Выбрать главу

– Ciotka do niego strzeliła.

– CO?!

– Chybiła, ale gdyby nie zjawiła się policja, szeryf przypuszcza, że spróbowałaby drugi raz. I nikt by się tym specjalnie nie przejął. Uważa ją, że mamy z tym coś wspólnego. Trzeba coś z tym śmierdzącym fantem zrobić.

– Załatwię to – obiecała Dance.

– Nie byliśmy w to zamieszani, prawda? Powiedziałem mu, że nie.

– Załatwię to.

Overby po chwili zastanowienia podał jej numer szeryfa, po czym wycofał się do swojego gabinetu. Dance zadzwoniła do szeryfa, przedstawiła się i wyjaśniła sytuację.

– Agentko Dance – burknął – rozumiem wasze kłopoty, Pell i tak da lej. Powiem pani, że głośno u nas o tej ucieczce. Ale nie możemy go tak po prostu zwolnić. Ciotka i wuj Theresy wnieśli skargę. Prawdę mówiąc, mamy tę małą szczególnie na oku, bo wiemy, co przeszła. Sędzia wyznaczył kaucję w wysokości stu tysięcy i żaden z naszych poręczycieli nie jest nią zainteresowany.

– Mogę porozmawiać z prokuratorem?

– Jest na rozprawie i dzisiaj już nie wróci.

Morton Walker będzie zatem musiał spędzić trochę czasu w areszcie. Współczuła mu i była mu wdzięczna, że zmienił zdanie. Nie mogła jednak nic dla niego zrobić.

– Chciałabym porozmawiać z ciotką albo wujem dziewczyny.

– Nie wiem, czy to coś da.

– Zależy mi na tym.

Chwila ciszy.

– Agentko Dance, naprawdę nie sądzę, żeby mieli na to ochotę. Właściwie jestem tego pewien.

– Da mi pan ich numer? Proszę? – Bezpośrednie pytania często bywają najskuteczniejsze.

Bezpośrednie odpowiedzi także.

– Nie. Do widzenia, agentko Dance.

Rozdział 43

Dance i O’Neil zostali sami w jej gabinecie. Z departamentu szeryfa okręgu Orange dowiedziała się, że ojciec Jennie Marston nie żyje, a matka ma bogatą kartotekę drobnych przestępstw, problemy z narkotykami i zaburzenia emocjonalne. Miejsce pobytu matki było nieznane; kilku krewnych dziewczyny mieszkało na Wschodnim Wybrzeżu, ale żaden od lat nie miał żadnych wiadomości od Jennie.

Jennie chodziła do dwuletniego college’u, ucząc się gastronomii, ale po roku rzuciła szkołę, aby wyjść za mąż. Przez rok pracowała w salonie fryzjerskim Hair Cuttery, a potem zajęła się cateringiem – w kilku firmach i piekarniach w okręgu Orange, gdzie się zatrudniła, zapamiętano ją jako spokojną osobę, która przychodziła do pracy punktualnie, dobrze wykonywała swoje obowiązki i wychodziła. Prowadziła samotne życie i funkcjonariuszom nie udało się dotrzeć do żadnych znajomych ani przyjaciół. Jej były mąż nie rozmawiał z nią od lat, ale oświadczył, że zasłużyła sobie na to, co ją spotkało.

Jak się można było spodziewać, z policyjnych raportów wyłaniał się obraz trudnych związków. Zastępcy szeryfa co najmniej sześć razy byli wzywani przez pracowników szpitala z powodu podejrzeń, że doszło do aktów przemocy domowej z udziałem byłego męża i co najmniej czterech innych partnerów. Sprawą zainteresowała się opieka społeczna, ale Jennie nigdy nie złożyła żadnej skargi, a tym bardziej nie wystąpiła o nakaz sądowy.

Idealna kandydatka na ofiarę kogoś takiego jak Daniel Pell.

Dance podzieliła się tym spostrzeżeniem z O’Neilem. Detektyw skinął głową. Patrzył przez okno na dwie sosny, które w ciągu lat zrosły się ze sobą, tworząc na wysokości wzroku splot gałęzi przypominający zgięty kłykieć. Dance często patrzyła na przedziwny kształt, kiedy fakty śledztwa nie chciały się połączyć w logiczną całość.

– Powiesz mi, co cię gnębi? – spytała.

– Chcesz wiedzieć?

– Przecież pytam, nie? – zauważyła pogodnym tonem.

Nie udzielił mu się jednak jej dobry nastrój.

– Miałaś rację – powiedział cierpko. – To on się mylił.

– Kellogg? W motelu?

– Powinniśmy przeprowadzić twój pierwszy plan. Trzeba było obstawić ludźmi cały motel, kiedy się tylko dowiedzieliśmy. Nie marnować pół godziny na montowanie akcji. Właśnie dlatego się zorientował. Ktoś musiał nas sypnąć.

Koci instynkt…

Nie cierpiała się bronić, zwłaszcza przed kimś, kto był jej bliski.

– Wtedy decyzja o szturmie wydawała się rozsądna. Wszystko działo się bardzo szybko.

– Nie, nie była rozsądna. I dobrze o tym wiedziałaś. Dlatego się wahałaś. Nie byłaś pewna do samego końca.

– A kto mógłby być czegokolwiek pewien w takiej sytuacji?

– Dobra, więc miałaś przeczucie, że to niedobre rozwiązanie, a prze czucie zwykle cię nie zawodzi.

– Mieliśmy po prostu pecha. Gdybyśmy weszli wcześniej, pewnie już byśmy go mieli.

Pożałowała tych słów, obawiając się, że odczyta je jako krytykę funkcjonariuszy biura szeryfa.

– I zginęliby ludzie. Mieliśmy cholerne szczęście, że nikomu nic się nie stało. Plan Kellogga to była gotowa recepta na strzelaninę. Naprawdę mieliśmy szczęście, że Pella nie było w pokoju. Mogło dojść do masa kry. – Założył ręce – w geście obronnym, który wydawał się absurdalny, ponieważ detektyw wciąż miał na sobie kamizelkę kuloodporną. – Sama oddajesz nadzór nad operacją. Nad swoją operacją.

– Winstonowi?

– Owszem, Winstonowi. To tylko konsultant. A zachowuje się, jak gdyby to on prowadził sprawę.

– Jest specjalistą, Michael. Ja nie. Ty też nie.

– Naprawdę? Przepraszam cię, facet gada o mentalności w sektach, o profilach. Ale jakoś nie widzę, żeby dzięki temu udało mu się dopaść Pella. Dotąd to ty odwalasz całą robotę.

– Weź pod uwagę jego kwalifikacje, jego doświadczenie. To ekspert.

– Zgoda, ma trochę wiadomości. Mogą się nam przydać. Ale godzinę temu okazał się za słabym ekspertem, żeby złapać Pella. – Ściszył głos. – Słuchaj, w sprawie motelu Overby poparł Winstona. Nic dziwnego – w końcu to on chciał go mieć w zespole. Jesteś pod naciskiem FBI i własnego szefa. Ale już nieraz dawaliśmy sobie radę z naciskami. Mogliśmy się im postawić.

– Co chcesz przez to powiedzieć? Że ulegam mu z jakiegoś innego powodu?

Odwrócił wzrok. Gest niechęci. Nie tylko kłamstwo wywołuje stres; czasami ludzie odczuwają go, mówiąc prawdę.