„Lecz jeżeli Nynaeve ma rację, a ona jest Czarną Ajah; to nie potrzebowała widzieć tej listy, żeby chcieć mnie zabić. Dosyć tego!”
— Naprawdę nie był.
— Gdybym zrobiła to, co powinnam — upierała się Alanna — nigdy by do tego nie doszło. Jedyny raz, kiedy coś takiego widziałam, zdarzył się kilka lat temu, gdy próbowałyśmy używać ter’angreala w tej samej komnacie, w której używałyśmy innego, w pewien sposób związanego z tamtym. Znaleźć takie dwa zdarza się nieskończenie rzadko. Oba ter’angreale stopiły się, a wszystkie siostry znajdujące się w promieniu stu kroków miały przez następny tydzień taki ból głowy, że nie potrafiły przenieść nawet iskierki. O co chodzi, dziecko?
Egwene tak silnie zaciskała dłoń na swej sakwie, że znajdujący się w środku kamienny pierścień nawet przez płótno wbił się we wnętrze jej dłoni. Czy był ciepły, czy tylko jej się tak wydawało?
„Światłości, sama sobie to zrobiłam”.
— Nic się nie stało, Alanna Sedai. Aes Sedai, nie zrobiłaś niczego złego. Nie ma powodu, byś dzieliła moją karę. Żadnego w ogóle powodu. Najmniejszego!
— Odrobinę zbyt gwałtownie powiedziane — zauważyła Sheriam — ale prawdziwe.
Alanna tylko potrząsnęła głową.
— Aes Sedai — zapytała powoli Egwene — co oznacza bycie Zieloną Ajah?
Oczy Sheriam rozszerzyły się z rozbawienia, zaś Alanna roześmiała się w głos.
— Ledwie ma pierścień na palcu — powiedziała Zielona siostra — a już usiłuje zdecydować, które Ajah wybrać? Po pierwsze, musisz kochać mężczyzn. Nie znaczy zakochiwać się w nich, lecz kochać. Nie tak, jak Błękitne, które ich zwyczajnie lubią, dopóki walczą o tę samą sprawę żnie wchodzą im w drogę. No i oczywiście nie traktować ich jak Czerwone, które gardzą nimi, jakby każdy odpowiedzialny był za Pęknięcie.
Alviarin, Biała siostra, która przyszła w towarzystwie Amyrlin, obrzuciła je chłodnym spojrzeniem i poszła dalej.
— I nie tak, jak Białe — kontynuowała Alanna ze śmiechem — które nie zostawiają w swym życiu miejsca na namiętności.
— Nie o to mi chodziło, Alanna Sedai. Chciałam wiedzieć, nie jak być Zieloną siostrą, ale co to znaczy.
Nie była pewna, czy Alanna zrozumie; ponieważ sama nie do końca wiedziała, co chce powiedzieć, tamta jednak pokiwała głową, jakby wreszcie dotarło do niej, o co chodzi,
— Brązowe poszukują wiedzy, Błękitne wtrącają się w sprawy świata, a Białe rozważają kwestie prawdy, posługując się nieodpartą logiką. Wszystkie po trochu zajmujemy się tym, całością tych spraw, oczywiście. Ale być Zieloną oznacza trwanie w gotowości. — W głosie Alarmy zabrzmiała nutka dumy. — Podczas wojen z trollokami często byłyśmy nazywane Bojowymi Ajah. Wszystkie Aes Sedai pomagały wówczas, kiedy i gdzie tylko mogły, ale tylko Zielone Ajah towarzyszyły armiom, brały udział w każdej niemalże bitwie. Stanowiłyśmy przeciwwagę dla Władców Strachu. Bojowe Ajah. I teraz również trwamy w gotowości, na wypadek gdyby trolloki znowu ruszyły na południe, czekamy na Tarmon Gai’don, Ostatnią Bitwę. Będziemy tam. Oto, co znaczy być Zieloną.
— Dziękuję, Aes Sedai — powiedziała Egwene.
„To tym byłam? Czy tym będę? Światłości, chciałabym wiedzieć, czy to było prawdziwe, czy ma to cokolwiek wspólnego z tym, co dzieje się tu i teraz.”
Amyrlin podeszła do nich, wszystkie ukłoniły się głęboko.
— Czujesz się dobrze, Córko? — zwróciła się do Egwene. Jej spojrzenie prześlizgnęło się po pliku dokumentów wystających spod sukni nowicjuszki, którą trzymała w dłoniach, potem na powrót spoczęło na jej twarzy. — Dowiem się, dlaczego zdarzyło się dzisiaj to, czego byłyśmy świadkami, zanim skończę z całą sprawą.
Policzki Egwene poczerwieniały.
— Czuję się dobrze, Matko.
Alanna zaskoczyła ją, zwracając się Amyrlin z prośbą o ukaranie, zgodnie z tym, co wcześniej obiecała.
— Nigdy nie słyszałam o czymś takim — odwarknęła Amyrlin. — Właściciel nie brudzi się pospołu z chłopcami okrętowymi w zęzie, nawet jeśli to on wprowadzi statek na mieliznę.
Spojrzała na Egwene, a zmartwienie zwęziło jej oczy. I gniew.
— Podzielam twą troskę, Alanno. Cokolwiek ta dziewczyna zrobiła, nie zasługuje na to. Bardzo dobrze. Jeżeli to ma cię uspokoić, możesz odwiedzić Sheriam. Cała sprawa ma zostać jednak tylko między wami dwoma. Nie chcę, by Aes Sedai wystawiały się na pośmiewisko, nawet wewnątrz Wieży.
Egwene otworzyła usta, by wyznać wszystko i pozwolić im zabrać pierścień — „Nie chcę tej przeklętej rzeczy, naprawdę” — ale Alanna wyprzedziła ją.
— A ta druga rzecz, Matko?
— Nie gadaj głupstw, Córko. — Amyrlin była zła, a z każdym słowem jej wściekłość rosła. — W ciągu jednego dnia staniesz się pośmiewiskiem w oczach wszystkich, z wyjątkiem tych, którzy uznają, że oszalałaś. I nie sądź, że kiedykolwiek się od tego uwolnisz. Takie historie roznoszą się w zupełnie niezwykły sposób. Historie o kuchennej Aes Sedai będą opowiadać od Łzy do Maradon. A to będzie rzutować na każdą siostrę. Nie. Jeżeli nie potrafisz pozbyć się poczucia winy i dać sobie z nim rady, jak przystało dorosłej kobiecie, bardzo dobrze. Powiedziałam ci, że możesz odwiedzić Sheriam. Będziesz jej towarzyszyła dzisiejszej nocy po opuszczeniu tej komnaty. To da ci resztę nocy na zastanowienie, czy coś w ten sposób uzyskałaś. A jutro możesz zacząć badać, co dzisiaj poszło źle.
— Tak, Matko. — Głos Alarmy był doskonale wyprany z wszelkich emocji.
Chęć przyznania się zamarła w sercu Egwene. Na twarzy Alarmy mignął tylko krótki błysk rozczarowania, kiedy zrozumiała, że Amyrlin nie pozwoli jej przyłączyć się do Egwene w kuchni.
„Nie miała bardziej ochoty być ukarana, niż jakakolwiek inna rozsądna osoba. Potrzebowała wymówki dla przebywania w moim towarzystwie. Światłości, przecież chyba nie mogła rozmyślnie spowodować rozstrojenia ter’angreala, to była moja wina. Czy może być Czarną Ajah?”
Pogrążona w myślach, Egwene usłyszała kaszlnięcie, potem następne, nieco głośniejsze. Skupiła wzrok. Amyrlin patrzyła wprost na nią, a kiedy przemówiła, dobitnie akcentowała każde słowo.
— Ponieważ zdajesz się spać na stojąco, dziecko, sądzę, że powinnaś już pójść do łóżka. — Na krótką chwilę jej spojrzenie rozbłysło na widok na poły ukrytych dokumentów w dłoniach Egwene. — Jutro czeka cię dużo pracy, podobnie zresztą jak przez wiele następnych dni.
Jej spojrzenie spoczywało jeszcze przez chwilę na twarzy Egwene, potem odeszła nagle, tak szybko, że żadna z nich nie zdążyła się nawet ukłonić.
Sheriam napadła na Alannę, kiedy tylko Amyrlin znalazła się poza zasięgiem głosu. Zielona Aes Sedai popatrzyła groźnie, ale nie odezwała się słowem.
— Jesteś szalona, Alanno! Jesteś głupia, podwójnie głupia, jeżeli sądzisz, że potraktuję cię lżej, ponieważ razem spędzałyśmy nowicjat. Czy Smok cię opętał, żeby... — Nagle zdała sobie sprawę z obecności Egwene i na nią przeniosła swój gniew. — Czy nie słyszałaś, że Amyrlin kazała ci pójść do łóżka, Przyjęta? Jeśli szepniesz choć słówko o tym, co tu się zdarzyło, będziesz żałowała, że nie pogrzebałam cię na polu i nie użyźniłam tobą ziemi. Rano chcę cię widzieć w moim gabinecie i to dokładnie w chwili, gdy dzwon wybije Jutrznię, ani odrobinę później. Teraz idź!
Egwene poszła, w głowie jej wirowało.