Nie musiała sobie niczego wmawiać ani fantazjować, bo wiedziała, że Jordi żywi dla niej równie silne uczucia.
Dlaczego więc nie mogliby… Nie, no znowu daje się wciągnąć tej beznadziejnej spirali.
Krajobraz stawał się coraz bardziej płaski, wzniesienia zostawiali za sobą. Właściwie to ta podróż sprawiała Unni przyjemność. I rozkoszowała się tym, że siedzi na przedzie, gdzie nic nie przesłania jej pięknego widoku.
Mieli teraz przed sobą rzekę z kamienistymi brzegami, a w oddali widać było jakąś wieś.
– Oj, spójrzcie na te drzwi! Wysoko na skalnej ścianie! – krzyknęła Unni. W dalszym ciągu najczęściej używała słowa „oj”. – Oj, tam było rozstaje dróg, nie zauważyłam. Dokąd teraz?
– Jesteśmy na miejscu – oznajmił Pedro. – Nic dziwnego, że ludzie nie zauważają tych rozstai, tyle innych interesujących rzeczy jest dookoła. Antonio, skręć tam. Teraz najważniejsze, to odszukać Elia.
17
Wysiedli z samochodu u stóp żółtej skały, Unni nie potrafiłaby powiedzieć, czy to wapień, piaskowiec czy jeszcze co innego. Trochę spłoszeni spoglądali na liczne mieszkania mieszczące się w skalnych niszach.
Pedro tłumaczył:
– Wiele z tych mieszkań w grotach zyskało status domostw artystów i innych ludzi, którzy chcą mieć coś wyjątkowego. Często są bardzo luksusowe, wyposażone w najnowocześniejsze urządzenia. Takie mieszkania w grotach znajdowały się w wielu miejscach w naszym kraju. Ale ich popularność minęła, kiedy Cyganie musieli w nich szukać schronienia, byli bowiem prześladowani przez Kościół i inne nietolerancyjne środowiska. Chodźcie, zapukamy do najbliższego domu.
Tam rzeczywiście mieli okazję zobaczyć, jakie to mogą być mieszkania. Światło dzienne wpadało przez wykute w skałach okna w pięknych ramach, w kuchni była lodówka, w salonie aparat telewizyjny, obok garaż urządzony w przyległej grocie.
Elio Navarro? Nie, mieszkańcy skalnego domu wytrzeszczali swoje wielkie oczy i zapewniali, że nigdy nie słyszeli o takiej osobie.
Pedro przedstawił się całym swoim pompatycznie brzmiącym nazwiskiem, następnie oznajmił, że señora Navarro jest małżonką Elia, zaś Jordi i Antonio wnukami jego siostry Margarity, podkreślił, że wszyscy oni koniecznie muszą rozmawiać z Eliem. Wszyscy też są do niego bardzo przyjaźnie usposobieni. Wiedzą, że Elio jest ścigany przez złych ludzi, ale nikt nie ma pojęcia, że oni tu przyjechali.
– Ale przecież powiedzieliśmy wam… – zaczął jeden z mężczyzn w pokoju. Starsza kobieta rozmawiała jednak z señorą Navarro, trwało to dobrych kilka minut, panie wymieniały poglądy z coraz większym podnieceniem, ale Unni nie rozumiała ani słowa. Domyślała się tylko, że gospodarze zaczynają zmieniać nastawienie, w końcu ów najstarszy mężczyzna zawołał:
– Zaczekajcie tutaj!
Poproszono gości, by usiedli, podano słodkie ciasteczka i zimne napoje. Unni już jakiś czas temu zauważyła, że Hiszpanie bardzo lubią słodkie ciasto. Ona podzielała ich gusty i dzięki temu łatwiej było im się porozumieć.
W jakiś czas potem starszy mężczyzna wrócił.
– Możecie iść.
Wszyscy ruszyli za nim. Unni i Vesla czuły się trochę niepotrzebne, bo też oficjalnie nie miały tu żadnej roli do odegrania, Unni postanowiła jednak się tym nie przejmować. Nadarzała się oto okazja, by mogła opowiedzieć Elio, jeśli ten istnieje, że ona także jest potomkinią czarnych rycerzy. Serdecznie podziękowała za gościnność.
Musieli przejść do innej skały po drugiej stronie drogi. Tam wspięli się po schodach do małych, prawie niewidocznych drzwi, które naprawdę łatwo było przegapić.
Wewnątrz na pewno zaraz zrobi się ciasno, pomyślała Unni. Może ona i Vesla powinny zostać na dworze?
Mowy nie ma, Unni wejdzie do środka, nawet gdyby musiała siedzieć pod stołem w salonie.
Pod stołem w salonie? Jakich to luksusów się spodziewa?
Znaleźli się w ciemnej, bardzo małej komórce. Miejsca było tu naprawdę niewiele, za to w pomieszczeniu znajdował się Elio Navarro, o czym świadczyła wzruszająca scena, jaka się rozegrała między señorą Navarro a silnie zbudowanym, pomarszczonym mężczyzną, który ją serdecznie obejmował. Señora Navarro opowiadała mu, kim są ci wszyscy ludzie, Unni słyszała, że słowo „amigos” – przyjaciele – powtarzane było wielokrotnie. Na szczęście Elio mówił też po angielsku. Były marynarz.
Nareszcie w izbie zapanował spokój.
Elio posadził Pedra na najlepszym krześle, szczerze mówiąc jedynym w pomieszczeniu, inni znaleźli sobie miejsca na łóżku lub po prostu na podłodze.
Wszystko to przypominało Unni mały rybacki domek Gudrun. Tam też siedzieli tak bezceremonialnie pod ścianami.
Kiedy Elio uświadomił już sobie dokładnie, kto jest kim wśród przybyłych, wskazał na Jordiego i Antonia swoją zniszczoną ręką.
– Wnukowie Margarity! No, tak, wprawdzie ja nigdy jej nie spotkałem, bo i ona, i Ana umarły ponad dwadzieścia lat przed moim urodzeniem. Widzę w was jednak podobieństwo do mojego ojca, Enrico Navarro. Te lekko skośne oczy…
Antonio słuchał nieco skrępowany.
– Proszę mi wybaczyć, ale nie mówiliśmy tak do końca prawdy, przedstawiając się jako wnukowie Margarity. W rzeczywistości jesteśmy wnukami jej wnuka. Jak dobrze wiesz, wuju Elio, pokolenia w naszym rodzie następują tak szybko po sobie… proszę bardzo, to jest nasze drzewo genealogiczne. Zatrzymaj je i w wolnych chwilach postudiuj, to jest kopia.
Elio musiał znaleźć okulary, ale nawet przez nie dobrze nie widział, był bowiem bardzo wzruszony nieoczekiwaną wizytą. Tym, że małżonka przywiozła mu znakomite wiadomości na temat małego Pepe, widokiem własnego imienia w rodzinnym drzewie genealogicznym, zawierającym mnóstwo znanych i mniej znanych nazwisk,
– Emilia – powiedział ochryple. – Raz ją spotkałem. To była zła kobieta!
– Tak, łagodnie mówiąc – potwierdził Pedro.
– Myślę, że to ona rozsiewała pogłoski, jakobym ja coś wiedział.
– A wiesz? – wtrącił Jordi błyskawicznie.
Elio długo mu się przyglądał.
– Nie wiem – odparł w końcu. – Szczerze mówiąc, myślę, że rycerze źle cię potraktowali, chłopcze.
– Widziałeś rycerzy? – spytał Antonio.
Elio przeniósł wzrok na niego.
– Nie widziałem – wycedził z wolna. – Ale Estéban widział. Nie, przepraszam! Estéban widział tylko mnichów. Tuż przed tym, jak ta przeklęta Emilia odebrała mu życie. Ich nieszczęsna córeczka, Teresa, natomiast przeciwnie, widywała rycerzy parokrotnie. Próbowali nawiązać z nią kontakt. Próbowali jej pomóc tak, by ona mogła pomóc im. Ale Teresa była na to zbyt słaba, biedne dziecko. Wiecie, ja właściwie nie ucierpiałem z powodu tej makabrycznej klątwy ciążącej nad rodem. Ucierpiały natomiast moje o wiele ode mnie starsze przyrodnie siostry, Margarita i Ana. Ja jestem synem ojca z trzeciego małżeństwa, urodziłem się, kiedy skończył już sześćdziesiąt dziewięć lat. Miał facet energię, można powiedzieć! Ale mieszkałem niedaleko od potomków mojego przyrodniego rodzeństwa, tych, którzy zostali w Hiszpanii. Miałem osiemnaście lat, kiedy piętnastoletnia Teresa została wyrzucona przez matkę z domu, bo jakiś pozbawiony sumienia facet zrobił biednej dziewczynie dziecko. Mój ojciec zawsze starał się pomagać Teresie, ale umarł, zanim doszło do tych pożałowania godnych wydarzeń. Potem ja próbowałem utrzymywać z nią kontakt i wiem, że robiła wszystko, by zapewnić jakie takie warunki swemu synowi, Nicolasowi…
– To był nasz ojciec – wtrącił Antonio.
– Tak, oczywiście. Ale wiecie, że Teresa podlegała ciążącemu na rodzinie przekleństwu i umarła w wieku dwudziestu pięciu lat, zostawiając dziewięcioletniego syna. Ja zaś wyprowadziłem się na jakiś czas do mojej ukochanej żony, do innego miasta.