– Dlaczego to robią? – spytała Dance.
– Bo potrafią. Potrafią robić prawie wszystko, co chcą.
Zadzwonił telefon O’Neila. Detektyw odebrał i słuchał przez chwilę.
– Dobrze. Prześlij na komputer agentki Dance. Masz adres?… Dzięki.
Spojrzał na Dance.
– W kieszeni dżinsów tej kobiety ekipa znalazła wydruk e-maila.
Kilka minut później Dance otworzyła na ekranie wiadomość. Wy drukowała przesłany w załączniku plik PDF.
Od: Central
Do:
Temat:
Jennie, najdroższa,
Wytargowałem sobie wejście do biura, żeby to napisać. Musiałem. Chcę Ci coś powiedzieć Obudziłem się, myśląc o Tobie o tym, jak będziemy chodzić na plażę, na pustynię, co wieczór oglądać sztuczne ognie z twojego ogrodu. Myślałem, jaka jesteś inteligentna, piękna i romantyczna - czegóż więcej można pragnąć od dziewczyny? Krążyliśmy wokół tematu i nigdy nie wyznałem Ci tego wprost, ale teraz chcę to powiedzieć. Kocham Cię. Wiem na pewno, że nigdy nie spotkałem nikogo takiego jak Ty. A więc już wiesz. Muszę kończyć. Mam nadzieję, że czytając moje słowa, nie zdenerwowałaś się ani nie,,spanikowałaś”.
Do zobaczenia, Daniel
Czyli Pell jednak pisał e-maile z Capitoli – ale, jak zauważyła Dance, jeszcze w
zeszłym tygodniu, dlatego informatyk w więzieniu nie mógł ich znaleźć.
Zwróciła uwagę, że dziewczyna miała na imię Jennie. Czyli M było pierwszą literą nazwiska albo drugiego imienia.
JMSUNGIRL.
– Nasz wydział techniczny kontaktuje się z dostawcą Internetu – do dał O’Neil. – Administratorzy zagranicznych serwerów nie są zbyt skłonni do współpracy, ale trzymajmy kciuki.
Dance wpatrywała się w wydruk.
– Popatrz, o czym pisze: plaża, pustynia, codziennie sztuczne ognie. Wszystko blisko jej domu. To powinno nam dać jakąś wskazówkę.
– Samochód skradziono w Los Angeles… – rzekł Kellogg. – Dziewczyna musi być z południowej Kalifornii – plaża i pustynia. Ale sztuczne ognie?
– Anaheim – powiedziała Dance.
Drugi z obecnych w gabinecie rodziców skinął głową.
– Disneyland – uzupełni! O’Neil.
Dance pochwyciła spojrzenie detektywa.
– Miałeś pomysł, żeby sprawdzić w bankach wypłaty dziewięciu tysięcy dwustu. W całym okręgu Los Angeles – zgoda, to było za trudne. Ale Anaheim? O wiele mniejszy obszar. Poza tym wiemy już, jak ma na imię. I chyba znamy pierwszą literę nazwiska. Win, czy twoi ludzie mogą się tym zająć?
– Jasne, z taką liczbą banków powinni sobie poradzić – przytaknął. Podniósł słuchawkę i przekazał prośbę biuru terenowemu w Los Angeles.
Dance zadzwoniła do kobiet w Point Lobos Inn. Opowiedziała im, co się stało w motelu.
Znowu uciekł? zmartwiła się Samantha.
– Niestety. – Powiedziała jej o e-mailu, pytając o nicka w adresie, ale żadna z nich nie pamiętała nikogo o takim imieniu ani inicjałach.
– Znaleźliśmy też dowody praktyk sadomasochistycznych. – Opisała akcesoria erotyczne. – Pell ma takie upodobania czy to pomysł tej kobiety? Gdyby chodziło o nią, moglibyśmy zawęzić poszukiwania. Może jest profesjonalistką, domina.
Samantha przez chwilę milczała. Potem odrzekła: – Ach… to Daniel. Miał kiedyś takie skłonności. – W jej głosie brzmiała nutka skrępowania. Dance podziękowała jej.
– Wiem, że bardzo chce pani wyjechać. Obiecuję, że nie to już nie potrwa długo.
Już po pięciu minutach Winston Kellogg odebrał telefon. W jego oczach błysnęło zdumienie. Spojrzał na nich znad aparatu.
– Mają ją. W zeszłym tygodniu w Pacific Trust w Anaheim niejaka Jennie Marston podjęła z konta dziewięć tysięcy dwieście dolarów – prawie całe swoje oszczędności. Gotówką. Kiedy będziemy mieli nakaz, na si agenci i zastępcy szeryfa z Orange zrobią jej nalot na dom. Dadzą nam znać, co znaleźli.
Czasami jednak zdarza się przełom w sprawie.
O’Neil chwycił telefon i pięć minut później w komputerze Dance pojawiła się fotografia młodej kobiety z prawa jazdy. Agentka wezwała do siebie TJ-a.
– Co jest?
Ruchem głowy wskazała na ekran.
– Zrób portret w EFIT. Z ciemnymi, rudymi, długimi i krótkimi włosami. Pojedź z nim do Sea View. Chcę mieć pewność, że to ona. A jeżeli tak, wyślij zdjęcie do wszystkich telewizji i gazet na pół wyspie.
– Jasne, szefowo. – Stojąc, agent wcisnął kilka klawiszy i wypadł z gabinetu, jak gdyby próbował się ścigać z cyfrową fotografią, którą właśnie przesłał do swojego biura.
W drzwiach stanął Charles Overby.
– Dzwonili z Sacramento w sprawie…
– Chwileczkę, Charles. – Kiedy Dance poinformowała go, co się stało, natychmiast poprawił mu się nastrój.
– No, mamy trop. Świetnie. Nareszcie… w każdym razie jest inny kłopot. Do Sacramento dzwonili z biura szeryfa z okręgu Napa.
– Napa?
Mają w areszcie niejakiego Mortona Walkera.
Dance wolno pokiwała głową. Nie mówiła Overby’emu o zwerbowaniu pisarza do pomocy w odnalezieniu Śpiącej Laleczki.
– Rozmawiałem z szeryfem. Trudno go nazwać radosnym skowronkiem.
– Co Walker zrobił? – zdziwił się Kellogg, kierując pytające spojrzenie na Dance.
– Chodzi o małą Croytonów. Mieszka gdzieś w okolicy z ciotką i wujem. Najprawdopodobniej chciał ją namówić, żeby się zgodziła na przesłuchanie.
– Zgadza się.
– Och, nic o tym nie słyszałem. – Zrobił wymowną pauzę. – Ciotka odmówiła. Ale dzisiaj rano zakradł się do ich domu i próbował przekonać dziewczynę osobiście.
Oto jak wygląda bezstronne, niezależne dziennikarstwo.