Выбрать главу

– Vesla, to mnie naprawdę bardzo interesuje, przecież tak mało o tobie wiem.

– O mnie? O tej, która siedziała w samochodzie jadącym na zachodnie wybrzeże i rozczulała się nad swoim żałosnym życiem?

– Ale o życiu uczuciowym nie mówiłaś nic.

– Nie, ponieważ ono nie istniało.

– Co chcesz przez to powiedzieć? O ile wiem, nie jesteś zupełną nowicjuszką?

Aha, więc to zapamiętał. Niech to licho!

Odpowiedziała niecierpliwie:

– No więc właśnie to miałam na myśli, mówiąc, że postępuję zgodnie z poglądami moich koleżanek z pracy. One bezustannie gadają o chłopakach, a ja ulegam wpływom. Myślałam, że tak powinno być.

– Powiedz mi… ile ty właściwie masz lat?

– Ja? Mniej więcej tyle, co Unni. Skończyłam dwadzieścia dwa.

– Tylko? A ja myślałem, że więcej, dwadzieścia sześć albo coś koło tego.

– Dziękuję za komplement – rzekła Vesla cierpko. – Teraz jednak sądzę, że spróbuję zasnąć.

Antonio położył rękę na jej kołdrze, na wysokości piersi Vesli.

– Nie, to niesprawiedliwe. Zmuszasz mnie w ten sposób, bym leżał, nie śpiąc, i zastanawiał się, co właściwie miałaś na myśli.

Vesla zesztywniała.

– Ciii! – syknęła.

Antonio nasłuchiwał. Po chwili dźwięk dotarł też do niego.

Vesla wzięła go za rękę i mocno ścisnęła.

– Za drzwiami ktoś stoi – szepnęła ledwo dosłyszalnie.

11

Mnóstwo różnych myśli przelatywało obojgu przez głowy, wszystkie tak samo paranoidalne.

Unni? Jordi?

Nie, oni by się nie skradali po kryjomu. Nie skrobali w drzwi…

Antonio szedł już, by zobaczyć, co się dzieje, gdy nagle szerokie uśmiechy rozjaśniły ich twarze: za drzwiami skomlał pies.

– Pies hotelowy! – zawołała Vesla. – To ten poczciwiec, który leżał w recepcji. Wpuść go!

Antonio wahał się nie dłużej niż sekundę. Uchylił drzwi.

– Wejdź, ty stary draniu – zapraszał półgłosem. – Bo chyba o to ci chodzi?

Uszczęśliwiony pies nieokreślonej rasy wskoczył na łóżko i ułożył się w nogach.

– Nie wiem, czy słusznie postępujemy – śmiał się Antonio. – Pchły i w ogóle. Ale ten wygląda, że czuje się tu jak w domu. To widocznie nie pierwszy raz.

Antonio wrócił do łóżka. Pies wyciągał się, pomrukując z zadowoleniem. Pobawili się z nim jeszcze trochę, po czym Antonio podjął przerwaną rozmowę:

– Nie chciałbym się grzebać w twojej przeszłości, Vesla, bo to nigdy do niczego dobrego nie prowadzi. Chciałbym tylko wiedzieć o tobie więcej. Żebym mógł cię lepiej rozumieć. Bo bardzo tego chcę.

Jego głos brzmiał tak łagodnie i przyjaźnie, że Vesla długo i głęboko wciągała powietrze, jakby w poczuciu beznadziejności czy żalu.

– Poddaję się – oznajmiła zmęczona. – W końcu mogę ci o tym opowiedzieć i chyba lepiej wcześniej niż później. Antonio, moje tak zwane życie uczuciowe to żałosna historia. Oczywiście, zdarzało się, że żywiłam jakieś cieplejsze uczucia do tego czy innego. Ale… Nie, to nie tak. Lepiej zacznę od początku. Miałam trzech partnerów. Ostatnim był Marius, zanim pojawiła się Emma. Poprzedni to kolega z pracy, a całkiem pierwszy chodził do mojej szkoły, dwie klasy wyżej.

– No ale to nie tak dużo. Tylko trzech chłopaków? Dziewczyna, która musiała mieć wielkie powodzenie?

W głosie Vesli słychać było smutek.

– W dodatku to było tylko takie chodzenie, z miłością nie miało nic wspólnego. Może zainteresowanie. Sympatia. Ale czy to wystarczy? Jak powiedziałam, chodziłam z chłopakami, bo myślałam, że tak powinno być. Prawda jest dosyć brutalna i wcale nie wiem, czy mam ochotę ją wyjawiać.

– Chciałbym, żebyś miała do mnie zaufanie.

Vesla znowu westchnęła. Broda jej drżała, jakby się miała rozpłakać.

– Czy pamiętasz, co ci opowiadałam o moim potwornym dziadku, którego musiałam pielęgnować jako mała dziewczynka? On miał kompletną demencję, nie bardzo wiedział, co robi, ale próbował się do mnie dobierać, chciał mnie wciągać do łóżka, wygadywał paskudne słowa, obnażał się przede mną i błagał, żebym mu pomogła, no wiesz…

– Tak, pamiętam. Byłem bardzo oburzony na twoją matkę, że mogła na coś takiego pozwolić.

– Ona przymykała oczy, chodziło jej tylko o to, żeby sama nie musiała się nim zajmować. Ale, Antonio, tamten okres wypalił bolesne ślady w mojej duszy. Oczywiście, miałam potem jakichś chłopaków. Tych trzech, o których słyszałeś. Ale chodziłam z nimi tylko dlatego, że wszystkie inne dziewczyny tak robiły. Dlatego, że byłam ciekawa. Dlatego, że… wybacz mi szczerość, ale przecież sam o to prosiłeś. No więc dlatego, że lubiłam, kiedy chłopak był we mnie zakochany.

– Przecież to całkiem naturalne.

– Możliwe. Ale czułam się nie najlepiej. Bo widzisz… ten mój straszny obowiązek sprzed lat… Konieczność zajmowania się obleśnym starcem… to wszystko uczyniło mnie zimną w sprawach erotyki. Jestem zimna jak lód, Antonio.

Zauważył, że Vesla płacze, choć jej głos na to nie wskazywał. Wyczuwał to, a gdy wyciągnął rękę, by ją pogłaskać po policzku, stwierdził, że łzy spływają jej do uszu. Leżała bez ruchu.

– Więc nie byłaś zakochana w tych trzech mężczyznach?

– Chłopakach. To byli jeszcze chłopcy. Nie, nie byłam zakochana. Nie byli niesympatyczni, przeciwnie, mili i przystojni. Nigdy bym się nie zadawała z kimś, kogo nie lubię. Ale kiedy Emma odbiła mi Mariusa, nie czułam nic. Co najwyżej ulgę.

Głębokie westchnienie Antonia powiedziało jej, że również on odczul w tej chwili ulgę. Może nawet radość.

– Więc sądzę… że nie potrafię się… podniecić, Antonio. Nikt nie jest w stanie mnie rozpalić. Bardzo bym chciała, ale to niemożliwe. Czy rozumiesz, że nienawidzę swojej matki? Nie tego jej starego ojca, on po prostu zatracił wszelki rozsądek. Ale ona mnie w to wepchnęła, żeby sama mogła uniknąć nieprzyjemnej sytuacji.

– Zakochać to byś się chyba mimo wszystko mogła, prawda? – zapytał cicho.

Vesla długo zwlekała z odpowiedzią.

– Pamiętaj, że obiecałaś być szczera – przypomniał.

– Sama nie wiem. Zresztą ty… dlaczego ty nie mówisz nic o sobie?

– Przyjdzie kolej i na mnie.

– Ja się boję, Antonio.

– Nie powinnaś. Przynajmniej z mojej strony nic ci nie grozi.

– To właśnie najbardziej dotyczy ciebie. To ty skazałeś mnie na samotność.

– Ja?

– Oczywiście! Przecież nigdy się nie ożenisz, nie będziesz miał dzieci, nigdy nie stworzysz żadnego związku.

Antonio milczał. Vesla mówiła przecież prawdę, jeszcze niedawno tak właśnie myślał.

– Kiedy ja… Tak, muszę przyznać, że kiedy cię spotkałam po raz pierwszy, pomyślałam: Tego mężczyznę muszę zdobyć. Dla samego podboju. To brzydkie słowo! Chciałam, żebyś się mną zainteresował, podziwiał mnie, zakochał się we mnie. Chociaż sama nie potrafię takich uczuć żywić. Nic jednak nie ułożyło się po mojej myśli.

– Jesteś tego pewna?

– Mówię tylko o sobie. Chciałam cię zdobyć, tak. Ale w tych uczuciach, które we mnie kiełkowały, nie było samozadowolenia. Pojawiły się inne, dotychczas całkiem mi obce. Szacunek dla ciebie. Podziw. Tęsknota. Pragnienie, by już na zawsze być z tobą, Antonio. Wiedziałam, że nie mogłabym żyć bez ciebie. Czułam się przy tobie tak wspaniale, że aż ogarniał mnie strach.

– Strach przed czym?

– Że po tym, co ci wyznałam, nie będziesz chciał mieć ze mną do czynienia. I że nie ma we mnie ani odrobiny ciepła, które mogłabym ci ofiarować. Jestem i pozostanę zimna jak lód.