Выбрать главу

Laurence nie potrafił wykrzesać z siebie tyle optymizmu; Celeritas nie widział, jak Temeraire się przejmuje. Z drugiej strony nie można było zaprzeczyć, że Laurence’em kierowały pobudki egoistyczne: bardzo mu się nie podobało, że Temeraire tak szaleje. Ale oczywiście musiał się zahartować, jak wszystkie smoki.

Tutaj, na spokojnej północy pełnej zieleni, łatwo było zapomnieć, że Wielka Brytania znajduje się w wielkim niebezpieczeństwie. Villeneuve i francuska flota wciąż grasowali; według meldunków Nelson ścigał ich aż do Indii Zachodnich, lecz znowu mu się wymknęli i teraz desperacko szukał ich na Atlantyku. Villeneuve niewątpliwie zamierzał spotkać się z flotą z Brestu, a potem opanować kanał w okolicy Dover; Bonaparte zgromadził wzdłuż wybrzeża francuskiego dużą liczbę transportowców, które tylko czekają na wyrwę w obronie kanału, by przerzucić ogromną armię.

Laurence brał udział w blokadzie przez wiele miesięcy i wiedział, jak trudno jest utrzymać dyscyplinę przez kolejne, równie nudne dni, kiedy nie pojawia się wróg. Większe towarzystwo, bardziej rozległy krajobraz, książki, rozrywki wszystkie te rzeczy uprzyjemniały mu dotąd szkolenie, lecz teraz zrozumiał, że w pewnym sensie są równie zdradliwe jak monotonia.

Tak więc skłonił tylko głowę i powiedział:

— Rozumiem intencje, sir, i dziękuję za wyjaśnienia.

Jednak powrócił do Temeraire’a, wciąż uważając, że powinien powściągnąć jego niemal obsesyjne pragnienie ćwiczeń i w miarę możliwości znaleźć inny sposób zainteresowania smoka manewrami.

Te właśnie okoliczności podsunęły mu pomysł, aby zacząć wyjaśniać Temeraire’owi taktykę walki grupowej. Robił to bardziej ze względu na smoka niż siebie samego, licząc na to, że wzbudzi jego intelektualne zainteresowanie manewrami. Ale Temeraire bez trudu pojął teorię manewrów i niebawem ich lekcje zamieniły się w prawdziwe dyskusje, tak samo cenne dla Laurence’a jak dla smoka, które w zupełności rekompensowały mu ograniczony udział w dyskusjach w gronie kapitanów.

Razem opracowali serię własnych manewrów, w których wykorzystali niezwykłe zdolności Temeraire’a i które można było włączyć w wolniejsze i bardziej metodyczne sekwencje manewrowe formacji. Sam Celeritas wspominał wcześniej o obmyśleniu takich manewrów, lecz wobec naglących potrzeb zgrania formacji odłożył tę sprawę na przyszłość.

Laurence znalazł na strychu stary stół lotów, z pomocą Hollina naprawił zepsutą nogę i ustawił go na polance Temerairea, z ciekawością obserwującego przygotowania. Całość przypominała dużą dioramę z okratowaniem u góry. Laurence nie miał figurek smoków w odpowiedniej skali, które mógłby na niej umieścić, lecz zamiast nich posłużył się wystruganymi i pomalowanymi kawałkami drewna, które zawiesił na nitkach, dzięki czemu powstały trójwymiarowe pozycje.

Temeraire od razu wykazał intuicyjne wyczucie powietrznych manewrów. Potrafił w jednej chwili ocenić, czy manewr jest wykonalny czy nie, i przedstawić elementy, które należało wprowadzić, aby go usprawnić; najczęściej to on był pomysłodawcą nowego manewru. Z kolei Laurence potrafił lepiej ocenić względną militarną wartość różnych pozycji i zaproponować zmiany, które by je wzmocniły.

Ich głośne i ożywione dyskusje z czasem przyciągnęły uwagę pozostałych członków załogi. Najpierw Granby zapytał nieśmiało, czy może poobserwować, a kiedy Laurence wyraził zgodę, niebawem zjawił się też drugi porucznik, Evans, i wielu skrzydłowych. Ich wieloletnie doświadczenie dało im podstawy i wiedzę, której brakowało Temeraire’owi i Laurence’owi, tak więc liczne sugestie pozwalały jeszcze lepiej dopracować plany.

— Sir, pozostali członkowie załogi poprosili, żebym zaproponował wykonanie niektórych nowych manewrów — zwrócił się do niego Granby po kilku tygodniach prac nad projektem. — Chętnie poświęcimy kilka wieczorów; byłoby niedobrze, gdybyśmy nie spróbowali pokazać, co potrafimy.

Laurence był głęboko poruszony nie tylko ich entuzjazmem, lecz także faktem, że Granby i reszta załogi także gorąco pragnęli, żeby doceniano i zaakceptowano Temeraire’a. Bardzo go cieszyło, że inni są tak samo dumni ze smoków jak on.

— Jeśli zbierzemy dość ludzi jutro wieczorem, to możemy spróbować — odpowiedział Laurence.

Wszyscy, począwszy od trzech gońców, byli na miejscu dziesięć minut przed czasem. Laurence zlustrował ich nieco rozbawionym spojrzeniem, kiedy wraz z Temeraire’em wrócił znad jeziora. Dopiero teraz, kiedy czekali w szeregu, zdał sobie sprawę, że zawsze stawiają się w pełnym umundurowaniu, nawet w wypadku obecnych zaimprowizowanych ćwiczeń. Członkowie innych załóg przychodzili często na treningi bez mundurów czy krawatów, szczególnie podczas niedawnych upałów, dlatego zachowanie własnych ludzi odebrał jako wyraz uznania dla swoich przyzwyczajeń.

Także pan Hollin i załoga naziemna czekali w pogotowiu; mimo iż podniecony Temeraire trochę się wiercił, szybko założyli mu uprząż bojową i zaraz potem załoga powietrzna ruszyła na miejsca.

— Wszyscy obecni i przypięci, sir — zameldował Granby, zajmując pozycję startową na prawym barku Temeraire’a.

— Dobrze. Temeraire, na początek standardowy patrol przy dobrej pogodzie, a potem na mój sygnał zmodyfikowana wersja — powiedział Laurence.

Temeraire skinął głową i rozpromieniony wzbił się w powietrze. Był to najprostszy z ich nowych manewrów i Temeraire nie miał z nim najmniejszych problemów; za to trudności nastręczy przystosowanie załogi, co Laurence zauważył od razu kiedy Temeraire wyszedł z ostatniego korkociągu i wrócił do standardowej pozycji. Strzelcy chybili co najmniej połowę celów i na bokach Temeraire’a widniały plamy po lekko obciążonych workach z popiołem imitujących bomby, które go uderzyły, zamiast spaść w dół.

— No cóż, panie Granby, mamy przed sobą sporo pracy, zanim będziemy mogli się pochwalić — powiedział Laurence, a porucznik z żalem pokiwał głową.

— Tak, sir. Może na początek niech Temeraire leci trochę wolniej? — zasugerował Granby.

— Musimy chyba też poprawić koordynację — rzekł Laurence, przyglądając się uważnie śladom popiołu. — Nie możemy rzucać bomb podczas tych szybkich skrętów, bo nie będziemy mieli pewności, czy go nie trafimy. Tak więc trzeba robić przerwy: odczekamy i zrzucimy bomby z jednej strony, jakbyśmy oddawali salwę burtową, kiedy będzie latał w poziomie. Ryzyko pudła będzie większe, ale na takie ryzyko możemy sobie pozwolić, na inne nie.

Temeraire wykonał powoli pętlę, a topmani i bellmani pospiesznie przygotowali sprzęt bombardierski. Kiedy powtórzyli manewr, Laurence zobaczył, że wszystkie worki spadły, nie zostawiając żadnych śladów na bokach smoka. Także strzelcy, wyczekawszy na poziomy odcinek lotu, poprawili celność i po kilku następnych próbach Laurence z zadowoleniem przyjął wyniki.

— Jeśli uda nam się zrzucić z powodzeniem cały zapas bomb i osiągnąć osiemdziesięcioprocentową celność ognia karabinowego podczas tego i czterech następnych nowych manewrów, uznam, że możemy stawić się u Celeritasa — oświadczył, kiedy już zeszli na ziemię, a załoga naziemna zdejmowała uprząż z Temeraire’a i czyściła go. — Uważam to za jak najbardziej możliwe; panowie, spisaliście się doskonale.

Dotąd Laurence skąpił pochwał, bo nie chciał, żeby wyglądało na to, iż zabiega o względy załogi, teraz jednak uznał, że ani trochę nie przesadza, i z radością obserwował entuzjastyczną reakcję oficerów. Wszyscy jak jeden byli chętni do dalszych ćwiczeń, a kiedy upłynęły kolejne cztery tygodnie, Laurence rzeczywiście zaczął myśleć, że są gotowi do występu przed szerszą publicznością, lecz kto inny podjął za niego decyzję.