– Chcesz…
– Ubieraj się!
Wyskoczyła z łóżka.
– Łap, co się da. Bierz komputer i nie zostawiaj nic osobistego. – Wrzucił do torby ubrania i parę innych rzeczy. Wyjrzał przez okno, potem podszedł do drzwi prowadzących do pokoju obok, wyciągnął broń i otworzył je kopniakiem, przestraszając dwóch młodych mężczyzn.
Z początku myślała, że ich zabije, ale kazał im się tylko odwrócić, związał im ręce żyłką, do ust wepchnął im ścierki i przykleił taśmą. Potem wyciągnął ich portfele i obejrzał.
– Znam wasze nazwiska i adresy. Siedźcie tu i bądźcie cicho. Jeżeli komuś coś powiecie, wasze rodziny już nie żyją. Jasne?
Skinęli głowami, a Daniel zamknął drzwi do pokoju i zablokował je krzesłem. Wyrzucił zawartość pojemników i skrzynek wędkarskich, wkładając tam ich rzeczy. Przebrali się w ich żółte sztormiaki, nałożyli bejsbolówki, po czym z bagażem i wędkami wyszli z pokoju.
– Nie oglądaj się. Idź prosto do samochodu. Ale powoli. – Przecięli parking. Daniel przez kilka minut pakował samochód, starając się zachowywać całkiem swobodnie. Potem wsiedli i odjechali. Jennie ze wszystkich sił starała się zachować spokój. Była tak zdenerwowana, że chciało się jej płakać.
Musiała jednak przyznać, że była też podniecona. To był zupełny odjazd. Nigdy dotąd tak mocno nie czuła, że żyje. Pomyślała o swoim mężu, o chłopakach, o matce… nic, co z nimi przeżyła, nie mogło się równać z uczuciem towarzyszącym wyjazdowi z Sea View.
Minęli cztery radiowozy pędzące w kierunku motelu. Bez syren.
Anielskie pieśni…
Modlitwa podziałała. Byli już wiele kilometrów za motelem i nikt ich nie ścigał.
Wreszcie się roześmiała i z ulgą wypuściła powietrze.
– I co, najdroższa?
– Udało się, ukochany! – Wydała zwycięski okrzyk i potrząsnęła głową, jak gdyby była na koncercie rockowym. Przycisnęła usta do jego szyi i ugryzła go figlarnie.
Niedługo potem zatrzymali się na parkingu przed Butterfly Inn, skromnego moteliku przy Lighthouse, handlowej ulicy Monterey. Daniel powiedział:
– Idź zamówić pokój. Niedługo skończymy tu nasze sprawy, ale to może potrwać do jutra. Ale zamów na cały tydzień; tak będzie mniej podejrzanie. Gdzieś z tyłu. Może w tamtym domku. Podaj inne nazwisko. Powiedz w recepcji, że zostawiłaś dokumenty w walizce i przyniesiesz je później.
Jennie zameldowała się i wróciła do samochodu. Zanieśli do pokoju pojemnik i skrzynki.
Pell rozciągnął się na łóżku, zakładając ręce za głowę. Zwinęła się obok niego.
– Będziemy się tu musieli ukrywać. Na ulicy widziałem sklep spożywczy Pójdziesz kupić coś do jedzenia, najdroższa?
– I farbę do włosów?
Uśmiechnął się.
– Niezły pomysł.
– Mogę się zrobić na rudo?
– Możesz nawet na zielono, jeśli chcesz. I tak będę cię kochał.
Boże, był ideałem…
Nałożyła czapkę i wychodząc, usłyszała trzask włączanego telewizora. Kilka dni temu w ogóle by nie przypuszczała, że pozwoli, by Daniel robił ludziom krzywdę, że zgodzi się porzucić dom w Anaheim i nigdy już nie zobaczy kolibrów, kardynałów i wróbli na swoim podwórku.
Nie, ta decyzja wydawała się zupełnie naturalna. Właściwie wspaniała.
Dla ciebie wszystko. Danielu. Wszystko.
Rozdział 42
Ale skąd wiedział, że tam jesteście? – gorączkował się Overby, stojąc w gabinecie Dance. Nie tylko sam doprowadził do przejęcia nadzoru nad pościgiem przez CBI, ale właśnie się dowiedział, że oficjalnie wsparł błędną decyzję o szturmie na motel. Nerwowość zdradzał język jego ciała i dobór słów: powiedział „jesteście”, podczas gdy Dance lub O’Neil użyliby pierwszej osoby. Zrzucić winę…
– Prawdopodobnie wyczuł, że coś jest nie tak, może obsługa dziwnie się zachowywała – odrzekł Kellogg. – Tak jak w restauracji w Moss Landing. Ma koci instynkt.
Powtórzył dosłownie poprzednią myśl Dance.
– Michael, podobno twoi ludzie słyszeli, że jest w środku.
– Porno – oparła Dance.
– W telewizji leciał płatny kanał porno – wyjaśnił detektyw. – Usłyszeli odgłosy z filmu.
Analizowali przebieg wypadków zniechęceni i zakłopotani własną porażką. Okazało się, że kierownik, nie wiedząc o tym, widział Pella i kobietę opuszczających motel – udawali wędkarzy z sąsiedniego pokoju wyruszających na zatokę Monterey na kalmary i łososie. Mężczyźni, których znaleziono związanych i zakneblowanych w pokoju obok, nie mieli ochoty mówić; Dance udało się z nich wydusić, że Pell wziął ich adresy, grożąc, że zabije ich rodziny, jeżeli wezwą pomoc.
Schematy… przeklęte schematy.
Winston Kellogg był zmartwiony ucieczką, lecz nie wyglądał na skruszonego. Sam podjął trudną decyzję, podobnie jak Dance w Moss Landing. Jego plan mógł się powieść, gdyby nie przeszkodził los, a Dance czuła do niego szacunek za to, że nie narzekał i nie roztrząsał klęski, tylko skupił się na kolejnych krokach.
Do gabinetu weszła asystentka Overby’ego, zawiadamiając szefa, że ma telefon z Sacramento, a na drugiej linii czeka agentka specjalna z San Francisco Amy Grabe. Nie była zadowolona.
Szef CBI wydał gniewny pomruk i ruszył za nią do gabinetu.
Zadzwonił Carraneo z meldunkiem, że ani jemu, ani pozostałym funkcjonariuszom nie udało się zebrać na miejscu żadnych informacji. Jedna ze sprzątaczek zeznała, że tuż przed szturmem widziała jakiś ciemny samochód wyjeżdżający z parkingu. Nie znała numerów rejestracyjnych. Nikt inny niczego więcej nie widział.
Ciemny sedan. Tak samo bezużyteczny opis jak podany przez Reynoldsa. Zjawił się zastępca szeryfa z biura Monterey z dużą paczką, którą podał O’Neilowi.
– Materiał z miejsca zdarzenia.
Detektyw rozłożył na stole zdjęcia i listę dowodów. W pokoju zabezpieczono odciski palców świadczące, że istotnie zajmował go Pell ze wspólniczką. Na spisie wymieniono ubrania, opakowania po jedzeniu, gazety, środki higieniczne, parę kosmetyków. A także spinacze do bielizny, zrobiony z wieszaka przedmiot przypominający pejcz ze śladami krwi, rajstopy przywiązane do ramy łóżka, dziesiątki prezerwatyw – nowych i używanych – oraz dużą tubkę żelu K-Y.
– Typowe dla przywódców sekt – rzekł Kellogg. – Pamiętacie Jima Jonesa z Gujany? Uprawiał seks trzy albo cztery razy dziennie.