Выбрать главу

Ciężko dysząc, zdołał wreszcie uderzyć jednego w głowę, tak mocno, iż usłyszał trzask pękającej kości, i nagle zdał sobie sprawę, że wszyscy już leżą. Całe zdarzenie na pozór trwało co najmniej kwadrans, ale zobaczył, że Bili właśnie zatrzymuje się obok, a jego wielkie dłonie wykonują machinalne gesty, gdy patrzy na sześciu martwych mężczyzn, leżących na podłodze. Nie miał nawet czasu, by dołączyć do walki, zanim wszystko już było skończone.

Na twarzy Lana gościł grymas jeszcze bardziej ponury niż zazwyczaj. Zaczął obszukiwać ciała, dokładnie, ale z pośpiechem świadczącym o niesmaku, jaki przy okazji przeżywał. Loial zamarł w bezruchu, z krzesłem wzniesionym do uderzenia; wzdrygnął się i postawił je na ziemi, uśmiechając się w zmieszaniu. Moiraine patrzyła na Perrina, Zarine również obdarzyła go spojrzeniem, wyciągając nóż z piersi jednego z zabitych. Odór zła zniknął, jakby umarł wraz z nimi.

— Szarzy Ludzie — powiedziała cicho Aes Sedai. Ścigali ciebie.

— Szarzy Ludzie? — Nieda zaśmiała się równie głośno, co nerwowo. — Cóż, pani Mari, następnym razem powiesz, że wierzysz w postrachy, Sobowtóry oraz w Starego Okrutnika, polującego z czarnymi psami w Dzikim Gonie.

Niektórzy z mężczyzn, którzy wcześniej słuchali piosenek, zaśmiali się również, choć spoglądali na martwych ludzi z równym niepokojem jak na Moiraine. Śpiewaczka także wpatrywała się w Moiraine szeroko rozwartymi oczyma. Perrin przypomniał sobie tę pojedynczą kulę ognia, zanim wszystko zbyt się splątało, by broń Moiraine mogła okazać się skuteczna. Jeden z Szarych Ludzi został liźnięty płomieniem, z rany na jego piersi wydzielał się przykry, słodkawy odór spalonego mięsa.

Moiraine odwróciła się od Perrina i zwróciła do tęgiej kobiety:

— Ludzie mogą podążać drogą Cienia — powiedziała spokojnie — nie będąc Pomiotem Cienia.

— Ach tak, Sprzymierzeńcy Ciemności. — Nieda wsparła dłonie na szerokich biodrach i spod zmarszczonych brwi wpatrywała się w ciała. Lan skończył już swe przeszukiwanie, spojrzał na Moiraine i potrząsnął głową, jakby właściwie nawet przez chwilę nie spodziewał się niczego znaleźć. — Przypominają raczej złodziei, choć nigdy nie słyszałem o tak śmiałych, żeby odważyli się napaść na kogoś w gospodzie. Jak dotąd nigdy nie zdarzyło się, by ktoś zginął w Borsuku. Bili! Zabierz ich i wrzuć do kanału, a potem rozsyp trochę świeżych trocin. Tylnym wejściem, chłopcze. Nie chcę, by Straże wścibiały swoje nosy do Borsuka.

Bili pokiwał skwapliwie głową, jakby teraz chciał koniecznie okazać się użyteczny, bo przecież zawiódł wcześniej. W każdą rękę chwycił po jednym ciele, i trzymając je za pasy poszedł w kierunku kuchennych drzwi.

— Aes Sedai? — zapytała ciemnooka śpiewaczka. Nie chciałam cię obrazić swoimi pospolitymi piosenkami. — Dłońmi zakryła najbardziej wyeksponowaną część swego dekoltu, która, po prawdzie, stanowiła jego większość. — Mogę Śpiewać inne, jeśli tylko sobie zażyczysz.

— Śpiewaj co zechcesz, dziewczyno — odrzekła jej Moiraine. — Biała Wieża nie jest tak odizolowana od świata, jak ci się wydaje, a ja słyszałam już w życiu bardziej nieprzyzwoite piosenki, niźli ty odważyłabyś się zaśpiewać.

Nie wydawała się jednak zadowolona, iż wszyscy we wspólnej sali wiedzą, że jest Aes Sedai. Spojrzała na Lana, owinęła się lnianym płaszczem i ruszyła ku drzwiom.

Strażnik pobiegł szybko za nią, aby ją zatrzymać i teraz rozmawiali cicho, stojąc prawie w samych drzwiach, ale Perrin słyszał każde słowo, jakby szeptali tuż przy nim.

— Chcesz iść beze mnie? — pytał Lan. — Przysięgałem strzec ciebie, Moiraine, kiedy składałem w twe ręce me zobowiązanie.

— Zawsze wiedziałeś, iż są niebezpieczeństwa, którym nie potrafisz stawić czoła, mój Gaidinie. Muszę iść sama.

— Moiraine. . .

Przerwała mu w pół słowa.

— Zważ na me słowa, Lan. Jeżeli coś mi się stanie, będziesz wiedział o tym i wrócisz do Białej Wieży. Nie zmieniłabym tego, nawet gdybym miała czas. Nie chcę byś zginął, na próżno usiłując mnie pomścić. Zabierz ze sobą Perrina. Wygląda na to, że Cień ostatecznie udowodnił mi, jakie znaczenie ma on dla Wzoru, nawet jeżeli większość treści tego przesłania pozostaje wciąż niejasna. Byłam głupia. Rand jest tak silnym ta’veren, że nie zwróciłam uwagi na fakt, iż posiada dwóch innych, tak bliskich sobie. Mając Perrina i Mata, Amyrlin wciąż będzie mogła wpływać na bieg wydarzeń. Jeśli Rand zaginął, będą musieli jej wystarczyć. Powiedz jej, co się tu wydarzyło, mój Gaidinie.

— Mówisz tak, jakbyś już uważała się za martwą — szorstko oznajmił Lan.

— Koło splata, tak jak zechce, a Cień okrywa świat. Zważ na to co mówię, Lan, i bądź posłuszny, jako przysięgałeś.

Powiedziawszy to, wyszła.

43

Bracia z Cienia

Ciemnooka dziewczyna wspięła się z powrotem na swój stół i podjęła pieśń, ale głos jej drżał. Melodię Perrin znał pod tytułem Łóżko pani Aynory, a chociaż słowa znowu były odmienne; to, ku jego rozczarowaniu — i zażenowaniu, kiedy zdał sobie sprawę z tego rozczarowania — naprawdę opowiadały o łóżku. Sama pani Luhhan nie byłaby zgorszona tą piosenką.

„Światłości, staję się równie zły jak Mat.”

Żaden ze słuchaczy nie skarżył się, niektórzy z mężczyzn wyglądali na trochę niezadowolonych, ale oni również najwyraźniej przejmowali się ewentualną aprobatą Moiraine, w takim samym stopniu jak śpiewaczka. Nikt nie chciał obrazić Aes Sedai, nawet pod jej nieobecność. Bili wrócił po dwu kolejnych Szarych Ludzi; niektórzy z mężczyzn słuchających piosenki popatrywali na ciała i potrząsali głowami. Jeden splunął na trociny.

Lan podszedł do Perrina i spojrzał mu prosto w oczy.

— Jak ich rozpoznałeś, kowalu? — zapytał cicho. Skaza zła jaką są naznaczeni nie jest na tyle silna, by potrafiła ją wyczuć Moiraine albo ja. Szarzy Ludzie potrafili przejść obok setki wartowników, nie przyciągając ich uwagi, choć byli między nimi Strażnicy.

Doskonale zdając sobie sprawę ze spoczywającego na nim spojrzenia Zarine, Perrin starał się odpowiedzieć głosem cichszym jeszcze niż szept Lana.

— Ja. . . wywęszyłem ich. Czułem tę woń już wcześniej, w Jarze i nad Remenem, ale zawsze rozwiewała się po krótkiej chwili. Za każdym razem, nim zdążyliśmy przybyć na miejsce, już ich nie było.

Nie miał pewności, czy Zarine podsłuchuje, czy nie; pochyliła się, starając się coś dosłyszeć, jednocześnie próbowała wyglądać jak uosobienie niewinności.

— Szli więc za Randem, a teraz ścigają ciebie, kowalu. — Strażnik ani trochę nie dał po sobie poznać, że go to zaskoczyło. Przemówił normalnym głosem: — Mam zamiar rozejrzeć się wokół, kowalu. Twoje oczy mogą dojrzeć coś, co umknie mojej uwagi.

Perrin kiwnął głową, prośba o pomoc wyznaczała miarę zdenerwowania Strażnika.

— Ogir, twój lud również ma bystre oczy.

— Ach, tak — odpowiedział Loial. — Cóż, przypuszczam, że ja również mogę rzucić okiem. — Jego wielkie, okrągłe oczy unikały widoku dwóch ciał Szarych Ludzi, wciąż spoczywających na podłodze. — Nie sądzę, żeby na zewnątrz byli jeszcze następni. A wy?

— Czego szukamy, kamienna twarzy? — zapytała Zarine.

Lan przez chwilę mierzył ją wzrokiem, potem potrząsnął głową, jakby postanowił nic już nie mówić.

— Cokolwiek uda nam się znaleźć, dziewczyno. Będę wiedział, kiedy zobaczę.