Выбрать главу

— Dlaczego więc traktuje się nas jak zbrodniarki? dopytywała się Nynaeve. — Zostałyśmy oszukane przez kobietę z... z Czarnych Ajah. To powinno wystarczyć, by oczyścić nas ze wszelkich zarzutów popełnienia jakichś karygodnych czynów.

Amyrlin roześmiała się niewesoło.

— Ty tak sądzisz, czyż nie, dziecko? To może równać się twemu ocaleniu, iż nikt w Wieży, prócz Verin, Leane i mnie nie podejrzewa was o jakiekolwiek związki z Liandrin. Jeżeli to by się rozeszło, nie mówiąc już o małym pokazie na użytek Białych Płaszczy... niepotrzebnie wyglądacie na takie zaskoczone; Verin powiedziała mi wszystko... jeśli dowiedziano by się, że poszłyście z Liandrin, Komnata zapewne przegłosowałaby wasze ujarzmienie, zanim zdążyłybyście zaczerpnąć tchu.

— To nie w porządku! — powiedziała Nynaeve. Leane zesztywniała, ale tamta ciągnęła dalej: — To nie jest sprawiedliwe! To...!

Amyrlin wstała. To było wszystko, ale Nynaeve przerwała w pół słowa.

Egwene pomyślała, że mądrze postąpiła, zachowując milczenie. Zawsze uważała, iż Nynaeve jest tak mocna, ma taką silną wolę, jak nikt inny. Dopóki nie spotkała kobiety w pasiastej stule.

„Proszę, panuj nad swymi emocjami, Nynaeve. Równie dobrze mogłybyśmy być dziećmi, niemowlętami stającymi przed obliczem naszej matki, a ta Matka jest nam w stanie zrobić coś znacznie gorszego, niż tylko dać lanie”.

Wydało się jej, że w słowach Amyrlin zawarta została jakaś sugestia, wskazująca drogę wyjścia z tej sytuacji, nie miała jednak pojęcia, na czym miała polegać.

— Matko, wybacz mi, że odzywam się nie proszona, ale co zamierzasz nam zrobić?

— Zrobić wam, dziecko? Zamierzam ukarać ciebie i Elayne za opuszczenie bez pozwolenia Wieży, a Nynaeve za opuszczenie miasta bez pozwolenia. Najpierw każda z was zostanie wezwana do gabinetu Sheriam, gdzie, zgodnie z moim nakazem, otrzymacie tyle rózg, iż przez następny tydzień będziecie żałować, że nie macie poduszki tam, gdzie przyjdzie wam siadać. Już ogłosiłam to wobec nowicjuszek i Przyjętych.

Egwene zamrugała zaskoczona. Elayne chrząknęła głośno, wyprostowała plecy i wymruczała coś pod nosem. Nynaeve była jedyną, która przyjęła to bez widocznego wstrząsu. Kary — dodatkowa praca, czy coś innego — zawsze były tajemnicą między Mistrzynią Nowicjuszek; a tą, którą do niej wezwano. Były to zazwyczaj nowicjuszki, ale czasami zdarzały się również Przyjęte, które wykroczyły daleko poza dopuszczalne granice.

„Sheriam zawsze pozostawiała to między nami — myślała niewesoło Egwene. — Nigdy by nikomu nie powiedziała. Ale lepsze to niż uwięzienie. Lepsze niż ujarzmienie”.

— Ogłoszenie jest częścią kary, rzecz jasna — kontynuowała Amyrlin, jakby potrafiła odczytać myśli Egwene. — Oznajmiłam takoż, że wszystkie trzy zostałyście przydzielone do kuchni w roli pomywaczek, aż do odwołania. A rozpuściłam również szeptane pogłoski, że „odwołanie” może oznaczać resztę waszego naturalnego żywota. Czy słyszę jakieś sprzeciwy?

— Nie, Matko — powiedziała szybko Egwene. Nynaeve będzie nienawidziła szorowania garnków jeszcze bardziej od nich.

„Mogło skończyć się gorzej, Nynaeve. Światłości, mogło być znacznie gorzej.”

Nozdrza Nynaeve rozdęły się, ale spróbowała się opamiętać, potrząsała tylko głową.

— A ty, Elayne? — zapytała Amyrlin. – Córka Dziedziczka Andoru przyzwyczajona zapewne jest do delikatniejszego traktowania.

— Pragnę zostać Aes Sedai, Matko — oznajmiła Elayne silnym głosem.

Amyrlin dotknęła palcem dokumentu, który leżał na wprost niej, na blacie stołu i przez chwilę zdawała się studiować go. Kiedy podniosła głowę, uśmiech, który zagościł na jej twarzy nie niósł wiele radości.

— Gdyby któraś z was okazała się na tyle głupia, by odpowiedzieć inaczej, miałam zamiar dodać do tej porcji kar coś takiego, co spowodowałoby, iż przeklinałybyście matkę za to, że pozwoliła waszemu ojcu skraść sobie choć pierwszy pocałunek. Dałyście się wyrwać z Wieży jak bezmyślne dzieci. Nawet niemowlę nie wpadłoby w taką pułapkę. Nauczę was najpierw myśleć, a potem dopiero działać, albo użyję was do zatkania szczelin w bramach wodnych!

Egwene przyłapała się na bezgłośnych podziękowaniach. Dreszcz przebiegł jej po skórze, gdy Amyrlin ciągnęła dalej:

— Teraz, co się tyczy tego, co jeszcze mam zamiar z wami zrobić. Wygląda na to, że w znaczący sposób rozwinęłyście swą zdolność do przenoszenia, od czasu gdy opuściłyście Wieżę. Nauczyłyście się dużo. Włączając w to pewne rzeczy — dodała ostro — których wolałabym, abyście nie poznały nigdy.

Nynaeve zaskoczyła Egwene, mówiąc:

— Wiem, że robiłyśmy... rzeczy... których robić nie powinnyśmy, Matko. Zapewniam cię, że zrobimy wszystko, co w naszej mocy, by żyć, jakby wiązały nas Trzy Przysięgi.

Amyrlin odkaszlnęła.

— Dopatrzę, by tak było — oznajmiła sucho. — Jeżeli mogłabym, już dzisiejszego wieczora włożyłabym Różdżkę Przysiąg w wasze dłonie, ale skoro jest to ceremonia ograniczona do stawania się Aes Sedai, muszę zaufać waszemu zdrowemu rozsądkowi... jeżeli posiadacie choćby jego resztki... że będzie was strzegł. W takiej sytuacji, ty, Egwene i ty, Elayne, zostaniecie podniesione do godności Przyjętych.

Elayne wstrzymała dech, a Egwene aż zachwiała się od przeżytego wstrząsu.

— Dziękuję, Matko.

Leane poruszyła niespokojnie nogami. Egwene nie sądziła, że strażniczka wygląda na szczególnie zadowoloną. Nie była zaskoczona — jasne, że musiała wiedzieć, co nastąpi — ale zadowolona również nie.

— Nie dziękuj mi. Wasze zdolności rozwinęły się nazbyt wyraźnie, byście dalej pozostawały nowicjuszkami. Niektóre myślą, że nie powinnyście otrzymać pierścienia, nie po czymś takim, ale wasz widok, po kostki w tłustych garnkach, powinien złagodzić krytykę mej decyzji. Ostatecznie możecie myśleć o tym jako formie odpłaty, pamiętajcie bowiem, że pierwsze tygodnie Przyjętych upływają na wybieraniu gnijących ryb z kosza z dobrymi sztukami. Wasze najgorsze dni w roli nowicjuszek zdawać się wam będą słodkim snem w porównaniu z resztą waszej działalności naukowej przez najbliższe kilka tygodni. Podejrzewam, iż niektóre z uczących was sióstr wystawią was na doświadczenia cięższe niźli to sensu stricto konieczne, ale nie wierzę, żebyście się skarżyły. Będziecie?

„Mogę się uczyć — pomyślała Egwene. — Wybierać własne przedmioty studiów. Mogę się nauczyć o snach, nauczyć jak...”

Uśmiech Amyrlin przeciął strumień jej myśli. Ten uśmiech mówił, że nic, co siostry mogą im zrobić nie będzie gorsze, niźli musi być, jeśli ostatecznie pozostawi je przy życiu. Na twarzy Nynaeve odbijała się mieszanina głębokiego współczucia i przepełnionych lękiem wspomnień jej własnych pierwszych tygodni w roli Przyjętej. Ta kombinacja wystarczyła, by Egwene z trudem przełknęła ślinę.

— Nie, Matko — powiedziała słabo.

Odpowiedzią Elayne był ochrypły szept.

— A więc, niech się tak stanie. Twoja matka niezbyt była zadowolona z twego zniknięcia, Elayne.

— Ona wie? — wyskrzeczała Elayne.

Leane parsknęła, a Amyrlin uniosła brew i powiedziała:

— Nie potrafiłam jej utrzymać w nieświadomości. Minęłaś się z nią o mniej niż miesiąc, co zresztą może okazać się dla ciebie wyjątkowo korzystne. Mogłabyś nie przeżyć tego spotkania. Była tak wściekła, że mogłaby przegryźć wiosło, wściekła na ciebie, na mnie, na Białą Wieżę.

— Potrafię sobie wyobrazić, Matko — słabo przytaknęła Elayne.

— Nie sądzę, byś potrafiła, dziecko. Przez ciebie mogła dobiec końca tradycja, która starsza jest od samego Andoru. Zwyczaj silniejszy od większości praw. Morgase odmówiła wzięcia z sobą z powrotem Elaidy. Po raz pierwszy w dziejach królowa Andoru nie posiada doradczyni w osobie Aes Sedai. Domagała się twego natychmiastowego powrotu do Caemlyn, gdy tylko się odnajdziesz. Przekonałam ją, że będzie dla ciebie bezpieczniej pobierać nauki jeszcze przez jakiś czas. Gotowa była również zabrać twych dwóch braci, nie pozwalając im skończyć treningu u strażników. Sami ją jakoś przekonali, by tego nie robiła. Nie wiem jak.