Odwrócił się od strzelnicy i objął spojrzeniem postać Rhuarca. W drugim końcu pokoju znajdowała się wysoka półka, osadzona na rzeźbionych i wypolerowanych kołach z jakiegoś gatunku jasnego, ciemno paskowanego drewna. Pomiędzy tymi kołami zawieszone były właśnie półki i to w taki sposób, że pozostawały nieruchome nawet wówczas, gdy koła obracały się. Na każdej półce stała wielka księga, opatrzona złotym grzbietem, w okładkach wysadzanych klejnotami. Aiel otworzył jedną z ksiąg i teraz ją czytał. Jakieś eseje, osądził Mat.
„Kto by pomyślał, że Aiel będzie czytał książkę? Kto by pomyślał, że przeklęci Aielowie w ogóle potrafią czytać?”
Rhuarc spojrzał w jego stronę — zimne, błękitne oczy i wzrok bez wyrazu. Mat pośpiesznie uciekł spojrzeniem, zanim tamten byłby w stanie odczytać z jego twarzy obecne w duszy uczucia.
„Przynajmniej nie jest zamaskowany, dzięki Światłości! Niech sczeznę, ta Aviendha o mało nie odcięła mi głowy, kiedy zapytałem, czy potrafi tańczyć bez włóczni.”
Bain i Chiad stanowiły kolejny problem. Były z pewnością śliczne i nawet bardziej niźli przyjazne, nie udawało mu się jednak nigdy spotkać z żadną na osobności. Mężczyźni Aielowie zdawali się uważać jego próby rozmowy z którąś z nich w cztery oczy za śmieszne, podobnie chyba myślały Bain i Chiad.
„Kobiety są dziwne, ale kobiety Aiel sprawiają, że dziwne wygląda jak normalne!”
Wielki z dobnie rzeźbiony i inkrustowany na krawędziach blatu stół o grubych nogach, znajdował się pośrodku komnaty. Dawniej zapewne służył zebraniom Wysokich Lordów. Moiraine siedziała na przypominającym tron krześle, na którego wysokim oparciu znajdował się zdobiony złotem, chalcedonem i macicą perłową herb Półksiężyca Łzy. Egwene, Nynaeve i Elayne siedziały tuż przy niej.
— Wciąż nie mogę uwierzyć, że Perrin jest tutaj, w Łzie — mówiła Nynaeve. — Pewna jesteś, że czuje się dobrze?
Mat potrząsnął głową. Mógł się spodziewać, że Perrin ubiegłej nocy dostanie się do Kamienia, jego odwaga zawsze przeważała nad rozsądkiem.
— Czuł się dobrze, kiedy go ostatnio widziałam głos Moiraine był pogodny. — Czy wciąż się tak czuje, nie wiem. Jego. . . towarzyszce zagraża pewne niebezpieczeństwo, a on również może paść jego ofiarą.
— Jego towarzyszce? — zapytała ostro Egwene. Co. . . Kto to jest, towarzyszka Perrina?
— Jaki rodzaj niebezpieczeństwa? — domagała się wyjaśnień Nynaeve.
— Nic, czym powinnaś się przejmować — odrzekła spokojnie Aes Sedai. — Niebawem zajrzę do niej, gdy tylko znajdę chwilę czasu. Zwlekałam, gdyż chciałam pokazać wam, co znalazłam pomiędzy ter’angrealami i pozostałymi przedmiotami Mocy, jakie Wysocy Lordowie zgromadzili przez lata.
Wyjęła coś z sakwy i położyła przed sobą na stole. Krąg wielkości męskiej dłoni, na pozór wyglądający jak dwie łzy zespolone razem, jedna czarna jak sadza, druga biała niczym śnieg.
Matowi zdało się, że już coś takiego widział. Starodawne, podobnie jak ten, ale pęknięte, podczas gdy dysk leżący przed Moiraine był cały. Widział już trzy, wszystkie strzaskane na kawałki. Ale przecież to było niemożliwe; pamiętał wszak, iż wykonano je z cuendillara, którego nie imała się żadna siła, nawet Jedyna Moc.
— Jedna z siedmiu pieczęci, które Lews Therin Zabójca Rodu oraz Stu Towarzyszy nałożyło powtórnie na więzienie Czarnego — oznajmiła Elayne kiwając głową, jakby potwierdzała w ten sposób własną wiedzę.
— A bardziej precyzyjnie — poprawiła ją Moiraine — ogniskowa jednej z pieczęci. Ale zasadniczo masz rację. Podczas Pęknięcia Świata zostały rozproszone i dla pewności ukryte, po wojnach z Trollokami zaginęły naprawdę. Parsknęła. — Zaczynam mówić jak Verin.
Egwene potrząsnęła głową.
— Przypuszczam, że powinnam spodziewać się znaleźć ją tutaj. Dwukrotnie dotąd Rand walczył z Ba’alzamonem i za każdym razem znajdowaliśmy jedną z pieczęci.
— A ta jest cała — powiedziała Nynaeve. — Pierwszy raz pieczęć nie jest złamana. Jeżeli to ma jeszcze teraz jakieś znaczenie.
— Sądzisz, że nie ma? — powiedziała Moiraine cicho i groźnie, a siedzące obok niej kobiety zmarszczyły brwi.
Mat przewrócił oczami. Cały czas rozmawiały o jakichś nieważnych sprawach. Teraz, kiedy już wiedział co to jest, nie podobało mu się przebywanie w odległości mniejszej niż dwadzieścia stóp, niezależnie od wartości cuendillara, ale. . .
— Panie wybaczą? — powiedział.
Spojrzały na niego tak, jakby przerwał im coś ważnego.
„Niech sczeznę! Wyzwoliłem je z celi więziennej, tej nocy półtuzina razy uratowałem im życie, a teraz patrzą na mnie spode łba jak jakieś przeklęte Aes Sedai! Cóż, nawet minie podziękowały, nieprawdaż? Można by pomyśleć, że kiedy nie dopuszczałem, aby przeklęci Obrońcy zatapiali miecze w ich ciałach, wtykałem swój nos tam, gdzie mnie nikt nie potrzebował.”
Na głos jednak odezwał się grzecznie:
— Nie będziecie miały nic przeciwko temu, że zadam pytanie? Cały czas rozmawiacie o tych. . . sprawach Aes Sedai, a nikt nie zatroszczył się, by cokolwiek mi wyjaśnić.
— Mat? — powiedziała ostrzegawczo Nynaeve szarpiąc swój warkocz, ale Moiraine wtrąciła głosem spokojnym, ledwie tylko zabarwionym zniecierpliwieniem:
— A co chciałbyś wiedzieć?
— Chcę wiedzieć jak to wszystko możliwe. — Miał zamiar mówić cicho, jednak wbrew własnym usiłowaniom, jego głos podnosił się coraz wyżej w trakcie przemowy. Upadł Kamień Łzy! Proroctwa mówią, że nigdy to nie nastąpi, dopóki nie nadejdzie Lud Smoka. Czy to znaczy, że my jesteśmy przeklętym Ludem Smoka? Ty, ja, Lan i kilka setek przeklętych Aielów?
W nocy widział Strażnika, między Lanem a Aielami nie doszło do żadnej zwady, obie strony jednak prześcigały się w okazywaniu, kto jest bardziej groźny. Kiedy Rhuarc spojrzał na niego, pośpiesznie dodał:
— Och, przepraszam, Rhuarc. Przejęzyczyłem się.
— Być może — wolno odrzekła Moiraine. — Przybyłam tu po to, by powstrzymać Be’lala przed zabiciem Randa. Nie spodziewałam się, że zobaczę upadek Kamienia Łzy. Być może to właśnie o nas chodzi. Proroctwa wypełniają się zgodnie z własnym, wewnętrznym znaczeniem a nie podług tego, co nam się wydaje.
„Be’lal.”
Mat zadrżał. Słyszał to imię ubiegłej nocy, a za dnia nie podobało mu się ani odrobinę bardziej. Gdyby wiedział, że jeden z Przeklętych jest na wolności — i znajduje się wewnątrz Kamienia — nigdy nie zbliżałby się do tego miejsca. Zmierzył wzrokiem Egwene, Nynaeve i Elayne.
„Cóż, wówczas wślizgnąłbym się do środka jak przeklęta mysz, a nie roztrącając ludzi na lewo i prawo niczym kręgle!”
Sandar wymknął się z Kamienia o świcie; tłumaczył że po to, aby zanieść wieści Matce Gumnie, Mat jednak przypuszczał, że chciał uciec przed wzrokiem trzech kobiet, które patrzyły nań w taki sposób, jakby ostatecznie nie zdecydowały jeszcze, co z nim zrobić.
Rhuarc odkaszlnął.
— Kiedy mężczyzna pragnie zostać wodzem klanu, musi udać się do Rhuidean, na ziemie Jenn Aiel, klanu którego nie ma. — Mówił wolno i często wbijał spojrzenie spod zmarszczonych brwi w jedwabny dywan z czerwonymi frędzlami u swych stóp, jak człowiek, który musi wyjaśnić coś, o czym w ogóle wolałby nie wspominać. — Kobieta, która chce zostać Mądrą, również musi odbyć taką podróż, ale jej znaczenie jest trzymane w tajemnicy. Mężczyźni, którzy zostają wybrani w Rhuidean, ci którzy przeżyją, powracają ze znamieniem na lewym ramieniu. Takim właśnie.