„Jak, na Światłość, kamyczki mogą wybuchać?”
— Niech mnie Światłość spali! — zawył Thom. Wrzucił harfę z powrotem do kasetki, jakby chciał ochronić ją przed zawartością dłoni Mata. — Usiłujesz nas zabić, chłopcze? Nigdy nie słyszałeś, że te rzeczy dziesięciokrotnie łatwiej wybuchają pod wpływem powietrza, niż ognia? Fajerwerki są następną w kolejności niebezpieczną rzeczą, zaraz po dziełach Aes Sedai, chłopcze.
— Być może — odpowiedział Mat. — Ale według mnie Aludra w najmniejszym stopniu nie przypominała żadnej Aes Sedai. Tak właśnie myślałem kiedyś o zegarku pana al’Vere, że musi być dziełem Aes Sedai, ale pewnego razu otworzyłem tylną część gabloty i przekonałem się, że jest pełen kawałków metalu.
Poruszył się niespokojnie na samo wspomnienie. Tym razem pani al’Vere dopadła go pierwsza, a Wiedząca, jego ojciec i Burmistrz stali za jej plecami i żadne z nich nie wierzyło, że chciał tylko popatrzeć.
— Myślę, że Perrin też mógłby taki zrobić, gdyby zrozumiał jak działają te wszystkie kółka, sprężynki i nie wiem co tam jeszcze.
— Zdziwiłbyś się, chłopcze — sucho oznajmił Thom. — Nawet kiepski zegarmistrz bywa zazwyczaj dość bogatym człowiekiem, i jest to majątek uczciwie zapracowany. Ale zegar nie wybuchnie ci w twarz!
— To również nie wybuchło. Cóż, teraz jest bezużyteczne. — Wrzucił garść kamyczków wraz z papierem do ogniska, przy wtórze krzyku Thoma; kamyczki zaiskrzyły się maleńkimi rozbłyskami, dookoła rozszedł się gryzący dym.
— A jednak próbujesz nas zabić. — Głos Thoma drżał, w miarę jak mówił, jego ton stawał się coraz bardziej napięty i śpiewny. — Jeżeli zdecyduję, że chcę umrzeć, to po przyjeździe do Caemlyn pójdę do Pałacu Królewskiego i uszczypnę Morgase. — Jego długie wąsy zadrżały. — Nigdy więcej tego nie rób!
— Nie wybuchnął — upierał się Mat i marszcząc brwi, wpatrywał się w ogień. Pogrzebał w zwoju nasyconej oliwą tkaniny, leżącym po drugiej stronie kłody i wyciągnął następny, nieco większy fajerwerk. — Zastanawiam się, dlaczego nie było huku?
— Mnie nie interesuje, dlaczego nie było huku! Nie rób tego więcej!
Mat spojrzał na niego i roześmiał się.
— Przestań się trząść ze strachu, Thom. Nie ma się czego obawiać. Teraz już wiem, co mają w środku. A przynajmniej wiem, jak ich zawartość wygląda, lecz. . . Nie mów tego. Nie będę ich już rozcinał, Thom. W każdym razie, więcej zabawy można mieć z ich odpalenia.
— Nie boję się, ty świniogłowy pastuchu z błotem na stopach — oznajmił Thom z wypracowaną godnością. — Trzęsie mną wściekłość, ponieważ podróżuję w towarzystwie koziogłowego prostaka, który może sprowadzić śmierć na nas obu, ponieważ nie potrafi patrzeć dalej niż koniec swego. . .
— Hej, przy ognisku!
Podczas gdy stuk końskich kopyt stopniowo zbliżał się, Mat wymienił spojrzenia z Thomem. Było zbyt późno, by mogli to być uczciwi podróżni. Jednakże, tak blisko Caemlyn Gwardia Królowej dbała o bezpieczeństwo dróg, a nadto, czwórka osób, które wjechały w krąg światła rzucanego przez ognisko, nie wyglądała na zbójców. Jeden z konnych okazał się kobietą. Ubrani w długie płaszcze mężczyźni na pierwszy rzut oka stanowili jej świtę, ona zaś była piękna, niebieskooka, miała na sobie szarą, jedwabną suknię i aksamitny płaszcz z szerokim kapturem, szyję otaczał złoty naszyjnik. Mężczyźni zsiedli z koni. Jeden przytrzymał wodze jej wierzchowca, drugi strzemię. Idąc w kierunku ognia, zdejmowała po drodze rękawiczki i uśmiechała się do Mata.
— Obawiam się, że późna pora zastała nas w drodze, młody panie — powiedziała. — Dlatego też pozwoliłam sobie niepokoić cię pytaniem o drogę do najbliższej gospody, jeżeli znasz takową.
Uśmiechnął się w odpowiedzi i zaczął powstawać. Zdołał podnieść się tylko do przysiadu, kiedy usłyszał jak jeden z mężczyzn mruczy coś, a w dłoni drugiego pojawiła się wyciągnięta spod pluszcza kusza, naciągnięta już, z nałożonym bełtem.
— Zabij go, głupcze! — krzyknęła kobieta, a Mat tymczasem rzucił w ogień trzymany w dłoni fajerwerk i skoczył w kierunku swej pałki. Rozległ się głośny huk, rozbłysło światło. . .
— Aes Sedai! — zawołał mężczyzna.
— Fajerwerki, głupcze! — odkrzyknęła kobieta.
. . . a on potoczył się po ziemi i wstał, trzymając w dłoniach pałkę i zobaczył bełt kuszy, sterczący z leżącej kłody, niemalże dokładnie w miejscu, gdzie przed chwilą siedział oraz padającego kusznika, z którego piersi sterczała rękojeść jednego ze sztyletów Thoma.
Więcej nie zdążył dostrzec, bowiem dwóch mężczyzn skoczyło przez ogień w jego stronę, wyciągając miecze. Jeden z nich nagle zachwiał się na nogach, puścił miecz, wykonał taki ruch jakby chciał pochwycić nóż, sterczący mu z pleców i padł, twarzą w dół. Ostatni żołnierz nie zobaczył upadku swego towarzysza, najwyraźniej oczekiwał, że będzie jednym z dwójki atakujących, jego cios, skierowany w brzuch Mata, miał jedynie rozproszyć przeciwnika. Czując niemal pogardę, Mat jednym końcem pałki uderzył go w nadgarstek, a kiedy miecz wypadł tamtemu z ręki, drugim końcem trzasnął w czoło. Kiedy mężczyzna padał, jego oczy wywróciły się do góry, ukazując białka.
Kątem oka Mat dostrzegł, jak kobieta idzie w jego stronę i, niczym ostrze noża, wyciągnął w jej kierunku wyprostowany palec.
— Nosisz znakomite szaty jak na złodzieja, kobieto! Usiądź i poczekaj, aż zdecyduję, co z tobą zrobić, albo. . .
Równie zaskoczona jak Mat, spojrzała na nóż, który nagle utkwił w jej gardle, i wykwitł czerwonym kwiatem upływającej krwi. Zrobił pół kroku do przodu, by pochwycić padające ciało, zdawał sobie jednak sprawę, że na nic się to już nie zda. Jej długi płaszcz owinął się wokół ciała, odsłaniając jedynie twarz i rękojeść noża ’Thoma.
—Żebyś sczezł— wymamrotał Mat. —Żebyś sczezł, Thomie Merrilin! Kobietę! Światłości, mogliśmy ją związać, a jutro, w Caemlyn przekazać w ręce Gwardzistów Królowej. Światłości, mogłem nawet puścić ją wolno. Bez tych trzech, nikogo już by nie obrabowała, a jedynemu z nich, który przeżył, zabierze wiele dni, zanim przestanie widzieć podwójnie i miesiące, nim weźmie w rękę miecz. Żebyś sczezł, Thom, nie było potrzeby jej zabijać!
Bard pokuśtykał do miejsca, gdzie leżała kobieta i nogą rozsunął poły jej płaszcza. Z martwej dłoni wysunął się sztylet, szeroki jak kciuk Mata i długi na dwie dłonie.
— Wolałbyś raczej poczekać, aż umieści to między twymi żebrami, chłopcze?
Wyciągnął własny nóż, wycierając jego ostrze w płaszcz zabitej .
Mat zdał sobie sprawę, że nuci: „Nosiła maskę, która skrywała jej twarz” i przyłapawszy się na tym, natychmiast przestał. Pochylił się i nakrył jej twarz kapturem płaszcza.
— Powinniśmy ruszać — powiedział cicho. — Nie mam ochoty tłumaczyć wszystkiego, jeżeli nadarzy się akurat jakiś patrol Gwardii Królowej.
— Biorąc pod uwagę rzeczy, jakie miała na sobie? zaoponował Thom. — Nie sądzę, byśmy mieli większe kłopoty! Musieli obrabować żonę kupca, albo jakiś powóz szlachcianki.
W jego głosie pojawiły się delikatniejsze tony.
— Jeżeli mamy jechać, chłopcze, lepiej zacznij siodłać swego konia.
Mat wzdrygnął się i odwrócił spojrzenie od ciała kobiety.
— Tak, lepiej będzie jak się za to zabiorę, nieprawdaż?
Nie spojrzał na nią ponownie.
W stosunku do mężczyzn nie miewał takich skrupułów. Zawsze uważał, że mężczyzna, który postanowił obrabować i zabić, zasługiwał na to, co go spotykało, gdy jego zamiar kończył się niepowodzeniem. Nie zatrzymywał dłużej wzroku, ale też nie uciekał oczyma, gdy spojrzenie jego padło na któregoś ze zbójców. Dopiero po tym, jak osiodłał swego wałacha i przymocował rzeczy za siodłem, oraz nogą zasypał ogień, zorientował się, że patrzy na człowieka z kuszą. W jego rysach było coś znajomego, gdy gasnący ogień kładł cienie na twarzy.