– Cześć – szepnął.
Wydała stłumiony okrzyk, upuściła szkicownik i zerwała się z ławki, odwracając się do niego.
– Jezu.
Chwila ciszy.
Nagle na twarz Rebecki wypełzł uśmiech. Zrobiła krok w jego stronę. Uderzył w nich silny podmuch wiatru, prawie zagłuszając jej słowa:
– Cholera, ale za tobą tęskniłam.
– Chodź, najdroższa – odrzekł, przyciągając ją do siebie.
Rozdział 46
Ukryli się między drzewami, więc nikt z motelu nie mógł ich dojrzeć.
– Wiedzą o Jennie – powiedziała Rebecca.
– Wiem. Widziałem w telewizji. – Skrzywił się. – Zostawiła coś w pokoju. Namierzyli ją.
– Co teraz?
Wzruszył ramionami.
– Nie będzie już z nią kłopotu. – Spojrzał na ślady krwi na paznokciach. Znów pocałował Rebeccę, przypominając sobie, że zawsze najbardziej na niego działała spośród dziewczyn w Rodzinie. Poczuł rosnący balon. Szepnął: – Najdroższa, gdybyś nie zadzwoniła, nie wiem, co by się stało.
Pell zostawił Rebeccę wiadomość w poczcie głosowej w domu, podając jej nazwę motelu, w którym zatrzymali się z Jennie. Telefon do pokoju w Sea View, rzekomo od obsługi, w rzeczywistości był od Rebecki, która rozgorączkowanym szeptem poinformowała go, że jedzie do nich policja – Dance dzwoniła do kobiet z Rodziny z pytaniem, czy będą gotowe pomóc, gdyby Pell wziął zakładników. Na razie nie chciał, by Jennie dowiedziała się o Rebeccę, więc wymyślił bajeczkę o sprzątaniu pokoju.
– Mieliśmy szczęście – powiedziała Rebecca, ścierając z twarzy warstwę wilgoci. Pell uznał, że wygląda świetnie. Jennie była niezła w łóżku, ale nie wymagała od niego zbyt wiele. Rebecca potrafiła nie dawać mu spokoju przez całą noc. Jennie potrzebowała seksu jako potwierdzenia samej siebie. Rebecca po prostu go potrzebowała. Czuł, jak bańka boleśnie powiększa się i nabrzmiewa.
– Jak moje dziewczynki radzą sobie ze stresem?
– Kłócą się i doprowadzają mnie do szału. Wydaje się, jakby nie upłynął ani jeden dzień. Jest dokładnie tak samo jak osiem lat temu. Tyle że Linda jest teraz nawiedzoną chrześcijanką, a Sam to już nie Sam. Zmieniła imię i nazwisko. No i ma biust.
– Naprawdę pomagają glinom?
– Och, pewnie. Próbowałam trochę namieszać, ale nie mogłam prze sadzać.
– I o nic cię nie podejrzewają?
– Nie.
Pell znów ją pocałował.
– Nie masz sobie równych, maleńka. Dzięki tobie jestem wolny.
W jego ucieczce Jennie Marston była tylko pionkiem; to Rebecca wszystko zaplanowała. Po ostatecznym odrzuceniu wniosku apelacyjnego Pell zaczął myśleć o ucieczce. W Capitoli udało mu się kilka razy skorzystać z telefonu bez nadzoru strażników i porozmawiać z Rebecca. Przez pewien czas rozmyślała, jak wyrwać Pella zza krat. Ale długo nie nadarzała się żadna okazja i dopiero niedawno Rebecca oznajmiła mu, że ma pewien pomysł.
Przeczytała o niewyjaśnionym morderstwie Roberta Herrona i uznała, że zrobi z Pella głównego podejrzanego, aby na czas procesu przeniesiono go do mniej strzeżonego zakładu. Rebecca znalazła stary młotek, który został jej jeszcze z czasów Rodziny, i podrzuciła go do garażu jego ciotki w Bakersfield.
Pell przejrzał listy od fanów, szukając kandydatki na wspólniczkę. Wybrał Jennie Marston, dziewczynę z południowej Kalifornii, cierpiącą na syndrom uwielbienia złych chłopców. Wydawała się cudownie zdesperowana i bezbronna. Pell miał ograniczony dostęp do komputera, więc Rebecca założyła niewykrywalny adres e-mailowy i zaczęła pisać do Jennie, podszywając się pod Pella, aby zdobyć jej serce i opracować plan. Jedną z przyczyn, dla których wybór padł na Jennie, był fakt, że mieszkała zaledwie godzinę drogi od Rebecki, która dzięki temu bez trudu mogła poznać szczegóły jej życia i stworzyć wrażenie, że Jennie i Pella łączy jakaś duchowa więź.
Och, kochanie, mamy ze sobą tyle wspólnego, jakbyśmy byli dwiema stronami tej samej monety…
Uwielbiała kardynały i kolibry, zieleń, meksykańskie jedzenie… W tym podłym świecie wystarczyło niewiele, by uczynić z kogoś takiego jak Jennie Marston swoją bratnią duszę.
Wreszcie Rebecca, udając Pella, przekonała Jennie, że nie jest winny morderstwa Croytonów i nakłoniła ją do pomocy w ucieczce. Po obejrzeniu aresztu w Salinas i sprawdzeniu rozkładu przyjazdów furgonetki kurierskiej do punktu You Mail It, Rebecca wpadła na pomysł użycia bomb benzynowych. Wysłała instrukcje: Jennie miała ukraść młotek i razem z fałszywym portfelem podrzucić w Salinas. Poinformowała ją także, jak zrobić bombę benzynową i gdzie kupić ognioodporne ubranie i torbę. Gdy Jennie wypełniła polecenia, Rebecca zamieściła wiadomość na forum „Zabójstwo”, że wszystko gotowe. Pell spytał:
– Kiedy dzwoniłem, odebrała Sam, prawda?
Pell zatelefonował do domku w Point Lobos Inn pół godziny wcześniej, podając się za zastępcę szeryfa pilnującego domku. Umówił się z Rebeccą, że gdyby odebrał ktoś inny, poprosi o sprawdzenie, czy wszystkie okna są zamknięte. Miał to być sygnał dla Rebecki, aby wyszła do altanki i czekała na niego.
– W ogóle się nie połapała. Biedactwo, ciągle jest małą myszką. Nic nie rozumie.
– Chcę stąd jak najszybciej wyjechać, najdroższa. Jak tam z czasem?
– Już niedługo.
– Mam jej adres – rzekł Pell. – Dance.
– Ach, musisz o czymś wiedzieć. Jej dzieci nie ma w domu. Nie mówiła, gdzie są, ale w książce telefonicznej znalazłam Stuarta Dance’a – pewnie ojca albo brata. Przypuszczam, że tam je ukryła. Pilnuje ich gliniarz. Dance nie ma męża.
– Wdowa, zgadza się?
– Skąd wiesz?
– Po prostu wiem. Ile dzieci mają lat?
– Nie wiem. To ważne?
– Nie. Jestem tylko ciekawy.
Rebecca odsunęła się i uważnie mu się przyjrzała.
– Jak na włóczęgę bez dokumentów, wyglądasz całkiem nieźle. Na prawdę. – Otoczyła go ramionami. Bliskość jej ciała, skąpanego w zapachu sosen i intensywnej woni nadmorskiej roślinności, jeszcze bardziej podziałała na jego pobudzone zmysły. Objął ją w talii, przyciskając do siebie coraz mocniej. Pocałował ją zachłannie, wsuwając język do jej ust.
– Daniel… nie teraz. Muszę wracać.
Ale Pell zdawał się jej nie słuchać. Pociągnął ją w głąb lasu, położył jej dłonie na ramionach i zaczął ją popychać w dół. Powstrzymała go gestem. Położyła na mokrej ziemi szkicownik, kartonową podkładką do dołu, i na nim uklękła.