Выбрать главу

Poklepał małżonkę po kolanie i mówił dalej:

– Niebawem zmarł jeden z moich starszych, przyrodnich braci, z drugiego małżeństwa ojca, i dom w Granadzie, dom mojego dzieciństwa, był wolny. Wobec tego przeprowadziliśmy się do Granady i nasza córka, Mercedes, tam właśnie przyszła na świat. Powodziło nam się dobrze, dopóki, parę miesięcy temu, nie rozpoczęło się polowanie na mnie i nie musiałem zejść do podziemia.

– Przepraszam, że przerwę na moment – powiedział Jordi. – Odnoszę jednak wrażenie, że twój ojciec był nie tylko mężczyzną obdarzonym wielką życiową energią, ale był też dobrym człowiekiem, prawda? Przed chwilą dowiedzieliśmy się, że opiekował się córką Any, Anną, a teraz widzimy go w roli pater familias również w stosunku do nieszczęsnego Estébana i Teresy, choć przecież nie mógł wiele poradzić na postępowanie złej Emilii.

Elio skinął głową.

– Tak, to był człowiek niepospolity. Jak wiecie, to nie on był obciążony przekleństwem, lecz jego starszy brat, Santiago, który umarł bezdzietnie. W tej sytuacji przekleństwo przeszło na córki mego ojca, bliźniaczki, moje przyrodnie siostry, Anę i Margaritę.

– Tajemniczy Santiago – powiedział Antonio rozmarzonym głosem. – Jak to właściwie z nim jest?

We wzroku Elia nie było rozmarzenia.

– Ojciec mówił zawsze, że Santiago wiedział.

Pedro rozejrzał się po pokoju uważnie. I szybko.

– Jak to będzie, Elio? Pozwolisz się zaprosić na obiad do dobrej restauracji? Tam byśmy mogli porozmawiać o Santiago.

Elio przestraszył się.

– Ja nie mogę stąd wyjść! Jeszcze by mnie kto zobaczył.

– Drogi Elio – uspokajał go Pedro. – My wszyscy znajdujemy się w niebezpiecznej strefie i, szczerze mówiąc, nie wiemy dlaczego. To właśnie z tego powodu przyjechaliśmy do ciebie. Wyjedźmy więc z tej osady i znajdźmy jakąś ustronną, dobrą restauracyjkę, niezbyt ekskluzywną, wszyscy bowiem jesteśmy ubrani jak do podróży, a nie do luksusowych lokali. Nie, ty też nie musisz się przebierać, wyglądasz bardzo dobrze.

Elio mimo wszystko chciał się trochę ogarnąć, więc mu pozwolono. Unni bardzo chciała wyjść z dusznego pomieszczenia i już szła ku drzwiom, gdy Elio zawołał:

– Tak! Rzeczywiście mam fotografię ojca i jego braci. Co prawda najmłodszy z nich był przybranym dzieckiem, ale Santiago jest na zdjęciu.

– Znakomicie! – zawołano chórem.

Stary, ale niezwykle witalny Elio grzebał w swoich rzeczach.

– Tylko pamiętajcie, że to było w dziewiętnastym wieku i sztuka fotografii tkwiła jeszcze w powijakach, a poza tym zdjęcie jest cokolwiek zniszczone. O, proszę!

Elio wyjął spory pęk fotografii i zaczął je przeglądać.

– Oto oni. Trzej piękni bracia, wystrojeni do fotografii. Mój ojciec pośrodku. Santiago jest najstarszy.

Wszyscy próbowali oglądać zdjęcie równocześnie. I wszyscy jęknęli zdumieni.

Santiago mógłby być Jordim.

18

– Toteż od początku myślałem, że już widziałem cię gdzieś – rzekł Elio. – Tyle się mówi o rodzinnym podobieństwie, ale coś takiego…!

Fotografia było zrobiona na sztywnym pożółkłym papierze i miała kolor sepii. Najstarszy z chłopców na zdjęciu był młodszy niż Jordi. Mógł mieć jakieś osiemnaście lat, bracia jeszcze mniej. Twarz miał nieruchomą, naznaczoną powagą chwili, strój uroczysty. Włosy uczesane na mokro, z przedziałkiem pośrodku, gładko przylegały do głowy.

Ale rysy były Jordiego.

– Powiedz mi – uśmiechnęła się Vesla. – Chyba nie jesteś duchem?

– Nie, dziękuję! Wystarczy mi tego, co jest – odparł Jordi. – O tym podobieństwie porozmawiam jednak z rycerzami.

W jego głosie brzmiała gorycz.

W samochodzie było teraz naprawdę ciasno, Unni stwierdziła, że chyba naruszają prawo i poprosiła, by pozwolono jej siedzieć na kolanach Jordiego.

– Nie zgadzam się – zaprotestował Antonio. – Nie możemy dopuszczać do kolejnego zamrożenia!

Chyba dobrze, że señora Navarro nie rozumie po norwesku.

Znaleźli odpowiednią restaurację tak daleko od głównych szlaków, że nikt tam by w Eliu nie rozpoznał mieszkańca skalnej osady.

– Gdzie się podział Jordi? – spytała Vesla, kiedy już wchodzili do sali jadalnej.

Odpowiedziała jej Unni.

– Chciał się skontaktować z rycerzami. Za wzgórzami na tyłach domu znajduje się las. Tani się z nimi spotka.

– Sam?

– Tak. Za dużo już postronnych osób.

Vesla mogłaby wskazać jedynie señorę Navarro jako osobę naprawdę postronną, rozumiała jednak, że Jordi chce uniknąć szczegółowych wyjaśnień.

– Jordi powiedział, że mamy zaczynać sami. Prosił, bym zamówiła coś dla niego – dodała Unni z niejaką dumą.

Restauracja przypominała, jak to często bywa w Hiszpanii, betonowy garaż trochę tylko zaadaptowany i przystrojony. Na każdy dźwięk ściany odpowiadały głośnym echem, radio darło się na cały regulator, mężczyźni przy barze usiłowali przekrzykiwać muzykę i siebie nawzajem, a przy kilku stolikach goście grali w domino, uderzając raz po raz głośno w blat. Krzesło przesuwane po podłodze wydawało łoskot przypominający grzmot. W kącie wrzeszczała papuga.

Posadzono ich na oddzielnej, przewiewnej werandzie, gdzie panowała cisza, i młody chłopak zaczął przyjmować zamówienia. Pedro wyjął swoją imponującą kartę.

Na zewnątrz w piniowym lesie czekał Jordi. Wezwał rycerzy wciąż jeszcze wzburzony.

Odczuwał niechęć pomieszaną z lękiem.

I oto pomiędzy pniami drzew ukazali się goście z zaświatów. Pełni godności i wyprostowani jak zawsze. Jordi nienawidził takiej sytuacji, że rycerze siedzą w siodłach i patrzą na niego z góry. Wiedział, że kiedy stoją na ziemi, to on jest od nich o głowę wyższy, rycerze bowiem pochodzą ze średniowiecza, kiedy ludzie generalnie byli niżsi od współcześnie żyjących, on sam zaś miał wzrost znacznie ponadprzeciętny.

Rycerze też o tym wiedzieli. Dlatego woleli pozostać w siodłach.

Jordi powitał ich uprzejmie, jak to zwykle robił, choć może nieco szybciej niż normalnie.

– Dlaczego mi nie opowiedzieliście o Santiago Navarro? Jak to się stało, że jesteśmy tacy do siebie podobni? Czy to jakaś forma reinkarnacji, czy też ja jestem Santiago?

Don Federico de Galicia uniósł swoją starczą rękę. Jego myśli dotarły do Jordiego:

„Fakt, że jesteście do siebie podobni, to czysty przypadek. Zresztą pochodzicie z tej samej rodziny. Musimy jednak przyznać, że posłużyliśmy się tym podobieństwem, kiedy wybieraliśmy ciebie”.

– W jaki sposób? Jak?

„Młody człowieku, trzeba ci wiedzieć, że Santiago był bardzo inteligentny”.

Czyżby próbowali mu pochlebiać? Jordi nadal był zły.

Jego bezpośredni przodek, don Ramiro de Navarra, wtrącił:

„Pamiętaj, że staraliśmy się już wcześniej szukać pomocy u naszych krewnych! Ty nie jesteś pierwszy!”

– Wiem. Słyszałem, że próbowaliście się posłużyć Teresą.

„Owszem, ale się nie udało. Santiago zaszedł najdalej w swoich poszukiwaniach. Przed wami”.

– To my posunęliśmy się dalej?

„I tak, i nie. Wy zaszliście dalej w pewnych obszarach, ale Santiago dowiedział się rzeczy, na które wy nawet nie wpadliście”.

– Powiedzcie nam, co wiedział!

Wszyscy rycerze potrząsali głowami.

„Dobrze wiesz, że jesteśmy zobowiązani do milczenia. Żebyśmy nie wiem jak bardzo chcieli, nie możemy powiedzieć ani słowa” – przekazał mu w myślach don Galindo de Asturias.

Myśli dona Garcii de Cantabria były gniewne:

„Ale zmuście tego imbecyla, Elia, żeby zrobił porządek w swojej głowie, to sobie przypomni, co mówiono na temat Santiago! Dokonaliście wielkiego wyczynu i odszukaliście Elia Navarro, nie pozwólcie teraz, żeby jego wiedza pozostała niewykorzystana. Popędźcie go trochę!”