Выбрать главу

Nieda zastanawiała się przez chwilę.

— Może. Trudno o tym mówić. Młode paniątka zawsze przychodziły do doków na dziewuchy i hulankę, których nie mogli znaleźć tam, gdzie powietrze jest bardziej świeże. Być może teraz pojawiają się jeszcze częściej, gdyż zima była ciężka. To powoduje, że w mężczyznach jest więcej złości, zresztą w kobietach również. Cały ten deszcz i zimno. Cóż, dwukrotnie podczas zimy, kiedy obudziłam się rano, znalazłam lód w mojej miednicy. Nie było tak strasznie jak zeszłej zimy, rzecz jasna, ale taka jak tamta zdarza się raz na tysiąc lat. Przez nią nieomal uwierzyłam w opowieści podróżników o zamarzniętej wodzie spadającej z nieba.

Zachichotała, dając w ten sposób do zrozumienia, co myśli o tych historiach. Cienki dźwięk wydobywający się z tak wielkiego ciała sprawiał dziwne wrażenie.

Perrin potrząsnął głową.

„Ona nie wierzy w śnieg?”

Ale jeżeli taką pogodę nazywała chłodem, to jak miała weń wierzyć?

Moiraine skłoniła głowę w zamyśleniu, twarz zniknęła zupełnie w cieniu kaptura.

Dziewczyna na stole zaczęła kolejną zwrotkę, a Perrin zorientował się, że mimo woli wsłuchuje się w słowa. Nigdy nie słyszał o kobiecie, która robiłaby rzeczy choć trochę przypominające to, o czym śpiewała dziewczyna, ale brzmiało to interesująco. Zauważył, że Zarine obserwuje go podczas słuchania, starał się więc sprawiać wrażenie, że ma inne rzeczy na głowie.

— Co się zdarzyło niezwykłego w Illian ostatnimi czasy? — zapytała wreszcie Moiraine.

— Przypuszczam, że wybór lorda Brenda do Rady Dziewięciu mogłabyś nazwać niezwykłym — odrzekła Nieda. — Niech mnie fortuna okaleczy, nie przypominam sobie, żebym przed nadejściem zimy słyszała choćby raz jego imię, ale przybył do miasta z jakiejś miejscowości w pobliżu granicy murandiańskiej, jak głoszą plotki, i został wyniesiony w ciągu tygodnia. Powiadają także, że jest dobrym człowiekiem, najsilniejszym z Dziewięciu, mówią dalej, że wszyscy zgodzili się na jego nieformalne przywództwo, choć jest najmłodszy stażem i nie znany nikomu, ale czasami nawiedzają mnie dziwne sny na jego temat.

Moiraine już otworzyła usta — Perrin nie miał najmniejszych wątpliwości, że chciała poinformować tamtą, iż chodziło jej o kilka ostatnich nocy — ale zawahała się i zamiast tego powiedziała:

— Jakiego rodzaju dziwne sny, Nieda?

— Och, głupstwa, pani Mari. Zwykłe głupstwa. Naprawdę chcesz, żebym ci o nich opowiedziała? Śniłam o dziwnych miejscach, o lordzie Brendzie spacerującym po mostach zawieszonych nad ziemią. Te sny były całkowicie niejasne, ale powtarzały się co noc. Czy kiedykolwiek słyszałaś o czymś takim? Głupoty, okalecz mnie, fortuno! Jednak to jest dziwne. Bili powiada, że jemu też się to śniło. Sądzę, że słyszał jak opowiadałam mu moje sny i potem je powtarzał. Myślę, że Bili czasami bywa niezbyt błyskotliwy.

— Może jesteś wobec niego niesprawiedliwa — szepnęła Moiraine.

Perrin patrzył w ciemne rozcięcie kaptura. Moiraine wyglądała na wstrząśniętą, bardziej nawet niż wówczas, gdy dowiedziała się, iż w Ghealdan rzekomo objawił się nowy fałszywy Smok. Nie czuł od niej woni strachu, lecz. . . Moiraine była przerażona. To było znacznie bardziej okropne, niż kiedy się gniewała. Mógł wyobrazić sobie jej złość, nie potrafił dopuścić do siebie myśli, że mogłaby się bać.

— Straszne bzdury opowiadam — powiedziała Nieda, poprawiając włosy zwinięte na karku. — Jakby moje głupie sny mogły być ważne.

Zachichotała ponownie. Tym razem śmiech był trochę urywany. Ta myśl nie była już taka głupia jak wiara w śnieg.

— Wyglądasz na zmęczoną, pani Mari. Pokażę wam pokoje. A potem dobry posiłek ze świeżo złapanego czerwonopasa.

„Czerwonopas?”

To musi być jakaś ryba, pomyślał, czuł dobiegający z kuchni zapach przyrządzanej ryby.

— Pokoje — powiedziała Moiraine. — Tak. Weźmiemy pokoje. Posiłek może poczekać. Statki. Nieda, jakie statki odpływają stąd do Łzy? Wczesnym rankiem. Mam jeszcze coś do zrobienia tej nocy.

Lan spojrzał na nią i zmarszczył brwi.

— Do Łzy, pani Mari? — zaśmiała się Nieda. — Cóż, nie ma żadnego statku do Łzy. Mija już miesiąc, jak Dziewięciu zabroniło statkom pływać do Łzy, nie wpuszczają również do portu żadnych statków stamtąd, chociaż sądzę, że Lud Morza niewiele sobie robi z tych zakazów. Ale w przystani nie ma w tej chwili żadnych statków Ludu Morza. To też jest dziwne. Mam na myśli ten rozkaz Dziewięciu i całkowite milczenie króla w tej kwestii, król przecież zawsze protestował, jeśli zdarzało im się uczynić choćby krok bez jego zgody. Być może jednak i teraz nie było inaczej. Wszyscy mówią, że zapowiada się wojna z Łzą, ale rybacy i wozacy, którzy dostarczają zapasów dla armii, powiadają, iż żołnierze patrzą na północ, w kierunku Murandy.

— Splątane są ścieżki Cienia — powiedziała Moiraine napiętym głosem. — Zrobimy to, co okaże się konieczne. Pokoje, Nieda. A potem zjemy posiłek.

Pokój Perrina okazał się znacznie wygodniejszy niż można było się spodziewać, biorąc pod uwagę wygląd pozostałej części Borsuka. Łóżko było szerokie, a materac miękki. Drzwi pomieszczenia wykonano z powyginanych listew, a gdy otworzył okno, do środka powiała lekka bryza, niosąc ze sobą woń zatoki. Przy okazji poczuł także szereg zapachów z kanałów, wietrzyk stwarzał jednak przynajmniej jakąś iluzję chłodu. Powiesił swój płaszcz na drewnianym kołku, obok kołczanu i topora, łuk postawił w kącie. Postanowił nie wypakowywać toreb podróżnych i nie rozwijać koca. Noc mogła okazać się niespokojna.

Jeżeli wcześniej Moiraine wyglądała na lekko zaniepokojoną, to było to niewiele w porównaniu z tym, co czuła, kiedy oznajmiła, że coś trzeba będzie zrobić w nocy. Wtedy przez krótką chwilę otaczał ją tak wyraźny zapach strachu, jakby właśnie postanowiła włożyć dłonie do gniazda szerszeni i pozabijać je wszystkie gołymi rękami.

„O co jej, na Światłość, chodzi? Jeżeli Moiraine jest przestraszona, ja powinienem chyba być sparaliżowany trwogą.”

Ale zdał sobie sprawę, że nie jest. Nie jest przerażony, nie czuje nawet zwykłego strachu. Czuł się. . . podniecony. Gotowy na to, co ma się zdarzyć. Nawet złakniony, by wreszcie nastąpiło. Zdeterminowany. Nie były mu obce te uczucia. To właśnie czuły wilki na chwilę przed walką.

„Niech sczeznę, wolałbym raczej się bać!”

Kiedy zszedł na dół, we wspólnej sali zastał tylko Loiala. Nieda przygotowała dla nich duży stół, przy którym ustawiła krzesła z drabinkowymi oparciami, miast zwyczajowych ław. Znalazła nawet fotel wystarczająco wielki, by mógł wygodnie pomieścić Loiala. Dziewczyna, od której oddzielała ich teraz cała przestrzeń pomieszczenia, śpiewała obecnie piosenkę o bogatym kupcu, który, straciwszy właśnie w zupełnie nieprawdopodobny sposób zaprzęg, postanowił sam ciągnąć swój wóz. Skupieni wokół niej mężczyźni słuchali piosenki wśród głośnych wybuchów śmiechu. Za oknami noc zapadła szybciej niż można by oczekiwać; powietrze pachniało tak, jakby zanosiło się na deszcz.

— W tej gospodzie jest pokój przeznaczony dla Ogirów — poinformował go Loial, gdy Perrin usiadł. — Zapewne każda gospoda w Illian posiada takowy, w nadziei na to, że Ogirowie, przybywający do miasta na roboty mularskie, zechcą zatrzymać się właśnie w niej. Nieda twierdzi, że obecność Ogira pod dachem przynosi szczęście. Nie sądzę jednak, by taka strategia przynosiła spodziewane korzyści. Mularze zazwyczaj trzymają się razem, kiedy udają się pracować na Zewnątrz. Ludzie są tak pochopni, że Starsi obawiają się nieoczekiwanych wybuchów namiętności, a ktoś mógłby mieć zbyt prędkie ręce do topora.

Zmierzył wzrokiem mężczyzn zgromadzonych wokół śpiewaczki, jakby ich właśnie o to podejrzewał. Jego uszy ponownie opadły.