Выбрать главу

— Rozszczepiasz włos na czworo i zastawiasz werbalne pułapki, Moiraine. — Perrin parsknął. — Jeżeli jest tym, za kogo go uważasz, czy nigdy wobec tego nie przyszło ci do głowy, że może wiedzieć lepiej, co należy zrobić, niźli ty wiesz?

— Jest tym, kim jest — powtórzyła zdecydowanie ale jeśli ma czegoś dokonać, muszę utrzymać go przy życiu. Martwy nie wypełni żadnych proroctw, a jeżeli nawet umknie przed Sprzymierzeńcami Ciemności i Pomiotem Cienia, dookoła są tysiące rąk gotowych, by go zamordować. Wszystko, czego im potrzeba, to śladu wskazówki, prawdopodobieństwa jednego do stu, że jest tym, za kogo go biorą. Jednak gdyby to było wszystko, co może go spotkać, nie bałabym się w połowie tak bardzo, jak się boję. Trzeba się liczyć również z Przeklętymi.

Perrin wzdrygnął się, z kąta dobiegł jęk Loiala.

— „Czarny oraz wszyscy Przeklęci uwięzieni są w Shayol Ghoul” — zaczął recytację Perrin, ale nie pozwoliła mu skończyć.

— Pieczęcie słabną, Perrin. Niektóre już pękły, chociaż świat o tym nie wie. Nie może wiedzieć. Ojciec Kłamstw jeszcze nie znalazł się na wolności. Ale wraz z tym, jak słabną pieczęcie, jak stopniowo zmniejsza się ich moc, kto wie, który z Przeklętych mógł się już uwolnić? Lanfear? Sammael? Asmodean czy Be’lal, albo Rahvin? Sam Ishamael, Zdrajca Nadziei? Było ich razem trzynaścioro, Perrin, i uwięziono ich w pieczęciach, nie zaś razem z Czarnym. Trzynaścioro najpotężniejszych Aes Sedai z Wieku Legend, najsłabsi z nich byli silniejsi niż dziesięć najpotężniejszych Aes Sedai żyjących dzisiaj, najgłupsi posiadają całą wiedzę Wieku Legend; A każda kobieta i każdy mężczyzna spośród nich porzucił Światłość i oddał swe dusze służbie Cienia. Co zrobić, jeśli się uwolnili i czekają na niego? Nie pozwolę im go dostać.

Perrin zadrżał, częściowo z powodu lodowatego żelaza, które zabrzmiało w jej ostatnich słowach, częściowo na myśl o Przeklętych. Nie miał ochoty myśleć, że choćby jedno z nich chodzi swobodnie po świecie. Ich imionami matka straszyła go, gdy był mały.

„Ishamael przychodzi po chłopców, którzy nie mówią prawdy swoim mamom. Lanfear czai się w nocy na chłopców, którzy nie chcą iść do łóżka, kiedy nadchodzi pora spania”.

Fakt, że dorósł, niewiele pomagał przezwyciężyć strach, zwłaszcza kiedy wiedział, że tamci istnieją naprawdę. A teraz jeszcze Moiraine powiada, że mogli się uwolnić.

— Uwięzieni w Shayol Ghoul — wyszeptał i pożałował, że już w to nie wierzy. Zakłopotany wpatrywał się na powrót w list Randa. — Sny. Wczoraj również mówił o snach.

— Sny?

Do środka weszli Uno i Lan, ale gestem nakazała im milczenie. Maleńki pokój trudno było teraz nazwać choćby nawet nadmiernie zatłoczonym, w środku znajdowało się pięcioro ludzi, nie licząc Ogira.

— Jakie ty miałeś sny w ciągu ostatnich pięciu dni, Perrin?

Nie zwróciła uwagi na jego protesty, kiedy usiłował zbyć ją i nie przyznać się do niczego.

— Powiedz mi — nalegała. — Jakie miałeś sny, które różniłyby się od tych, które miewasz zazwyczaj? Powiedz.

Jej spojrzenie pochwyciło go jak kowalskie szczypce, przymuszając niemalże do mówienia.

Spojrzał na pozostałych — patrzyli na niego nieustępliwie, wszyscy, nawet Min — potem z wahaniem opowiedział jedyny sen, który wydawał mu się w jakiś sposób niezwyczajny, ten, który śnił co noc. Sen o mieczu, którego nie mógł dotknąć. Nie wspomniał o wilku, który pojawił się w nim zeszłej nocy.

- Callandor — wyszeptał Lan, kiedy skończył opowiadać. Twarz jak skała, wyglądał na ogłuszonego.

— Tak — powiedziała Moiraine — ale musimy mieć absolutną pewność. Porozmawiaj z innymi.

Kiedy Lan pośpieszył na zewnątrz, zwróciła się do Uno:

— A ty jakie miewasz sny? Czy również śnisz o mieczu?

Shienaranin przestąpił z nogi na nogę. Czerwone oko wymalowane na przepasce patrzyło prosto na Moiraine, ale prawdziwe mrugało, a jego spojrzenie uciekało w bok.

— Ja śnię o prze... ehe, o mieczach niemalże przez cały czas, Moiraine Sedai — odparł sztywno. — Przypuszczam więc, że ostatniej nocy również śniłem o mieczu. Ja nie pamiętam swych snów w taki sposób, jak czyni to obecny tutaj Lord Perrin.

Moiraine kontynuowała:

— Loial?

— Moje sny są zawsze takie same, Moiraine Sedai. Dotyczą gajów, Wielkich Drzew i stedding. My, Ogirowie zawsze śnimy o stedding, kiedy znajdujemy się z dala od nich.

Aes Sedai zwróciła się z powrotem do Perrina.

— To był tylko sen — powiedział. — Nic, tylko sen.

— Wątpię w to — odparła. — Opisałeś komnatę zwaną Sercem Kamienia, w fortecy nazywającej się Kamieniem Łzy, tak jakbyś stał w niej. A lśniący miecz to Callandor, Miecz Który Nie Jest Mieczem, Miecz Którego Nie Można Dotknąć.

Loial usiadł wyprostowany, uderzając głową o sufit.

— Proroctwa Smoka mówią, że Kamień Łzy nigdy nie padnie, dopóki dłoń Smoka nie będzie władać Callandorem. Upadek Kamienia Łzy ma być jednym z najważniejszych znaków zwiastujących Odrodzenie Smoka. Jeżeli Rand weźmie w dłoń Callandora, cały świat będzie musiał uznać w nim Smoka.

— Być może. — Słowo wypłynęło z ust Aes Sedai i unosiło się przez chwilę w powietrzu niczym okruch lodu na nieruchomej wodzie.

— Być może? — zapytał Perrin. — Być może? Sądziłem, że to będzie ostateczny znak, spełniający twoje Proroctwa.

— Ani pierwszy, ani ostatni — odrzekła tamta. Callandor spełnia kolejną przepowiednię Cyklu Karaethońskiego, podobnie jak jego narodziny na Górze Smoka były pierwszym znakiem. Musi jeszcze znieść granice krajów i wstrząsnąć światem. Nawet uczeni, którzy studiowali Proroctwa przez całe swoje życie, nie rozumieją ich w pełni. Cóż bowiem miałoby znaczyć, że „zabije swych ludzi mieczem pokoju i zniszczy ich za pomocą liścia”? Co miałoby znaczyć, że „zwiąże dziewięć księżyców, aby mu służyły”? Znakom tym przypisuje się w Cyklu taką samą wagę, jak Callandorowi. Są jeszcze inne. Jakie mianowicie „rany szaleństwa i okaleczenia nadziei” uzdrowił? Jakie łańcuchy rozerwał i kogo zakuł w łańcuchy? A niektóre są tak niejasne, że być może udało mu się je wypełnić, ale ja nic o tym nie wiem. Ale, nie. Callandor to jeszcze nie koniec, daleko jeszcze do końca.

Perrin niespokojnie wzruszył ramionami. Znał tylko ułamki i okruchy Proroctw, nie lubił ich specjalnie, od kiedy Rand pozwolił Moiraine włożyć sobie ten sztandar w dłonie. Nie, to się zdarzyło jeszcze wcześniej. Kiedy podróż przez Kamień Portalu przekonała go, iż jego życie jest splecione z żywotem Randa.

Moiraine zaś ciągnęła dalej:

— Jeżeli sądzisz, że pozostaje mu tylko wyciągnąć dłoń, Loialu synu Arenta, syna Halana, to jesteś głupcem, podobnie jak on, jeżeli myśli w ten sposób. Nawet jeśli uda mu się przeżyć wystarczająco długo, by dotrzeć do Łzy, może nigdy nie dostać się do Kamienia.

— Tairenianie nie kochają szczególnie Jedynej Mocy, a jeszcze mniej kochają mężczyznę, który twierdzi o sobie, że jest Smokiem. Przenoszenie jest zabronione prawem, a Aes Sedai są w najlepszym razie tolerowane dopóty, dopóki nie przenoszą. We Łzie opowiadanie Proroctw Smoka, czy choćby posiadanie ich kopii, wystarcza, aby trafić do więzienia. I nikt nie może wejść do Kamienia Łzy bez pozwolenia Wysokich Lordów, nikt prócz samych Wysokich Lordów nie wchodzi do Serca Kamienia. Nie jest jeszcze do tego gotów. Jeszcze nie.