Выбрать главу

Ailhuin skierowała go do stołu, podszedł bliżej, odsunął mankiety swego kaftana, ukłonił się każdej po kolei i usiadł, opierając pałkę o ramię. Nie odezwał się ani słowem, dopóki siwowłosa kobieta nie przyrządziła czajniczka świeżej herbaty, i każde z nich nie pociągnęło przynajmniej łyka.

— Matka Guenna opowiedziała mi o waszym kłopocie — powiedział cicho, kiedy odstawił filiżankę na stół. Pomogę wam, jeśli będę mógł, ale wkrótce Wysocy Lordowie mogą obarczyć mnie jakimś innym zadaniem.

Wielka kobieta parsknęła.

— Juilin, od kiedy zachowujesz się jak sprzedawca, który stara się dostać cenę jedwabiu za len? Nie usiłuj mnie przekonać, że nie wiesz wcześniej, kiedy wezwą cię Wysocy Lordowie.

— Nie twierdzę tego — odpowiedział jej z uśmiechem Sandar — ale wiem co oznacza, kiedy widzę mężczyzn na dachach pośród nocy. Tylko kątem oka. . . potrafią się chować jak fajkowa ryba pośród trzcin. . . niemniej dostrzegłem poruszenie. Nikt nie doniósł jeszcze o kradzieży, ale wewnątrz murów działają złodzieje i możesz założyć się o swoją kolację. Zapamiętaj sobie. Nie minie tydzień, a wezwą mnie do Kamienia, ponieważ okaże się, że banda złodziei rabowała domy kupieckie, a może i nawet siedziby lordów. Obrońcy mogą strzec ulic, ale kiedy trzeba wytropić złodziei, wysyłają po łowcę, a ja jestem pierwszy na ich liście. Nie chcę podnosić ceny, ale cokolwiek miałbym zrobić dla tych pięknych pań, muszę to zrobić szybko.

— Sądzę, że on mówi prawdę — powiedziała z wahaniem Ailhuin. — Powiedziałby wam, że księżyc jest zielony a woda biała, gdyby uznał, że może otrzymać za to całusa, ale w innych kwestiach kłamie rzadziej niż większość mężczyzn. Być może jest nawet najbardziej uczciwym człowiekiem, jaki kiedykolwiek urodził się w Maule.

Elayne przyłożyła dłoń do ust, a Egwene ze wszystkich sił starała się nie roześmiać w głos. Nynaeve siedziała nieruchomo, najwyraźniej zniecierpliwiona.

Sandar spojrzał na siwą kobietę, skrzywił się, po namyśle jednak postanowił zignorować to, co powiedziała. Uśmiechnął się do Nynaeve.

— Przyznam, iż w istocie interesują mnie ci złodzieje. Znałem kobiety-złodziejki i bandy złodziei, ale nigdy dotąd nie słyszałem o kobiecej bandzie. No i jestem winien przysługę Matce Guenna.

Jego oczy zdawały się bezustannie przebiegać po sylwetce Nynaeve.

— Ile sobie policzysz? — zapytała ostro.

— Za odzyskanie skradzionych dóbr — powiedział tamten szybko — chciałbym dostać dziesiątą część wartości tego, co odzyskam. Za odnalezienie kogoś liczę sobie jedną srebrną markę od osoby. Matka Guenna powiedziała, że ukradzione rzeczy nie mają szczególnej wartości dla nikogo prócz was, moje panie, dlatego proponuję, byście rozważyły swój wybór.

Uśmiechnął się ponownie, miał bardzo białe zęby.

— Nie mogę w ogóle nie wziąć od was pieniędzy, ponieważ nie spodobałoby się to bractwu, ale wezmę tak mało, jak to tylko możliwe. Miedziaka lub dwa, nie więcej.

— Znam jednego łowcę złodziei — zwróciła się do niego Elayne. — Ze Shienaru. Człowiek niezwykle godny szacunku. On nosi miecz razem z łamaczem mieczy. Dlaczego ty nie?

Sandar przez chwilę wyglądał na zaskoczonego, potem zdenerwował się tym, iż dał się zaskoczyć. Nie zwrócił uwagi na wskazówkę, którą mu podsunęła, albo postanowił nie zwracać na nią uwagi.

— Nie jesteś Tairenką. Słyszałem o Shienarze, pani, słyszałem opowieści o trollokach i o tym, że każdy mężczyzna jest tam wojownikiem.

Uśmiechnął się, jakby były to bajki dla dzieci.

— To prawdziwe historie — powiedziała Egwene. Albo przynajmniej w większości prawdziwe. Byłam w Shienarze.

Mrugnął do niej i ciągnął dalej:

— Nie jestem ani lordem, ani bogatym kupcem, nawet nie żołnierzem. Obrońcy nie mają pretensji do obcych o to, że noszą broń. . . chyba że mają zamiar zabawić dłużej w mieście. . . ale mnie wtrącono by do celi pod Kamieniem. Tu obowiązują prawa, pani. — Wnętrzem dłoni, na pozór zupełnie nieświadomie, potarł pałkę. — Radzę sobie tak dobrze, jak potrafię. Bez miecza.

Ponownie jego uśmiechnięte spojrzenie spoczęło na Nynaeve.

— Cóż, gdybyś mogła mi opisać te rzeczy. . .

Przerwał, kiedy postawiła sakiewkę na skraju stołu i odliczyła z niej trzynaście srebrnych marek. Egwene osądziła, że wybrała najlżejsze monety, większość była taireńska, tylko jedna z Andoru. Amyrlin dała im mnóstwo złota, ale nawet wielka suma nie starczy na wieczność.

Nynaeve z namysłem spojrzała na sakiewkę, potem zaciągnęła rzemyki i włożyła ją do swej sakwy.

— Masz znaleźć trzynaście kobiet, panie Sandar, a kiedy tego dokonasz, dostaniesz drugie tyle srebra. Znajdź je, a my same odzyskamy naszą własność.

— Zrobię to za mniejszą sumę niż ta — protestował. — Nie ma też potrzeby ustalania dodatkowej nagrody. Biorę taką cenę, jaką podałem. Nie bójcie się, nie wezmę łapówki.

— Tego nie trzeba się obawiać — przyznała Ailhuin. — Powiedziałam, że jest uczciwy. Po prostu nie wierzcie mu tylko wtedy, kiedy powie którejś z was, że ją kocha.

Sandar wbił w nią ciężkie spojrzenie.

— Płacę monetą, panie Sandar — powiedziała twardo Nynaeve — dlatego też wybieram to, co kupuję. Czy znajdziesz te kobiety i resztę pozostawisz nam?

Czekała, aż niechętnie kiwnął głową, potem ciągnęła dalej:

— Mogą być razem, albo też i nie. Pierwsza jest z Tarabon. Trochę wyższa ode mnie, z ciemnymi oczami i jasnymi włosami w kolorze miodu, które nosi zaplecione w mnóstwo cienkich warkoczyków, zgodnie z tarabońską modą. Niektórzy mężczyźni mogą uważać ją za ładną, ale dla niej nie byłby to komplement. Ma złe, nadąsane usta. Druga jest z Kandori. Ma długie czarne włosy z białym pasmem na lewej skroni. . .

Nie podawała żadnych imion, a Sandar również o nie nie pytał. Imiona tak łatwo można było zmienić. Teraz, kiedy przystąpił do interesów, jego uśmiech zniknął. Słuchał uważnie, gdy opisywała po kolei trzynaście kobiet; Egwene pewna była, że wszystko co usłyszał, mógłby wyrecytować słowo w słowo.

— Matka Guenna mogła ci to już powiedzieć — skończyła Nynaeve — ale ja powtórzę raz jeszcze. Te kobiety są bardziej groźne, niż mógłbyś przypuszczać. Ich dłonie zabiły już kilkunastu ludzi, przynajmniej o tylu wiem, a nie byłabym zaskoczona, gdyby było to jedynie kroplą w morzu krwi na ich rękach.

Słysząc te słowa, Sandar i Ailhuin równocześnie zamrugali oczyma.

— Jeżeli odkryją, że ich szukasz, umrzesz. Jeżeli cię złapią, zmuszą do wyjawienia, gdzie jesteśmy, a Matka Guenna najpewniej umrze razem z nami.

Siwowłosa kobieta wyglądała, jakby nie potrafiła w to uwierzyć.

— Uwierz mi! — Spojrzenie Nynaeve zmuszało do akceptacji wypowiadanych przez nią słów. — Uwierz mi, albo oddaj srebro a ja znajdę sobie kogoś innego, kogoś kto będzie miał więcej rozumu!