– Kiedy byłam mała i matkę aresztowano…
– Za co?
– Och, nie starczyłoby czasu, żeby wszystko wymienić.
Pell znów się rozejrzał. Nikogo.
– Tak było źle?
Trudno powiedzieć, czego nie robiła. Kradzieże w sklepach, wymuszenia, prześladowanie. No i napaść. Atakowała mojego ojca. I swoich chłopaków, kiedy chcieli z nią zerwać – sporo ich było. Kiedy wybuchała awantura, do naszego domu czy tam, gdzie akurat byłyśmy, przyjeżdżała policja. Często się spieszyła i jechała na sygnale. Ile razy słyszałam syrenę, myślałam sobie, dzięki Bogu, zaraz ją zabiorą. Jak gdyby anioły przychodziły mi na ratunek. Zaczęłam tak myśleć o syrenach. Że to anielskie pieśni.
– Anielskie pieśni. Podoba mi się – rzeki Pell.
Nagle odwrócił ją do siebie i pocałował w usta. Potem odsunął się, patrząc w jej twarz.
Tę samą, którą pół godziny wcześniej zobaczył w telewizji w pokoju motelowym, kiedy Jennie poszła na zakupy.
Mamy nowe informacje w sprawie ucieczki Daniela Pella. Zidentyfikowano jego wspólniczkę. To Jennie Ann Marston z Anaheim w Kalifornii. Wiek dwadzieścia pięć lat, wzrost około stu sześćdziesięciu pięciu centymetrów, waga około pięćdziesięciu kilogramów. W lewym górnym rogu ekranu widzą państwo jej zdjęcie, a z prawej strony i poniżej pokazujemy, jak może teraz wyglądać podejrzana, po zmianie fryzury i koloru włosów. Jeżeli ktokolwiek ją zobaczy, proszę nie próbować jej zatrzymywać na własną rękę, ale natychmiast zadzwonić pod 911 lub numer wyświetlony u dołu ekranu.
Fotografia przedstawiała pochmurną twarz, jak gdyby Jennie była niezadowolona, że aparat wydziału komunikacji uwiecznia jej niedoskonały nos, który będzie się bardziej rzucał w oczy niż oczy, usta i uszy.
Najprawdopodobniej Jennie coś jednak zostawiła w pokoju motelu Sea View.
Odwrócił ją w stronę wzburzonego oceanu, stając za jej plecami.
– Anielskie pieśni – wyszeptała.
Pell objął ją mocno i pocałował w policzek.
– Spójrz – powiedział, pokazując na plażę.
– Gdzie?
– Na ten kamień w piasku.
Pochylił się i wygrzebał gładki, może czterokilogramowy kamień. Był szary i błyszczący.
– Co twoim zdaniem przypomina, najdroższa?
– Och, kiedy go tak trzymasz, wygląda jak kot, nie sądzisz? Śpiący kot, zwinięty w kłębek. Jak moja Jasmine.
Miałaś kota? – Pell ważył kamień w dłoni.
– Kiedy byłam mała. Moja matka ją uwielbiała. Nigdy nie zrobiła Jasmine krzywdy. Znęcała się nade mną, nad innymi ludźmi. Ale Jasmine nigdy nic nie zrobiła. Czy to nie zabawne?
– Właśnie tak pomyślałem, najdroższa. Wygląda jak śpiący kot.
Dance najpierw zadzwoniła z nowiną do O’Neila.
Nie odbierał, więc zostawiła mu wiadomość. Nie miał zwyczaju nie podnosić słuchawki, ale wiedziała, że się przed nią nie chowa. Nawet jego wybuch – zgoda, może nie wybuch – nawet jego dzisiejsza krytyka wynikała z policyjnej sumienności, nakazującej mu jak najskuteczniej poprowadzić sprawę.
Przyszła jej do głowy myśl, która nawiedzała ją od czasu do czasu: jak wyglądałoby życie u boku gliny – kolekcjonera książek – żeglarza. Zwykle dochodziła do wniosku, że czekałoby ją dużo dobrego i równie dużo złego. Odłożyła na bok tę refleksję, odkładając jednocześnie słuchawkę.
Dance znalazła Kellogga w sali konferencyjnej.
– Mamy Theresę Croyton – oznajmiła. – Z Napa właśnie dzwonił Walker. Wyobraź sobie, że wpłaciła za niego kaucję.
– Co ty powiesz? Napa, hm? A więc tam się przeprowadzili. Zamierzasz tam pojechać?
– Nie, dziewczyna przyjedzie tutaj. Z ciotką.
– Tutaj? Kiedy Pell jest ciągle na wolności?
– Sama chce przyjechać. Prawdę mówiąc, nalegała. To był jej warunek.
– Ma dziewczyna odwagę.
– Też tak sądzę.
Dance wezwała zwalistego Alberta Stemple’a i wyznaczyła mu zadanie ochrony Theresy.
Gdy uniosła wzrok, zauważyła, że Kellogg przygląda się zdjęciom na jej biurku – tym, na których były dzieci. Jego twarz niczego nie zdradzała. Znów zaczęła się zastanawiać, czy fakt, że była matką, wywołuje w nim niepokój lub porusza jakieś wspomnienie. Była to otwarta kwestia między nimi i Dance zadawała sobie pytanie, czy pojawią się inne – lub, co bardziej prawdopodobne, czego będą dotyczyć.
Długie, skomplikowane wędrówki serc.
– Theresa przyjedzie dopiero za jakiś czas – powiedziała. – Chciała bym wrócić do hotelu i jeszcze raz spotkać się z naszymi gośćmi.
Lepiej, żebyś sama z nimi porozmawiała. Wydaje mi się, że mężczyzna będzie wam przeszkadzać.
Zgodziła się z nim. Płeć każdego z uczestników przesłuchania ma wpływ na sposób prowadzenia sesji i Dance często korygowała własne zachowanie, reagując bardziej kobieco lub męsko, w zależności od tego, kogo badała. Ponieważ postać Daniela Pella odgrywała w życiu kobiet tak ogromną rolę, obecność mężczyzny mogła zaburzyć dynamikę przesłuchania. Przedtem Kellogg wycofał się, pozwalając jej przepytywać kobiety samodzielnie, ale z pewnością byłoby lepiej, gdyby w ogóle nie pojawił się w hotelu. Powiedziała mu o tym, wyrażając wdzięczność za zrozumienie.
Zaczęła wstawać, lecz zaskoczył ją prośbą:
– Zaczekaj.
Dance usiadła. Kellogg zaśmiał się krótko i popatrzył jej w oczy.
– Nie byłem z tobą całkiem szczery, Kathryn. I nie miałoby to żadnego znaczenia… gdyby nie wczorajszy wieczór.
Co jest grane? Czyżby była żona nie była jeszcze byłą żoną? A może istniała bardzo obecna dziewczyna?
W tym momencie żadna z tych możliwości nie zmieniała niczego. Prawie się nie znali, a emocjonalna więź, jaka w przyszłości mogła ich połączyć, na razie nie miała znaczenia. Cokolwiek to było, lepiej ujawnić to teraz, od razu.
– Chodzi o dzieci.
Dance porzuciła rozważania na własny temat i wyprostowała się na krześle, poświęcając mu całą uwagę.
– Prawda jest taka, że mieliśmy z żoną dziecko.
Słysząc czas przeszły, Kathryn Dance poczuła skurcz w żołądku.
– Zginęła w wypadku samochodowym, kiedy miała szesnaście lat.