Выбрать главу

„W końcu — pomyślała ponuro Nynaeve. — I rychło w czas!”

Ale Amyrlin nie spojrzała nawet w jej stronę. Nie odezwała się do nikogo ani słowem. Przejechała dłonią po wyszorowanym do białości blacie stołu i podnosząc ją do oczu, skrzywiła się, jakby zobaczyła brud. W mgnieniu oka Laras stanęła obok niej, cała w uśmiechach, ale puste spojrzenie Amyrlin spowodowało, iż zatrzymała się i w milczeniu trwała czekając, co będzie dalej.

Amyrlin przeszła się po kuchni. Popatrzyła na kobiety krojące placek z owsianej mąki. Popatrzyła na kobiety obierające jarzyny. Zajrzała do kotłów z zupą, potem przyjrzała się dbającym o nie kobietom, te zdawały się całkowicie pochłonięte obserwacją powierzchni płynu. Zmarszczenie jej brwi spowodowało, że służące, które nosiły talerze i miski do refektarza, puściły się biegiem. Błysk w jej oczach doprowadził nowicjuszki do tego, iż rozpierzchły się niczym myszy na widok kota. W czasie gdy pokonała połowę swej drogi przez kuchnię, każda kobieta pracowała już dwukrotnie szybciej niźli dotąd. Kiedy zaś dokończyła obchodu, Laras była jedyną, która śmiała w ogóle spojrzeć na nią.

Amyrlin zatrzymała się przed pieczenią, obracającą się na rożnie, wsparła pięści o biodra i spojrzała na Laras. Tylko spojrzała, bez żadnego wyrazu, spojrzenie błękitnych oczu było zimne i twarde.

Potężna kobieta nieomal się udławiła, a jej podbródki drżały, gdy wygładzała fartuch. Amyrlin nawet nie mrugnęła. Laras spuściła wzrok, przestąpiła ciężko z nogi na nogę.

— Jeżeli Matka pozwoli — zaczęła słabym głosem.

Wykonała coś, co w zamierzeniu zapewne miało być dwornym ukłonem, a potem oddaliła się śpiesznie, zapominając się do tego stopnia, że stanęła przy jednym z kotłów z zupą i zaczęła mieszać w nim swoją łyżką.

Nynaeve uśmiechnęła się, pochylając głowę, by to ukryć. Egwene i Elayne nie przerywały pracy, ale również rzucały spojrzenia na Amyrlin, która stała odwrócona plecami nie dalej niż o dwa kroki od nich.

Z miejsca gdzie stała, Amyrlin ciskała po całej kuchni spojrzenia.

— Jeżeli tak łatwo można je zastraszyć — wymruczała cicho — zapewne przez długi czas mogły pozwalać sobie na zbyt wiele rzeczy.

„Latwo zastraszone, rzeczywiście — pomyślała Nynaeve. — Żałosna wymówka dla tych kobiet. Ona tylko na nie spojrzała!”

Amyrlin rzuciła spojrzenie przez okryte stułą ramię i przez moment pochwyciła wzrok Nynaeve. Nagle ta zdała sobie sprawę, że szybciej obraca rożen. Powiedziała sobie, że stara się udawać równie zastraszoną jak wszystkie pozostałe.

Spojrzenie Amyrlin padło na Elayne i nagle przemówiła, nieomal tak głośno, aby zagrzechotały miedziane garnki i rondle wiszące na ścianach.

— Są słowa, których nie będę tolerowała w ustach młodej kobiety, Elayne z Domu Trakand. Jeżeli wypowiesz je głośno, zadbam o to, byś je potem zszorowała z podłogi!

Wszyscy znajdujący się w kuchni aż podskoczyli.

Elayne wyglądała na zmieszaną, natomiast przez twarz Egwene przemknęło oburzenie.

Nynaeve potrząsnęła głową, jakby jej kark przeniknęło drobne wściekłe drżenie.

„Nie, dziewczyno! Powstrzymaj swój język! Nie widzisz, co ona robi?”

Ale Egwene otworzyła jednak usta, z szacunkiem, lecz i z determinacją.

— Matko, ona nie...

— Cisza! — Ryk Amyrlin wywołał kolejną falę podskoków. — Laras! Czy możesz znaleźć coś, co nauczy te dwie dziewczyny odzywać się, kiedy powinny i mówić, co należy, Mistrzyni Kuchni? Potrafisz to zrobić?

Laras nadeszła, kołysząc się, szybciej jednak niźli Nynaeve kiedykolwiek widziała, skoczyła w kierunku Elayne i Egwene, aby złapać obie za uszy, przez cały czas zaś powtarzała:

— Tak, Matko. Natychmiast, Matko. Jak rozkażesz, Matko.

Spiesznie wyprowadziła obie dziewczyny z kuchni, jakby zadowolona, że może zniknąć z zasięgu spojrzenia Amyrlin.

Ta stała zaś wystarczająco blisko Nynaeve, by móc jej dotknąć, ale wciąż rozglądała się po kuchni. Młoda kucharka odwróciła się, trzymając w dłoniach miskę, w której coś mieszała i zaryzykowała spojrzenie na Amyrlin, po chwili jednak szybko uciekła na drugi koniec pomieszczenia.

— Nie chciałam, aby Egwene dostało się coś takiego.

Amyrlin ledwie poruszała ustami. Wyglądało to, jakby coś mruczała do siebie, a z wyrazu jej twarzy nikt w kuchni nie miał zamiaru wnioskować, o czym mówi. Sama Nynaeve z trudem rozróżniała słowa.

— Ale być może to ją nauczy, że najpierw należy pomyśleć, zanim się coś powie.

Nynaeve obracała rożen i trzymała głowę pochyloną, starając się również wyglądać, jakby coś mruczała pod nosem, na użytek każdego, kto by ewentualnie na nią patrzył.

— Myślałam, że będziesz uważnie nas obserwować, Matko. Tak, abyśmy mogły ci przekazać, co odkryłyśmy.

— Gdybym codziennie przychodziła patrzeć na was, Córko, mogłyby powstać podejrzenia.

Amyrlin nie przestawała badawczo rozglądać się po kuchni. Większość kobiet unikała nawet spoglądania w jej kierunku, by nie ściągnąć na siebie gniewu.

— Zaplanowałam sprowadzenie was dzisiaj do mojego gabinetu po południowym posiłku. Oficjalnie po to, by zrugać was za zaniedbania w wyborze studiów, tak przynajmniej oznajmiłam Leane. Ale są wieści, które nie mogą czekać. Sheriam znalazła następnego Szarego Człowieka. Kobietę. Była martwa niczym zeszłotygodniowa ryba a na jej ciele nie było żadnych śladów przemocy. Leżała, jakby odpoczywała, na łóżku Sheriam. Nie było to dla niej zbyt przyjemne odkrycie.

Nynaeve zesztywniała, a jej rożen zatrzymał się na moment, zanim znów podjęła pracę.

— Sheriam miała szansę zobaczyć listę, którą Verin dała Egwene. Podobnie jak Elaida. Nie rzucam żadnych oskarżeń, ale miały obie taką możliwość. A Egwene powiedziała, że Alanna... również zachowuje się dziwnie.

— Powiedziała ci o tym, czy tak? Alanna jest Arafellin. W Arafel mają dziwne przekonania dotyczące honoru i długu wdzięczności. — Wzruszyła ramionami, kończąc kwestię. — Przypuszczam, że mogę dawać na nie baczenie. Czy dowiedziałyście się czegoś użytecznego, dziecko?

— Pewnych rzeczy — wymruczała ponuro Nynaeve.

„A co z nie spuszczaniem oka z Sheriam? Może ona nie znalazła po prostu Szarego Człowieka. Amyrlin powinna również obserwować Elaidę, jeśli już o to chodzi. Cóż, Alanna naprawdę zrobiła...”

— Nie rozumiem, dlaczego zaufałaś Else Grinwell, ale wiadomość okazała się pomocna.

W krótkich, urywanych zdaniach, Nynaeve opowiedziała jej o rzeczach, które odnalazły w magazynie pod biblioteką, starając się sprawiać wrażenie, że tylko ona i Egwene tego dokonały, a w konkluzji dodała, co osiągnęły przez ich przeszukanie. Nie wspomniała nic o śnie Egwene — czy też czymkolwiek było to, co tamta przeżyła, Egwene upierała się, że była to jak najbardziej swego rodzaju rzeczywistość - o Tel’aran’rhiod. Nie powiedziała też o ter’angrealu, który Verin dała Egwene. Nie potrafiła się zmusić, by całkowicie zaufać kobiecie noszącej siedmiobarwną stułę czy też w ogóle jakiejkolwiek kobiecie noszącej szal, jeśli już o to chodzi — i wydawało jej się, że lepiej zostawić sobie jakieś rzeczy w zapasie.

Kiedy skończyła, Amyrlin milczała tak długo, że Nynaeve zaczęła myśleć, iż tamta niczego nie usłyszała. Miała zamiar powtórzyć wszystko odrobinę głośniej, kiedy Zasiadająca na koniec przemówiła, wciąż .ledwie poruszając ustami:

— Nie wysyłałam żadnej wiadomości, Córko. Rzeczy, które Liandrin oraz jej wspólniczki pozostawiły, zostały skrupulatnie przeszukane i spalone, kiedy nic w nich nie znaleziono. Nikt nie używałby niczego, co pozostało po Czarnych Ajah. Jeżeli zaś chodzi o Else Grinwell... Pamiętam tę dziewczynę. Mogła się nauczyć, jeśliby się przykładała, ale ona pragnęła tylko uśmiechać się do mężczyzn na placu ćwiczebnym strażników. Else Grinwell została umieszczona na statku handlowym i wysłana do matki dziesięć dni temu.