„Człowiek nie byłby w stanie odróżnić mnie od paznokci u stóp Hawkinga.”
Za tylnymi drzwiami siedział na odwróconej dnem do góry baryłce potężnie zbudowany, muskularny mężczyzna i delikatnie drapał za uchem biało-czarnego kota, który przycupnął na jego kolanie. Mierzył przez chwilę uważnie Mata spojrzeniem spod ciężkich powiek, w szczególności zaś zwrócił uwagę na pałkę przewieszoną przez plecy, ale nawet na moment nie przerwał swego zajęcia. Mat doszedł do wniosku, że jego również pamięta, nie potrafił jednak przypomnieć sobie imienia. Przeszedł więc przez drzwi, nie odezwawszy się ani słowem, tamten również milczał.
„Nie ma żadnego powodu, żeby mnie pamiętali. Zapewne każdego dnia przeklęte Aes Sedai przychodzą tu po jakichś ludzi.”
W kuchni dwie podkuchenne i troje służących biegało między piecami i rożnami w myśl poleceń okrągłej kobiety z włosami związanymi w koszyczek i długą drewnianą łyżką w dłoni, której używała, by wskazać to, co chciała, aby właśnie zrobiono. Mat był pewien, że ją pamięta.
„Coline, cóż za imię dla tak wielkiej kobiety, ale wszyscy nazywali ją Kucharką.”
— A więc Kucharko — oznajmił — wróciłem, i nie upłynął nawet rok, odkąd wyjechałem.
Patrzyła na niego przez chwilę, potem pokiwała głową.
— Pamiętam cię. — Już zaczynał się uśmiechać. Byłeś z tym młodym księciem, nieprawdaż? — ciągnęła dalej. — Z tym, który wyglądał jak Tigraine, niech Światłość opromienia jej pamięć. Jesteś jego służącym, czy tak? A więc on wraca, ów młody książę?
— Nie — odrzekł grzecznie.
„Książę! Światłości!”
— Nie sądzę, aby miał szybko wrócić i nie sądzę również, żeby wam się to spodobało, gdyby jednak wrócił.
Protestowała, rozwodząc się nad tym, jakim to dobrym i przystojnym młodym człowiekiem był książę. . .
„Niech sczeznę, czy jest gdzieś w ogóle choć jedna kobieta, która nie będzie z rozmarzeniem rozwodzić się nad Randem i robić cielęcych oczu, gdy tylko padnie jego przeklęte imię? Podniosłaby wielki krzyk, gdyby wiedziała, co on teraz robi.”
. . . ale nie pozwolił jej wypowiedzieć się do końca.
— Czy pan Gill jest gdzieś w pobliżu? A Thom Merrilin?
— Są w bibliotece — powiedziała z lekkim sapnięciem. — Powiedz Baselowi Gillowi, kiedy go zobaczysz, że te dreny muszą zostać wyczyszczone. I to dzisiaj.
Kątem oka dostrzegła, jak jedna z jej podkuchennych robi coś z pieczenią, nie spodobało się jej to, więc pomachała w jej stronę łyżką.
— Nie tak dużo, dziecko. Mięso stanie się zbyt słodkie, jeżeli dodasz zbyt dużo arrathu.
Wyglądała, jakby zdążyła już zapomnieć o istnieniu Mata.
Kręcąc głową, poszedł na poszukiwanie tej biblioteki, której w żaden sposób nie mógł sobie przypomnieć. Nie pamiętał również, żeby Coline miała być żoną pana Gilla, ale nikt, kto chociaż raz słyszał żonę wydającą mężowi polecenia, nie mógł się w tej kwestii pomylić. Służąca, którą spotkał po drodze — ładna, z dużymi oczyma — zachichotała i skierowała go w stronę korytarza biegnącego obok wspólnej sali.
Kiedy wszedł do biblioteki; aż stanął jak wryty z wytrzeszczonymi oczyma. Na wbudowanych w ściany półkach musiało znajdować się ponad trzysta tomów, a jeszcze kolejne piętrzyły się na stołach; nigdy dotąd nie widział tylu książek. Spostrzegł pomiędzy nimi oprawioną w skórę kopię „Podróży Jaima Długi Krok”, spoczywającą na małym stoliku przy drzwiach. Zawsze miał ochotę ją przeczytać — Rand i Perrin opowiadali mu często wyjątki z tych opowieści — ale zazwyczaj nie udawało mu się znaleźć czasu na przeczytanie książek, z którymi chciał się zapoznać.
Basel Gill z różową twarzą oraz Thom Merrilin siedzieli naprzeciw siebie przy jednym ze stołów i pochylali się nad planszą do gry w kamienie, z fajek, które trzymali w zębach sączyły się smużki sinego dymu. Łaciata kotka siedziała na blacie stołu obok drewnianego kubka do kości i owinąwszy ogonem nogi, przyglądała się grze. Płaszcza barda nie było nigdzie widać, więc Mat doszedł do wniosku, iż znajduje się on już w przydzielonym im pokoju.
— Poradziłeś sobie szybciej, niż się spodziewałem, chłopcze — powiedział Thom zza chmury fajkowego dymu. Szarpał wąsa, zastanawiając się, na której z krzyżujących się linii planszy umieścić kolejny kamień. — Basel, pamiętasz Mata Cauthona?
— Pamiętam — mruknął gruby karczmarz, wpatrując się w planszę. — Ostatnim razem, przypominam sobie, nie byłeś zdrowy, chłopcze. Mam nadzieję, że teraz jest już z tobą lepiej.
— Czuję się znacznie lepiej — odrzekł Mat. — I to wszystko, co pamiętasz?Że byłem chory?
Pan Gill zamrugał, kiedy Thom wykonał swój ruch i wyjął fajkę z ust.
— Biorąc pod uwagę, w czyim towarzystwie opuściłeś to domostwo, chłopcze, oraz obecny stan spraw, być może lepiej, że nie pamiętam nic więcej.
— Aes Sedai nie są teraz tu najlepiej widziane, nieprawdaż? — Mat złożył swe rzeczy w wielkim fotelu, pałkę wsparł o jego oparcie, sam zaś zasiadł w drugim, przerzucając nogę przez poręcz. — Gwardziści w Pałacu najwyraźniej byli przekonani, że Biała Wieża porwała Elayne.
Thom niespokojnie spojrzał na zwój zawierający fajerwerki, potem przeniósł wzrok na swoją fajkę i wymruczał coś pod nosem, nim powrócił do studiowania planszy.
— Tak chyba nie myślą — stwierdził Gill — ale całe miasto wie, że ona zniknęła z Wieży. Thom przekonywał mnie, że już wróciła, do nas jednak nie dotarły na ten temat żadne wieści. Być może Morgase wie, jednak wszyscy na dworze, aż do chłopców stajennych włącznie, starają się stąpać najciszej jak tylko można, aby nie przyszło jej przypadkiem na myśl pozbawić kogoś głowy. Lordowi Gaebrilowi jak dotąd udawało się powstrzymać ją przed oddaniem kogoś naprawdę w ręce kata, ale nie byłbym pewien, czy w końcu tak się nie stanie. A z pewnością nie udało mu się ułagodzić jej złości na Tar Valon. Jeżeli cokolwiek osiągnął, to sądzę, że podsycił ją tylko.
— Morgase ma nowego doradcę — wtrącił Thom sucho. — Gareth Bryne nie lubił go, dlatego też wysłany został do swej posiadłości, aby obserwował, jak owce porastają wełną. Basel, masz zamiar położyć ten kamień, czy nie?
— Za chwileczkę, Thom. Za chwileczkę. Chciałbym rozważyć ten ruch.
Gill zagryzł fajkę w zębach i marszcząc brwi, wbił wzrok w planszę, wydmuchując jednocześnie kłęby dymu.
— A więc królowa ma doradcę, który nie lubi Tar Valon — powiedział Mat. — Cóż, to wyjaśnia, dlaczego Gwardziści tak mnie potraktowali, kiedy oznajmiłem, że przybywam stamtąd.
— Jeżeli tak im naprawdę powiedziałeś — skomentował Gill — to możesz mówić o szczęściu, skoro udało ci się uciec, zachowując całe kości. W każdym razie, jeśli trafiłeś na któregoś z nowych żołnierzy. Gaebril zastąpił połowę Gwardzistów w Caemlyn ludźmi, których sam wybrał, a nie jest to mała sztuka, zważywszy jak krótko przebywa w mieście. Niektórzy powiadają, że Morgase może go poślubić.
Spojrzał na planszę, na kamień, który miał zamiar na niej położyć, potem pokręcił głową i cofnął dłoń.
— Czasy się zmieniają. Ludzie się zmieniają. Zbyt wiele zmian jak dla mnie. Myślę, że się starzeję.
— Wygląda na to, że masz zamiar doprowadzić do tego, byśmy obaj się zestarzeli, zanim wreszcie położysz ten kamień — wymruczał Thom. Kotka przeciągnęła się i przeszła miękko po stole, domagając się, by ją pogłaskano po grzbiecie. — Bezustanna gadanina nie pomoże ci w odkryciu dobrego ruchu. Dlaczego po prostu nie przyznasz się do porażki, Basel?
— Nigdy się nie poddaję — odparował Gill. — Jeszcze cię pokonam, Thom. — Postawił biały kamień na skrzyżowaniu dwóch linii. — Zobaczysz.