speszyło.
– Wypierasz się tego, że nasze zbliżenia dają ci przyjemność? – pytał, zupełnie nie zważając na służbę i robotników pracujących w zasięgu jego głosu. – Odpowiedz mi, żono. Nie ma co udawać niewiniątka.
– Szkoda, że nie prowadzimy tej rozmowy w wielkiej sali – prychnęła. – Wtedy wszyscy mieszkańcy zamku Maidenstone mogliby nas słyszeć. Chciałbyś tego, prawda?
Zachichotał, co wywołało serię drobnych falek na powierzchni wody. – Niech nikt nie mówi, że nie umiem uszanować delikatnych uczuć mojej żony. Chodź, moja śliczna. Podczas gdy stolarze naprawiają skutki mojej porywczości, ty możesz naprawić co innego. – Widząc, że boi się do niego zbliżyć, niepewna, co właściwie miał na myśli, wyciągnął do niej rękę. – Nie obawiaj się. Poskromię moją dziką naturę i poproszę cię jedynie, żebyś mnie umyła.
Linnea uciekła wzrokiem. Dlaczego tak łatwo udawało mu się wzbudzać w niej niepokój? Jak to możliwe, że w jednej chwili była mu wdzięczna za okazaną babce wspaniałomyślność, w następnej kręciło jej się w głowie na widok jego męskiej urody, a zaraz potem była na niego zła za to, że pozwala sobie na sprośne uwagi. To było nieprzyzwoite. Ona była nieprzyzwoita;
Opanowawszy się z trudem, przybrała minę, która miała wyrażać pewność siebie.
– Jak sobie życzysz. – Podeszła do tacy z kawałkami mydła i ściereczkami używanymi przy kąpieli.
Czekał na nią nic wykonując żadnego ruchu. Śledził ją palącym wzrokiem, który czuła na sobie nawet na niego nie patrząc, ale jego ręce spoczywały wyciągnięte na brzegach balii, a głowa opierała się o wystającą podpórkę.
Zamoczyła ściereczkę w gorącej wodzie, a potem natarła twardym białym mydłem, zakupionym przez babkę na ostatnim targu w Chichester. W korku przyszedł czas. by rozpocząć mycie. Ale jak miała zacząć? I od czego?
Jakby domyślając się jej wątpliwości, Axton wyciągnął z wody jedną nogę. Od niej zaczęła.
– Miał duże, ładnie ukształtowane stopy, mocne kostki i muskularne łydki. Szorując jedną po drugiej obłe nogi, Linnea miała świadomość, że robi to mocniej niż trzeba. Jednakże Axton nie zgłaszał zastrzeżeń.
Następnie przyszła kolej na barki i ramiona, smukłe palce, szerokie dłonie i twarde od mięsni ręce. Pod ich dotykiem zapominała o całym świecie…
– Mam wstać do mycia reszty?
Upuszczona ścierka plusnęła o powierzchnię wody. Linnea poczuła dobrze znany dreszcz niepokoju.
– Nie. Nie… nie trzeba – wykrztusiła. Oderwała wzrok od jego twarzy o rysach wyostrzonych refleksami światła na mokrej skórze i zapatrzyła się w pienistą od mydła wodę. Ścierka osiadła na dnie wanny, gdzieś w pobliżu jego bioder. Musiała ja jakoś stamtąd wydobyć.
Zamknąwszy oczy sięgnęła po zgubę. Natrafiła dłonią na twarde ciało mocne i sprężyste niczym belki podtrzymujące strop. Skóra w jednym miejscu szorstka od włosów, w innym gładka. Serce omal nie wyskoczyło jej z piersi. Wreszcie wyczuła pod palcami miękkie płótno; chwyciła je kurczowo, jak najbardziej upragnioną zdobycz.