– Ale masz przeczucie, że tak jest, prawda?
– Tak, myślę, iż to ona. Chciał, abym ją znalazła, i znalazłam. Ale chciał też, żeby to trwało jak najdłużej. Przypuszczalnie stało się to dla niego za szybko. Zobaczymy, co teraz zrobi.
Rozdział trzynasty
Jak się ma Monty? – spytał Joe, gdy Eve później tego wieczoru zeszła na dół.
– Sarah się denerwuje. Monty nie ruszył kolacji. Jane nie odstępuje go na krok. – Potrząsnęła głową. – Myślałam, że towarzystwo psa dobrze jej zrobi, ale tego nie przewidziałam.
– Przypuszczalnie jego towarzystwo dobrze na nią wpływa. Troska jeszcze nikomu nie zaszkodziła. Za mało jest dziś na świecie czułości i opiekuńczości.
Joe na pewno był troskliwy. Eve widziała, jak delikatnie wziął psa na ręce i zaniósł do samochodu. Czułość u twardego mężczyzny jest szalenie wzruszająca.
– Dodzwoniłeś się do Spiro?
– Tak, jest w drodze. Powiedział, że i tak by przyjechał. Charlie natknął się na coś bardzo interesującego w związku z dwiema poprzednimi sprawami.
– Co?
– Nie chciał mi powiedzieć przez telefon.
– To tyle w związku z dzieleniem się informacjami.
– Nie martw się, wyciągniemy to z niego. W tej chwili Spiro sądzi, że robi nam przysługę. Musimy go przekonać, że jesteśmy równorzędnymi partnerami.
Zadzwonił telefon. Eve drgnęła nerwowo.
– Mam odebrać? – spytał Joe, spojrzawszy na nią.
To na pewno nie był Don. On dzwonił na jej komórkę.
– Nie, ja wezmę.
Eve podniosła słuchawkę.
– Cieszę się, że słyszę twój głos, Eve – powiedział Mark Grunard. – Choć żałuję, że dopiero teraz. Obiecałaś, że się ze mną skontaktujesz.
– Nie było powodu. Nic się nie działo. Jak się dowiedziałeś, gdzie jestem?
– Joe i ja mamy umowę, a on dotrzymuje słowa. Jest tam gdzieś?
– Tak. – Podała słuchawkę Joemu. – Mark Grunard do ciebie.
Usiadła i obserwowała jego twarz, gdy rozmawiał z Markiem. Bez wyrazu. Jak zwykle. Wszystko wróciło do normy.
– Jedzie tu. – Joe odłożył słuchawkę. – Chce być na miejscu na wypadek, gdyby działo się coś interesującego.
– Powiedział, że zawarliście umowę.
– Tylko w ten sposób mogłem z niego wyciągnąć, dokąd pojechałaś. Zadzwoniłem do niego, kiedy się dowiedziałem o tym domu.
– Nie pytając mnie?
– A ty mnie pytałaś, gdy uciekałaś z miasta? Zawarłbym pakt z samym diabłem, żeby cię znaleźć, Eve – dodał miękko. – Czy mam ci powiedzieć, co byłbym w stanie zrobić, żeby cię zatrzymać?
Słowa padły znienacka, zaskakujące, niepokojące.
– Nie chcę…
– Tak właśnie myślałem, że nie będziesz chciała wiedzieć. – Joe odwrócił się i podszedł do drzwi wyjściowych. – Na razie nie będę o tym mówił.
– Dokąd idziesz?
– Z powrotem na to pole. Ktoś musi go przypilnować. Eve spojrzała na niego rozszerzonymi oczyma.
– Sądzisz, że Don tam wróci?
– Jeśli cię obserwuje, wie, że znaleźliśmy grób.
– Nie będzie próbował ruszać ciała. Kiedyś powiedział, iż byłoby to z jego strony głupotą.
– To będę pilnował niepotrzebnie. Nie zaszkodzi.
– Jak długo tam zostaniesz?
– Dopóki Spiro rano się tam nie zjawi. Nie spodziewaj się mnie wcześniej niż…
– Pojadę z tobą.
– Idź spać, nikt cię nie zapraszał. – Otworzył drzwi. – To jest moja praca, Eve. Ty i Sarah wykonałyście wasze zadanie.
– To idiotyczne, abyś tam jechał po nocy, jeśli uważasz… – Mówiła w pustkę. Joego już nie było.
Jak śmiał tak ją zdenerwować, a potem jeszcze przerazić powrotem na grób Debby Jordan? I skąd mu przyszło do głowy, że Eve będzie w ogóle mogła zasnąć? Przesiedzi całą noc, wyobrażając go sobie samego na polu.
Właśnie że pójdzie spać. Nie będzie o nim myśleć. Niech ryzykuje, że Don wróci i tam się na niego natknie. Dobrze mu tak! Choć pewno by się ucieszył na widok tego skurwysyna. Załatwiłby go ciosami karate, tak jak Lopeza, i zostawił na pastwę losu.
Serce waliło jej z całej siły. Koniec z tym. Nie będzie o nim myśleć.
Pójdzie spać.
Joe siedział kilka metrów od miejsca oznaczonego jako grób. Kiedy podchodziła, czuła na sobie jego spojrzenie, ale nie widziała w ciemności wyrazu jego twarzy. Przypuszczalnie nie było na niej żadnego wyrazu. Na ogół musiała bacznie mu się przyglądać, aby zauważyć najmniejsze drgnienie powieki lub wykrzywienie warg i wiedzieć, jak się czuje.
Choć ostatnio raczej nie ukrywał swoich uczuć.
– Spodziewałem się ciebie – powiedział Joe, poklepując ziemię przy sobie. – Siadaj.
– Sama się nie spodziewałam, że się tu znajdę. – Usiadła i objęła kolana rękami. – Mówiłam, że Don nie przyjedzie.
– Ale nie mogłaś pozwolić, abym samotnie ryzykował.
– Jesteś moim przyjacielem… czasami.
– Zawsze. Nie powinnaś była sama tu przyjeżdżać.
– Nigdy nie jestem sama. Jechał za mną jeden z ochroniarzy.
– I tylko z tego powodu czuję odrobinę wdzięczności dla Logana.
– Jest porządnym człowiekiem.
– Bez komentarza.
W milczeniu wpatrywała się w czerwoną flagę oznaczającą grób. Czy jesteś tu, Debby Jordan? Mam nadzieję, że tak. Mój Boże, mam nadzieję, że wrócisz do domu.
– Miała dwoje dzieci?
– Dwóch małych synków. Gazety pisały, że niczego jej do szczęścia nie brakowało. Dobre małżeństwo, rodzina, przyjaciele. Była dobrym człowiekiem i starała się dobrze żyć. Pewnego dnia wyszła z domu i więcej nie wróciła. Bez ostrzeżenia. Bez powodu. Don ją zobaczył i postanowił zabić. – Potrząsnęła głową. – To jest najbardziej przerażające. Możesz żyć jak najlepiej i jak najuczciwiej i to nie ma żadnego znaczenia. Zostajesz przypadkową ofiarą szaleńca, który zabiera wszystko. To nie jest sprawiedliwe.
– Dlatego musimy żyć tak, jakby to był nasz ostatni dzień, i nie zamykać się przed innymi.
Teraz nie mówił już o Debby Jordan.
– Ja się nie zamykam. Wybieram z życia, co chcę.
– Powinnaś rozszerzyć wybór. Masz dość ograniczone życie.
– Jestem z niego zadowolona.
– Bzdura.
– Cholera, dlaczego chcesz nagle wszystko zmieniać?
– Bo ja też jestem egoistą. Chcę więcej.
– Nie mogę… Nie chcę…
– Seksu?
Zesztywniała. To był jedyny temat, o którym nie zamierzała dyskutować. Poprzedniej nocy, leżąc w łóżku, usiłowała wielokrotnie i bez powodzenia odepchnąć go od siebie psychicznie.
– Myślę, że pragniesz seksu – powiedział, nie patrząc na nią. – Od śmierci Bonnie nie miałaś zbyt wielu okazji. W każdym razie nie zdarzyło ci się nic, co by się liczyło. Nie pozwalałaś, aby te przygody zmieniały się w coś poważniejszego. To przeszkadzałoby ci w pracy.
Nigdy dotąd Joe nie rozmawiał z nią o jej przelotnych romansach. Nie miała pojęcia, iż w ogóle o nich wiedział.
– Nadal stawiam pracę na pierwszym miejscu.
– Więc będziesz musiała jakoś to łączyć – rzekł niemal zdawkowo. – Ponieważ jestem tu i mówię całkiem poważnie. Przyglądałem się i czekałem. Nauczyłem się kontrolować zazdrość, gniew i rozpacz. Nigdy nie próbowałem powstrzymywać cię od spotkania z innymi mężczyznami, gdyż wiedziałem, że każda taka okazja pomaga ci się pozbierać. Ode mnie potrzebowałaś czegoś innego. I dostałaś to.
– Joe…
– Wszystko, co robiłem, odkąd cię spotkałem, koncentrowało się wokół twojej osoby. Stałaś się środkiem mojego życia. Nie wiem, dlaczego. Nigdy tego nie chciałem. – Wreszcie odwrócił się i spojrzał na Eve. – Jeśli mogłabyś rozejrzeć się wokół, zapomnieć na chwilę o Bonnie i tych wszystkich zaginionych dzieciach, przekonałabyś się, że ja także jestem prawie środkiem twego życia.