Выбрать главу

Decyzja, jaką powzięła Egwene, słysząc te słowa, spowodowała u niej skręty żołądka.

— Wobec tego, ja również podejmuję się. Nie bardziej niż ty mam ochotę, by siedzieć i czekać, zamartwiając się. — Nynaeve otworzyła usta i Egwene poczuła przypływ gniewu, który po niedawnym strachu stanowił prawdziwą ulgę. — I nie waż się ponownie mówić, że jestem zbyt młoda. W ostateczności potrafię przenosić, kiedy tylko zechcę. Przynajmniej zazwyczaj tak jest. Nie jestem już małą dziewczynką, Nynaeve.

Nynaeve stała, szarpiąc swój warkocz i nie mówiła ani słowa. Na koniec napięcie wreszcie ją opuściło.

— Nie jesteś, tak? Próbowałam powiedzieć sobie, że jesteś kobietą, ale sądzę, że tak naprawdę, wewnątrz nie jestem w stanie w to uwierzyć. Dziewczyno... Nie, kobieto. Kobieto, mam nadzieję, że zdajesz sobie sprawę, iż chcesz za mną pójść wprost do kotła pełnego wody i że mogą rozpalić pod nim ogień.

— Wiem o tym. — Egwene była dumna, że tym razem jej głos niemalże nie drżał.

Amyrlin uśmiechnęła się, jakby z zadowolenia, ale w jej niebieskich oczach Egwene dostrzegła coś, co pozwoliło jej podejrzewać, że od początku wiedziała, jakie będzie ich postanowienie. Przez moment znowu czuła te sznurki mistrza kukiełek przyczepione do swoich rąk i nóg.

— Verin... — Amyrlin zawahała się przez chwilę, potem powiedziała cicho, na poły do siebie. — Jeżeli będę musiała komuś zaufać, równie dobrze może to być ona. Wie już tyle samo co ja, a może nawet więcej. — Jej głos nabrał mocy. — Verin przekaże wam wszystko, co wiadomo o Liandrin i reszcie, a nadto listę porwanych ter’angreali i ich funkcje. Przynajmniej te, o których wiemy. Jeśli zaś chodzi o Czarne Ajah pozostałe w Wieży... Słuchajcie, obserwujcie i ostrożnie zadawajcie pytania. Bądźcie jak myszy. Jeżeli poweźmiecie jakiekolwiek podejrzenia, przyjdźcie z tym do mnie. Ze swojej strony też będę na was uważać. Nikt nie będzie dziwił się temu, biorąc pod uwagę, za co zostałyście ukarane. Możecie swoje raporty zdawać, kiedy będę poddawała was kontroli. Pamiętajcie, one już zabijały. Mogą z łatwością zrobić to ponownie.

— Wszystko w najlepszym porządku — powiedziała Nynaeve — ale wciąż będziemy tylko Przyjętymi, a ściga my Aes Sedai. Każda pełna siostra może kazać nam zająć się swoimi sprawami, albo odesłać nas do pralni i nie będziemy miały innego wyjścia, niż tylko posłuchać. Są miejsca, w które nie należy chodzić, będąc Przyjętą, rzeczy których nie należy robić. Światłości, nawet jeśli będziemy miały pewność, że jakaś siostra jest Czarną Ajah, ona może rozkazać gwardzistom, by zamknęli nas w naszych pokojach i zatrzymać nas tam, a oni posłuchają. Z pewnością nie będą przedkładali słowa Przyjętej nad oświadczenie Aes Sedai.

— Zazwyczaj — odrzekła Amyrlin — będziecie musiały działać w ramach ograniczeń wiążących Przyjętą. Chodzi o to, by nikt was nie podejrzewał. Ale...

Otworzyła czarną kasetkę, stojącą na jej stole, zawahała się i spojrzała na obecne w pokoju kobiety, jakby wciąż niepewna, czy rzeczywiście chce to zrobić, potem wyjęła z niej kilka sztywnych, zwiniętych dokumentów. Uporządkowała je uważnie, potem ponownie zawahała się i wybrała dwa z nich. Pozostałe wsadziła z powrotem do kasetki, a te dwa podała Egwene i Nynaeve.

— Ukryjcie je dobrze. Przeznaczone są do wykorzystania w nagłym wypadku.

Egwene rozwinęła gruby papier. Zobaczyła tekst napisany starannym, równym pismem, pieczętowany u dołu Białym Płomieniem Tar Valon.

Co uczyni okaziciel niniejszego pisma, uczynione jest z mego rozporządzenia i upoważnienia. Bądźcie wiec posłuszni i milczcie, taki jest bowiem moi rozkaz.

Siuan Sanche
Strażniczka Pieczęci
Płomienia Tar Valon
Zasiadająca na Tronie Amyrlin

— Z czymś takim mogę zrobić wszystko — powiedziała zdumiona Nynaeve. — Kazać gwardzistom maszerować. Rozkazywać strażnikom. — Roześmiała się lekko. — Z tym mogę zmusić strażników do tańczenia.

— Dopóki nie dotrze to do mnie — zgodziła się sucho Amyrlin. — I o ile nie okaże się, że miałaś bardzo przekonujący powód, sprawię byś pożałowała, iż nie wpadłaś w ręce Liandrin.

— Nie miałam zamiaru nic takiego zrobić — odrzekła pośpiesznie Nynaeve. — Chciałam jedynie zaznaczyć, że daje mi to więcej władzy, niźli sobie kiedykolwiek wyobrażałam.

— Możecie potrzebować każdej jej drobiny. Ale o jednym pamiętaj, dziecko. Dla Sprzymierzeńca Ciemności nie będzie to znaczyło więcej niż dla Białego Płaszcza. Zapewne zabiją cię za samo posiadanie czegoś takiego. Jeżeli ten dokument miałby być tarczą... cóż, papierowe tarcze bywają liche, a ta na dodatek ma na sobie wymalowane koncentryczne kręgi, ułatwiające celowanie.

— Tak, Matko — odpowiedziały równocześnie Egwene i Nynaeve.

Egwene zwinęła dokument i wsunęła do sakwy przy pasie, postanowiwszy nie wyjmować go, dopóki rzeczywiście nie będzie innego wyjścia.

„Ale jak mam wiedzieć, kiedy taka chwila nadejdzie?”

— A co z Matem? — zapytała Nynaeve. — Jest bardzo chory, Matko. Nie zostało mu już wiele czasu.

— Prześlę wam słowo -lakonicznie odparła Amyrlin.

— Ależ, Matko...

— Zawiadomię was! Teraz idźcie już sobie, dzieci. Nadzieja Wieży spoczywa w waszych dłoniach. Idźcie do swoich pokoi i odpocznijcie trochę. Pamiętajcie, czeka was spotkanie z Sheriam i z garnkami.

15

Szary człowiek

Korytarze otaczające gabinet Zasiadającej na Tronie Amyrlin okazały się puste, wyjąwszy przypadkowo spotykane służące, które na stopach obutych miękkimi pantoflami spieszyły się, zajęte swymi obowiązkami. Egwene wdzięczna była za ich obecność. Korytarze nagle wydały jej się niczym jaskinie, niezależnie od wiszących na ścianach gobelinów i kamiennych zdobień. Niebezpieczne jaskinie.

Nynaeve szybkim krokiem wędrowała przed siebie, znowu kapryśnymi ruchami szarpiąc swój warkocz i Egwene musiała spieszyć się, by dotrzymać jej kroku. Nie miała ochoty zostać tutaj sama.

— Jeżeli Czarne Ajah wciąż są tutaj, Nynaeve, i jeżeli powezmą najlżejsze choćby podejrzenia w stosunku do tego, co robimy... Mam nadzieję, że nie mówiłaś poważnie, kiedy wspominałaś o działaniu w taki sposób, jakbyśmy już były związane Trzema Przysięgami. Nie mam zamiaru pozwolić im mnie zabić, nie wówczas gdy będę zdolna do przenoszenia.

— Jeśli którakolwiek z nich jeszcze tutaj została, z pewnością będą wiedziały, czym się zajmujemy, w chwili gdy tylko nas zobaczą. — Wbrew treści wypowiadanych słów, w głosie Nynaeve brzmiało prawdziwe zatroskanie. W ostateczności dojrzą w nas zagrożenie dla siebie, a to będzie oznaczało to samo, przynajmniej jeżeli chodzi o skutki, których doświadczymy.

— Dlaczego miałyby dostrzec w nas zagrożenie? Nikt nie postrzega groźby w kimś, komu może rozkazywać. Dla nikogo zagrożeniem nie jest ktoś, kto musi szorować garnki i obracać rożen trzy razy dziennie. Dlatego właśnie Amyrlin zapędziła nas do pracy w kuchniach. To przynajmniej stanowi część odpowiedzi na to pytanie.

— Być może Amyrlin nie przemyślała wszystkiego do końca — powiedziała Nynaeve nieobecnym głosem. A być może zrobiła to i chce od nas czegoś innego, niż to, co oznajmiła. Pomyśl, Egwene. Liandrin nie chciałaby usunąć nas ze swej drogi, gdyby nie uważała, że stanowimy dla niej zagrożenie. Nie jestem w stanie wyobrazić sobie w jaki sposób, albo wobec czego dokładnie, ale nie potrafię również pojąć, dlaczego to miałoby się w najmniejszym stopniu zmienić. Jeśli są tutaj wciąż jeszcze jakieś Czarne Ajah, będą bez wątpienia postrzegać nas w ten sam sposób, niezależnie od tego, czy domyślą się, co robimy, czy też nie.