Выбрать главу

Lecz Choiseul najwyraźniej przywykł do podobnych sytuacji i wysłuchał opowieści z przyjazną miną, choć jej w żaden sposób nie skomentował. Kiedy Sutton zaczął z niejakim zadowoleniem rozwodzić się na temat francuskiej porażki, Laurence szybko zapytał, co Choiseul będzie robił w kryjówce.

— Rozumiem, że jest tu szkoląca się formacja, z którą Praecursoris i ja mamy ćwiczyć, by przygotować się do roli zmienników, gdyby zaszła taka potrzeba — rzekł Choiseul. — Celeritas liczył także na to, że Praecursoris może okazać się pomocny w ulepszeniu manewrów zespołowych waszych najcięższych smoków: już prawie od czternastu lat latamy w formacji.

Ich rozmowę zagłuszył gwałtowny trzepot skrzydeł, jako że pierwsza czwórka zakończyła posiłek i na żerowisko wezwano pozostałe smoki. Temeraire i Praecursoris wznieśli się w powietrze i spróbowali przysiąść na tym samym wygodnym skalnym występie nieopodal. Laurence zobaczył zaskoczony, że Temeraire obnaża zęby i stawia krezę, żeby odpędzić starszego smoka.

— Proszę mi wybaczyć — rzucił pospiesznie, odszedł w inne miejsce, wołając Temeraire’a, i z ulgą zobaczył, że smok opuszcza skalny występ i podąża za nim.

— I tak bym do ciebie przyleciał — powiedział Temeraire, jakby z lekkim wyrzutem, i mrużąc oczy spojrzał na Praecursorisa, który rozsiadł się wygodnie na zdobytej półce i rozmawiał cicho ze Choiseulem.

— Są tu gośćmi, więc ustępowanie im miejsca jest jedynie oznaką grzeczności — powiedział Laurence. — Nie miałem pojęcia, że jesteś taki zawzięty na punkcie pierwszeństwa, mój drogi.

Temeraire wbił pazury w ziemię.

— Nie jest większy ode mnie — powiedział. — I nie jest Longwingiem, więc nie potrafi pluć trucizną, a w Anglii nie ma smoków, które zieją ogniem. Nie rozumiem, dlaczego miałby być lepszy ode mnie.

— Nie jest ani trochę lepszy od ciebie — odparł Laurence, głaszcząc napiętą łapę smoka. — Pierwszeństwo to tylko formalna sprawa, a ty jak najbardziej masz prawo jeść z innymi smokami. Jednakże nie bądź kłótliwy, proszę cię. Oni uciekli z kontynentu, żeby nie służyć Bonapartemu.

— Tak? — Kreza Temeraire’a opadła powoli na jego kark, on zaś spojrzał na obcego smoka z większym zainteresowaniem. — Ale mówią po francusku. Skoro są Francuzami, to dlaczego boją się Bonapartego?

— Jako rojaliści pozostają wierni Burbonom — wyjaśnił Laurence. — Uciekli, kiedy jakobini skazali króla na śmierć. Niestety przez jakiś czas we Francji było okropnie i choć Bonaparte przynajmniej nie obcina ludziom głów, to w ich oczach wcale nie jest lepszy. Zapewniam cię, że nienawidzą go bardziej niż my.

— Przepraszam, jeśli zachowałem się nieuprzejmie — mruknął Temeraire, po czym wyprostował się i zwrócił do Praecursorisa: — Veuillez m’excuser, si je vous ai derange — powiedział ku zdumieniu Laurence’a.

Praecursoris odwrócił się w jego stronę.

— Mais non, pas du tout — odpowiedział łagodnie i skłonił łeb. — Permettez que je vous presente Choiseul, mon capitaine — dodał.

— Et voici Laurence, le mien — rzekł Temeraire. — Laurence, ukłoń się, proszę — mruknął cicho, bo ten stał jak wryty.

Laurence pospiesznie wykonał ukłon. Oczywiście nie mógł przerwać ceremonii oficjalnego przedstawienia, lecz rozpierała go ciekawość, tak więc gdy tylko ruszyli w stronę jeziora, na kąpiel, zapytał:

— Skąd, u licha, znasz francuski? Temeraire spojrzał na niego.

— Jak to? Czy mówienie po francusku jest czymś bardzo niezwykłym? To nie było takie trudne.

— Ale wyjątkowo dziwne. O ile wiem, nie słyszałeś dotąd ani słowa po francusku, a już na pewno nie z moich ust, bo ja ledwo potrafię wydusić z siebie bonjour — rzekł Laurence.

— Nie dziwi mnie, że zna francuski — powiedział Celeritas, kiedy Laurence zapytał go o to później na dziedzińcu ćwiczebnym. — Raczej zaskakujące jest to, że nigdy wcześniej nie słyszałeś, żeby się nim posługiwał. Chcesz powiedzieć, że Temeraire nie mówił po francusku, kiedy się wykluł? Od razu odezwał się po angielsku?

— Tak — odpowiedział Laurence. — Przyznam, że zdziwiło nas tylko to, iż zaczął mówić tak szybko. Czy to coś niezwykłego?

— Nie to, że zaczął mówić; uczymy się języka, kiedy jesteśmy jeszcze w jaju — wyjaśnił Celeritas. — A skoro przebywał na pokładzie francuskiego okrętu parę miesięcy przed wykluciem, to nie dziwię się, że nauczył się tego języka. Za to zdumiewa mnie fakt, że był w stanie wysławiać się po angielsku po zaledwie tygodniowym pobycie na waszym okręcie. I mówił płynnie?

— Od samego początku — powiedział Laurence, zadowolony z nowo odkrytego przejawu niezwykłych talentów Temeraire’a. — Wciąż mnie zaskakujesz, mój drogi — dodał i poklepał Temeraire’a po karku, na co ten odpowiedział pomrukiem zadowolenia.

Lecz Temeraire w dalszym ciągu był trochę rozdrażniony, zwłaszcza w obecności Praecursorisa. Nie demonstrował otwartej wrogości ani jakiejś szczególnej niechęci, lecz wyraźnie starał się pokazać, że jest równy starszemu smokowi, szczególnie kiedy Celeritas dołączył Chanson-de-Guerre’a do ich manewrów.

Praecursoris nie prezentował w powietrzu, co Laurence zauważył z pewnym zadowoleniem, takiej płynności ruchów czy wdzięku jak Temeraire, ale nadrabiał to dużym doświadczeniem, tak więc wraz z Choiseulem znał już i opanował wiele manewrów grupowych. Temeraire nabrał jeszcze większego zapału do pracy. Czasem Laurence wychodził po kolacji i napotykał go nad jeziorem, gdzie smok latał sam, ćwicząc manewry, które wcześniej wydawały mu się tak nudne, a kilka razy prosił nawet, żeby potrenowali dłużej kosztem czasu przeznaczonego na czytanie. Ćwiczyłby każdego dnia aż do całkowitego wyczerpania, gdyby Laurence go nie powstrzymywał.

Wreszcie Laurence udał się po radę do Celeritasa, licząc na to, że znajdzie jakiś sposób na uspokojenie Temeraire’a albo może namówi instruktora na rozdzielenie obu smoków. Lec? Celeritas wysłuchał go i odpowiedział ze spokojem:

— Kapitanie Laurence, myśli pan głównie o szczęściu swojego smoka. I tak powinno być, lecz mnie interesuje przede wszystkim jego szkolenie i potrzeby Korpusu. Czy twierdzi pan, że pański smok nie czyni szybkich postępów i nie podnosi swoich umiejętności od momentu przybycia Praecursorisa?

Laurence wbił w niego wzrok; myśl, że Celeritas celowo sprowokował rywalizację, by zachęcić Temeraire’a do pracy, najpierw go zaskoczyła, a potem wydała mu się niemal obraźliwa.

— Sir, Temeraire zawsze był chętny do pracy i zawsze się przykładał — zaczął ze złością i zamilkł tylko dlatego, że Celeritas prychnął.

— Wolnego, kapitanie — powiedział instruktor surowo, choć i z rozbawieniem. — Nie obrażam go. Rzecz w tym, że on jest trochę zbyt inteligentny, aby być idealnym członkiem formacji. W innych okolicznościach wyznaczylibyśmy mu rolę dowódcy albo niezależnego smoka, w której z pewnością znakomicie by się spisał. Lecz w tej sytuacji, ze względu na jego wagę, musi pozostać w formacji, a to oznacza, że powinien opanować rutynowe manewry, które same w sobie nie przyciągają jego uwagi. To rzadka przypadłość, ale już się z nią spotkałem i nie mam wątpliwości co do symptomów.

Laurence na nieszczęście nie mógł przedstawić żadnego kontrargumentu; wszystko, co powiedział Celeritas, było szczerą prawdą. Widząc, że Laurence nie zamierza dyskutować, instruktor mówił dalej:

— Ta rywalizacja dodaje pikanterii, która pozwala zwalczyć naturalne uczucie nudy, która niebawem zamieniłaby się we frustrację. Zachęcaj go, chwal, zapewniaj o twoim uczuciu, a wtedy drobne sprzeczki z innym samcem z pewnością mu nie zaszkodzą, bo jest to coś zupełnie naturalnego w jego wieku, a lepiej, żeby handryczył się z Praecursorisem niż Maksimusem, bo ten pierwszy jest na tyle dorosły, żeby nie brać tego poważnie.