— Uspokój się — rozkazała Nynaeve, ale sama rozglądała się niespokojnie po krużganku, skubiąc warkocz. Po prostu bądź spokojna, a dojdziemy do tego, co...
Jej słowa urwały się jak nożem uciął na dźwięk kroków kierujących się po pochylni na ich piętro.
Serce Egwene załomotało, podchodząc niemalże do gardła. Wbiła wzrok w wyjście rampy i rozpaczliwie wysilała się, by ponownie dotknąć saidara, ale konieczność zachowania spokoju i uderzenia tłukącego serca niszczyły upragniony spokój.
Sheriam Sedai zatrzymała się u szczytu rampy, rozciągający się przed nią widok spowodował, że mars wypełzł na jej czoło.
— Cóż, w imię Światłości, tutaj się zdarzyło?
Pospieszyła naprzód, po raz pierwszy jej spokój został dramatycznie zmącony.
— Znalazłyśmy go — odpowiedziała Nynaeve, kiedy Mistrzyni Nowicjuszek klęknęła przy zwłokach.
Sheriam przyłożyła dłoń do piersi mężczyzny, ale natychmiast gwałtownie szarpnęła ją z powrotem, syknąwszy przez zęby. W widoczny sposób przemagając się, dotknęła go ponownie, tym razem udało jej się dłużej utrzymać dotyk.
— Martwy — wymamrotała. — Tak martwy, jak to tylko możliwe, a nawet bardziej. — Kiedy się wyprostowała, wyciągnęła z rękawa chusteczkę i wytarła palce. Wy go znalazłyście? Tutaj? W takim stanie?
Egwene pokiwała głową, pewna, że jeśli przemówi, Sheriam wyczuje kłamstwo w jej głosie.
— Tak, to my — powiedziała zdecydowanie Nynaeve.
Sheriam potrząsnęła głową.
— Mężczyzna... martwy mężczyzna!... w kwaterach nowicjuszek stanowiłby wystarczający powód do skandalu, ale to... !
— A czym się różni od innych ludzi? — zapytała Nynaeve. — I w jaki sposób może być bardziej niż martwy?
Sheriam wzięła głęboki oddech i przyjrzała się im badawczo.
— To jest jeden z Bezdusznych. Szary Człowiek. — Nie całkiem zdając sobie sprawę, co robi, ponownie wytarła palce i zwróciła spojrzenie z powrotem na ciało. Spojrzenie pełne zmartwienia.
— Bezduszny? — powtórzyła Egwene głosem pełnym drżenia, a w tym samym momencie Nynaeve zapytała:
— Szary Człowiek?
Sheriam rzuciła im spojrzenie równie dogłębne, co krótkie.
— Nie było to jeszcze przedmiotem waszych studiów, ale i tak wykraczacie wszak poza narzucone reguły i to pod niejednym względem. Ponadto, biorąc pod uwagę, że to wy znalazłyście to... — Machnęła dłonią w kierunku ciała. Bezduszni, Szarzy Ludzie, rezygnują ze swych dusz, by służyć Czarnemu jako asasyni. Po tym nie są już żywi w pełnym tego słowa znaczeniu. Nie całkiem martwi, ale również i nie prawdziwie żywi. A pomimo nazwy, niektórzy Szarzy Ludzie są kobietami. Bardzo niewielu. Nawet wśród Sprzymierzeńców Ciemności tylko garstka kobiet jest na tyle głupia, by zdobyć się na taką ofiarę. Możecie patrzeć wprost na nich i praktycznie ich nie dostrzegać, dopóki nie jest za późno. Kiedy się poruszał, był niemal równie martwy jak teraz. A w obecnej chwili tylko moje oczy upewniają mnie, że to, co tu leży, kiedyś było żywe. — Obdarzyła je kolejnym długim spojrzeniem. — Żaden Szary Człowiek nie ośmielił się wejść do Tar Valon od czasów wojen z trollokami.
— Co zrobimy? — zapytała Egwene. Kiedy brwi Sheriam uniosły się do góry, szybko dodała: — Jeśli oczywiście mogę zapytać, Sheriam Sedai.
Aes Sedai zawahała się.
— Przypuszczam, że możesz; ponieważ to właśnie ty miałaś to nieszczęście go znaleźć. Dotrze to oczywiście do Zasiadającej na Tronie Amyrlin, ale biorąc pod uwagę wszystko, co się ostatnio stało, sądzę, że zapewne zechce utrzymać całą rzecz w możliwie ścisłej tajemnicy. Nie potrzebujemy więcej plotek. Na temat całego wydarzenia nie będziecie rozmawiać z nikim prócz mnie, albo Amyrlin, pod warunkiem, że ona pierwsza poruszy tę kwestię.
— Tak, Aes Sedai — powiedziała żarliwie Egwene, głos Nynaeve miał w sobie zdecydowanie więcej chłodu.
Sheriam wyglądała, jakby wzięła za dobrą monetę okazane przez nie posłuszeństwo. W żaden sposób nie dała do zrozumienia, że w ogóle usłyszała, co mówią. Cała jej uwaga skupiona była na martwym mężczyźnie. Na Szarym Człowieku. Bezdusznym.
— Nie ma sposobu, by zataić fakt; iż zabito tutaj mężczyznę. — Znienacka otoczyła ją poświata Jedynej Mocy i równie nagle wydłużona, niska sfera pokryła ciało leżące na podłodze, szarawa i tak nieprzezroczysta, że z trudem można było dostrzec zwłoki, które przykrywała. — Ale to powstrzyma od dotykania go wszystkich, którzy zdolni byliby odkryć jego prawdziwą naturę. Muszę usunąć ciało, zanim powrócą nowicjuszki.
Jej nakrapiane zielone oczy objęły je spojrzeniem, jakby dopiero teraz przypomniała sobie o ich obecności.
— Wy dwie już możecie iść. Sądzę, że najlepiej będzie, jeżeli udacie się do twojego pokoju, Nynaeve. Biorąc pod uwagę to, czego byłyście przed chwilą świadkami, jeśli rozniesie się, że jesteście w to zaangażowane, nawet w pośredni sposób... Idźcie.
Egwene złożyła jej dworski ukłon i pociągnęła za skraj sukni Nynaeve, ale tamta zapytała jeszcze:
— Dlaczego przyszłaś tutaj, Sheriam Sedai?
Przez moment Sheriam wyglądała na zaskoczoną, ale ten moment szybko minął, zmarszczyła brwi. Wsparta pięściami o biodra, obrzuciła Nynaeve spojrzeniem, w którym była cała moc jej urzędu.
— Czy z jakiegoś powodu obecnie Mistrzyni Nowicjuszek potrzebuje wymówki, aby udać się do kwater swych podopiecznych, Przyjęta? — zapytała cicho. — Czy Przyjęta ma zamiar przesłuchiwać Aes Sedai? Amyrlin najwyraźniej przeznaczyła wam dwóm jakąś specjalną rolę, ale niezależnie od tego, czy tak jest, czy nie, w ostateczności przynajmniej nauczę was dobrych manier. A teraz obie już sobie idźcie, zanim zaciągnę was do swego gabinetu, a nasza rozmowa w niczym nie będzie przypominała spotkania, jakie miałyście z Amyrlin.
Nagła myśl przyszła Egwene do głowy.
— Wybacz mi, Sheriam Sedai — powiedziała szybko — ale muszę zabrać mój płaszcz. Jest mi zimno.
Pobiegła dookoła galerią, zanim Aes Sedai zdążyła się odezwać. Jeśli Sheriam znalazłaby bełt kuszy, spoczywający tuż pod jej drzwiami, wywołałoby to zbyt wiele pytań. Na nic po prostu zdałoby się przekonywanie, że tylko znalazły tego człowieka, że nie miały z nim nic wspólnego. Ale kiedy doszła do drzwi swego pokoju, przekonała się, że ciężki grot zniknął. Tylko poszczerbiona rysa w kamieniu obok drzwi wskazywała na jego wcześniejszą obecność.
Skórę Egwene pokryła gęsia skórka.
„Jak ktoś mógł zabrać go, a myśmy niczego nie dostrzegły... Następny Szary Człowiek!”
Zanim sobie zdała sprawę z tego, co robi, objęła saidara i tylko słodki przepływ mocy wewnątrz jej istoty powiedział jej, co uczyniła. Pomimo to otwarcie drzwi i wejście do pokoju stanowiło jedną z najtrudniejszych rzeczy, jakich przyszło jej dokonać w życiu. W środku nie było nikogo. Zerwała z kołka biały płaszcz i wybiegła na korytarz. Mimo iż nic się nie zdarzyło, saidara puściła dopiero wówczas, gdy przebiegła już połowę drogi do czekających na nią kobiet.
Podczas jej nieobecności coś pomiędzy nimi zaszło. Nynaeve starała się wyglądać potulnie, a osiągnęła tylko tyle, że miała minę, jakby bolał ją brzuch. Sheriam wsparła pięści na biodrach i w złości uderzała stopą o posadzkę, zaś oczy, jakimi patrzyła na Nynaeve przypominały dwa zielone kamienie młyńskie gotowe do mielenia jęczmiennego ziarna. Egwene również dostała się w zasięg tego spojrzenia.
— Wybacz mi, Sheriam Sedai — powiedziała szybko, wykonując ukłon i równocześnie zarzucając płaszcz na ramiona. — To... odkrycie martwego mężczyzny... Szarego Człowieka!... spowodowało, iż zrobiło mi się zimno. Czy mogłybyśmy już pójść?