Выбрать главу

Brzmiało to jak coś zbliżonego do Małego z Kocami na Grzbiecie, ale jego umysł nazwał zwierzę imieniem, pod którym znali je ludzie.

„Jesteś zbyt młody, zbyt nowy.”

— Czy to było prawdziwe?

„Wszystko, co można zobaczyć jest prawdziwe, a także to czego nie można.”

Wyglądało na to, że Skoczek nie ma zamiaru powiedzieć nic więcej.

— Skoczek, jak się tutaj dostałeś? Widziałem jak umierasz. Czułem, że umierasz!

„Wszyscy są tutaj. Wszyscy bracia i siostry, którzy są, którzy byli, którzy będą.”

Perrin wiedział, że wilki nie śmieją się, ale przez moment miał wrażenie, jakby pysk Skoczka rozciągnął się w charakterystycznym grymasie.

„Tutaj szybuję jak orzeł.”

Wilk przysiadł i potem skoczył wysoko w powietrze. Unosiło go coraz wyżej i wyżej, aż wreszcie zmienił się w małą plamkę na niebie. Pozostała po nim tylko ostatnia myśclass="underline"

„Szybować.”

Perrin patrzył w ślad za nim z ustami otwartymi ze zdumienia.

„Udało mu się.”

Oczy zaczęły go szczypać, odkaszlnął i potarł nos.

„Następnym razem rozpłaczę się jak dziewczyna.”

Nie myśląc, rozejrzał się wokół siebie, czy nikt go nie obserwuje, a wtedy wszystko uległo gwałtownej przemianie.

Stał na pagórku, wokół rozciągała się cienista, niewyraźna gmatwanina wzniesień i uskoków. Zdawały się dziwnie szybko ginąć w oddali. Rand stał poniżej. Rand, a wokół niego zaciskał się poszarpany krąg Myrddraali oraz mężczyzn i kobiet, na których wzrok jakby nie mógł się zatrzymać. Psy wyły w oddali, Perrin wiedział, że na coś polują. Woń Myrddraali i zapach palonej siarki przesycały powietrze. Perrin poczuł jak jeżą mu się włosy na karku.

Krąg złożony z Myrddraali i ludzi zaciskał się coraz bardziej, wszyscy poruszali się jakby we śnie. A Rand zaczął ich zabijać. Kule ognia wyleciały z jego dłoni i pochłonęły dwóch. Błyskawica runęła z góry i wypaliła innych. Wstęgi Światła, niczym rozgrzany do białości metal, uderzyły z jego pięści na pozostałych. Ale ci, którzy przeżyli, nie przestawali się powoli zbliżać, jak gdyby nic się nie stało. Ginęli jeden po drugim, aż nie został nikt. Wtedy Rand padł na kolana, ciężko dysząc. Perrin nie wiedział, czy tamten śmieje się, czy płacze, wyglądało to tak, jakby zawładnęło nim i jedno, i drugie uczucie.

Wśród wzniesień pojawiły się kolejne kształty, nadchodzili nowi ludzie, nowe Myrddraale, wszyscy zmierzali w stronę Randa.

Perrin przyłożył dłonie do ust.

— Rand! Rand, nadchodzą następni!

Rand spojrzał na niego, skulił się jakby w sobie i warknął; pot spływał mu po twarzy.

— Rand, nadchodzą. . .

— Sczeźnij! — zawył Rand.

Światłość wypaliła Perrinowi oczy i ból zagłuszył wszystko.

Jęcząc zwinął się w kłębek na wąskim łóżku, jasność wciąż płonęła pod powiekami. Bolało go w piersiach. Podniósł dłoń i aż skrzywił się, kiedy wyczuł oparzelinę pod koszulą, nie większą od srebrnej monety.

Ostrożnie, powoli, prawie przemocą rozluźniał skurczone mięśnie, aż wreszcie mógł wyprostować nogi i legł płasko w wąskiej kabinie.

„Moiraine. Tym razem muszę opowiedzieć Moiraine. Poczekam tylko, aż ból trochę minie.”

Ale kiedy ból zaczął mijać, zwyciężyło zmęczenie. Ledwie pomyślał o tym, żeby wstać, sen otulił go znowu.

Kiedy ponownie otworzył oczy, leżał, wpatrując się w belki sufitu. Światło w szparach między drzwiami a framugą oznaczało, że nadszedł już ranek. Przyłożył dłoń do piersi, aby upewnić się, że wszystko tylko sobie wyobraził, tak dobrze sobie wyobraził, że nawet teraz czuł oparzelinę. . .

Jego palce znalazły ranę.

„A więc jednak nie wyobraziłem sobie tego.”

Zachował niejasne wspomnienia kilku innych snów, które jednak rozwiały się, kiedy usiłował je sobie przypomnieć. Zwykłe sny. Czuł się dobrze, jakby spokojnie przespał całą noc.

„I mógłbym od razu przespać następną.”

Znaczyło to, że jednak może spać.

„Dopóki w pobliżu nie ma wilków.”

Pamiętał postanowienie, które powziął podczas krótkiego przebudzenia ze snu o Skoczku i po chwili zdecydował, że jest to decyzja słuszna.

Pukał do pięciu drzwi i przeklinał przy dwóch, mieszkańcy znajdujących się za nimi pomieszczeń zapewne byli na pokładzie, zanim wreszcie znalazł Moiraine. Była już całkowicie ubrana, ale wciąż siedziała ze skrzyżowanymi nogami na jednym z dwu wąskich łóżek, czytając przy świetle latarni swą księgę z notatkami. Jak dostrzegł, księga otwarta była blisko początku, notatki musiały więc pochodzić z czasu, zanim przybyła do Pola Emonda. Rzeczy Lana leżały schludnie ułożone na sąsiednim łóżku.

— Miałem sen — zaczął, a potem opowiedział jej wszystko po kolei. Dokładnie wszystko. Podniósł nawet koszulę, by pokazać małą, kolistą plamę na piersiach, czerwoną, z odchodzącymi od niej falistymi czerwonymi pręgami. Przedtem zatajał przed nią pewne rzeczy, i podejrzewał, że w przyszłości również może postępować podobnie, jednak ta sprawa była zapewne nazbyt ważna, by zatrzymać ją wyłącznie dla siebie. Nit jest najmniejszą częścią nożyczek i najłatwiejszą do wykonania, ale bez niego nożyczki nie przetną niczego. Kiedy skończył, stanął w milczeniu, czekając.

Jej twarz była pozbawiona wyrazu, tylko ciemne oczy zdradzały, jak dokładnie rozważa każde wypowiadane przezeń słowo, waży je, mierzy, unosi do światła. Potem siedziała dalej w tej samej pozycji, ale miał wrażenie, że teraz to on był badany, ważony i podnoszony do światła.

— A więc, czy to jest ważne? — na koniec nie wytrzymał. — Sądzę, że był to jeden z tych wilczych snów, o których mi mówiłaś. Jestem pewien, tak właśnie musiało być! Tylko powiedziałaś, że niektórzy z Przeklętych mogli się uwolnić, a on mówił do niej Lanfear i. . . To jest naprawdę ważne, czy stojąc tutaj, robię tylko z siebie głupca?

— Są kobiety — powiedziała powoli — które zrobiłyby wszystko, by cię poskromić, po usłyszeniu tego, co ja usłyszałam przed chwilą.

Nie mógł oddychać, czuł się tak, jakby płuca odmówiły mu posłuszeństwa.

— Nie oskarżam cię o zdolności do przenoszenia Mocy. — Kontynuowała po chwili, a lód w jego wnętrzu powoli zaczął się rozpuszczać. — Czy choćby nawet o zdolności do nauczenia się tego. Próba poskramiania nie wyrządziłaby ci najmniejszej krzywdy, pominąwszy okrutne traktowanie, jakie miałbyś do zawdzięczenia Czerwonym Ajah, zanim zdałyby sobie sprawę ze swej pomyłki. Tacy mężczyźni są tak nieliczni, że nawet Czerwone, opętane gorączką polowania, nie znalazły więcej niż trzech w ciągu ostatnich dziesięciu lat. Przynajmniej do czasu plagi fałszywych Smoków. Usiłuję ci uświadomić, że nie sądzę, abyś nagle zaczął przenosić Moc. Tego nie musisz się obawiać.

— Cóż, dziękuję przynajmniej za to — powiedział gorzko. — Nie musiałaś mnie śmiertelnie przerażać tylko po to, by mi powiedzieć, że nie muszę się niczego obawiać.

— Och, oczywiście, że masz się czego obawiać. A przynajmniej masz powody do zachowania daleko idącej ostrożności, jak cię przestrzegał wilk. Czerwone siostry, lub kto inny, mogłyby cię zabić, zanimby odkryły, że nie ma w tobie nic do poskramiania.

— Światłości! Światłości, spal mnie! — Wpatrywał się w nią spod zmarszczonych brwi. — Próbujesz wodzić mnie za nos, Moiraine, ale ja nie jestem głupim cielęciem i nie mam kółka w nosie. Czerwone Ajah, albo jakiekolwiek inne nie pomyślałyby o poskramianiu, jeśli w moich snach nie byłoby nic prawdziwego. Czy oznacza to, że Przeklęci są na wolności?

— Mówiłam ci już wcześniej, że jest to możliwe. Niektórzy z nich. Twoje. . . sny są czymś, czego nie oczekiwałam, Perrin. Śniący pisali o wilkach, ale tego się nie spodziewałam.