Выбрать главу

Mężczyźni śmiali się i tupali nogami, choć zapewne każdy z nich wielokrotnie już słyszał wcześniej tę pieśń, i domagali się kolejnych historii. Opowieść o Marze miała zawsze dobrą publiczność, z wyjątkiem, być może, samych królów.

Schodząc ze stołu, Thom znów niemalże upadł; szedł w stronę stołu Mata, krokiem nazbyt niepewnym, aby dawał się wytłumaczyć tylko zesztywnieniem nogi. Ostrożnie położył harfę na stole, opadł na stołek przy drugim kuflu i wpatrzył się w Mata spojrzeniem bez wyrazu. Jego wzrok, zwykle ostry i świdrujący, obecnie był rozbiegany.

— Potoczny — wymruczał. Głos Thoma, chociaż wciąż głęboki, już nie niósł się echem jak dawniej. — Ta opowieść jest sto razy lepsza, gdy wygłasza się ją prostym stylem, a tysiąc razy lepsza w stylu wzniosłym, ale oni chcieli potocznego.

Bez dalszych słów zajął się swoim winem.

Mat nie mógł przypomnieć sobie, by kiedykolwiek widział, żeby Thom, skończywszy grać na harfie, nie włożył jej natychmiast do skórzanego futerału. Nigdy też nie spotkał go tak podchmielonego. Dlatego z ulgą przyjął skargi barda na słuchaczy — Thom zawsze uważał ich gusta za znacznie bardziej pospolite od swoich. Przynajmniej to jedno nie uległo zmianie.

Dziewczyna służebna pojawiła się znowu, tym razem już nie mrugała oczami.

— Och, Thom — powiedziała miękko, potem zwróciła się do Mata. — Gdybym wiedziała, że to jest przyjaciel, na którego czekasz, nigdy nie przyniosłabym dla niego wina. Nawet gdybyś mi dawał sto srebrnych groszy.

— Nie wiedziałem, że jest pijany — zaprotestował Mat.

Ale ona znów patrzyła na Thoma, jej głos był znowu delikatny.

— Thom, potrzebujesz odpoczynku. Jeśli im pozwolisz, zmuszą cię, byś opowiadał swe historie przez całą noc i cały dzień.

Z drugiej strony obok Thoma stanęła następna kobieta. Ściągnęła fartuch przez głowę. Starsza od pierwszej, lecz równie piękna. Mogłyby być siostrami.

— Piękna pieśń, zawsze uważałam, Thom, że wykonujesz ją cudownie. Chodź, ogrzałam ci już łóżko, będziesz mógł opowiedzieć mi o dworze w Caemlyn.

Tom wpatrywał się w kufel, jakby zaskoczony, że znajduje w nim tylko pustkę, potem, szarpiąc wąsa, przenosił swe spojrzenie od jednej kobiety do drugiej.

— Piękna Mada. Piękna Saal. Czy kiedykolwiek mówiłem wam, że kochały mnie w życiu dwie piękne kobiety? To więcej niż niejeden mężczyzna może o sobie powiedzieć.

— Wszystko to wiemy, wspominałeś nam o tym, Thom — ze smutkiem powiedziała starsza. Młodsza patrzyła na Mata, jakby on wszystkiemu zawinił.

— Dwie — wymamrotał Thom. — Morgase była popędliwa, ale wydawało mi się, że nie muszę zwracać na to uwagi, dopóki na koniec nie zapragnęła mnie zabić. Denę sam zabiłem. To bez znaczenia. Żadnej różnicy. Miałem dwie szanse, to więcej niż pozostali, i obydwie zaprzepaściłem.

— Zaopiekuję się nim — odezwał się Mat. Mada i Saal równocześnie spojrzały na niego. Uśmiechnął się do nich swym najbardziej sympatycznym uśmiechem, ale to nie wywarło na nich żadnego wrażenia. W żołądku zaburczało mu głośno. — Czy to co czuję, to nie przypadkiem zapach pieczonego kurczęcia? Przynieście mi trzy lub cztery.

Dwie kobiety zamrugały oczami i wymieniły zaskoczone spojrzenia, kiedy dodał:

— Chcesz coś zjeść, Thom?

— Miałbym ochotę jeszcze na odrobinę tego znakomitego andorańskiego wina. — Bard z nadzieją uniósł swój kufel.

— Nie dostaniesz dziś już ani odrobiny wina, Thom. Starsza kobieta próbowała odebrać mu kufel.

Młodsza, przerywając prawie w pół słowa starszej, dodała tonem stanowczym i błagalnym zarazem:

— Dostaniesz kurczaka, Thom. Jest znakomity.

Żadna nie odeszła od stołu, dopóki bard nie zgodził się wreszcie zjeść czegoś, a kiedy poszły po zamówiony posiłek, obdarzyły Mata taką kombinacją spojrzeń i westchnień, że mógł jedynie potrząsnąć głową.

„Niech sczeznę, jeśli zachęcałem go do picia! Kobiety! Ale obie mają tak Śliczne oczy. . .”

— Rand powiedział mi, że żyjesz — zwrócił się do Thoma, gdy obie służące oddaliły się dostatecznie, by go nie słyszeć. — Moiraine zawsze uważała, że tak jest. Ale słyszałem, iż byłeś w Cairhien, a teraz masz zamiar udać się do Łzy.

— Rand wciąż ma się dobrze, więc? — Spojrzenie Thoma nabrało ostrości, stając się niemal tak przenikliwe jak dawniej. — Tego się raczej nie spodziewałem. Moiraine wciąż jest z nim, nieprawdaż? Piękna kobieta. W ogóle porządna, gdyby nie to, że Aes Sedai. Kiedy zadajesz się z kimś takim, to może się to skończyć czymś o wiele gorszym niż zwykłe poparzenie palców.

— Dlaczego sądziłeś, że Rand może być w niebezpieczeństwie? — zapytał ostrożnie Mat. — Czy wiesz o czymś, co mogłoby mu grozić?

— Czy wiem? Ja niczego nie wiem, chłopcze. Podejrzewam więcej, niż jest to dla mnie bezpieczne, ale nie wiem nic.

Mat postanowił porzucić ten temat.

„Żadnego pożytku z utwierdzania go w tych podejrzeniach. Upewnianie go, że wiem więcej, niż powinienem, nie przyniesie mi nic dobrego.”

Starsza kobieta — Thom mówił do niej: Mada — wróciła, niosąc trzy kurczaki ze spieczoną, brązową skórką. Obdarzyła siwowłosego mężczyznę spojrzeniem pełnym zatroskania, Mata zaś wzrokiem, w którym zamigotało ostrzeżenie, po czym ponownie oddaliła się. Mat oderwał udko i nie przerywając rozmowy, zaczął je obgryzać. Thom spod zmarszczonych brwi wpatrywał się w swój kufel, nie poświęcając pieczonym ptakom ani odrobiny uwagi.

— Dlaczego przyjechałeś tutaj, do Tar Valon, Thom? To jest ostatnie miejsce, w którym spodziewałbym się ciebie spotkać, biorąc pod uwagę uczucia, jakie żywisz do Aes Sedai. Słyszałem, że zarabiałeś grube pieniądze w Cairhien.

— Cairhien — wymruczał stary bard, jego oczy na powrót straciły ostry wyraz. — Zabicie człowieka przysparza wiele kłopotów, nawet jeśli tamten sobie na to zasłużył.

Szybki ruch ręką i w dłoni błysnął nóż. Thom zawsze nosił noże poukrywane w zakamarkach odzieży. Mimo że był już bardzo pijany, ostrze trzymał pewnie.

— Zabij człowieka, który sobie na to zasłużył, a może się zdarzyć, że zapłacą za to inni. Pytanie brzmi: co w ogóle warto robić? Zawsze istnieje równowaga, sam wiesz. Dobro i zło. Światłość i Cień. Nie bylibyśmy ludźmi, gdyby nie ta równowaga.

— Zostawmy to — wymamrotał Mat z pełnymi ustami. — Nie chcę rozmawiać o zabijaniu.

„Światłości, ten człowiek wciąż tam leży na ulicy. Niech sczeznę, powinienem już być na pokładzie statku.”

— Zwyczajnie zapytałem, dlaczego przyjechałeś do Tar Valon. Jeżeli musiałeś opuścić Cairhien, ponieważ zabiłeś kogoś, to nic nie chcę o tym wiedzieć. Krew i popioły, jeśli wino do tego stopnia zamroczyło ci umysł, że nie potrafisz mówić sensownie, odchodzę.