– Tylko dwa słowa, to wszystko.
– Jakie dwa słowa?
Zeno ogromnie pobladł. Wyrzucał z siebie wyrazy, jąkając się, jakby nie był w stanie uporać się z przywołanym w myślach obrazem.
– Wyglądał strasznie. Przerażająco. Znaleźliśmy go… całkiem nagiego. Całe ciało pokryte miał dziwnymi znakami, pręgami. A najdziwniejsze ze wszystkiego było, że jego… męskość… była całkiem…
Dalsze słowa najwyraźniej nie mogły przejść mu przez gardło, mocno zawstydzony, a zarazem wstrząśnięty,
Wyprostował tylko palec wskazujący.
Heike zarumienił się.
– Mów dalej! Jak brzmiały te dwa słowa?
– No tak. On przecież umierał. Był niezwykle wysokim, silnym, przystojnym mężczyzną. To, co mu się przydarzyło, przeżył z pewnością tylko dzięki sile swej woli. Ale wpatrywał się w nas z nieopisanym wprost przerażeniem wyrytym na twarzy, a następnie wydusił z siebie słowa: „Skrzydła kruka!” Patrzył na nas z rozpaczą, jak gdyby chciał przed czymś przestrzec, a potem zgasło w nim życie.
Heike miał na końcu języka pytanie, gdzie go znaleziono, gdy otworzyły się drzwi kościoła i do środka weszła żona Zeno.
– A więc tutaj jesteś – szepnęła do męża, zdjęta panicznym lękiem. – Chodź, zanim sprowadzisz nieszczęście na nas wszystkich!
– Ale ja bardzo chciałbym się dowiedzieć… – zaczął Heike.
– Ani słowa więcej – ucięła ostrym tonem, spoglądając nań surowo.
Na nic zdały się prośby! Zeno, jak skarcony dzieciak, w poczuciu winy poczłapał za żoną. Normalnie wrzasnąłby pewnie: „Nie wtrącaj się, babo!”, ale tym razem sprawa była najwyraźniej zbyt poważna. Takich tajemnic nie wolno zdradzać!
Zanim jednak mężczyźni wyszli z kościoła, Heikemu udało się szepnąć do karczmarza:
– Te dwie kobiety…?
– Ciii! – syknął śmiertelnie przerażony Zeno i Heike wiedział, że to wcale nie obawa przed żoną powodowała nim w tej chwili.
Heike postanowił być nieugięty
– Muszę to wiedzieć!
Zeno uczepił się rzeźbionej kolumny, podtrzymującej galerię niedaleko od drzwi, jak gdyby musiał mieć łączność z jakimkolwiek świętym elementem, by o tym mówić. Podczas gdy jego żona już znikała w przedsionku, szepnął do Heikego:
– Księżniczka… śmiertelnie niebezpieczna! Gwałtem trzyma tę drugą biedaczkę.
– Dlaczego księżniczka jest niebezpieczna?
Zeno, w największej tajemnicy, z oczami okrągłymi z przerażenia i podniecenia, odparł szeptem:
– Oszalała na punkcie mężczyzn.
– Zeno? – Z zalanego słońcem dziedzińca dobiegł gniewny głos żony karczmarza. – Gdzie ty się podziewasz?
Wyszli z kościoła. Heike podążał za parą, starając się zapanować nad wzburzonymi myślami.
Heike był młodym chłopcem o czystym sercu. W domu Eleny nie rozmawiano z dziećmi o stosunkach pomiędzy mężczyzną a kobietą. To było tabu, mówienie na ten temat równało się grzechowi. Dlatego Heike wiedział tak mało. Nie był wprawdzie całkiem nieświadom, lecz to, co wiązało się z erotyką, pozostawało dla niego mroczne, niejasne i zakazane. Informacje przekazane mu przez Zeno wstrząsnęły więc nim do głębi. Znaczenia słów „oszalała na punkcie mężczyzn” z pewnością nie zrozumiał do końca.
Dogonił małżonków nieco poirytowany.
– Po śniadaniu opuszczamy miasteczko – rzekł krótko.
– Doskonale – odparła karczmarzowa, ale Zeno jęknął z rozpaczą.
– Ale dlaczego? Sądziłem… – zaczął.
Heike był zdecydowany.
– Jestem odpowiedzialny za tamtych dwoje. A skoro nie mogę się od was niczego dowiedzieć, nie mogę też wam pomóc.
– Sama słyszysz – ze złością zwrócił się karczmarz do żony.
– Nie przypuszczasz chyba, że ten gołowąs jest w stanie coś dla nas zrobić? – odparowała.
Znaleźli się już przy karczmie; w miasteczku wszędzie było blisko.
Mira przywitała ich w drzwiach, w blasku słońca widać było, że jest wyspana i świeża. W swej młodzieńczej żywiołowości doprawdy wyglądała ślicznie.
– Nareszcie jesteś – nieśmiało uśmiechnęła się do Heikego. – Pukałam do waszych drzwi, ale nikt nie odpowiadał.
Heike uśmiechnął się.
– Peter najwyraźniej mocno śpi. Zaraz go obudzę.
Kilkoma susami pokonał schody i zapukawszy, otworzył drzwi.
Izba była pusta.
Zaskoczony wrócił na dół. Mira przestraszyła się nie na żarty, widząc jego wyraz twarzy.
– Nie ma go tam – oznajmił Heike zdumiony. – Zaraz się rozpytam.
Zeno naturalnie nic nie wiedział, wszak nie było go w karczmie, jego żony także. Ale jedna z podkuchennych wyraźnie zareagowała wzburzeniem na pytanie Heikego. Zaczerwieniła się i głęboko pochyliła nad jarzynami, których krojeniem właśnie była zajęta.
– Mów, co wiesz – nakazał Zeno.
– On… pytał o…
– Peter nie mógł o nic pytać, nie zna przecież tutejszego języka – wtrącił się Heike.
– On zapytał tylko… Wypowiedział jedno jedyne słowo. Imię.
Heike wiedział już wszystko, zanim jeszcze dziewczyna zdążyła skończyć.
– Nicola?
Ze łzami w oczach pokiwała głową. Była to ta sama dziewczyna, która kiedyś tak długo, z żalem, spoglądała za Yvesem.
– Pan Peter był takim ślicznym chłopcem – szepnęła. – Oni wszyscy tacy byli.
Był? Heike poczuł, jak strach pazurami chwyta go za serce.
– I potem poszedł? Pokazałaś mu drogę?
Odpowiedzią było kolejne mokre od łez skinięcie głową.
– Dokąd?
Zeno odparł za dziewczynę:
– Młoda Nicola zawsze błaga o pomoc. Zawsze. I to z rozpaczą, która rozdziera wprost serce. I za każdym razem to się źle kończy. Księżniczka…
– Milcz? – zawołała jego żona głosem nabrzmiałym histerią. – Chcesz sprowadzić zagładę na nas wszystkich? My nic nie wiemy? Nic! Dotarło to do was, panie Heike?
Heike pozostał niewzruszony.
– Dokąd on poszedł?
– Musisz wyjść z Targul Stregesti – odparł Zeno wyczerpany. – Potem trzeba iść dalej wzdłuż doliny, a dotrzesz na miejsce. Ale czy naprawdę masz zamiar…?
– Niech idzie! – wrzasnęła karczmarzowa. – On tylko napyta nam wszystkim biedy, sprowadzi na nas nieszczęście!
Heike natychmiast ruszył z miejsca, ale zaraz podbiegła do niego Mira.
– Będziesz szukał Petera? Idę z tobą.
– Nie, ty…
Przyjrzał się dziewczynie uważniej, dostrzegł wyraźny strach bijący z jej oczu.
– Czy w nocy coś się wydarzyło? – zapytał cicho po niemiecku.
Z powagą skinęła głową.
– Okno… Oczywiście tylko śniłam, ale…
– A więc chodź ze mną – postanowił Heike.
Gospodarz uznał, że najpierw powinni zjeść śniadanie. Zgodzili się w końcu wypić kilka łyków mleka i wzięli też w rękę po kawałku chleba na drogę.
Zeno spoglądał za nimi z troską. Snuł swoje marzenia o tym, jak Heike zdoła ocalić Petera i Targul Stregesti.
Jego żona natomiast nie miała żadnych złudzeń.
Kiedy wyszli z karczmy, Heike poprosił Mirę:
– Opowiedz mi o tym, co ci się śniło!
– Ale to był tylko koszmarny sen!
– Pozwól mnie o tym zdecydować. Mów!
Heikego zdumiała stanowczość, która tak nagle się w nim ujawniła. W nim, dobrodusznym Heikem, któremu wszyscy rodzice w Planinie powierzali opiekę nad dziećmi! Teraz stanął wobec nowego wyzwania i uświadomił sobie, że tkwi w nim nieznana siła.
Nigdy nie zastanawiał się, jakie właściwie moce nosi w sobie, ale też nigdy dotąd nie było takiej potrzeby.
Co innego teraz…
Boże, dopomóż nam, myślał. To miasteczko, ta dolina przeraża mnie ponad wszelkie granice!